Archive for January, 2007

Miało być łatwiej

Monday, January 22nd, 2007


Zniesienie znaczków skarbowych miało uprościć załatwianie spraw administracyjnych, takich jak na przykład uzyskanie aktu małżeństwa. Nowe prawo obowiązuje od początku tego roku, ale w miejsce starych problemów pojawiły się nowe.

- Kupiłam w zeszłym roku znaczki skarbowe, które teraz nadają się tylko na makulaturę i nie mogę ich nigdzie zwrócić – powiedziała nam Czytelniczka.

- Chyba powinien być jakiś sposób, żeby pozbyć się tych nieprzydatnych zapasów?

Według Ministerstwa Finansów, na pieniądze za niewykorzystane znaczki mogą liczyć jedynie przedsiębiorcy prowadzący punkty ich sprzedaży.

Nie wszyscy wiedzą też, że znaczki skarbowe zostały zniesione i teraz do załatwienia spraw urzędowych potrzebny jest dowód wniesienia opłaty skarbowej.

- Zdarzyło się nam już kilka razy, że otrzymaliśmy podania z naklejonymi znaczkami skarbowymi – tłumaczy Zofia Zienckowska, zastępca naczelnika Wydziału Komunikacji Urzędu Miejskiego w Białymstoku.

Ustawa o opłacie skarbowej, która zniosła znaczki, nie przewidziała okresu przejściowego, w którym można by wnosić opłaty na dwa sposoby (gotówką i w znaczkach). Nie było też czasu na poinformowanie ludzi o zmianach. Tymczasem bez dowodu wpłaty urzędnicy nie mogą zająć się naszą sprawą.

- Problemy sprawiają też opłaty wnoszone przez internet – dodaje Zienckowska. – Nie wiadomo bowiem, jak udowodnić, że taka opłata miała miejsce. Jak na razie musimy to sprawdzać za każdym razem w wydziale finansów. Moim zdaniem, nie mamy w związku ze zmianami zbyt wielkich trudności.

Czy urzędy starają się ułatwić życie klientom?

- Opłaty można wnieść u nas na miejscu, ponieważ otworzyliśmy specjalny punkt – mówi Marian Hodun, kierownik Urzędu Stanu Cywilnego w Białymstoku.

Kolejnym problemem są niejasno sformułowane przepisy o opłatach. Od początku tego roku opłaty pobiera się od każdej decyzji administracyjnej. Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej uważa jednak, że z opłat zwolnione są decyzje socjalne, czyli np. ustalenie prawa do świadczeń rodzinnych. Może się więc zdarzyć, że przy tej samej sprawie dowód wpłaty będzie czasem potrzebny, a czasem nie. Urzędy czekają na szczegółowe rozporządzenia Ministerstwa Finansów.

Autor artykułu: Ewa Wyrwas

Rynek w czerwcu?

Monday, January 22nd, 2007


Trudno mi mówić o szczegółach dotyczących projektu placu, bo znam go bardzo ogólnie, ale chciałbym, aby Białystok miał swoją przestrzeń miejską. I żeby była ona gotowa na Dni Białegostoku – mówi Tadeusz Truskolaski, prezydent miasta.

Tego samego zdania jest projektant Rynku, który z planami walczy niemal dwa lata. Jego projekt, wskutek ciągłych zmian koncepcji, dyktowanych a to przez radnych, a to przez urzędników, przechodził kolejne zmiany. Od Rynku Kościuszki jako placu zamkniętego dla ruchu kołowego, po Rynek z zamkniętą dla aut ulicą Suraską. Od placu bez drzew, ale z tak zwaną wagą miejską (nowoczesny budynek nawiązujący do tego, który przed wojną stał przed Ratuszem) po plac ze szpalerem kasztanowców i już bez wagi.

- Już w czwartek przedstawię prezydentowi wszystkie gotowe wersje projektu. Jeżeli mamy zdążyć z realizacją Rynku Kościuszki do czerwca, to trzeba na coś się zdecydować. I to natychmiast, żeby ostatecznie zamknąć dokumentację najdalej w ciągu kilku tygodni – uważa Zenon Zabagło, szef pracowni architektonicznej Atelier Zetta.

Potem projektanta i inwestora, jakim za blisko cztery miliony złotych ma być miasto, czeka jeszcze przeprawa przez wszelkie formalności, łącznie ze zgodą wojewódzkiego konserwatora zabytków. A ten w ubiegłym roku, za sprawą negatywnej opinii Wojewódzkiej Rady Ochrony Zabytków, wizję architektoniczną Zenona Zabagły blokował.

Tymczasem pod koniec ubiegłego roku białostoczanie zobaczyli, jak może wyglądać Rynek Kościuszki. Miasto zakończyło przebudowę nawierzchni ulicy i chodnika po północnej stronie rynku. Reszta została niezmieniona. Mieszkańcy zgodnie mówią, że trzeba coś z tym zrobić.

- Ten plac trzeba wyremontować. Przecież to miejsce ma upiększać Białystok, a nie tak jak teraz, szpecić – mówi Dariusz Janiuk.

- Teraz ten plac nie jest wizytówką. Trzeba go poprawić. Wyciąć trochę krzaków i dodać ławeczki oraz latarnie – dodaje Agnieszka Marczyk.

Autor artykułu: Rafał Malinowski

Ludzie mają serce

Sunday, January 21st, 2007


Słyszałam o rodzinie Kobeszków, którzy się spalili. Chciałam im powiedzieć, żeby się nie załamywali, bo żyją. Dookoła jest dużo ludzi o gorących sercach, pomogą – Irena Molska wie, co mówi. Przeżyła dwa pożary domu. Ostatni – pięć lat temu.

Dobrzy ludzie, tak ich nazywa: pan Antoni, pan Tadzio, pan Leszek, niektórych nazwisk nawet nie pamięta, sąsiedzi; oni wszyscy pomogli jej rodzinie odbudować dom i stanąć na nogach. Nawet z zagranicy ludzie przysyłali paczki, pieniądze. Do tej pory zresztą przysyłają.

Lęk przed ogniem pozostał

- To nie jest tak, że się wszystko szybko zapomina i już – pani Irena kręci głową. Parzy kawę w swojej ukochanej, przestronnej kuchni, z której ma piękny widok na ścianę lasu. Mieszka w dzikiej głuszy, na kolonii wsi Nowosiółki w powiecie siemiatyckim. Do najbliższych sąsiadów ma kilometr, ale nigdy by się stąd nie wyprowadziła. Nie myślała o tym nawet po drugim pożarze. W kuchni stoi ogromny, drewniany stół. Musi się przy nim pomieścić 12 osób: ona, mąż i dziesięcioro dzieci.

- To wraca, nawet przy wigilii. Siedzimy sobie, jemy i nagle zaczynamy o tym rozmawiać, widzimy ogień przed oczami – opowiada pani Irena.

- Zimne ognie kupiłam. Myślałam, że się dzieci ucieszą, ale nie pozwoliły nawet ich zapalić: “Aj, mamo, lepiej nie” – mówiły – “Jeszcze się gdzieś coś zaprószy”. Albo jest taki lęk, kiedy światło nagle zgaśnie. Raz, jak wydawało mi się, że coś jest nie tak z ogrzewaniem, to kazałam w panice uciekać wszystkim na dwór.

Po starym domu zostały tylko fundamenty. Stoi tam teraz szopa. Często, gdy pani Irena przechodzi obok, czuje niepokój.

Cały dach był w ogniu

Pożar wybuchł w nocy, piątego grudnia, pięć lat temu. Spała i wydawało się jej, że coś chodzi po dachu. “Koty?” – pomyślała. Wstała zobaczyć, otworzyła drzwi wejściowe, zrobił się przeciąg, dym uderzył ją w twarz. Krzyknęła tylko: “Pożar!”.

Obudziła męża: “Ratuj dzieci!” i pobiegła do sąsiadów. Tak jak stała, po śniegu, w jednej koszuli, na bosaka. Odwróciła się, zobaczyła, jak mąż wrzuca dzieci w słomę. Cały dach był w ogniu. Ten kilometr przebiegła błyskiem, zadzwoniła po straż. Nie mogli w tę głuszę trafić, a kiedy przyjechali, nie było już co ratować. Kilka razy chodzili do stodoły z latarką policzyć, czy aby są wszystkie dzieci, czy nikt się nie spalił.

- Rano znalazłam w popiele kilka nadpalonych zdjęć dziewczynek, tylko to nam zostało – opowiada pani Irena.

- Strażacy jeszcze w nocy zawieźli dzieci do ośrodka w Bacikach Średnich. Mieszkały tam pół roku. Opiekowała się nimi najstarsza Marcela, chodziła wtedy do ostatniej klasy gimnazjum. Tęskniły bardzo, szczególnie Madzia, najmłodsza. Miała dużo rozmów z psychologiem, ale do tej pory cierpi na bezsenność, pewnie po tym pożarze. Ludzie pomagali nam bardzo; co kto mógł, oddawał, nawet ciepłe jedzenie nam przynosili. Przez dwa tygodnie mieszkaliśmy z mężem u sąsiadów, nigdy nic za to nie chcieli. Na święta Bożego Narodzenia straż załatwiła nam wyjazd do Kobylej Góry, do pensjonatu Maciejanki. Nawet prezenty dostaliśmy, ale co to za święta były… Smutne bardzo. Potem z mężem zamieszkaliśmy w szopie.

Ogrzewaliśmy się piecykiem na gaz i sprzątaliśmy zgliszcza. Bardzo nam pomogły media, prosząc o pomoc dla nas.

Zbuduję wam dom

I pewnego dnia w nowosiólskiej głuszy zjawił się pan Antoni Tararuń. Nie potrafił sam tam trafić, więc zajechał do Bacik i chłopiec Molskich go przyprowadził.

- Chciałam już przez media poprosić, żeby ktoś nam odstąpił drewnianą, starą chatkę. Myślałam: przeciągniemy ją, urządzimy, i jakoś to będzie, a pan Antoni powiedział: “Zrezygnujcie, postawię wam dom” – pani Irena na początku nie uwierzyła. Gdy wiosną przyjechali robotnicy, rozstawili na polu namioty i zaczęli coś kopać, dopiero wtedy pomyślała, że to się może ziścić. Zaczęli budować w maju. W listopadzie cała rodzina Molskich wprowadziła się do nowego, murowanego domu.

Dzieci nie wychodziły z łazienki

Na wprowadzenie zrobili wielką fetę, bo jak ludziom nie podziękować. Przyjechali wszyscy, co pomagali, ludzie z wioski, pan Antoni, strażacy, media. Od razu złożyli życzenia, bo u Molskich pojawiło się maleńkie dziecko. Pani Irena poszła do lekarza, bo kiedy biegła w tę straszną noc na bosaka do sąsiadów, odmroziła sobie nogi i ciągle jakoś źle się czuła. Ale okazało się, że to nie choroba czy stres, tylko ciąża. Wkrótce urodził się Kubuś.

Pani Irena pamięta, jak chodziła po nowym domu: na dole duża jadalnia z kuchnią, pokój i hol, na górze trzy sypialnie. Nie marzyła nawet, że kiedyś będzie miała taki piękny dom. Dotykała pomalowanych świeżo ścian, sprawdzała centralne ogrzewanie, siedziała godzinami nad kuchenką gazową. Wcześniej, latem, gotowała na podwórku. A dzieci to po prostu nie wychodziły z łazienki. W starym domu myły się w misce, nie miały bieżącej wody. Teraz od rana do wieczora puszczały wodę i chlapały się w wannie.

Najpierw dzieci wprowadziły się na górkę. Pierwsze meble przywiózł pan Antoni. Szafa od niego służy do dziś. Pani Irena z mężem spała na początku na podłodze, na materacu, który też podarowali im ludzie. Było też trochę zawiści o ten piękny dom.

- Ale co tam, to drobiazg. A wie pani, że wszyscy moi chłopcy chcą być strażakami? Tomek, najstarszy, nawet chodził na rozmowy, ale ostatecznie dostał się do Straży Granicznej, za to młodsi ciągle mówią, że będą gasić pożary.

Autor artykułu: Urszula Dąbrowska

Czas na rewanż

Friday, January 19th, 2007


Podopieczni trenera Marka Kubiaka są zdecydowanym faworytem spotkania z bydgoską ekipą. Novum prezentuje się słabo, przegrywa mecz za meczem.

Ostatnio zespół prowadzony przez Zbigniewa Próchnickiego nie sprostał przed własną publicznością Turowi. Poza tym białostoczanie mają z drużyną z Bydgoszczy rachunki do wyrównania. W pierwszej fazie Mispol Żubry przegrał 77:80 i teraz przyszedł czas na rewanż.

Rywal zespołu z Bielska Podlaskiego do wymagających nie należy. OSSM Sopot to drużyna złożona z uzdolnionej młodzieży. Ekipa z Wybrzeża do tej pory nie wygrała jeszcze spotkania i nic nie wskazuje na to, że dwa punkty wywalczy w starciu z Turem.

Spotkanie Mispolu Żubrów z Novum rozpocznie się o godz. 17 w hali AMB przy ul. Wołodyjowskiego 1.

PROGRAM 13. KOLEJKI
Sobota:
Mispol Żubry Białystok – Novum Bydgoszcz
AZS Kutno -Prokom II Sopot
ŻTS Nowy Dwór Gdański – Legia Warszawa
KS Piaseczno – Harmattan Gniewkowo
Pierniki Toruń – Polonia Warszawa
OSSM Sopot – Tur Bielsk Podlaski

Autor artykułu: (sk)

Walczą o utrzymanie się

Friday, January 19th, 2007


Rywal w dotychczasowych spotkaniach zgromadził zaledwie jeden punkt więcej od ekipy Słonecznego Stoku i wydaje się być w zasięgu podopiecznych Marcina Jarkowskiego.

- To drugie spotkanie z rzędu, które gramy na wyjeździe. Przeciwnik jest mocny, ale liczymy chociaż na remis. Czujemy się bardzo dobrze i wierzę, że stać nas na dobry wynik – przyznaje szkoleniowiec Słonecznego Stoku.

Znacznie łatwiejsze zadanie czeka lidera pierwszoligowych rozgrywek. Zawodnicy UKS Baruch WSFiZ Dojlidy podejmą ITR Iława. Podopieczni Piotra Napiórkowskiego nie powinni mieć problemów ze zdobyciem kompletu punktów. W pierwszej rundzie białostoczanie pewnie pokonali iławian na ich terenie 7:3.

PROGRAM 12. KOLEJKI
Sobota:
UKS Baruch WSFiZ Dojlidy – ITR Iława
Stegny Wyszogród – MOKS Słoneczny Stok
AZS-AWFiS Gdańsk – GKS Sierakowice
Elektryk Toruń – Olimpia II Grudziądz
Flota Świnoujście – Pogoń Lębork

Autor artykułu: (salim)

W końcu zrobili To

Thursday, January 18th, 2007


Spotkanie to było bardzo ważne dla obu zespołów. Trener Adam Aleksandrowicz uznał, że ten mecz będzie z kategorii “za sześć punktów” i wierzył, że jego drużyna w końcu rozstrzygnie rywalizację z Bzurą na swoją korzyść.

Hajnowianie do tej pory zawsze mieli problemy z ekipą z Ozorkowa. W pierwszej rundzie w Hajnówce przegrali gładko 0:3. Trener Aleksandrowicz zapowiadał, że chce w końcu zrewanżować się swojemu koledze, liderowi zespołu rywali, Marcinowi Sadeckiemu. Nareszcie mu się udało.

- Tym razem Bzura zagrała słabo. Popełniała dużo własnych błędów. A my zaprezentowaliśmy swoją siatkówkę. Byliśmy bardziej dojrzali, lepsi i zasłużenie zwyciężyliśmy – ocenia szkoleniowiec Pronaru Parkietu.

- Rewanż był bardzo miły. W końcu ograliśmy zespół, który tak bardzo nam nie pasował – dodaje Aleksandrowicz.

Zwycięstwo przyszło hajnowianom łatwo.

- Tylko pierwszy set był wyrównany i jego losy rozstrzygnęły się w końcówce. Bzura popełniła dwa błędy i wygrywaliśmy. Później przeważaliśmy. W drugiej partii rywale niewiele mieli do powiedzenia, a w trzeciej jedynie na początku walka toczyła się punkt za punkt – relacjonuje trener podlaskiego pierwszoligowca.

- Mecz z Gorzowem Wielkopolskim przełożyliśmy. Najbliższe spotkanie gramy dopiero 27 stycznia. Do Poznania jedziemy po następne punkty – kończy Aleksandrowicz.

WYNIKI 15. KOLEJKI

Bzura Ozorków – Pronar Parkiet Hajnówka 0:3 (23:25, 16:25, 22:25). Widzów: 200.
Bzura: Parkitny, Kałużny, Sadecki, K. Wójcik, Pietrzak, Grabarczyk, Kryptel (libero) oraz Antosiak.
Pronar Parkiet: Woroniecki, S. Wójcik, Gołębski, Kacperski, Aleksadrowicz, Babińczuk, Łyczko (libero) oraz Saczko, Niemiec, Maksymiuk, Zrajkowski.

GTPS Gorzów Wielkopolski – Skra II Bełchatów 3:0, Inotel Poznań – Avia Świdnik 2:3, SPS Zduńska Wola – Energetyk Jaworzno 2:3, SMS PZPS I Spała – AZS PWSZ Nysa 1:3, Płomień Sosnowiec – Joker Piła 3:1.
Pauzował: BBTS Bielsko-Biała.

PROGRAM 16. KOLEJKI

20 stycznia: Nysa – Płomień, Energetyk – Spała, Avia – Zduńska Wola, Skra II – Inotel, Bielsko-Biała – Bzura.
Pronar Parkiet – Gorzów Wielkopolski – mecz został przełożony na 8 lutego.
Pauzuje: Joker.

Autor artykułu: Sylwia Kowalczyk

Wszyscy na obozach

Thursday, January 18th, 2007


Zespół Jagiellonii Białystok dojechał do Zieleńca późnym popołudniem. W autokarze zabrakło Łukasza Tyczkowskiego, który podobnie jak Wojciech Kobeszko i Remigiusz Sobociński, dochodzi do siebie po urazie. Nieco później do drużyny dołączy również Jacek Chańko, którego w Białymstoku zatrzymały sprawy osobiste.

Nie wszyscy zapowiadani piłkarze wyjechali również z ŁKS Browar Łomża do Muszyny. Z powodu egzaminów na uczelni, w domu został Zbigniew Kowalski. Na własną rękę na miejsce dojadą Maciej Kudrycki i Paweł Sędrowski, 21-letni obrońca Zdroju Ciechocinek.

- Do soboty będę wiedział, kto ewentualnie może nas wzmocnić. Docelowo na zgrupowaniu kadra będzie liczyć 23 piłkarzy. Szczególnie zależy mi na pozyskaniu nowych obrońców – mówi Czesław Jakołcewicz, szkoleniowiec łomżan.

Rywale też pracują

Bezpośredni rywale Jagiellonii w walce o awans również wyjechali na obozy przygotowawcze.

Ruch Chorzów przebywa w Wiśle. Do zespołu dołączyli Gruzin Mamija Dżikija, Dariusz Gęsior oraz Ariel Jakubowski, jeszcze do niedawna broniący barw żółto-czerwonych.

- Trenerzy chcą się przekonać, czy jestem zdrowy. Zostajemy na zgrupowaniu do wtorku i do tego czasu powinno się wyjaśnić, czy zagram w Ruchu – przyznaje Jakubowski.

Zawisza Bydgoszcz przygotowuje się do rundy wiosennej w Szklarskiej Porębie. Prezesi klubu spodziewali się przyjazdu Pawła Kaczorowskiego i Pawła Drumlaka, ale obaj jeszcze nie podjęli decyzji o grze w Zawiszy.

Trener Bogusław Baniak z nowych graczy ma do dyspozycji byłego bramkarza Arki Gdynia Michała Chamerę i Serba Żelijko Kuzmica. Ponadto z drużyną trenują Łukasz Trałka z Pogoni Szczecin, Adrian Mierzejewski z Wisły Płock i Jakub Szałek z KP Police.

Zagłębie Sosnowiec na miejsce swoich przygotowań wybrało Międzybrodzia Bialskie. W zajęciach uczestniczy już pozyskany z Górnika Łęczna David Topolski. Oprócz tego na testy przyjechali m.in. Hubert Robaszek (KSZO Ostrowiec Święto-krzyski) oraz Madrin Piegzik grający ostatnio w Grecji, a w poprzednim sezonie piłkarz Jagiellonii.

Aż pięć drużyn zdecydowało się wyjechać do Dzierżoniowa, a sześć zespołów przygotowuje się na własnych obiektach. Do Stali Stalowa Wola dołączył były gracz Freskovity Wysokie Mazowieckie Łukasz Czyżyk, a na testach w Miedzi Legnica przebywa Marcin Witkowski z Piasta Białystok.

Śląsk jedzie do Turcji

Niewiele klubów zdecydowało się przed rundą wiosenną wyjechać za granicę. Oprócz Jagi, którą czeka obóz na Białorusi, w lutym do Turcji pojedzie Śląsk Wrocław, a do Austrii wybierają się piłkarze Kmity Zabierzów.

Autor artykułu: Konrad Sikora

Rodzina daje – fiskus odbiera

Thursday, January 18th, 2007


Pierwotnie rząd obiecał, że od podstawy opodatkowania przy sprzedaży darowanego lub dziedziczonego lokalu odliczymy jego wartość rynkową (z dnia darowizny lub spadkobrania). Jednak ostatecznie zapis ten został wykreślony. W efekcie zapłacimy 19-proc. podatek od całej kwoty dochodu ze sprzedaży mieszkania, pomniejszonej tylko o koszty uzyskania przychodu.

- Do kosztów uzyskania zaliczamy wydatki na tzw. podwyższenie wartości nieruchomości, czyli np. remont mieszkania. Jako koszt liczymy także podatek od spadku lub darowizny, którego jednak nie odlicza się w przypadku obdarowania najbliższych. Od 1 stycznia 2007 roku są oni z niego zwolnieni – mówi zastępca naczelnika I Urzędu Skarbowego w Białymstoku, Irena Skwarska.

Remont musi być udokumentowany fakturami VAT. Trzeba także pamiętać o poinformowaniu urzędu skarbowego o spadku lub darowiźnie od najbliższej rodziny. Jeżeli nie spełnisz tego obowiązku, przy sprzedaży darowanego mieszkania zapłacisz zarówno podatek od darowizny, jak i od sprzedaży.

Jak uniknąć podatku? Zanim sprzedasz darowany lokal, zamelduj się w nim przynajmniej na 12 miesięcy przed transakcją. Jeżeli zameldowanie jest niemożliwe, musisz odczekać pięć lat od dnia spadkobrania lub darowizny, by móc sprzedać lokal bez płacenia fiskusowi 19-proc. podatku.

Autor artykułu: (mf)

Za dużo błędów

Tuesday, January 16th, 2007


Marta Domachowska już w pierwszej rundzie pożegnała się z turniejem Australian Open (z pulą nagród 19 milionów dolarów australijskich). W Melbourne Polka przegrała 2:6, 4:6 z Rosjanką Olgą Puczkową.

Domachowska (90. miejsce w światowym rankingu) nie była faworytką w starciu z notowaną na 38. pozycji Puczkową, ale mogła stworzyć 20-letniej Rosjance więcej problemów. Polka popełniła 35 niewymuszonych błędów. Zawodził szczególnie serwis. Rywalka przełamała biało-czerwoną aż siedem razy.

Domachowskiej pozostały jeszcze występy w grze podwójnej, w której wystartuje z najlepszą aktualnie naszą tenisistką Agnieszką Radwańską. Polski debel na początek zmierzy się z parą: Vania King (USA) – Jelena Kostanic-Tosic (Chorwacja). Radwańska gra również w singlu. Minionej nocy spotkała się z Warwarą Lepczenko (Uzbekistan).

Wśród panów Polska ma tylko dwóch przedstawicieli, ale kibice mogą liczyć na największe sukcesy. Debel Mariusz Fyrstenberg – Marcin Matkowski, według najnowszego rankingu jest ósmą parą świata, a to oznacza, że będzie w Australian Open rozstawiony i o ile nie zdarzy mu się wpadka, to z najlepszymi rywalami spotka się dopiero w ćwierćfinale. Szansa na to jest spora, bo Polakom w Melbourne gra się dobrze. Rok temu “Frytka” i “Matka” dotarli aż do półfinału.

Największą sensacją pierwszego dnia turnieju było odpadnięcie rozstawionego z numerem czwartym Chorwata Iwana Ljubicica. Po zaciętej, czterosetowej walce, pokonał go Amerykanin Mardy Fish.

- Pokonanie takiego zawodnika, jak Ivan Ljubicic to dla mnie dar od losu – powiedział w telewizyjnym wywiadzie szczęśliwy Amerykanin.

W turnieju pań nie było większych niespodzianek. Kibice ze szczególną uwagą oczekiwali na występ nękanej kontuzjami Amerykanki Sereny Williams. Gwiazda nie zawiodła i rozgromiła niezłą Włoszkę Marę Santangelo. Zawodniczka USA znakomicie serwowała, imponowała spokojem i może nawiązać do najlepszych okresów swojej kariery.
CIEKAWSZE WYNIKI
1. runda gry pojedynczej kobiet: Serena Williams (USA) – Mara Santangelo (Włochy, rozstawiona z numerem 27.) 6:2, 6:1; Olga Puczkowa (Rosja) – Marta Domachowska (Polska) 6:2, 6:4.

1. runda gry pojedynczej mężczyzn: Mardy Fish (USA) – Ivan Ljubicic (Chorwacja, 4.) 4:6, 7:6 (7-2), 6:4, 6:4; Andy Roddick (USA, 6.) – Jo-Wilfried Tsonga (Francja) 6:7 (18-20), 7:6 (7-2), 6:3, 6:3.

Autor artykułu: Wojciech Konończuk

Jaga się zbroi

Tuesday, January 16th, 2007


Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami Divecky pojawił się wczoraj na testach medycznych. Po niecałej godzinie spędzonej w szpitalu, czeski napastnik był już w klubie, aby spotkać się z prezesami Jagiellonii. Badania wypadły bardzo dobrze i piłkarz dziś podpisze kontrakt.

- Chcemy związać się z Radkiem na rok. Liczymy, że okaże się wartościowym zawodnikiem i pomoże nam w wywalczeniu awansu – mówi Aleksander Puchalski, prezes białostockiego klubu.

Dziś również wyjaśni się sprawa pozyskania z Lecha Poznań Tarnowskiego. Piłkarz pojawi się w klubie, żeby ustalić ostatnie szczegóły i poddać się badaniom lekarskim. Jeśli “Kolejorz“ w ostatniej chwili nie wycofa się z rozmów, to młody napastnik, już jako zawodnik Jagiellonii, pojedzie na zgrupowanie do Zieleńca.

Nie boi się rywalizacji

Oprócz czeskiego napastnika na testach pojawił się również Mańka. 29-letni wychowanek Lublinianki Lublin ma walczyć z Jackiem Banaszyńskim o miejsce w pierwszym składzie.

- Doskonale zdaję sobie sprawę, że nie stanę od razu między słupkami. To normalne, że pozycję numer jeden trzeba sobie wywalczyć. Ale nie boję się rywalizacji – przyznaje.

Mańka w poprzedniej rundzie bronił barw Górnika Zabrze. Zagrał dwa mecze w ekstraklasie. Wcześniej był zawodnikiem m.in. Arki Gdynia, Górnika Łęczna i Heko Czermno.

Wczoraj golkiper przez ponad godzinę ćwiczył pod okiem Janusza Jedynaka, trenera bramkarzy, na hali przy ulicy Jurowieckiej. Szybko porozumiał się z prezesami i jako trzeci prawdopodobnie złoży dziś podpis na kontrakcie.

Jagiellonia pilnie potrzebuje bramkarza. Wszystko wskazuje bowiem na to, że w rundzie wiosennej nie będzie mógł zagrać Andrzej Olszewski, który leczy kontuzję. W Białymstoku nie zostanie również 17-letni Rafał Gawron z LZS Szaflary. Jak na razie jedynym bramkarzem Jagi jest więc Banaszyński.

Czas pożegnań

Wczoraj oficjalnie z Jagiellonią rozstał się Ariel Jakubowski. Piłkarz porozumiał się z klubem w sprawie wcześniejszego rozwiązania swojego kontraktu.

- Czuję ogromny niedosyt. Sądziłem, że moja przygoda z Jagiellonią skończy się inaczej. Wiele sobie obiecywałem, ale kontuzje pokrzyżowały mi plany. Wielka szkoda – przyznaje Jakubowski.

Wszystko wskazuje na to, że dziś swój finał znajdzie wreszcie sprawa Roberta Kolasy. Piłkarz spotka się z zarządem klubu i również rozwiąże swój kontrakt.

Autor artykułu: Konrad Sikora