Archive for November, 2006

Gama w prokuraturze

Tuesday, November 14th, 2006


Na początku października opisaliśmy historię, która przytrafiła się jednemu z naszych Czytelników. Miał jechać z rodziną na wczasy na Majorce. Niestety. Stracił ponad siedem tysięcy złotych. Właścicielka biura podróży Gama nie przelała tej kwoty na konto poznańskiej firmy Eco Holiday, która organizowała imprezę. Jej pracownicy przyznali nam, że zerwali współpracę z Ewą Sz., gdy tylko stała się niewypłacalna. Było to na początku sierpnia.

Gdy sprawa wyszła na jaw, policjanci zaczęli sprawdzać powiązania białostockiego biura z biurem w Poznaniu. O pomoc poprosili kolegów z Wielkopolski. Ci ustalili, że Ecco Holiday nie miał udziałów w Gamie, a białostockie biuro jedynie handlowało imprezami poznańskiej firmy. Dlatego cała sprawa pozostała w Białymstoku.
– Wiemy już, że poszkodowana została tylko ta jedna osoba – zdradza rzecznik. – Okazało się też, że na początku października właścicielka biura zwróciła za pośrednictwem poczty pieniądze przyjęte od klienta. Nie zmienia to jednak faktu, że dopuściła się przywłaszczenia.
Policjanci zebrali już dokumenty niezbędne do tego, by sprawę przejęła prokuratura. Przekażą je dalej najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu. Jak mówi Kędzior, policjanci nie będą wnioskować o środki zapobiegawcze.

Autor artykułu: (kł)

Nie ma właścicieli, są złodzieje

Tuesday, November 14th, 2006


Łupem złodziei padają więc cenne przedmioty, takie jak telewizory, narzędzia elektryczne czy inny sprzęt rtv i agd, który właściciele altanek zostawiają w domkach.
Już zaczęli kraść…
Najczęściej jednak włamywacze zabierają też po prostu to, co znajdą, na przykład przetwory, koce a nawet zestawy przypraw.
- Była kiedyś grupa, która okradała altanki. Wśród skradzionych rzeczy odnaleźliśmy między innymi plastikowy, nieumyty durszlak wypełniony starym makaronem – opowiada nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik podlaskiej policji.
Już w tym sezonie doszło do kradzieży na terenie ogródków. W ubiegłym tygodniu właściciel jednej z działek na Piertaszach poinformował policjantów o włamaniu do jego altanki. Okazało się, że to sprawka 22-letniego mieszkańca Wasilkowa.
Złodziej został zatrzymany na przystanku autobusowym, kilkaset metrów od okradzionej altanki. W jego plecaku policjanci znaleźli różne przedmioty pochodzące z włamań do ogródków działkowych w pobliżu Wasilkowa.
Domowy magazyn
Młody człowiek przechowywał też w swoim mieszkaniu mnóstwo skradzionych przedmiotów. Były wśród nich rozmaite elektronarzędzia, fragmenty instalacji elektrycznych, kilkaset wtyczek i gniazd elektrycznych oraz wiele innych rzeczy pochodzących z włamań. Włamywacz trafił do aresztu.
- Mężczyzna przyznał się do kilkudziesięciu tego typu przestępstw – mówi nadkom. Jacek Dobrzyński. – Z policyjnych ustaleń wynika, że zatrzymany okradał altanki od kilku miesięcy. Funkcjonariusze podejrzewają też, że 22-latek ma na “swoim koncie” znacznie więcej włamań do altanek na działkach, których pokrzywdzeni dotychczas nie zgłosili policji. W związku z tym prosimy wszystkich właścicieli ogródków w pobliżu Wasilkowa (którzy podejrzewają, że padli ofiarami tego włamywacza i dotychczas nie zgłosili kradzieży) o kontakt z komisariatem policji w Wasilkowie, nr telefonu: 0-85 718-52-77.

Autor artykułu: Marta Romańczuk
mromanczuk@poranny.pl

Wszystko przez blachę

Friday, November 10th, 2006


Państwowej Inspekcji Pracy problemy pracowników blaszaków są dobrze znane. Każdej zimy zdarza się im kilka interwencji w sklepach o dużej powierzchni. Pracodawcy często myślą, że sprawę ogrzewania załatwi odzież ochronna, nie dbają o to, by było ciepło.
- A nie można oszczędzać na ogrzewaniu kosztem pracowników – mówi Jerzy Derpa, zastępca Okręgowego Inspektora Pracy w Białymstoku.
Stoimy przy lodówkach
- Jest nam zimno, bo stoimy przez cały czas pracy w jednym miejscu. W dodatku z rękami w lodówkach z ciastem, wędlinami czy nabiałem. W dodatku ktoś naszym kosztem w weekendy chce oszczędzać na ogrzewaniu, a my marźniemy – poskarżyli się nam pracownicy ABC Market. – Oczywiście klienci nie czują tego zimna, bo wchodzą w wierzchnich ubraniach z mrozu, więc u nas jest im ciepło.
Dla dyrekcji problem nie istnieje. – Nic o tym nie słyszałem, żeby pracownicy marzli, ale za to odpowiada dział techniczny – mówi Janusz Szmurł, dyrektor handlowy sieci PHU Market. Jednak tam też nikt nie wiedział o skargach pracowników.
- Sprawdziliśmy sytuację w ABC. W trakcie kontroli temperatura była prawidłowa, czyli wynosiła 18 stopni Celsjusza. Ale o innych porach dnia możne być różnie. Dlatego zleciliśmy kierownictwu codzienne raporty o stanie temperatury. Każde stanowisko ma też otrzymać piece olejowe – mówi Marek Kalicki, inspektor Państwowej Inspekcji Pracy. – Jeśli pracodawca nie spełni tych warunków, zostanie ukarany.
My też marzniemy
- U nas przy takich temperaturach, jak mamy w tej chwili nie da się wytrzymać, oczywiście siedzimy przy kasach w grubych kamizelkach. Ale przy mrozie jest już strasznie, wszyscy się trzęsiemy i nie pomaga kilka dmuchaw, które są ustawiane w sklepie – mówi jedna z pracownic dużego sklepu na Dziesięcinach.
- Najgorzej pracuje się w pobliżu wejścia, klienci wchodzą wychodzą, drzwi się niemal nie zamykają. Cóż z piecyka elektrycznego, który u nas stoi, to niemożliwe, żeby ogrzał taką powierzchnię. Jesteśmy skazani na zimno – mówią pracownice kolejnego, dużego sklepu.
Inspektorzy pracy uważają, że problem ogrzewania da się jednak rozwiązać.
- Wystarczy nas zawiadomić. Nasi inspektorzy sprawdzą wszystkie zgłoszenia – zapewnia Jerzy Derpa.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Starych aut czar

Friday, November 10th, 2006


Muzeum powołało do życia Stowarzyszenie Miłośników Starej Motoryzacji i Techniki “Moto Retro”. Ekspozycja przy ul. Węglowej jest już gotowa. Najstarsze auta pochodzą z lat 30. najstarsze motocykle z lat 20. W najbliższy weekend będzie je można oglądać między godz. 10 a 16.
Pierwszy weekend
- Muzeum powstało w starych budynkach wojskowych, a te są niestety trochę schowane. Można do nas dojechać autobusem, wysiadając na Wasilkowskiej, na przystanku w okolicy Traugutta, potem kawałek piechotą i już jesteśmy na Węglowej. Kierowcy powinni jechać ul. Traugutta, potem Węglową, przygotowaliśmy dla nich parking. Warto pomyśleć o ciepłym ubraniu, bo nasze muzeum nie jest ogrzewane – mówi Marek Kuc, wiceprezes Stowarzyszenia Miłośników Starej Motoryzacji i Techniki “Moto Retro”.
Do końca roku muzeum będzie otwierane okazyjnie. By je odwiedzić, trzeba się będzie umówić z członkami stowarzyszenia. – Zapraszamy wszystkich chętnych, młodzież ze szkół. Do końca roku wszyscy wchodzą za darmo – zachęca Marek Kuc.
Rok starań
Przygotowania do powstania muzeum trwały około roku. Stowarzyszenie “Moto Retro” już dawno myślało o pokazaniu aut należących do jego członków na jakiejś stałej ekspozycji, ale ciągle brakowało miejsca. Kiedy miasto odkupiło od wojska stare magazyny, pojawiła się szansa, że jedna z hal może zmienić się w muzeum. – Mamy 800 metrów do dyspozycji, ale powoli zaczyna się robić ciasno – śmieje się Marek Kuc. W przyszłym roku muzeum powinno być już otwierane regularnie. W ten weekend o historii aut opowiadać będą ich właściciele, w przyszłym roku muzeum może mieć swoich stałych przewodników. I być może pojawią się jakieś symboliczne opłaty.
Równocześnie członkowie stowarzyszenia zapewniają, że chcą rozbudowywać kolekcję.
- Jeśli ktoś ma w domu stare urządzenia, radia, maszyny, może podarować nam stary samochód, motocykl, wszystko bardzo chętnie przyjmiemy, a potem pokażemy w naszym muzeum – mówi Kuc. Stowarzyszenie też szuka nowych eksponatów. Negocjuje np. przejęcie jednego z najstarszych autobusów od naszej komunikacji miejskiej.

Autor artykułu: Tomasz Żukowski

Dzieci muszą poczekać

Friday, November 10th, 2006


Przypomnijmy. Podopieczni i wychowawcy z Domu Dziecka w Supraślu poskarżyli się nam, że Piotr Torbicz, dyrektor placówki bije dzieci. Wiedzą też o tym kontrolerzy z starostwa powiatowego, którzy dwa tygodnie temu przeprowadzili ankietę wśród pracowników.
– Połowa przyznała, że słyszała o stosowaniu przemocy fizycznej, widział tylko jeden. Dlatego nie podejmujemy na razie żadnych działań. Decyzja będzie należeć już do nowego zarządu starostwa. Unikniemy tym samym podejrzeń, że usunięcie dyrektora ma związek z kampanią wyborczą – mówi Władysław Pusz.
Dzieci i wychowawcy, którzy jednak nie chcą czekać na nowe władze, pomogą zadzwonić do biura interwencji praw dziecka. Tam nikt nie unika odpowiedzialności z powodu wyborów.
– Żadnego dziecka nie wolno bić. Jeżeli ktoś doświadcza takiej przemocy, może zgłosić się do biura interwencji rzecznika praw dziecka. Wystarczy zadzwonić pod numer telefonu: 022-696-55- 50. Na pewno zajmiemy się sprawą – obiecuje Przemysław Predygier z biura Rzecznika Praw Dziecka.

Autor artykułu: (mg)

Ton będzie pod naszą opieką

Tuesday, November 7th, 2006


Od dwóch tygodni uczestniczą w programie „Ślady przeszłości” – wyszukują najciekawsze zabytki w naszym mieście i symbolicznie je adoptują. Po burzliwych negocjacjach, gimnazjaliści ze Spacerowej wspólnie Bogusławą Zdrojewską, nauczycielką historii zdecydowali się zaadoptować kino „Ton” przy Rynku Kościuszki.
– Bo ten budynek to skarbnica historii – podkreślają uczniowie. (more…)

Chcesz mieć auto, zapłać okup

Tuesday, November 7th, 2006


Dziewięciu przestępców pochodzących z Gdańska i okolic zaczęło swoją działalność w maju 2004 roku. Pojawiali się wszędzie: od Trójmiasta, przez Podlasie aż na Śląsku kończąc.
– Oszuści dowiadywali się, komu skradziono auto. I na tym zarabiali, oferując odzyskanie pojazdu za odpowiednią sumę pieniędzy. Tyle tylko, że samochodu nie mogli oddać, bo nigdy nie byli w jego posiadaniu! – wyjaśnia mechanizm przestępstwa Adam Kozub, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Białymstoku. – Udało im się nabrać kilkadziesiąt osób, w sumie na 56 tysięcy złotych. Ale chcieli wyłudzić, jak policzył prokurator, niemal 750 tysięcy złotych.
Oszuści żądali od okradzionych od kilkuset do kilku tysięcy złotych. Skąd wiedzieli o skradzionych autach? Podawali się za policjantów prowadzących postępowania w sprawie kradzieży aut, dzwonili do komisariatów, do strażników miejskich, urzędów gmin. Przeszukiwali też ogólnodostępne wykazy w Internecie.
Na trop grupy przestępczej funkcjonariusze z wydziału dochodzeniowo-śledczego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku wpadli już jesienią 2004 roku, prowadząc sprawę kradzieży audi w Choroszczy. Dowiedzieli się wówczas m.in. o telefonicznej ofercie odzyskania samochodu. Pod koniec lutego 2005 roku były pierwsze aresztowania – niektóre uchylone zostały dopiero teraz, szef grupy przestępczej posiedzi za kratami jeszcze do 2 grudnia.
Trzech spośród dziewięciu przestępców zgodziło się dobrowolnie podać karze – dwaj zostało ukaranych dwoma latami więzienia w zawieszeniu na trzy lata i grzywną, jeden zgodził się na pójść za kratki na dwa lata. Pozostałych czeka proces.

Autor artykułu: (raf)

Obywatel ma prawo krytykować

Tuesday, November 7th, 2006


Bychowski w ulotce mówił, że władze partyjne PiS oddelegowały swoich aktywistów do zorganizowania przy Sanktuarium w Świętej Wodzie komitetów wyborczych „Nasz Wasilków” i „Młody Wasilków”. Jego zdaniem kandydat na burmistrza z ramienia „Naszego Wasilkówa” Zenon Żukowski, może w przyszłości zagrażać świętości sanktuarium.
Oba komitety zaskarżyły Bychowskiego do sądu w trybie wyborczym – powołując się na przepisy ordynacji o ochronie komitetów przed atakami kontrkandydatów. I oba zażądały zapłaty 10 tys. zł oraz przeprosin.
– Apel pana Bychowskiego nie odnosi się do faktów, tylko do jego subiektywnej oceny. Rozsyłają go do wyborców nie miał na celu popierania żadnego z kandydatów na burmistrza – w taki sposób sąd argumentował odrzucenie wniosku.
Zenon Żukowski skarżył Bychowskiego także za list opublikowany w „Porannym”. Bychowski pisał w nim m.in., o tym, że Żukowski zgłaszając swoją kandydaturę, nie przyznał się do członkostwa w PiS. Pozywający napisał, że nie mógł tego zrobić, bo nie miał zaświadczenia od partii. – Kandydat na burmistrza miał złożyć oświadczenie, a nie zaświadczenie – uznał wczoraj sędzia i odrzucił wniosek skarżącego.
Przegrane w sądzie komitety mają 24 godziny na złożenie odwołania.

Autor artykułu: (kosz)

Szermierze zagrożeni

Saturday, November 4th, 2006


Chodzi o parking przed klubowym budynkiem przy ulicy Jurowieckiej. Korzystają z niego m.in. klienci, przyjeżdżający na bazar. Do tej pory opłaty za parkowanie szły na konto Białostockiego Klubu Sportowego Jagiellonia oraz drużyny Białostockiej Szkółki Piłkarskiej, prowadzonej przez Samuela Tomara. Miesięcznie to około 2-3 tysiące złotych. BKS twierdzi, że z tych pieniędzy utrzymuje się sekcja szermiercza. I te właśnie dochody klub ma stracić, bo SSA Jagiellonia wypowiedziała mu umowę dzierżawy.
Wojciech Baranowski, prezes BKS, jest oburzony.
– Możemy się kłócić o „jotkę” i inne sprawy, ale dlaczego przez to mają cierpieć dzieci? Ta decyzja uderzy w naszą sekcję szermierczą. Mamy umowę, w której zapisano, że możemy korzystać z parkingu w zamian za odsprzedanie akcji spółce. Prezes Florczak, który wtedy stał na czele BKS przyznał, że gdyby wiedział, iż parking zostanie nam odebrany, to nie zgodziłby się na sprzedaż akcji – mówi Baranowski.
Przedstawiciele Jagiellonii nie czują się zobowiązani do dalszego wynajmowania parkingu BKS-owi.
– Sportowa Spółka Akcyjna nie posiada żadnych dokumentów, z których wynikałoby, że jesteśmy dożywotnio zobligowani do dzierżawienia parkingu BKS-owi. Ale jeśli taka umowa istnieje, to oczywiście będziemy ją respektować. Pieniądze z parkingu zwiększą nasze przychody i stąd ta decyzja – mówi Andrzej Waszczeniuk, członek zarządu Jagiellonii SSA.

Autor artykułu: Konrad Sikora

Noszę mundurek, bo lubię

Saturday, November 4th, 2006


- To nie do końca prawda. Dyscyplina jest, ale mamy też dużo luzu – mówi Karolina z II klasy gimnazjum. – Do szkoły chodzimy, by się uczyć, więc pewne zakazy nas nie dziwią.
Noszę, bo lubię
Pomysł Romana Giertycha, by wprowadzić mundurki dla uczniów, w szkole przy ul. Kościelnej to żadna nowość.
- U nas są od pięciu lat – wyjaśnia Henryk Zalewski, dyrektor szkoły. – Nikomu to nie przeszkadza. Zresztą przed ich wprowadzeniem przeprowadziliśmy ankietę wśród uczniów i ich rodziców. Prawie 90 procent było za.
Nie wszyscy uczniowie muszą je nosić. Trzecioklasiści z gimnazjum i liceum są zwolnieni z tego obowiązku, ale niektórzy noszą mundurek z przyzwyczajenia.
- To fajny pomysł. Identyfikujemy się w ten sposób ze szkołą. Jesteśmy rozpoznawalni w mieście – mówi Kasia. – Noszę mundurek, bo lubię.
Każdego roku wszkole ustalany jest jeden dzień wtygodniu, kiedy można przyjść w dowolnym stroju. Nie toleruje się tu jednak ekstrawagancji, a za taką uznawane są makijaż, farbowane włosy czy kolczyki w języku.
- Nasza koleżanka, która miała kolczyk, musiała się pożegnać ze szkołą – mówią uczennice. – W naszej szkole ma być porządek i już. Czy to źle? Chyba nie – dodają.
Uczniowie zgadzają się na zasady panujące w szkole. I wiedzą, że częste ich łamanie sprawi, że podzielą los koleżanki z kolczykiem w języku.
- Albo chcemy tu być i stosujemy się do zasad, albo możemy przenieść się do innej szkoły – mówi Aneta, uczennica liceum katolickiego.
Komórki tylko na przerwie
Dyrektor Zalewski już dawno wprowadził w szkole zakaz używania komórek. Obowiązuje nie tylko uczniów, ale i nauczycieli.
- Oczywiście, każdy może mieć telefon, ale korzystać z niego wolno tylko na przerwie. Na lekcji uczniowie powinni skupić się na nauce – dodaje.
- To nie jest złe wyjście, chociaż nie zawsze przestrzegam zakazu. Czasami zdarza mi się wysłać SMS-a na lekcji – przyznaje Piotrek. – Nie robię tego często, bo jakby ktoś mnie przyłapał, mógłbym mieć niższą ocenę z zachowania.
Henryk Zalewski ocenia, że w jego szkole łatwiej o dyscyplinę. – Nie jesteśmy szkołą rejonową. Przyjmujemy tylko tych z dobrymi wynikami. Przeprowadzamy z kandydatami także rozmowy kwalifikacyjne. A później podpisujemy umowę z rodzicami, która określa prawa i obowiązki dzieci wobec szkoły, i odwrotnie – wyjaśnia dyrektor.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba