Archive for the ‘Archiwum z Go?ca Porannego’ Category

Smutny kabaret

Monday, February 5th, 2007


Takim samym wynikiem zakończyło się pierwsze spotkanie obu ekip. Różnica między potyczkami była jednak kolosalna. O ile w Białymstoku bydgoszczanki wygrały bez problemu, to już na własnym terenie musiały się ostro napracować, żeby zdobyć trzy punkty.

Kardas nie wytrzymał

Przyjezdne dobrze rozpoczęły mecz. Po błędzie gospodyń i ataku Joanny Szeszko Podlasianki wygrywały 2:0. Centrostal szybko odrobił straty, a w kolejnych minutach wyraźnie dominował na boisku. W szczytowym momencie prowadzenie gospodyń wynosiło 10 punktów – 20:10.

Nikt w to nie wierzył, ale biało-stoczanki w świetnym stylu zniwelowały znaczną część przewagi, doprowadzając do stanu 20:23. Dobre zawody rozegrała Dominika Koczorowska, skuteczna w ataku z obejścia. Niestety, w ostatnich fragmentach kontrolę nad spotkaniem przejął sędzia Jacek Broński. Z pościgu nic nie wyszło. Podlasianki przegrały 23:25. Z porażką nie mógł pogodzić się Kardas.

- To jest kabaret! – krzyczał w stronę arbitra szkoleniowiec PRONAR ZETO ASTWA AZS.

Druga partia przez długi czas toczyła się pod dyktando ekipy gości. Dopiero od stanu 17:17 Centrostal opanował sytuację. Zdobył osiem punktów, przy zaledwie dwóch “oczkach” akademiczek i prowadził już 2:0.

Odrodzenie gości

Białostoczanki nie zraziły się jednak kolejnym przegranym setem. Szybko uzyskały przewagę, którą utrzymały do końca partii. Co prawda w końcówce, głównie za sprawą Ewy Kowalkowskiej, rywalki zbliżyły się na dwa punkty, jednak nie potrafiły już powstrzymać rozpędzonych Podlasianek.

Koniec snu

Siatkarki Kardasa uwierzyły, że mogą z Bydgoszczy wyjechać ze zdobyczą punktową. Kibice gospodarzy z niedowierzaniem patrzyli na kolejne akcje Koczorowskiej i Justyny Sachmacińskiej. Wydawało się, że wygrana jest niezagrożona. Niestety, kilka prostych błędów w przyjęciu i świetna zmiana Doroty Ściurki pogrzebały sen o wygranej. Bydgoszczanki zwyciężyły 25:23 i w całym spotkaniu 3:1. Decydujący punkt zdobyły po autowym ataku Sylwii Pyci.
WYNIKI 10. KOLEJKI
Centrostal Bydgoszcz – PRONAR ZETO ASTWA AZS Białystok 3:1 (25:23, 25:19, 23:25, 25:23).

Centrostal: Liniarska, Ciaszkiewicz, Śrutowska, Szajek, Kuligowska, Leśniewicz (libero) oraz Kowalkowska, Ściurka, Naczk.

PRONAR ZETO ASTWA AZS: Hendzel, Szeszko, Skowrońska, Koczorowska, Pycia, Palczewska, Saad (libero) oraz Kosek, Sachmacińska, Baran.
Muszynianka Muszyna – Gedania Gdańsk 3:0, Stal Mielec – Winiary Kalisz 0:3, Gwardia Wrocław – Aluprof Bielsko-Biała 2:3, Nafta-Gaz Piła – AWF Poznań 3:1.
TABELA
1.Winiary 10 26 29:10
2. Nafta-Gaz 9 22 25:11
3. Centrostal 10 21 23:11
4. Muszynianka 10 20 24:17
5 .Aluprof 9 18 21:13
6 .Gwardia 10 10 16:25
7. Stal 10 8 12:25
8 .Gedania 10 8 12:25
9 .Poznań 10 7 15:27
10.PRONAR ZETO ASTWA 10 7 13:26

PROGRAM 11. KOLEJKI
10 lutego: PRONAR ZETO ASTWA AZS – Aluprof, Gedania – Gwardia, Stal – Centrostal, Poznań – Winiary, Muszynianka – Nafta-Gaz.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Podlasie jest nieatrakcyjne

Monday, February 5th, 2007


Najmniej rąk do pracy w kraju i najmniejsza zdolnośc przyciągania inwestorów – tak wygląda województwo podlaskie w raporcie “Atrakcyjnośc inwestycyjna województw i podregionów Polski”, opublikowanym przez Instytut Badan nad Gospodarką Rynkową.

W badaniu pod uwage wzieto m.in. liczbe osób pracujących w poszczególnych województwach, koszty pracy, poziom rozwoju gospodarczego oraz aktywnośc wobec inwestorów. Województwo podlaskie zajelo ostatnie miejsce w rankingu, mimo ze koszty pracy są w regionie niskie, a stopa bezrobocia wynosi 13,3 proc., czyli mniej niz średnia krajowa (14,9 proc.). Dla porównania, w województwie warminsko-mazurskim, które znalazlo sie na przedostatnim miejscu, bezrobocie wynosi 23,2 proc.

- Nasz region jest jednak slabo rozwiniety gospodarczo – tlumaczy Michal Ziniewski, prezes Podlaskiego Związku Pracodawców. – Dziala tutaj niewiele firm, które nie dadzą pracy wiekszości poszukującej zatrudnienia. Na to naklada sie jeszcze emigracja zarobkowa mlodych, wyksztalconych ludzi.

Wedlug autorów raportu, mniejszymi tzw. zasobami pracy dysponują tez regiony rolnicze, a do takich nalezy Podlasie. Do tego dochodzi tez duze bezrobocie strukturalne, czyli niedopasowanie wyksztalcenia szukających zatrudnienia do potrzeb pracodawców.

Na pozycje województwa w rankingu wplynela równiez slaba jakośc dróg oraz brak lotniska (tzw. slaba dostepnośc transportowa), a takze niskie dochody mieszkanców. Ten ostatni czynnik powoduje, ze niska tez jest ich sila nabywcza.

Pierwsze miejsce w rankingu zdobylo województwo śląskie. Druga pozycja przypadla malopolskiemu, a trzecie – lódzkiemu.

Autor artykułu: (ew)

Budujemy!

Monday, February 5th, 2007


Wprowadził dwie poprawki: jedną kosmetyczną, dotyczącą numeracji działek i drugą merytoryczną – budowa nie może naruszyć wód gruntowych w dolinie Rospudy.

- Uzgodnienie decyzji środowiskowej przez ministra umożliwia wydanie pozwolenia na budowę obwodnicy – mówi Józef Staniaszek, dyrektor wydziału środowiska Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego w Białymstoku.

To zaś daje drogowcom nadzieję na to, że jeszcze w lutym ruszą z budową. – Nie spodziewałem się innej decyzji ministra. Jego postanowienie jest rozsądne i zgodne z prawem polskim i unijnym – mówi Tadeusz Topczewski, dyrektor białostockiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad.

Pozwolenie ma być gotowe już w najbliższy piątek. Potem drogowcy przez dwa lata zbudują 17,2 km szosy ekspresowej, która od zachodu ominie Augustów. A nad doliną Rospudy zrobią dwujezdniową estakadę (długości 500 metrów), wysoko nad powierzchnią chronioną.

- Jesteśmy szczęśliwi i czekamy tylko na pozwolenie na budowę – cieszy się Leszek Cieślik, burmistrz Augustowa.

Jedna z gazet podała wczoraj, że stu augustowian nie chce tego przebiegu obwodnicy. Bo boją się o przyrodę. – No cóż, zawsze znajdzie się jakaś targowica – ocenia burmistrz.

- Obawialiśmy się, że zmasowany atak tak zwanych ekologów, którzy nie mając argumentów usiłowali grać na emocjach, złamie ministra środowiska i rząd się ugnie. Na szczęście tak się nie stało, co nas bardzo cieszy – mówi Bogdan Dyjuk ze społecznego komitetu wspierania budowy obwodnicy.

- We wrześniu zebraliśmy ponad sześć tysięcy podpisów popierających budowę. Teraz z radością powitamy ekipy budowlane.

Autor artykułu: Rafał Malinowski

Całość w ręce Agrocentrum?

Thursday, February 1st, 2007


Stanisław Pietruszyński jest jedynym chętnym na kupno udziałów Skarbu Państwa w Podlaskich Zakładach Zbożowych w Białymstoku. Taki komunikat podało wczoraj Ministerstwo Skarbu Państwa.

Byli pełni obaw

Przypomnijmy, że w końcu grudnia resort wystawił do przetargu 34,1 proc. akcji PZZ z 49 procent, które posiada (pozostała część ma trafić w ręce pracowników PZZ i rolników).

Stanisław Pietruszyński, prezes Agrocentrum Kolno, firmy mającej 51 procent udziałów w PZZ w Białymstoku, był wtedy zaskoczony decyzją resortu i obawiał się, że przy obecnej sytuacji na rynku zbóż jego firma nie będzie miała dość pieniędzy, żeby wykupić oferowane akcje.

Prezes obawiał się także “czarnego scenariusza”, zakładającego, że pakiet akcji należący do Skarbu Państwa przejmie firma, której nie tyle będzie zależeć na rozwoju zakładu, co na jego usunięciu z bardzo trudnego dziś rynku.

Obecnie mamy na nim trzy potęgi: Komagrę (dawna Grupa Polskie Młyny) oraz niemiecką grupę Dr Cordesmeyer i VK Muhler (również niemiecka grupa). Te ostatnie “ostro” rywalizują z polskim liderem.

Tylko Agrocentrum

Zainteresowani udziałami w PZZ mieli czas na zgłaszanie ofert do 29 stycznia.

Wczoraj ministerstwo poinformowało, że otrzymało jedną ofertę – złożoną właśnie przez prezesa Agrocentrum Kolno.

Jej szczegółów i oczekiwań Stanisława Pietruszyńskiego, nie znamy, bo prezesa akurat nie ma w kraju. Ale też ministerstwo ma jeszcze sporo czasu na ocenę jego oferty.

- Zgodnie z ogłoszeniem o przetargu, na wybór oferty resort ma 30 dni roboczych od daty upływu terminu składania ofert – przypomina Agnieszka Dłuska z biura prasowego ministerstwa. – Z oferentem, który wygrał przetarg umowa sprzedaży akcji zostanie zawarta w ciągu 60 dni od daty powiadomienia go o dokonanym wyborze.

Autor artykułu: (peż)

Polsko, jesteś wielka!

Thursday, February 1st, 2007


To był piękny mecz, o którym polscy kibice nieprędko zapomną. Mamy wielkich siatkarzy, a teraz okazało się, że nie mniej wielcy są szczypiorniści, którym ogromne brawa należą się przede wszystkim za to, że wygrali mimo wielu przeciwności.

- Jestem bardzo szczęśliwy. Walczyliśmy do końca i pokazaliśmy wielką klasę – cieszył się Rafał Kuptel. Ale zanim doszło do triumfu, w Hamburgu działy się niesamowite rzeczy.

Szpital w drużynie

Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziów z Niemiec dotarły zatrważające wieści. Polscy szczypiorniści rozchorowali się. Na infekcję dróg oddechowych i kłopoty żołądkowe narzekało aż pięciu zawodników: bramkarz Sławomir Szmal oraz Marcin Lijewski, Damian Wleklak, Artur Siódmiak i kapitan zespołu Grzegorz Tkaczyk.

- Zagramy przeciwko sobie samym, przeciwko naszym słabościom – mówił zafrasowany trener biało-czerwonych Bogdan Wenta.

Kłopoty zdrowotne i presja usztywniła Polaków, szczególnie jeśli chodzi o grę w obronie. Cieniem samego siebie był Szmal. Kandydujący do miana najlepszego bramkarza mistrzostw zawodnik zmagał się z własnym cierpieniem i nie był w stanie zatrzymać atomowych rzutów silnych Duńczyków. Po 17 minutach zrezygnował i zszedł z boiska. Na szczęście jego zmiennik Adam Wejner spisywał się znakomicie.

Wytrzymali do końca

W ataku biało-czerwoni spisywali się na miarę półfinalistów mistrzostw świata. Raz za razem trafiał ten, na którego liczono najbardziej – Karol Bielecki. Jak na kapitana przystało, dwoił się i troił Tkaczyk. Polacy na bramkę odpowiadali bramką. W końcu po raz pierwszy wyszli na prowadzenie (7:6) po celnym rzucie Mariusza Jurasika. Po 22 minutach było już 12:9, przede wszystkim dzięki kapitalnym interwencjom Weinera. Ale Dania to nie są słabeusze. Kilka prostych strat i zrobił się remis 12:12. Do końca pierwszej połowy trwała wymiana ciosów, w której minimalnie lepsza była ekipa Wenty, prowadząc 15:14.

Polscy kibice w przerwie zadawali sobie pytania:czy wytrzymają? czy perypetie zdrowotne sprzed meczu nie zaważą na wyniku? Początek drugiej odsłony był jednak udany. Po akcji Patryka Kuchczyńskiego było 18:15. Iwtedy coś się zacięło. Biało-czerwoni słabli z każdą minutą. Nie potrafili skończyć akcji, popełniali masę błędów. Duńczycy przejęli inicjatywę i wyrównali na 19:19. Krótki zryw i dwie bramki Tkaczyka przywróciły nadzieję na sukces, ale w 50. minucie znów był remis (21:21). Emocje były coraz większe. Znów Polacy gonili rywali, jednak pozbierali się i 17 sekund przed końcem na 26:26 wyrównał Bielecki. Rzut rozpaczy Duńczyków nic nie dał i doszło do dogrywki.

Polakom w dodatkowym czasie gry bardzo niewiele brakowało do szczęścia. Prowadzili już 29:27, a jeszcze w ostatniej minucie 30:29. Niestety, 21 sekund przed upływem regulaminowych 10 minut rywale zaskoczyli Weinera, a potem spudłował Tkaczyk i potrzebna była kolejna dogrywka.

Decydujący szturm

Jej pierwsza część była niezwykle nerwowa. Obie drużyny trafiły tylko po razie. Ze strony Polaków nie pomylił się Tomasz Tłuczyński, który z zimną krwią wykorzystał rzut karny.

W ostatniej odsłonie nastąpił szturm biało-czerwonych. Kapitalnie grał Michał Jurecki, który wyprowadził nas na prowadzenie 33:31, kapitalną bramkę technicznym rzutem zdobył Tkaczyk, a Duńczyków kilka sekund przed końcem dobił Mateusz Jachlewski. Finał mistrzostw świata stał się faktem.

Decydujący mecz Niemcy – Polska rozegrany zostanie w niedzielę – 4 lutego, o godz. 16.30 w Kolonii. Transmisję przeprowadzi stacja Polsat.

WYNIKI PÓŁFINAŁÓW

Polska – Dania 36:33 po dwóch dogrywkach (15:14, 26:26, 30:30).
Polska: Szmal (Weiner) – Bielecki – 8 bramek, Tkaczyk – 7, M. Lijewski – 4, Jurasik – 4, B. Jurecki – 3, M. Jurecki – 3, Tłuczyński – 3, Wleklak – 1, Kuchczyński – 1, Jachlewski – 1, K. Lijewski – 1, Kuptel.
Niemcy – Francja 32:31 po dogrywce.

Autor artykułu: Wojciech Konończuk

Ma być lepiej

Thursday, February 1st, 2007


Szkoleniowiec podlaskiej ekipy podsumował wczoraj dokonania swojego zespołu w pierwszej części sezonu.

- Zawodniczki są wściekłe. Chcą wygrywać. Planowaliśmy wzmocnić drużynę, ale nie udało nam się znaleźć siatkarki, która byłaby lepsza od naszych dziewczyn. Mimo to wierzę, że stać nas na coraz lepszą grę. Celem jest zdobycie w drugiej rundzie 12 punktów, które powinny zapewnić nam ósme, a może i wyższe miejsce – przewiduje Kardas.

Szkoleniowiec skarżył się na wrogi stosunek reszty ligowej stawki do białostockiej drużyny.

- Wszyscy chcą nam przeszkodzić w utrzymaniu się w lidze. Widać to nawet w trakcie spotkań. Na nas czołówka maksymalnie się spina, podczas gdy z resztą stawki gra na stojąco – przekonuje trener PRONAR ZETO ASTWA, który nie potrafił jednak wyjaśnić przyczyn tej “nieprzychylności”.

Na łasce sponsorów

Klub powołał prezydium do spraw siatkówki, które ma opiniować przydatność do drużyny i formę zawodniczek beniaminka. Co ciekawe, w jego skład weszli tylko przedstawiciele sponsorów. Nie znalazł w nim miejsca nawet trener.

- Dopiero dowiedziałem się o tym pomyśle – mówi zaskoczony Kardas. – Nie dam jednak nikomu zrobić krzywdy. Na pewno nie będzie tak, że ktoś po jednym słabszym meczu zostanie odsunięty od zespołu. Myślę, że panowie będą słuchać moich argumentów, tym bardziej, że ja mam fachowe podejście do tej sprawy, a sponsorzy patrzą raczej okiem zwykłego kibica – dodaje.

Zaskoczeni ekstraklasą

Obecny na spotkaniu prezes klubu Edward Kobylec zapewnił o coraz lepszej sytuacji finansowej beniaminka.

- Sponsorzy zwiększyli nakłady na drużynę. W tym sezonie chcemy utrzymać ekipę w lidze, a w kolejnych walczyć już o czołówkę rozgrywek. Przyznam, że na początku ekstraklasa trochę nas zaskoczyła, ale myślę, że zmierzamy w dobrym kierunku. Szukamy człowieka, który będzie pełnić w naszym klubie funkcję dyrektora organizacyjnego. Będzie miał za zadanie znajdywanie nowych sponsorów, a wiadomo, że przy większym budżecie wyższe będą też cele – kończy Kobylec.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Ballada o dobrym agencie

Wednesday, January 31st, 2007


Obraz Floriana Henckel-Donnersmarcka w warstwie formalnej jest skrzyżowaniem filmu szpiegowskiego i melodramatu. Co gorsza, cechy gatunkowe przeniknęły też do sfery ideologii. W efekcie film zaludniają postaci niemożliwie romantycznych kochanków i tajnych agentów z ludzką twarzą, dokonujący wyczynów na miarę J-23 (młodej i bardzo młodej publiczności wyjaśniamy, że taki kod miał Hans Kloss ze “Stawki większej niż życie”). W tej menażerii papierowych gigantów zabrakło ludzi z krwi i kości. Może właśnie dlatego udaje się (w filmie) obronić przewrotną tezę, że – co prawda – Niemcy z NRD zasługują na miano posłusznych wykonawców rozkazów komunistycznej władzy, ale wszystko to dlatego, że… byli dobrymi ludźmi.

Źli, bo… dobrzy

Wzorcowym przykładem złego, bo dobrego człowieka, jest agent Stasi (odpowiednik polskiej SB). Łamie ludzi, dręczy ich psychicznie i fizycznie w czasie przesłuchań, ale te wszystkie sadystyczne zabawy spływają po jego czystej duszy jak woda po kaczce. A to dlatego, że w dręczeniu ludzi nie znajduje przyjemności – on służy sprawie najlepiej, jak umie. Do prześladowanych przez siebie osób nie żywi żadnej osobistej urazy. Traktuje je jak zagrożenie dla władzy, dla partii, której ślubował być tarczą i mieczem. Prywatnie jest skromny jak mnich – nie ma życia osobistego, wszystko oddał służbie. Choć postępuje bez-względnie, choć niszczy ludziom życie, to trudno oskarżyć go o złe intencje. I reżyser tego nie robi. Bo jak oskarżać człowieka, który wierzy w to, co robi i stara się swoją pracę wykonywać możliwie jak najlepiej? W Polsce być może budziłby odrazę – dla Niemca (wnioskuję tylko na podstawie filmu) może być osobnikiem godnym szacunku.

Podobnie kuriozalna jest konstrukcja postaci pary kochanków, których podsłuchuje nasz “dobry agent”. Christa-Maria Sieland, aktorka, i Georg Dreyman, dramaturg, starają się nie narażać władzy. Oboje flirtują z systemem: on jest bezpiecznym reżimowym dramaturgiem, ona sypia z ministrem. Cena, jaką płacą za możliwość uprawiania zawodu i dostatnie życie, jest wysoka, ale jakimś cudem nie wpływa niszcząco na ich psychikę. Co prawda ona kupczy swoim ciałem, jest lekomanką i podpisuje zobowiązanie do współpracy, ale dalej jest zdolna do romantycznej miłości, do szczerych porywów serca. Podobnie jej wybranek: nie traci poetyckiej weny, a zmysł moralny mu się nie przytępia. Po samobójczej śmierci prześladowanego przez władzę (zakaz wykonywania zawodu aktora) przyjaciela pisze krytyczny tekst, który zostaje opublikowany w demokratycznej RFN.

Naiwność czy nieudolność?

Oglądając “Życie na podsłuchu”, co chwila trzeba mierzyć się z pytaniem, czy mamy do czynienia z naiwnością, czy warsztatową nieudolnością debiutanta. Niby czytelna jest intencja Henckel-Donnersmarcka, by pokazać, że nawet w warunkach totalnej inwigilacji ludzie mogą i zachowują humanitarne odruchy, że uginanie się pod presją ma granice i nie zawsze prowadzi do moralnej deprawacji. Jednak nieporadny sposób realizacji zamienił tę ideę w karykaturę. Film odrzuca sztucznością, razi koturnowym aktorstwem, irytuje pokracznym wywodem intelektualnym. Jeżeli nawet taka historia zdarzyła się naprawdę, to w filmie wygląda kompletnie niewiarygodnie.

Po wszystkich nagrodach i nominacjach próbowano wokół “Życia na podsłuchu” sprowokować szerszą dyskusję. Niewiele z tego wyszło. Nic dziwnego. Jeżeli o czymś warto dyskutować w związku z tym filmem, to raczej o jego formie niż treści – raczej o karierze niewspółmiernej do jakości niż o etycznych dylematach Niemców z NRD.

Autor artykułu:
Jerzy Szerszunowicz

Mecz życia Polaków

Wednesday, January 31st, 2007


To, co przed imprezą w Niemczech wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Polacy już w sobotę mogą zapewnić sobie miejsce na podium. Przez kilka ostatnich lat nie tylko światowy, ale i europejski kopciuszek odprawił z kwitkiem kolejną potęgę. Rosjanie co prawda nie zachwycali na mistrzostwach świata, ale i tak są znacznie wyżej w rankingu od naszych szczypiornistów.

- Byłem przed meczem strasznie zestresowany. Nawet jak stanąłem już między słupkami, ciągle miałem nogi jak z waty – mówi Sławomir Szmal, bramkarz polskiej reprezentacji.

Wojna nerwów

Na początku spotkania nie było jednak widać zdenerwowania w naszej ekipie. Biało-czerwoni świetnie grali w obronie i pewnie wykorzystywali wszystkie sytuacje. Po kilku minutach zaskoczeni Rosjanie przegrywali już 1:5. Szczypiorniści “Sbornej” przetrzymali nawałnicę i mozolnie rozpoczęli odrabianie strat. Rywale doprowadzili do remisu 8:8 i do końca pierwszej połowy gra toczyła się cios za cios. Dopiero w ostatnich minutach nieprawdopodobnymi interwencjami popisał się Szmal, Polacy wyprowadzili dwie kontry i zakończyli pierwszą część meczu prowadzeniem 16:14.

Biało-czerwoni dominowali na boisku także w drugiej części meczu. Rosjanie ponownie ocknęli się po kilkunastu minutach. Bezlitośnie wykorzystywali straty Polaków, którzy zbyt często decydowali się na rzuty z drugiej linii, zapominając zupełnie o grze skrzydłami. Na minutę przed końcem świetną akcją popisał się Karol Bielecki i nasz zespół wyszedł na prowadzenie 28:27. Ostatnie sekundy to prawdziwa wojna nerwów, z której zwycięsko wyszli biało-czerwoni.

Straszny charakter

- Spotkanie nie było piękne, ale tak się gra o stawkę. Chłopcy zostawili na boisku mnóstwo zdrowia, pokazali straszny charakter. Musimy nacieszyć się tym sukcesem, a później ostro ruszyć do pracy. Przed nami kolejny mecz życia – ocenia Wenta.

WYNIKI ĆWIERĆFINAŁÓW
Polska – Rosja 28:27 (16:14).
Polska: Szmal – Bielecki – 7 bramek, M. Lijewski – 6, Tkaczyk – 4, Jurasik – 3, B. Jurecki – 3, Tłuczyński – 3, Kuchczyński – 1, Jachlewski – 1, M. Jurecki – 0, Kuptel – 0, K. Lijewski 0, Wleklak – 0.
Niemcy – Hiszpania 27:25, Chorwacja – Francja 18:21, Dania – Islandia 42:41 po dogrywce.
Pary półfinałowe: Polska – Dania, Niemcy – Francja.
Mecze półfinałowe rozegrane zostaną jutro.

Autor artykułu: Adam Gruberski

Lider był mocniejszy

Wednesday, January 31st, 2007


Jeszcze przed pierwszym pojedynkiem na trybunach można było wyczuć atmosferę spotkania derbowego. Na dodatek do wszystkich dotarła wiadomość, że Artur Baranowski, zawodnik Barucha, miał stłuczkę i nie może dotrzeć na mecz.

Sędziowie dali gościom 60 minut na uzupełnienie składu. Tuż przed 17 Baranowski pojawił się w sali Szkoły Podstawowej nr 49 i derby mogły się rozpocząć.

Najpierw Mateusz Czernik gładko poradził sobie z Jakubem Fiedorczukiem, a Marcin Czerniawski po zaciętym meczu pokonał Marcina Jarkowskiego.

Mocny trener

Kolejne gry singlowe były bardzo zacięte. Na pierwszym stole pasjonujący, pięciosetowy pojedynek stoczyli Siergiej Astaszenok i Artur Baranowski.

Równolegle na drugim Sławomir Cylwik bardzo szybko objął prowadzenie 2:0 w setach nad Piotrem Napiórkowskim. Potem jednak grający trener Barucha pokazał, co znaczą stalowe nerwy. Wziął się do pracy i zdołał wygrać.

- Sam się spaliłem. Mogłem wygrać ten mecz, ale zabrakło sił. Poza tym rywal zmienił taktykę i, niestety, zamiast wygrać 3:0, przegrałem 2:3 – mówi Cylwik.

Braterska potyczka

Po czterech grach singlowych i dwóch deblowych było 5:1 dla Barucha i wydawało się, że jest już po meczu. Tenisiści MOKS, chcąc uratować remis, musieli wygrać wszystkie pozostałe gry pojedyncze.

Plan udało się zrealizować niemal w całości. Nie wyszło jednak Piotrowi Zdzienickiemu, który przegrał ze swoim bratem Kamilem 1:3.

- Wygrać po takiej walce derbowy mecz to duża przyjemność. Kibice na pewno się nie nudzili. Było dużo nerwów i zwycięstwo nie przyszło nam łatwo – twierdzi Napiórkowski.

WYNIKI 14. KOLEJKI

MOKS Słoneczny Stok – UKS Baruch WSFiZ Dojlidy 4:6. Punkty: MOKS: Astaszenok – 2, Cylwik – 1, Jarkowski – 1. Baruch: Czerniawski – 1,5, Napiórkowski – 1,5, K. Zdzienicki – 1,5, Czernik – 1, Baranowski – 0,5.

Elektryk Toruń – GKS Sierakowice 3:7, Flota Świnoujście – ITRIława 8:2, Olimpia II Grudziądz – AZS-AWFiS Gdańsk 7:3, Pogoń Lębork – Stegny Wyszogród – mecz przełożony.

TABELA

1. BARUCH 14 27 105:35
2. Sierakowice 14 24 102:38
3. Flota 14 16 73:67
4. Olimpia II 14 16 70:70
5. Stegny 13 15 65:65
6. MOKS 14 12 66:74
7. Elektryk 14 11 63:77
8. Iława 14 9 59:81
9. AZS-AWFiS 14 4 48:92
10. Pogoń 13 4 39:91

Autor artykułu: Konrad Sikora

Mały POPiS?

Monday, January 29th, 2007


Czy jutro radni sejmiku wybiorą zarząd województwa? Tak przynajmniej twierdzą przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości. To byłby nie lada sukces, bo już dwa miesiące próbują i nic.

Poważne rozmowy w PO

- Na ponad dziewięćdziesiąt procent we wtorek będzie zarząd – zdradził “Porannemu” jeszcze w ubiegłym tygodniu Krzysztof Tołwiński, który za przejście na stronę PiS ma być wyrzucony z Polskiego Stronnictwa Ludowego (funkcji kierowniczych już został pozbawiony).

Dobrej myśli jest także marszałek elekt Bogusław Dębski. – Zarząd zostanie powołany. Od ostatniej sesji (czyli od 16 stycznia – przyp. red.) prowadziliśmy wiele rozmów z przedstawicielami różnych ugrupowań. Przygotowaliśmy wiele wariantów i myślę, że któryś z nich zostanie zaakceptowany przez większość radnych – twierdzi Bogusław Dębski.

Ale ani o wariantach, ani o tym, kto mógłby je poprzeć nie chce rozmawiać. Jak się dowiedzieliśmy, podobno skład zarządu, który jutro zaproponuje Dębski, ma poprzeć co najmniej dwóch członków z klubu Platformy Obywatelskiej: Jacek Piorunek i Cezary Cieślukowski.

Sprawa jest najwidoczniej poważna. W sobotę do Łomży, gdzie mieszka Piorunek, wybrali się sami szefowie podlaskiej i białostockiej Platformy: Robert Tyszkiewicz i Jarosław Dworzański. Mieli z radnym przeprowadzić poważną rozmowę (Cieślukowski od kilku dni jest za granicą na urlopie). Piorunek musiał tłumaczyć się nie tylko z pogłosek, ale także z wywiadu dla łomżyńskiego tygodnika “Kontakty”, w którym stwierdził, że jest w stanie opuścić klub PO.

- Ci panowie muszą sobie zdawać sprawę z tego, że jeśli będą głosować inaczej niż przewiduje strategia PO, czeka ich taki sam los jak Krzysztofa Tołwińskiego. Nie będziemy tolerować zdrajców w swoich szeregach – ostrzega Jarosław Dworzański. – Na szczęście, po rozmowach, jakie przeprowadziliśmy z jednym i z drugim (z Cieślukowskim telefonicznie – przyp. red.) nie spodziewam się, aby doszło do jakiejś niespodzianki we wtorek. Myślę, że będą głosować jak cała reszta PO.

Nie zdradzam, nie szantażuję

Jacek Piorunek zarzeka się, że choć prowadził rozmowy z różnymi politykami Prawa i Sprawiedliwości, także z szefem podlaskiego ugrupowania Krzysztofem Putrą (bo jak wyjaśnia, to jego kolega sprzed lat), to nie zdradzi Platformy. - Żadnych deklaracji nikomu nie składałem. A niektórzy widocznie szukają sensacji – komentuje Piorunek.

Co więc miał na myśli, mówiąc “Kontaktom”, że rozważa opuszczenie klubu PO?
- W różnych wersjach zarządu, proponowanych zarówno przez PiS, jak i PO, nie ma żadnego przedstawiciela z okręgu łomżyńskiego. Nie chcę nikogo zdradzać ani szantażować, ale jeśli na siłę będzie się promowało tylko ludzi z Białegostoku i Suwałk, nie wykluczam, że odejdę z klubu Platformy – wyjaśnia Piorunek. – Może się tak stać, że wspólnie z kolegami z PiS z mego okręgu połączymy siły, by walczyć o Łomżę. Bo my w Łomży nie dzielimy się na partie, nie mamy do siebie urazy. Chcemy jak najlepiej dla naszego regionu – dodaje.
Cezary Cieślukowski zaprzecza pogłoskom, że ma przejść na stronę PiS.

- Myślę, że niektórzy przedstawiciele tej partii specjalnie rozpuszczają plotki, by w Platformie powstała atmosfera podejrzliwości. Czekam na propozycje Prawa i Sprawiedliwości, ale takie, które dadzą szansę na stworzenie koalicji PO-PiS – mówi.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz