Archive for September, 2006

Polegli na Zawiszy

Monday, September 18th, 2006

Wynik
Zawisza Bydgoszcz – Jagiellonia Białystok 3:1 (2:1).
Bramki: 1:0 – Sotirovic (20), 1:1 – Wolański (24), 2:1 – Lasocki (35), 3:1 – Majewski (62).
Żółte kartki: Majewski, Sotirovic, Klatt – Chańko, Sobolewski. Czerwone kartki: Klatt (69, Zawisza), Chańko (73, Jagiellonia).
Sędziował: Leszek Gawron (Mielec).
Widzów: 6 tys.
Zawisza: Mioduszewski – Michalski, Wójcik, Mrvaljevic, Lasocki, Bekas (90. Jacek), Miklosik, Majewski (75. Imeh), Staniszewski, Sotirovic (82. Feliksiak), Klatt.
Jagiellonia: Olszewski – Kośmicki, Markiewicz, Nawotczyński, Chańko, Dzienis, Trzeciakiewicz, Łatka (70. Cieluch), Sobolewski, Wolański, Sobociński.
Minuta po minucie
1 – Jagiellonia zaczyna szybkim atakiem. Remigiusz Sobociński zgrywa piłkę piętą do Dariusza Łatki, ale ten kiksuje.
20 – 1:0. Po wrzucie z autu białostoccy obrońcy przegrywają walkę powietrzną. Futbolówka trafia do Vuka Sotirovica, który po ładnym zwodzie strzela w długi róg bramki Andrzeja Olszewskiego.
24 – 1:1. Imponująca odpowiedź Jagi. Sobociński dokładnie podaje do Janusza Wolańskiego, a ten z siedmiu metrów uderza nie do obrony.
27 – Jacek Chańko mocno strzela z rzutu wolnego, ale dobrze ustawiony Robert Mioduszewski nie daje się zaskoczyć.
35 – 2:1. Z rzutu wolnego atomowym uderzeniem popisuje się Arkadiusz Miklosik. Olszewski odbija piłkę, ale dopada do niej Rafał Lasocki i bez problemu zdobywa bramkę.
39 – Niewiele do szczęścia brakuje Krzysztofowi Michalskiemu, niebezpiecznie strzelającemu głową po kolejnym dośrodkowaniu Miklosika.
45 – Jaga sprytnie rozgrywa rzut wolny. W dobrej sytuacji znajduje się Paweł Sobolewski, który z narożnika pola bramkowego trafia futbolówką w obrońców Zawiszy.
45 – Jeszcze jeden rzut wolny dla gości. Mioduszewski z najwyższym trudem broni uderzenie Sobolewskiego.
62 – 3:1. W prostej sytuacji piłkę traci Jacek Markiewicz. Zawisza wyprowadza kontratak, zakończony pięknym golem Adama Majewskiego, który strzela nie od obrony z 18 metrów.
69 – Druga żółta, w konsekwencji czerwona kartka dla Marcina Klatta.
73 – Siły się wyrównują, bo z boiska wyrzucony zostaje Chańko.
85 – Olszewski broni groźny strzał Tomasza Feliksiaka.
86 – W ostatniej akcji meczu po ziemi uderza Sobolewski, ale Mioduszewski znów jest górą.

Autor artykułu: kw

Do szkoły między autami

Monday, September 18th, 2006

Ich zdaniem, gmina Supraśl, do której należą, nie robi nic, aby im pomóc. Traktuje ich po macoszemu.
Ciemno wszędzie… (more…)

Stracimy czy zyskamy?

Thursday, September 14th, 2006


Wiadomo już, że rząd wycofał się z najbardziej korzystnej dla podatników obietnicy obniżenia składki rentowej i chorobowej. Sytuacja być może zmieni się, gdy w 2009 roku zostaną wprowadzone dwie stawki PIT – 18 i 32 proc., choć i to nie jest pewne. W tej sytuacji najbardziej korzystne wydaje się odmrożenie skali podatkowej (podwyższenie progów podatkowych i kwoty wolnej od podatku).
Z kolei najwięcej protestów – zwłaszcza drobnych przedsiębiorców – budzi pomysł likwidacji najprostszych form opodatkowania: ryczałtu ewidencjowanego i karty podatkowej.

Autor artykułu: (masz, peż)

Zanim zostaniesz emerytem

Thursday, September 14th, 2006


l Co to jest kapitał początkowy?
- To hipotetyczna wartość składek, jaką każdy z nas odprowadziłby na konto w ZUS, gdyby istniało ono przed 1 stycznia 1999 roku. Wraz ze składkami odprowadzonymi na konto emerytalne będzie on stanowił podstawę ustalenia przyszłej emerytury. Kapitał początkowy ustalany jest na 1 stycznia 1999 roku i po zapisaniu na koncie ubezpieczonego podlega waloryzacjom. Wnioski o kapitał początkowy należy składać do 31 grudnia 2006 roku.

l Mam zamiar składać wniosek o kapitał początkowy. Co muszę zrobić?
- Musi Pan pobrać z ZUS i wypełnić wniosek o ustalenie kapitału początkowego – druk KP-1 oraz kwestionariusz okresów składkowych i nieskładkowych – druk Rp-6. Do nich należy dołączyć dokumenty potwierdzające długość stażu pracy i wysokość wynagrodzeń. Tak skompletowany wniosek należy dostarczyć do ZUS lub przesłać za pośrednictwem poczty. (more…)

Do Stanisława przyszli

Thursday, September 14th, 2006


Ośmiu rosłych mężczyzn wpadło wczoraj do sekretariatu Miejskiego Ośrodka Szkolenia Piłkarskiego z krzykiem: gdzie prezes? Czy w konflikt między białostockimi działaczami sportowymi zaangażowali się pseudokibice?

Tuż przed godziną 13 pani Aneta, sekretarka MOSP, wypełniała firmowe dokumenty.
– Krzyczeli, gdzie jest ta k… – opowiada roztrzęsiona pani Aneta, kilka godzin po zajściu. – Powiedziałam, że nie wiem o co chodzi, a oni na to, że jak to nie wiem, że do Stanisława przyszli.
Prezesa nie było akurat w biurze. Mężczyźni jeszcze przez kilka chwil wykrzykiwali obraźliwe słowa. Na koniec kazali coś powtórzyć prezesowi, ale sekretarka nie zrozumiała. Zapamiętała za to ostrzeżenie. – Powiedzieli, że jeśli nic nie zrobi, to przyjdą jeszcze raz, tylko w większej grupie.
Wychodząc, jeden z awanturników chwycił aparat faksu i rzucił nim o ziemię.
– Kiedy sekretarka do mnie zadzwoniła, od razu pojechałem na policję – mówi Stanisław Bańkowski. – Boję się o swoje zdrowie, a nawet życie. Nie wiem, co by się stało, gdybym około godziny 13 był w biurze…
Stanisław Bańkowski, prezes MOSP, podejrzewa, że napastnikami byli pseudokibice Jagiellonii. I jest przekonany, że nie chodzi o przypadkowy wybryk chuligański, ale rozgrywki i nieporozumienia między jego stowarzyszeniem, a spółką Jagiellonia.
– Ktoś wykorzystuje chuliganów – uważa prezes MOSP.
– To zwykłe pomówienia. Zastanawiamy się nad skierowaniem sprawy do sądu. Nikt bezpodstawnie nie może nas oczerniać – tłumaczy Artur Kapelko, wiceprezes Jagiellonii SSA.
Od dawna trwa spór między MOSP, a Jagiellonią. Bańkowski ma pretensje do spółki, bo – jak twierdzi – nie wywiązuje się ona z umowy i nie przekazuje pieniędzy na działaność MOSP. Nawet sądzi się o te pieniądze. Chociaż oba kluby żyły kiedyś w zgodzie, konflików jest więcej np. podpisywanie kontraktów z młodymi piłkarzami.
Czy w spory zaangażowali się psedokibice? Skąd to najście, zbada drugi komisariat policji.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba
akaszuba@poranny.pl

Uważaj na ten rachunek

Monday, September 11th, 2006


Publikacje Polskiej Telefonii wysyła do firm w całej Polsce rachunek na kwotę 387,35 zł. Za co? Druk sprawia wrażenie, że opłata dotyczy np. reklamy w książce telefonicznej. Ale po przeczytaniu wszystkiego, co znajduje się na odwrocie, spisane drobnym, prawie niewidocznym drukiem, okazuje się, że podpisujemy umowę na publikację naszych danych na stronie internetowej: www.ksiazkatelefoniczna.net. I że zgadzamy się opłacić kolejne rachunki – w ciągu pierwszego roku umowy jest to kilka tysięcy złotych!

PKT to nie PPT
Niebieska linia na górze, na środku wyliczenia identyczne jak z faktury VAT, a na dole blankiet na przelew bankowy z zaznaczonym terminem płatności – w ciągu dwóch tygodni od wystawienia. Tak wygląda rachunek, który dla nieuważnych może stać się przyczyną kłopotów. Narobił już sporo zamieszania.
– Ta firma nie ma z nami nic wspólnego – wyjaśnia Klaudia Korytek, specjalistka do spraw rozliczeń z klientem Polskich Książek Telefonicznych. – Mieliśmy już wiele telefonów w tej sprawie, ale nie ponosimy odpowiedzialności za tę sytuację, a nasi prawnicy podjeli już kroki, by wyjaśnić, czy nie zostało złamane prawo. (more…)

Niewyspany jak pijany

Monday, September 11th, 2006


Agata Dyszkiewicz, Rzecznik Praw Pacjenta przy podlaskim Narodowym Funduszu Zdrowia nie ma wątpliwości: – Przemęczenie lekarzy skutkuje między innymi tym, że przedmiotowo traktują chorych. Stąd skargi pacjentów: na to, że lekarze mówią im za mało o ich stanie zdrowia, że nie doradzają, gdzie mają szukać pomocy.
Pracuje jak po kieliszku
– Niewyspany lekarz też dużo mniej precyzyjny i częściej może popełniać błędy. Australijscy naukowcy przeprowadzili na ten temat specjalne badania. Doszli do wniosku, że doktor po nocnym dyżurze, ma taki poziom koncentracji, jak po spożyciu alkoholu – mówi Ryszard Kijak, wiceprzewodniczący Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy. Nie ma wątpliwości: – Praca 32 godziny pod rząd to łamanie unijnej dyrektywy, zgodnie z którą lekarz może pracować nie dłużej niż 48 godzin tygodniowo.
Chodzi o pieniądze
– A po nocnym dyżurze powinien mieć dwa dni przerwy – dodaje profesor Andrzej Dąbrowski, szef Kliniki Gastroenterologii i Chorób Wewnętrznych w Akademii Medycznej w Białymstoku. – To jest jednak niestety jak kwadratura koła. Wszystko rozbija się o brak pieniędzy. Lekarze dorabiają na dyżurach, żeby w miarę godnie żyć.
Ale OZZL mówi: dość. I namawia lekarzy do składania zażaleń do Komisji Europejskiej. _ Sprawa została zakwalifikowana do rozpatrzenia. Pewnie jednak będziemy musieli na to poczekać kilka miesięcy – mówi Ryszard Kijak.

Autor artykułu: (an)

Targ o dzieci trwa

Monday, September 11th, 2006


Porozumienie zawarliśmy z dziewięcioma, najbliższymi nam gminami ościennymi i tylko dzieci z tych gmin mają szansę dostać się do białostockich przedszkoli – mówi Dorota Zastowska, z wydziału edukacji urzędu miejskiego. Oczywiście, jeśli będą spełniały odpowiednie warunki.
Tylko niepełnosprawne
Juchnowiec i Wasilków będą płaciły za przedszkole tylko dla dzieci niepełnosprawnych. Pozostałe muszą korzystać z placówek gminnych.
– Koszt utrzymania dziecka w naszych przedszkolach jest połowę mniejszy niż w białostockich. Uznaliśmy, że nie warto przepłacać. A nasze placówki wcale nie są gorsze. Nie mamy tylko oddziałów integracyjnych, dlatego dofinansujemy dzieci z orzeczeniami – podkreśla Antoni Pełkowski, burmistrz Wasilkowa.
Rodzice, którzy pracują w Białymstoku są zawiedzeni. Wielu z nich byłoby nawet gotowych płacić więcej, byle dziecko mogło chodzić do naszego przedszkola.
– Obydwoje z mężem pracujemy w Białymstoku i ze względów praktycznych chcielibyśmy mieć dziecko w jednym z miejskich przedszkoli. Burmistrz powinien nam to umożliwić – denerwuje się Anna Wrotek z Wasilkowa. Podkreśla, że w podobnej sytuacji jest wiele osób – nie tylko z Wasilkowa, ale wielu podbiałostockich gmin.
– Brak porozumienia zamknął nam drzwi do białostockich przedszkoli. Teraz trzeba będzie kombinować z meldunkiem – dodaje jeden z mieszkańców Wasilkowa.
Tylko Zabłudów bez warunków
Bardziej na rękę rodzicom pracującym w Białymstoku poszły gminy Choroszcz i Czarna Białostocka. W stu procentach sfinansuje przedszkole dla dzieci niepełnosprawnych. Gotowa jest też płacić za zdrowe maluchy, ale ich rodzice muszą postarać się o specjalną zgodę od burmistrza i liczy się z większymi wydatkami.
– Pobyt w gminnym przedszkolu kosztuje nas 250 zł. Tyle samo możemy wydać na dzieci, które chcą chodzić do białostockiego, które żąda więcej, bo 383 zł. Różnicę zapłacą rodzice – mówi Andrzej Winnicki, inspektor urzędu miejskiego w Choroszczy. – Każdy pilnuje swojego ogródka – dodaje.
Żadnych warunków nie stawiała tylko gmina Zabłudów, która po raz pierwszy podpisała porozumienie z naszym miastem. Zapłaci za wszystkie dzieci chodzące do białostockich przedszkoli. – Chcemy wyjść na przeciw potrzebom naszych mieszkańców. Wielu z nich pracuje w Białymstoku i chce mieć dziecko blisko siebie – mówi Antonina Kuna z urzędu miejskiego w Zabłudowie.

Autor artykułu: Marta GAWINA

Dobranocka w przedszkolu

Thursday, September 7th, 2006


Wczoraj dyrektorki podpisały umowę z wydziałem edukacji urzędu miejskiego. Od poniedziałku ich placówki będą pracować trzynaście godzin dziennie, od godz. 7 do 20.
- A w każdą sobotę otwarte będą trzy z siedmiu przedszkoli i one przyjmą dzieci z pozostałych placówek – wyjaśnia Lucja Orzechowska, naczelnik wydziału edukacji urzędu miejskiego.
Nareszcie!
- To rozwiązuje większość moich problemów. Do tej pory przedszkole pracowało tylko do godziny 17, a ja mam nienormowany tryb pracy. Wiele razy musiałam prosić kogoś z rodziny, by odebrał mojego synka. Przedszkole wyszło mi naprzeciw – mówi Anna Markowska, mama pięcioletniego Kuby, który chodzi do przedszkola przy ul. Świętokrzyskiej.
Zadowolona jest również rodzina Kowalów. – Pracujemy z żoną na zmiany i zdarzają się tygodnie, że obydwoje mamy na popołudnie. Przedszkole otwarte do godziny 20 to idealne rozwiązanie – mówi Dariusz Kowal, tata czteroletniej Julki.
Monice Balach najbardziej podoba się, że przedszkole będzie czynne w soboty. – Mąż pracuje w weekendy, a ja chce studiować zaocznie. Teraz nie będę musiała martwić się o opiekę nad dzieckiem – cieszy się mama czteroletniego Michała z przedszkola przy al. Piłsudskiego.
To nie przechowalnia
- Rodzice już w czasie rekrutacji pytali, do której otwarte jest przedszkole. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że pracują dłużej albo na zmianę, a nie zawsze mogą liczyć na rodzinę. Nasze przedszkole chce im pomóc – mówi Alicja Mielec, dyrektorka Przedszkola Samorządowego nr 52.
- Z naszej oferty skorzystają też rodzice, którzy studiują albo uczestniczą w różnego rodzaju szkoleniach. To dla nich będziemy pracować w soboty – dodaje Barbara Rzemieniecka, dyrektorka PS nr 21.
Dłuższe godziny pracy nie oznaczają jednak, że dziecko będzie mogło przebywać w przedszkolu od rana do nocy. – Już wcześniej zapowiedziałam rodzicom, że tylko w wyjątkowych sytuacjach maluch może u nas zostać dłużej niż 10 godzin. Nie jesteśmy przechowalnią – podkreśla Małgorzata Muszyńska, dyrektorka PS nr 31.
Dlaczego tylko siedem?
Wbrew wcześniejszym zapowiedziom magistratu, z oferty tych przedszkoli nie będą mogli skorzystać rodzice, którzy zapisali dzieci do innych placówek.
- Gdybym wiedziała o tym wcześniej, moja córka chodziłaby teraz do przedszkola na Staszica, a nie do sąsiedniego. W dodatku nie mogę jej przepisać, bo nie ma miejsc – denerwuje się Maria, mama przedszkolaka.
- Wysłaliśmy pisma do wszystkich dyrektorów, ale do programu zgłosiło się tylko siedmiu – wyjaśnia Lucja Orzechowska.
Dlaczego pozostali nie skorzystali?
- Nie wiem – odpowiada Orzechowska.
- Żaden z naszych rodziców nie pytał o dłuższe godziny pracy. Wszyscy odbierają swoje dzieci do godziny 16 – mówi Bożena Hościło, dyrektorka PS nr 5. – Jeżeli będzie taka potrzeba, nic nie stoi na przeszkodzie, byśmy do tego projektu przystąpili w przyszłym roku – dodaje.

Autor artykułu: Marta Gawina

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Thursday, September 7th, 2006


- Mężczyzna przyjmował korzyści majątkowe w zamian za pomoc przy uzyskiwaniu przepustek, przeniesienie do zakładu półotwartego lub otwartego, czy nawet zmianę celi – mówi prokurator Adam Kozub, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, która przesłuchiwała 35-latka.

Cennik za usługi
Janusz Z. w areszcie przy Kopernika pracuje od sześciu lat. Łapówki, o przyjęcie których jest podejrzewany, dostał w okresie od marca 2004 do czerwca 2006. Prokurator Kozub wyjaśnia, że za zamianę celi dostawał na przykład butelkę dobrego likieru. Za załatwienie przepustki czy przeniesienie do innego zakładu – pięćset czy tysiąc złotych.
- Na razie wiemy o czterech łapówkach, do których zatrzymany już się przyznał – mówi rzecznik. – Ale jesteśmy dopiero na etapie przygotowanie wstępnego. Nie wykluczamy więc, że mogło być ich więcej.
Wychowawca wystawiał opinie o więźniach.
- Najprawdopodobniej pisał pozytywnie o tych, którzy niekoniecznie dobrze się sprawowali – wyjaśnia Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Adam Kozub doniesienia te komentuje krótko: – Nie potwierdzam, być może tak było. Ale nie mamy na to jeszcze dowodów.

Poczekajmy na decyzję
Zatrzymanie wychowawcy było możliwe dzięki współpracy dyrektora aresztu z policjantami z CBŚ.
- Od ponad pół roku prowadziliśmy postępowanie, które miało wyjaśnić niepokojące sygnały dotyczące zachowań tego funkcjonariusza – czytamy w oświadczenia majora Andrzeja Wiśniewskiego, dyrektora białostockiego aresztu śledczego.
- Zgromadzone w tym czasie dowody były wystarczające, by postawić mu zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych – dodaje Dobrzyński. – Nie wykluczam też kolejnych zatrzymań w tej sprawie, gdyż traktujemy ją jako rozwojową.
Dziś prokurator okręgowy podejmie decyzję, czy wobec Janusza Z. zastosować środek zapobiegawczy. Dopiero po niej dyrekcja aresztu zastanowi się, czy zawiesić lub wydalić mężczyznę z pełnionej służby. Za przyjmowanie łapówek grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.
Opinia
Czy sędzia wierzy wychowawcy?
Sędzia Mariusz Pankowiec, przewodniczący IV Wydziału Penitencjarnego Sądu Okręgowego w Białymstoku: To co pisze wychowawca na temat osadzonego, proszącego o zezwolenie na czasowe opuszczenie aresztu, nie ma decydującego wpływu na stanowisko sędziego. Jednak jeśli jest to opinia pozytywna, a obraz umiejętnie podkoloryzowany, to trudno takiej opinii nie zauważyć. To wychowawca opisuje postawę więźnia, jego zachowanie względem współosadzonych czy strażników, o tym jaki ma on stosunek do popełnionego czynu. Opinię wychowawcy siłą rzeczy trudno zweryfikować sędziemu – oczywiście możemy w każdym przypadku żądać akt osadzonego, ale i tak przecież nie znajdziemy w nich wszystkiego, bo część opinii po prostu jest efektem kontaktów wychowawcy z osadzonym. Poza tym trudno w każdym przypadku “przekopywać” się przez akta, bo takich wniosków jest mnóstwo. Nas interesuje zwłaszcza to, za co został skazany, jak długo siedzi, czy był uzależniony od alkoholu czy narkotyków i z jakiego powodu stara się o tzw. przepustkę. W zakresie oceny jego zachowania do tej pory polegaliśmy na ocenie wychowawców. Natomiast wnioski o przeniesienie z zakładu zamkniętego do półotwartego, ocenia i podejmuje decyzje komisja penitencjarna z konkretnego zakładu. Nie wykluczam, że tam opinia wychowawcy może mieć jeszcze większe znaczenie.

Autor artykułu: kł, raf