Archive for October, 2006

Dziś głosowanie

Monday, October 23rd, 2006


Dziś zdecydują, czy na terenach przy ulicy Jurowieckiej, w miejsce stadionu Jagiellonii, będzie można w przyszłości wybudować galerię handlową. Ta decyzja nie oznacza zgody na budowę. To będzie tylko szansa. Pozwolenie na budowę, najwcześniej za pół roku, wyda nowy prezydent miasta.
Każdy ciągnie w swoją stronę. Wojciech Strzałkowski, właściciel spółki sportowej Jagiellonia, a z nim część kibiców, spora grupa polityków, zwłaszza z ugrupowań lewicowych – ci chcieliby, aby Jaga dostała choć wstępna zgodę na budowę.
Kupcy z dwóch targowisk przy Jurowieckiej, grupa prawicowych działaczy, którzy starają się zbijać kapitał polityczny protestując przeciw hipermarketom, inna część kibiców, no i konkurencja, która projekt budowy galerii handlowej Jagiellonii widziałaby najchętniej w koszu – ci wszyscy duszę oddadzą, by zablokować inwestycje spółki.
Obydwie, coraz bardziej skłócone stronnictwa, twierdzą, że działają w interesie białostoczan. Co ciekawe, teoretycznie obydwa stronnictwa mają rację. Zleciliśmy sondaż, który miał odpowiedzieć na pytanie, czy ludzie chcą mieć bazar, czy galerię handlową. I okazało się, że dzielą się oni niemal po połowie.
Tym trudniejsza decyzja przed Rad Miejską. Dać szansę Jagiellonii, a o budowie niech decyduje nowa władza, nowy prezydent? Nie dać żadnej szansy i być może pogrzebać klub? A może stchórzyć i nie podejmować żadnej decyzji, zepchnąć ją na następców, na kolejną radę miejską? Dziś się dowiemy.

Autor artykułu: Tomasz Żukowski

To nasz Arcybiskup

Monday, October 23rd, 2006


Na tę decyzję białostocki Kościół katolicki czekał blisko pięć miesięcy. Niespodzianki nie było. Bp Edward Ozorowski, który na początku czerwca został administratorem naszej diecezji, był w gronie najczęściej wymienianych następców abp. Wojciecha Ziemby.
- Ja jednak nie spodziewałem się – przyznaje abp Edward Ozorowski.
Czwarty z kolei metropolita białostocki zamierza kierować archidiecezją, tak jak dotychczas.
- Przez pięć miesięcy czynię to wszystko, co czyni arcybiskup. Teraz tylko trzeba będzie zmienić szyld. Najważniejsze jest, by ludzie wzajemnie się kochali. Czasem mam takie odczucie, że miłość zanika, a ludzie rzucają w siebie kamieniami. Trzeba robić wszystko, by tych latających kamieni było jak najmniej – mówi abp Ozorowski.
Z decyzji Watykanu cieszą się białostoccy księża.
- To nominacja zasłużona i oczekiwana – podkreśla ks. Zdzisław Karabowicz, rzecznik białostockiej kurii. – Ks. abp Ozorowski jest nam wszystkim dobrze znany, ma swoje miejsce w kościele białostockim – dodaje.
Zadowolony jest też Kościół prawosławny.
- Abp. Ozorowskiego znam od wielu lat. To dobry i otwarty człowiek, z którym współpraca na pewno będzie się dobrze układała – mówi bp gen. Mirosław Miron, prawosławny ordynariusz wojska polskiego.

Autor artykułu: Marta Gawina

Plac kulturalny

Thursday, October 19th, 2006


Studiują na różnych uczelniach. Połączył ich pomysł, by zrobić coś dla miasta. W ten sposób powstało Stowarzyszenie Plac Uniwersytecki. – Chcemy zagospodarować właśnie ten plac przed budynkiem uniwersytetu – mówi Rafał Kuczyński, student socjologii. – Stoi pusty, my uznaliśmy, że mógłby służyć promocji kultury.
Obrazy i dźwięki
Pierwszą imprezę zatytułowali “Obrazy i dźwięki”. Na rozstawionych rusztowaniach rozwiesili grafiki Piotra Jaworskiego.
- Piotrka znaleźliśmy przez znajomych. Dowiedzieliśmy się, że robi fajne grafiki komputerowe i chcieliśmy je pokazać – stwierdza Rafał. Ich pomysł spodobał się autorowi prac. Zwłaszcza, że zawisły one w miejscu łatwo dostępnym dla innych.
- Wcześniej prezentowałem prace w Manchesterze, Londynie i Montrealu. Chciałem by mogli zobaczyć je mieszkańcy mojego rodzinnego miasta – mówi. Poza grafikami planowany jest także koncert białostockich DJ-ów. Odbędzie sie on 20 października na placu za budynkiem uczelni. – Podczas przeglądu będzie można kupić wystawione prace . Dochód z ich sprzedaży przekazany będzie Stowarzyszeniu Droga – dodaje Rafał.
Przedstawienia i filmy
Impreza “Obrazy i dźwięki” ma posłużyć prezentacji stowarzyszenia. Młodzi ludzie chcą zaistnieć na arenie kulturalnej naszego miasta. Jednak zapewniają, ze na tym nie poprzestaną
- Chcemy na placu stworzyć galerię otwartą, gdzie będą mogli wystawiać młodzi twórcy nie tylko z naszego regionu.
Studenci planują organizować koncerty, projekcje filmów i przedstawienia. Chcą współpracować z innymi organizacjami zajmującymi się kulturą.
- Każde miejsce na ulicy promujące kulturę jest bardzo dobre – ocenia Jolanta Bakoniuk z Białostockiej Grupy Fotograficznej. – Myślę, że to bardzo fajny pomysł.
Prezentacja na placu przyciąga widzów. – Do galerii byśmy nie poszli, ale tu można rzucić okiem na obrazy – oceniają studenci oglądający prace przed uniwersytetem.

Autor artykułu: Piotr Rydzewski

Łapówka w ukrytej kamerze

Thursday, October 19th, 2006


Pechowy kandydat na kierowcę wpadł w kwietniu tego roku. Jechał samochodem egzaminacyjnym po Białymstoku i kiedy nie wyszły mu manewry, zaproponował egzaminatorowi “dobry prezent”. Co to ma być, dokładnie nie sprecyzował. Ale propozycję łapówkarską złożył dwukrotnie.
Egzaminator o próbie przekupstwa zawiadomił dyrektorkę WORD, a ta zawiadomiła o tej próbie przekupstwa prokuraturę. Piotr T. nie zaprzeczał, że złożył propozycję korupcyjną. Nawet dobrowolnie poddał się karze. Oprócz wyroku więzienia w zawieszeniu, ma on też zapłacić 500 zł grzywny.
Kamery w samochodach białostockiego WORD zainstalowane zostały pod koniec ubiegłego roku. – Od tego czasu jest to jedyny przypadek próby przekupienia egzaminatora – mówi Elżbieta Filipowicz, dyrektor białostockiego WORD.
Wyrok nie jest prawomocny.

Autor artykułu: (mar)

Nietykalne rudery

Thursday, October 19th, 2006


O rozpadających się, niebezpiecznych budynkach pisaliśmy juz nie raz. Teraz o interwencję poprosili nas mieszkańcy ulicy Żelaznej. – Od miesięcy wisi tu tabliczka, że budynek grozi zawaleniem – denerwuje się nasza Czytelniczka. – A budynek nie jest w żaden sposób zabezpieczony. Nie odgradza go żaden płot, dzieci mogą podejść do niego bez problemów, może nawet wchodzą do środka. O nieszczęście więc nietrudno.
ZMK: To nie nasze
Rzeczywiście. Budynek przy Żelaznej 35 wygląda tak, jakby miał runąć w lada dzień. Ma pokrzywione ściany i zapadający się dach. Ale to nie jedyny taki dom w Białymstoku. Na podobne natknęliśmy się przy ul. Skorupskiej czy na rogu Poleskiej i Czystej. Wszystkie w opłakanym stanie. I do każdego z nich bez problemów może dostać się nawet dziecko.
- To nie nasze domy. To budynki prywatne – zapewnia Eugeniusz Zysk, zastępca dyrektora do spraw technicznych w Zarządzie Mienia Komunalnego. To ZMK zarządza znaczną częścią starych budynków porozrzucanych po mieście. I o ile własne budynki ZMK powoli wyburza, prywatnych ruszyć nie może. Pracownicy nadzoru budowlanego potwierdzają – prywatna posesja to największy problem. Tak właśnie wygląda sytuacja z domem na rogu ulic Poleskiej i Czystej.
- Sprawa nie jest nowa – mówi Tadeusz Kołota z białostockiego powiatowego inspektoratu nadzory budowlanego. – Ale nie możemy ustalić właściciela tego budynku. Sytuacja jest więc patowa.
Strażnicy: Sprawdzimy
Kołota dodaje, że o walących się budynkach przy Żelaznej i Skorupskiej do tej pory nic nie słyszał.
- Nikt do nas nie zgłaszał, że jest z nimi jakiś problem – przyznaje inspektor. – Ale jeśli ktoś nas o nich powiadomi, to za kilka dni pojawi się tam nasz inspektor.
Stefan Sochański, komendant Straży Miejskiej zapowiedział w rozmowie z “Porannym”, że budynkami na pewno zainteresują się strażnicy.
- Poproszę ich, by mieli na nie oko – deklaruje komendant. – Jeżeli ich stan rzeczywiście jest zły, to przekażemy informacje do zarządców oraz nadzoru, by zrobić z nimi porządek.
Czy chodzi o rozbiórkę? – My jej nie możemy nakazać – dodaje Sochański. – Ale możemy wnioskować o takie zabezpieczenie budynków, żeby nie stwarzały zagrożenia. I tak zrobimy.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski

MAN da nam

Tuesday, October 17th, 2006

Równie uroczystego powitania nie doczekały się jednak autobusy innych firm, kupione wcześniej przez miasto. (more…)

Będą groźne

Monday, October 16th, 2006


Po porażce 0:4 z Muszynianką Muszyna i remisie 2:2 z Aluprofem Bielsko-Biała Podlasianki w drugim dniu zawodów rozegrały rewanże z obiema ekipami. Najpierw uległy 1:3 zespołowi z Bielska-Białej, a na zakończenie turnieju przegrały 1:2 z mistrzyniami Polski.
- Oczywiście czeka nas jeszcze dużo pracy, ale momentami pokazaliśmy bardzo dobrą grę. Wiemy, w jakim miejscu jesteśmy i co trzeba poprawić przed startem ligi. Teraz już jednak mogę zaryzykować twierdzenie, że stworzymy groźny zespół – ocenia Tobolski.
Wyczerpane akademiczki
Białostoczanki udanie rozpoczęły spotkanie z Aluprofem. Po ciężkiej walce wygrały pierwszego seta 26:24. Później na boisku prym wiodły już zdobywczynie Pucharu Polski, które rozstrzygnęły na swoją korzyść trzy pozostałe sety.
- Nie ma się co dziwić dominacji rywalek. W niezmienionym składzie grają ze sobą kilka sezonów. Mimo to udało nam się podjąć walkę. O wyniku zdecydowały przegrane końcówki, które lepiej rozgrywały siatkarki z Bielska-Białej – ocenia Tobolski.
W spotkaniu z Muszynianką akademiczki ponownie wygrały pierwszego seta i po raz drugi w stosunku 26:24. Bliskie zwycięstwa były także w drugiej partii.
- Prowadziliśmy już 23:18. Nie sądziłem, że może się coś jeszcze zdarzyć. Niestety, zamiast radości, przeżyłem szok. Muszynianka wygrała 27:25 – przedstawia trener Pronar-ZETO AZS.
Obie drużyny rozegrały już tylko jednego seta, którego wysoko – 25:15 wygrała ekipa z Muszyny.
- Dziewczyny były już bardzo zmęczone i nie było sensu pozbawiać je resztek sił. Należą im się duże brawa za waleczność. Zdarzają się im jeszcze proste błędy, ale jestem pewien, że wkrótce je wyeliminujemy – ocenia Tobolski.
Szeszko na ławce
W składzie Pronar-ZETO zabrakło Marty Pluty i Sylwii Pyci, które przygotowują się do mistrzostw świata w Japonii oraz kontuzjowanych Joanny Szeszko i Magdaleny Saad.
- Z ławki mogłam lepiej przyjrzeć się grze dziewczyn. Naprawdę mamy duży potencjał i gdyby nie zmęczenie jestem przekonana, że nasze wyniki byłyby dużo lepsze – ocenia Szeszko, która obserwowała spotkanie razem ze zwolnioną na chwilę ze zgrupowania kadry Pycią.
Kolejnym sprawdzianem formy akademiczek mają być mecze sparingowe z Pałacem Bydgoszcz. Spotkania zostaną rozegrane w najbliższy weekend.

WYNIKI
Pronar-ZETO AZS Białystok – Aluprof Bielsko-Biała 1:3 (26:24, 18:25, 19:25, 14:25).
Pronar-ZETO: Baran, Hendzel, Sachmacińska, Skowrońska, Kosek, Koczorowska, Mróz (libero) oraz Kalinowska, Palczewska.

Pronar-ZETO – Muszynianka Muszyna 1:2 (26:24, 25:27, 12:25).
Pronar-ZETO: Baran, Hendzel, Sachmacińska, Skowrońska, Kosek, Koczorowska, Mróz (libero) oraz Kalinowska, Palczewska.

Autor artykułu: ag

Zwycięska wojna nerwów

Monday, October 16th, 2006


– Na pewno nie straciłyśmy punktu, a zyskałyśmy dwa. Rywalki to groźna drużyna, o świetnych warunkach fizycznych. Zwycięstwo z takim zespołem jest bardzo cenne – ocenia Tobolska.
Początek należał do ekipy gości. Podlasianki grały mądrze, utrzymując bezpieczną przewagę nad Jedynką. Po zwycięstwie 25:21 spokojnie zeszły na przerwę przed drugą partią.
– Niestety, źle ustawiłam zespół – przyznaje Tobolska. – Nie zareagowałam na roszady w składzie gospodarzy. W nasze poczynania wkradła się nerwowość. Popełniałyśmy masę błędów. Dziewczyny stały jak sparaliżowane i pozwoliły rywalkom na wygranie dwóch partii.
Na szczęście białostoczanki w odpowiednim momencie zwarły szyki. Kilka korekt w składzie i uspokojenie gry pozwoliły im doprowadzić do remisu 2:2. O losach spotkania WSWFiT pierwszy raz w tym musiał decydować tie-break. Podlasianki zaczęły fatalnie. Przegrywały 0:3. Tobolska poprosiła o czas, po którym jej podopieczne ruszyły do odrabiania strat. Ekipa gości popisała się udanym finiszem, zwyciężając 15:13.
– Zagrałyśmy bardzo ambitnie w obronie. Podbiłyśmy kilka trudnych piłek i zwycięsko wyszłyśmy z tej wojny nerwów. Było ciężko, dlatego radość ze zwycięstwa jest jeszcze większa – kończy szkoleniowiec WSWFiT.

WYNIKI 4. KOLEJKI
Jedynka Aleksandrów Łódzki – AZS WSWFiT Białystok 2:3 (21:25, 25:20, 28:26, 20:25, 13:15).
AZS WSWFiT: Zakrzewska, Kulik, Korol, Szulborska, Gosko, Iwaniuk, Sobolewska (libero) oraz Dąbrowska, Sasimowicz, Karpińska.
ŁKS Łódź – Politechnika Radom 3:0, AWF Warszawa – Czarni Węgrów 2:3, Szóstka Biłgoraj – AZS UW Warszawa 3:0, Skarpa Toruń – Tomasovia Tomaszów Lubelski 3:2.

TABELA
1. Czarni 4 10 12:5
2. AWF 4 9 11:6
3. WSWFiT 3 8 9:3
4. Jedynka 4 8 10:7
5. Szóstka 4 5 7:8
6. Tomasovia 4 5 8:10
7. Skarpa 2 3 5:5
8. ŁKS 3 3 4:6
9. Politechnika 4 2 4:12
10. AZS UW 4 1 4:12

Autor artykułu: ag

Biznesmeni z przeszłością

Thursday, October 12th, 2006


Holding Solaris, kierowany przez Jacka L. i Stanisława G. był w latach 90. jedną z większych grup kapitałowych w kraju. W ręku obu biznesmenów były banki, towarzystwa ubezpieczeniowe i leasingowe oraz firmy produkujące lasery – Solaris Laser i optykę o zastosowaniu militarnym – Solaris Optyka. Wymieniały się one udziałami i powoływały do życia inne spółki. Obracały kapitałem 300 milionów dolarów. Kontrolowały 7 procent rynku ubezpieczeń i ponad 18 procent rynku leasingu. Jej właściciele jednak jak ognia unikali rozgłosu – nie byli nawet na liście najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost”, choć mogli liczyć tam na wysoką pozycję. Dziś już wiadomo, dlaczego rozgłos był im nie na rękę.
Sprawy dla prokuratora
Działalnością biznesmenów kilkakrotnie zajmowała się prokuratura. Po raz pierwszy w 1993 roku, gdy Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej zarzuciła im, że wyprowadzili z Solaris Laser pieniądze, które włożyła tam jako udziały. W 1995 roku upadło Warszawskie Towarzystwo Leasingowe, w którym mieli udziały. Kierowane przez nich towarzystwa ubezpieczeniowe Hestia i Gryf splajtowały.
Firma ubezpieczeniowa Polonia została sprzedana parę lat temu. Najgłośniejszą jednak sprawą był udział biznesmenów w prywatyzacji browarów w Leżajsku. Skończyło się wielkim skandalem i aktem oskarżenia. Jesienią 2001 roku rzeszowska prokuratura oskarżyła trzy osoby, w tym Stanisława G., o narażenie firmy na stratę co najmniej 4,1 miliona złotych. Co ciekawe, jednym z głównych zarzutów, jakie pojawiły się w związku z tą sprawą, było niedokapitalizowanie spółki przez właścicieli (identyczna sytuacja powtórzyła się w przypadku Banku Wschodniego). Prokuratura zarzuca im, że wyprowadzili z browaru pieniądze przeznaczone na poprawę jego sytuacji. Chodzi o zakup przez Leżajsk Zakładów Przemysłu Cukierniczego „Hanka” od spółek, w imieniu których występował… Stanisław G. Sprzedał stojącą na skraju bankructwa „Hankę” browarowi, gdzie był przewodniczącym rady nadzorczej.
Z dawnej świetności holdingu pozostało już niewiele. Upadłości i sprzedaż wielu firm spowodowały, że w latach 2000-2002 w sektorze finansów ta grupa była reprezentowana już tylko przez cztery firmy leasingowe i Bank Wschodni w Białymstoku.
Jak padł Wschodni?
Głównymi akcjonariuszami banku były towarzystwa leasingowe: Centralne (23 proc. akcji), Wielkopolskie (33 procent) i Śląskie (29,11 procent) – wszystkie związane z holdingiem Solaris. Jednak kontrolowały go właściwie dwie osoby: Stanisław G. i Jacek L. Podlegli im dyrektorzy i prezesi Wschodniego bez szemrania wykonywali wszystkie ich polecenia. Na skutek ich działań bank stracił co najmniej 16 mln zł.
Na czym polegały nieprawidłowości? Wschodni kupował akcje firm będących jednocześnie jego akcjonariuszami, a które miały już poważne kłopoty finansowe. I tak: jeszcze w 1995 roku Stanisław G. polecił radzie nadzorczej Banku Wschodniego zakup 6 tysięcy akcji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych Hestia za – bagatela – 6 milionów złotych. I choć rok później Hestia ogłosiła upadłość, białostocki bank musiał zapłacić za kupione akcje łącznie z odsetkami.
W marcu 2001 roku bank stracił blisko 3 mln złotych, bo kupił bezwartościową i niepotrzebną nieruchomość. Jako zapłatę miał anulować dług Europejskiego Funduszu Inwestycyjnego (część holdingu Solaris, należącego do Stanisława G. i Jacka L.). Kolejne milionowe straty przyniosło kupno od holdingu Solaris 5667 akcji Centralnego Towarzystwa Leasingowego, a kolejne 2 miliony – udzielenie kredytu Mirosławowi C. z Bielska Podlaskiego (który został w ubiegłym tygodniu skazany na karę więzienia za narażenie swojej firmy na wielomilionowe straty).
Zawiadomienie do prokuratury złożył ustanowiony w banku zarząd komisaryczny. W październiku 2004 roku Stanisław G. był już na przejściu granicznym, gdy zatrzymali go funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W sądzie G. dobrowolnie poddał się karze i został skazany na dwa lata w zawieszeniu i 200 tys. zł grzywny. Jacek L. nie przyznał się do winy i dostał trzy lata do odsiadki. Oprócz nich sąd skazał w tej sprawie jeszcze cztery osoby ze ścisłego kierownictwa banku. Wyrok nie jest prawomocny.
ROZMOWA
Kurier Poranny: Prezes WTL, Tadeusz Drozdowski powiedział nam, że nie ma Pan nic wspólnego z Bison-Bialem. Kłamał.
Jacek L., udziałowiec TI Solaris, WTL i Bison-Bialu: Ależ ja mam w Bisonie tylko znikome udziały, nie byłem inicjatorem kupna tej spółki.

l Jednak to Towarzystwo Inwestycyjne Solaris, w którym Pan jest prezesem, a Pana odwieczny wspólnik – Stanisław G. – szefem rady nadzorczej, ma ponad 80 proc. akcji WTL. A to WTL jest właścicielem Bisona.
– Może i tak. Jestem prezesem w wielu spółkach, sam już się gubię. Ale nie jestem większościowym właścicielem w TI Solaris.

l A kto jest?
– Akcjonariat jest bardzo rozproszony. To kilkanaście prywatnych osób, głównie cudzoziemców: Niemców, Szwajcarów… Wszyscy mają po 4-5 proc., ja około czterech.

l Ale wie Pan, co to za fabryka Bison-Bial?
– Zwłaszcza ostatnio bardzo się nią zainteresowałem, bo wiem, że powstał wobec niej jakiś medialny szum.

l I jakie ma Pan plany wobec białostockiej firmy?
– Chcemy ją postawić na nogi, w przyszłości może wprowadzić na giełdę. Chcemy wybudować nową fabrykę, bo zakład w centrum miasta nie ma racji bytu.

l A co z terenami przy ul. Łąkowej?
– (Pierwsza wersja:) Coś trzeba będzie z nimi zrobić. Być może je sprzedamy – w przeciągu trzech lat, jak powstanie nowa fabryka. (Druga wersja – po trzech dniach:) Na pewno nie będziemy ich sprzedawać. Nie chcemy wykonywać żadnych gwałtownych ruchów. Program restrukturyzacji, jaki spółka rozpoczęła jeszcze przed naszym przyjściem, to nie jest dobry pomysł (chodzi o pomoc publiczną na spłatę długów, jakiej miałaby udzielić spółce Agencja Restrukturyzacji Przemysłu – red). Z ARP bezpośrednio do firmy wpłynęłoby około 6 mln zł, a agencja chce w zamian ziemię o podobnej wartości. To się nie opłaca. Teraz stawiamy tylko i wyłącznie na zwiększenie sprzedaży o 50 proc. i reorganizację tej sprzedaży. Bo to główny problem Bisona.

l Ludzie nie wierzą już w te obietnice…
– To wszystko przez te związki zawodowe, które mącą, a nie mają racji.

l Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: Marzena Szwaczko

Upolowali Bisona?

Thursday, October 12th, 2006


Pracownicy boją się, że nowych właścicieli interesuje tylko jedno: sprzedaż za dobrą cenę terenów przy Łąkowej i wyprowadzenie ze spółki resztek pieniędzy. A sytuacja jest napięta – na najbliższej sesji radni mają zdecydować, jaki będzie plan zagospodarowania dla terenów, na których obecnie stoi fabryka.
Co będzie z Łąkową
- Studium uwarunkowań dopuszcza tam budowę hipermarketu. Jeśli radni przyklepią to na sesji, będzie po Bisonie – mówi jeden z pracowników firmy, prosząc o anonimowość. Ludzie boją się rozmawiać oficjalnie, bo już niejedokrotnie, również podczas spotkań z udziałem dziennikarzy, zarząd spółki groził, że wyciągnie konsekwencje wobec “burzycieli, którzy przekazują nieprawdziwe informacje prasie”.
Są jednak zdeterminowani, zwłaszcza teraz, kiedy dowiedzieli się, kto tak naprawdę ich kupił. Doskonale pamiętają głośny upadek Banku Wschodniego, do którego przyczynili się ich obecni właściciele. I nie mają złudzeń: Bison jest w tarapatach.
Prawdziwy właściciel
Jacek L. i Stanisław G. to w latach 90. rekiny finansjery, twórcy Holdingu Solaris, a potem autorzy bankructw kilku kontrolowanych przez nich firm. Dziś nie prowadzą zbyt wielu interesów w Polsce. Ze świetności ich finansowego imperium pozostało m.in. Wielkopolskie Towarzystwo Leasingowe w Poznaniu. To ono, za pośrednictwem swojej spółki-córki Mr Invest, kupiło w kwietniu tego roku kontrolny pakiet białostockiej Fabryki Przyrządów i Uchwytów Bison-Bial. Załogą zbulwersowała wtedy informacja, że za nowym właścicielem stoi stary – warszawski Metalexport, który doprowadził “Uchwyty” na skraj bankructwa. Okazuje się, że to nie koniec złych wiadomości. Jak wynika z akt rejestrowych Wielkopolskie Towarzystwo Leasingowe, w blisko 90 procentach należy do Towarzystwa Inwestycyjnego Solaris, którego prezesem jest… Jacek L., a szefem rady nadzorczej – Stanisław G.
Pociągali za sznurki
Jak twierdzi L. – akcjonariat towarzystwa jest bardzo rozproszony, w jego skład wchodzi kilkanaście osób fizycznych, głównie cudzoziemców. Wszyscy, podobnie – jak L. i G. – mają w nim po kilka procent akcji. Obydwaj biznesmeni znani są jednak z umiejętności zarządzania spółkami nawet z niewielkim udziałem własnościowym. Przejmowali nad nimi kontrolę, tworząc siatkę powiązań finansowo-towarzyskich. Tak było np. z Bankiem Wschodnim. Choć oficjalnie udziały obu biznesmenów w banku sięgały ledwie kilku procent, w rzeczywistości, bez ich zgody, nie podejmowano żadnych poważniejszych decyzji. W efekcie działania ich i czwórki innych oskarżonych bank poniósł 16 mln zł strat i przestał istnieć. Sprawa trafiła do sądu. Stanisław G. dostał dwa lata w zawieszeniu i rekordową, jak na Białystok, grzywnę 200 tys. zł. Jacek L. został skazany na trzy lata więzienia. Jest jeszcze na wolności, bo wyrok nie jest prawomocny (dlatego podajemy tylko pierwsze litery nazwisk obu biznesmenów).
Postawią na nogi?
Jakie są plany nowych właścicieli wobec Bison-Bialu? – Chcemy postawić zakład na nogi, w przyszłości może wprowadzić na giełdę – zapewnia Jacek L.
Czy można mu wierzyć? Kiedy podczas pierwszej rozmowy zapytaliśmy go o tereny przy ul. Łąkowej, o które tak niepokoi się załoga, odpowiedział, że pewnie zostaną sprzedane. Podczas drugiej rozmowy zreflektował się: – Na pewno nie będziemy ich sprzedawać. Nie chcemy wykonywać żadnych gwałtownych ruchów – zapewniał.

Czytaj też ” Biznesmeni z przeszłością”

Autor artykułu: Marzena Szwaczko