„Bezpieczna taksówka” to program szybkiej wymiany informacji między korporacjami taksówkarskimi, Strażą Miejską i policją. Dzięki temu w mieście ma być bezpieczniej. Wczoraj porozumienie w tej sprawie podpisał inspektor Jarosław Stankiewicz, komendant miejski policji oraz Ryszard Tur, prezydent Białegostoku. Jednak taksówkarze do całego programu są nastawieni sceptycznie.
Założenia słuszne…
Pomysł jest prosty. Powstaje sieć łączności – instaluje się specjalne stacje bazowe dla policji i Straży Miejskiej, wykupuje częstotliwość tworząc kanał alarmowy. Każdy taksówkarz dostaje swój identyfikator. Kiedy, jeżdżąc po mieście, zauważy bójkę, napad, czy chuligańskie wybryki – może to zgłosić bezpośrednio oficerowi dyżurnego policji.
– Kanał alarmowy upraszcza obieg informacji. Bez pośredników i czekania informacja dociera natychmiast do oficera dyżurnego. On zaś wie już, jak i o co pytać, żeby ocenić zagrożenie i wysłać radiowóz czy inne służby ratownicze – mówi Marta Rodzik, rzecznik komendanta miejskiego policji.- System działa też w drugą stronę, bo i dyżurny może powiadomić taksówkarzy o poszukiwanych osobach, samochodach, czy innych zagrożeniach.
Do akcji, jeśli jest taka potrzeba, można też natychmiast skierować pogotowie ratunkowe, straż pożarną, pogotowie gazowe, czy energetyczne.
– Taksówkarze są także bardziej bezpieczni, bo mają bezpośredni kontakt z policją. Jednym przyciskiem mogą wezwać pomoc, gdy są zagrożeni – mówi Lech Oksztul, prezes jednej z korporacji.
System ten działa już w Olsztynie i Lublinie. Tam się sprawdza. Białostocka policja chciałaby w przyszłości włączyć do niego autobusy komunikacji miejskiej.
Diabeł tkwi w szczegółach…
Za system płaci białostocki magistrat.
– Trzeba kupić częstotliwość i kilka urządzeń łączności. Białystok jednorazowo wykłada na ten cel 20 tysięcy złotych – mówi Tomasz Ćwikowski, rzecznik prezydenta miasta.
Pieniędzy wystarczy na stacje bazowe, częstotliwość, oprogramowanie i kilka innych drobiazgów, ale…
– Duża część białostockich taksówkarzy ma radiotelefony „Radmoru”. Żeby dyżurny policjant mógł zidentyfikować kierowcę i żeby mógł on swobodnie korzystać z dobrodziejstw kanału alarmowego, to te „Radmory” trzeba zmodernizować. A zakup specjalnego modułu kosztuje minimum 100 złotych – mówi Lech Oksztul. – I z tym mogą być problemy.
– Skoro mamy płacić po 100 złotych, żeby komuś poprawić statystykę, to dziękujemy. Kiedy zaczynano mówić o tym programie, to miasto miało zapłacić za wszystko, teraz okazuje się, że to my mamy płacić. Na to zgody nie będzie – dodaje bez ogródek Jerzy Sokół z innej korporacji.
Nie wszystko stracone
Aby przekonać taksówkarzy do pomysłu pozostaje wypracowanie preferencyjnej ceny urządzeń, które trzeba będzie dokupić.
– Może uda się załatwić jakieś upusty z tytułu hurtowego zakupu, może miasto zaproponuje coś innego, wtedy możemy negocjować. Na razie cena jest za duża, a rzecz dotyczy zbyt wielu taksówkarzy – dodaje Lech Oksztul.
Autor artykułu: Rafał Malinowski