– To sprawa dla komendanta – uważa Adam Dębski, rzecznik wojewody podlaskiego. – Takie są przepisy.
– Dziwna historia, trzeba to dokładnie zbadać, czy ktoś zawinił – mówi Jacek Dobrzyński, rzecznik komendanta wojewódzkiego policji i dodaje, że skarga już została przekazana do naczelnika wydziału kontroli.
Odsiecz z Hajnówki
Pierwsza tura wyborów nie przyniosła w Czeremsze zdecydowanego zwycięzcy. Na placu boju zostali: poprzedni wójt Michał Wróblewski i Jerzy Szykuła, nauczyciel.
Policję miał za sobą Wróblewski, i to z całego powiatu. W wyborczą niedzielę na odsiecz do Czeremchy pośpieszyli też policjanci z Hajnówki.
– Zatrzymywali mnie trzy razy – pani Helena, właścicielka sklepu i dostawczego mercedesa, zawsze jest zdenerwowana, kiedy kontroluje ją drogówka. – Wtedy też trzęsły mi się ręce, bo włączyli koguta. A jakże, zatrzymywali na sygnale.
– Pani skąd nadjeżdża? – relacjonuje spotkanie ze stróżami prawa. – Jeden spisywał mnie, drugi otworzył tylne drzwi i zabrał się za pasażera, kazał pokazać dowód.
– Ty kierowca i z komitetu Szykuły, rozumiem, że cię spisują, ale za co mnie? Na tylnym siedzeniu siedzę, co do mnie mają? – dziwił się sąsiad, którego pani Helena podwiozła na głosowanie do domu kultury.
– A on i tak pewnie głosował na wójta – pani Helenie nie jest do śmiechu. Nie kryje rozczarowania wynikiem wyborów. Starała się. Kto chciał dojechać na głosowanie, nie żałowała benzyny. Jeździła, choć zatrzymywali. Raz koguta włączali miejscowi policjanci, innym razem lizakiem machali ci z Hajnówki.
– Naprawiła pani, co miała do naprawy w samochodzie? – usłyszała w czasie drugiej kontroli przy ul. Szkolnej, tuż za punktem wyborczym. I znowu był rozkaz: wymieniać nazwiskami, kogo wiezie.
Patrol z ul. 1 Maja
– Patrzę na znajomą i z nerwów podaję nazwisko swojej mamy. Tamta wystraszona poprawia mnie. Zamieszanie, oni poważni, robią notatki – opowiada.
A potem kolejna zmiana. Tym razem włączyli się do akcji policjanci z Czeremchy.
– Spójrz, kto za nami jedzie – usłyszała od męża, kiedy minęli ulicę 1 Maja. Za kierownicą siedział akurat małżonek.
– Wiele wyborów pamiętam. I za komuny, bo chodziłam zawsze, ale wtedy policji tak nie było widać, jak u nas w ostatnie. Czy to w porządku? Czy za demokracji im wolno?
Wyciągnęli lornetki
– Tu szkoła, tu dom kandydata Szykuły, a po przeciwnej stronie radiowóz. Wewnątrz policjant z lornetką, co za czasy? – dziwi się inny mieszkaniec. – I było tej policji…
Ludzie opowiadają, jak to Szykuła robił kurs z wyborcami i chciał ominąć patrol. Skręcił w las, oni za nim i go dopadli. Spisali, wypytali o nazwiska, kogo wiezie.
Krążyli i krążyli
Eugeniusz Tychoniuk też chciał zostać wójtem Czeremchy. Odpadł w pierwszej turze. – Mnie nie zatrzymywali, mnie obserwowali. Zatrzymywali tylko tych od Szykuły – opowiada. – Niedziela, po głosowaniu, stanąłem na przystanku PKS. Patrzę – jadą. Wypada jeden i do mnie: „Co tu robisz?” – krzyczy. „Stoję, co mam robić” – mówię. Znowu okrążyli przystanek i znowu krzyczą: „Co tu robisz?”.
– Policji było, jak nigdy – potwierdza to nawet Mikołaj Kondratiuk, który cały dzień woził ludzi autokarem wynajętym przez gminę. – Mnie nie zatrzymali.
– A czemu mieli go zatrzymywać, skoro za autokar płacił wójt, a w środku agitowali za wójtem – wie swoje członek komitetu Szykuły.
– Raz tam jedna powiedziała, żeby głosować na Wróblewskiego i tyle – Kondratiuk otwiera autokar i pokazuje, jak to ludzie jechali elegancko na wybory. Unieważnią? – pyta. – Jak tak, to jeszcze raz powiozę, czemu nie – uśmiecha się właściciel autokaru.
Zaćmienie przy urnie
Skargę na policjantów do wojewody napisał Zygmunt Kostowski, kandydował na wójta przed czterema laty i przegrał z Wróblewskim. To też były dziwne wybory. W czasie liczenia głosów w lokalu wyborczym zgasło światło. Kostowski nie szukał winnych wśród pracowników zakładu energetycznego. Dlatego teraz postanowił pomóc Szykule i został jego mężem zaufania. Przed głosowaniem wybrał się do Białegostoku po „fanar” – jak nazywa dużą latarkę, na wypadek gdyby znowu zgasili światło w czasie liczenia głosów.
– Stanąłem przed domem kultury już o piątej rano. Miałem torbę, w niej jadło, pojło, tę latarę i aparat fotograficzny. Nawet do kibelka przez cały dzień nie wychodziłem – opowiada Kostowski. Patrzył, przyglądał się kartom, ale – jak przyznaje – i tak nie upilnował. W lokalu, w którym był mężem zaufania, do urny wrzucono 111 kart bez pieczęci. Z tego sto głosów bez pieczęci na Szykułę – Kostowski nie może sobie darować, że raz go zagadali.
– U nas w komitecie musiała być jakaś wtyczka – ścisza głos Kostowski. – I na bieżąco ich informowała. Wtedy sprawy zaczęli regulować policjanci.
– Nie widziałem policjantów w niedzielę, bo nie mieszkam w Czeremsze i nie głosowałem – mówi wójt Michał Wróblewski. – Ale następnego dnia mi opowiadali, jak to mój konkurent dowoził ludzi. Pod fałszywymi nazwiskami jeździli!
Autor artykułu: Marzanna Łozowska