To był piękny mecz, o którym polscy kibice nieprędko zapomną. Mamy wielkich siatkarzy, a teraz okazało się, że nie mniej wielcy są szczypiorniści, którym ogromne brawa należą się przede wszystkim za to, że wygrali mimo wielu przeciwności.
- Jestem bardzo szczęśliwy. Walczyliśmy do końca i pokazaliśmy wielką klasę – cieszył się Rafał Kuptel. Ale zanim doszło do triumfu, w Hamburgu działy się niesamowite rzeczy.
Szpital w drużynie
Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziów z Niemiec dotarły zatrważające wieści. Polscy szczypiorniści rozchorowali się. Na infekcję dróg oddechowych i kłopoty żołądkowe narzekało aż pięciu zawodników: bramkarz Sławomir Szmal oraz Marcin Lijewski, Damian Wleklak, Artur Siódmiak i kapitan zespołu Grzegorz Tkaczyk.
- Zagramy przeciwko sobie samym, przeciwko naszym słabościom – mówił zafrasowany trener biało-czerwonych Bogdan Wenta.
Kłopoty zdrowotne i presja usztywniła Polaków, szczególnie jeśli chodzi o grę w obronie. Cieniem samego siebie był Szmal. Kandydujący do miana najlepszego bramkarza mistrzostw zawodnik zmagał się z własnym cierpieniem i nie był w stanie zatrzymać atomowych rzutów silnych Duńczyków. Po 17 minutach zrezygnował i zszedł z boiska. Na szczęście jego zmiennik Adam Wejner spisywał się znakomicie.
Wytrzymali do końca
W ataku biało-czerwoni spisywali się na miarę półfinalistów mistrzostw świata. Raz za razem trafiał ten, na którego liczono najbardziej – Karol Bielecki. Jak na kapitana przystało, dwoił się i troił Tkaczyk. Polacy na bramkę odpowiadali bramką. W końcu po raz pierwszy wyszli na prowadzenie (7:6) po celnym rzucie Mariusza Jurasika. Po 22 minutach było już 12:9, przede wszystkim dzięki kapitalnym interwencjom Weinera. Ale Dania to nie są słabeusze. Kilka prostych strat i zrobił się remis 12:12. Do końca pierwszej połowy trwała wymiana ciosów, w której minimalnie lepsza była ekipa Wenty, prowadząc 15:14.
Polscy kibice w przerwie zadawali sobie pytania:czy wytrzymają? czy perypetie zdrowotne sprzed meczu nie zaważą na wyniku? Początek drugiej odsłony był jednak udany. Po akcji Patryka Kuchczyńskiego było 18:15. Iwtedy coś się zacięło. Biało-czerwoni słabli z każdą minutą. Nie potrafili skończyć akcji, popełniali masę błędów. Duńczycy przejęli inicjatywę i wyrównali na 19:19. Krótki zryw i dwie bramki Tkaczyka przywróciły nadzieję na sukces, ale w 50. minucie znów był remis (21:21). Emocje były coraz większe. Znów Polacy gonili rywali, jednak pozbierali się i 17 sekund przed końcem na 26:26 wyrównał Bielecki. Rzut rozpaczy Duńczyków nic nie dał i doszło do dogrywki.
Polakom w dodatkowym czasie gry bardzo niewiele brakowało do szczęścia. Prowadzili już 29:27, a jeszcze w ostatniej minucie 30:29. Niestety, 21 sekund przed upływem regulaminowych 10 minut rywale zaskoczyli Weinera, a potem spudłował Tkaczyk i potrzebna była kolejna dogrywka.
Decydujący szturm
Jej pierwsza część była niezwykle nerwowa. Obie drużyny trafiły tylko po razie. Ze strony Polaków nie pomylił się Tomasz Tłuczyński, który z zimną krwią wykorzystał rzut karny.
W ostatniej odsłonie nastąpił szturm biało-czerwonych. Kapitalnie grał Michał Jurecki, który wyprowadził nas na prowadzenie 33:31, kapitalną bramkę technicznym rzutem zdobył Tkaczyk, a Duńczyków kilka sekund przed końcem dobił Mateusz Jachlewski. Finał mistrzostw świata stał się faktem.
Decydujący mecz Niemcy – Polska rozegrany zostanie w niedzielę – 4 lutego, o godz. 16.30 w Kolonii. Transmisję przeprowadzi stacja Polsat.
WYNIKI PÓŁFINAŁÓW
Polska – Dania 36:33 po dwóch dogrywkach (15:14, 26:26, 30:30).
Polska: Szmal (Weiner) – Bielecki – 8 bramek, Tkaczyk – 7, M. Lijewski – 4, Jurasik – 4, B. Jurecki – 3, M. Jurecki – 3, Tłuczyński – 3, Wleklak – 1, Kuchczyński – 1, Jachlewski – 1, K. Lijewski – 1, Kuptel.
Niemcy – Francja 32:31 po dogrywce.
Autor artykułu: Wojciech Konończuk