Archive for August, 2006

Kończą się remonty ulic w centrum

Thursday, August 24th, 2006


Tegoroczne remonty w centrum miasta zmierzają do finału. We wrześniu dla ruchu zostanie otwarty cały Plac Uniwersytecki. Bez kłopotów przejedziemy też przez ul. 11 Listopada i Plac Katyński. Tylko na koniec prac na Lipowej i Rynku Kościuszki poczekamy do listopada.

Skłodowskiej, 11 Listopada
Na ul. Skłodowskiej drogowcy nocą układają ostatnią warstwę asfaltu (koniec slalomu między studzienkami) i wtedy ulica jest zamykana dla ruchu:
l w nocy z czwartku na piątek zamknięty będzie odcinek od Legionowej do Waszyngtona,
l w nocy z piątku na sobotę będzie nieczynne skrzyżowanie z Legionową.

- Trzeba tylko namalować pasy, ustawić znaki i urządzić zieleńce. Od soboty Skłodowską jeździmy bez problemów – mówi Janusz Ostrowski, naczelnik wydziału budownictwa i inwestycji w urzędzie miejskim.
Drogowcy będą pracować jeszcze na Placu Katyńskim i na ul. 11 Listopada. Tu prace zakończą się około 15 września. Za to od 1 lub 4 września, powinny działać nowe światła na skrzyżowaniu 11 Listopada i Zwierzynieckiej. Ale uwaga, teraz pierwszeństwo mają samochody jadące ul. Zwierzyniecką na wprost!

Liniarskiego, Plac Uniwersytecki
Wreszcie od poniedziałku Lniarskiego będzie można jeździć w dwóch kierunkach. Niestety, na Placu Uniwersyteckim, zapory drogowe jeszcze zostaną, ale już niedługo. Około 5 września ruch będzie się odbywał całą szerokością placu, około 15 września znikną i robotnicy. Zostanie tylko ekipa, układająca kostkę na małej części ulicy, od strony Kalinowskiego.

Autor artykułu: (tż)

Przeszli testy i zostaną

Thursday, August 24th, 2006


– Decyzja jest na tak. Pomyślnie przeszli testy i chcą grać. Musimy mieć przynajmniej trzech rozgrywających. Ostatnio na obozie kontuzji doznał Łukasz Wilczek. Najpierw podczas ćwiczeń skręcił kostkę. Wyjechał na trzy dni, żeby się kurować, wrócił i znów spotkało go to samo. Potrzebujemy zatem na tej pozycji więcej niż dwóch koszykarzy – mówi Jacek Zaniewski, prezes Mispolu Żubrów.
Ale to nie koniec wzmocnień. – Hitów transferowych nie należy się spodziewać. Z zespołem trenuje Mariusz Bartoszewicz z Bielska Podlaskiego. Myślę, że pomoże nam w tym sezonie – dodaje szef zarządu białostockiego klubu.
Podlasianie do piątku przebywają na obozie w Janowie. – Zawodnicy bardzo ciężko pracują. Trenują trzy razy dziennie. Biegają, mają zajęcia na siłowni i sali. Przygotowują się w komfortowych warunkach – zapewnia prezes Mispolu Żubrów.
Po powrocie Podlasianie mają zaplanowanych kilka gier kontrolnych. Na początek w niedzielę zmierzą się z Turem Bielsk Podlaski, później wybierają się do Pruszkowa, a następnie spotkają się z drużyną z Grodna.
Mecze w tym sezonie rozgrywać będą prawdopodobnie w hali AMB przy ul. Wołodyjowskiego. – Z Włókniarzem nie udało się nam dojść do porozumienia. Klub, mający takie problemy finansowe odrzuca pieniądze, które my oferujemy za wynajem hali. To bulwersujące – kończy Zaniewski.
(sk)

Autor artykułu: sk

Jaga gra planowo, Łomża zaskakuje

Tuesday, August 22nd, 2006


- Białostocka drużyna niczym mnie nie zaskoczyła. To zespół, który gra bardzo konsekwentnie. Od pierwszej do ostatniej minuty realizuje plan i dzięki temu osiąga dobre wyniki – ocenia Tochel.
Szkoleniowiec Podbeskidzia twierdzi, iż białostocki zespół to drużyna bez gwiazd, a w starciu z bielszczanami najbardziej podobała mu się gra Adriana Napierały.
- Nie chodzi o to, że zdobył bramkę. Grał bardzo dobrze głową i świetnie zamiatał przedpole. Zupełnie nie dał pograć Krzysztofowi Chrapkowi – dodaje trener.

Oceniając grę pozostałych drugoligowców Tochel zwraca uwagę na postawę Piasta Gliwice.
- To drużyna podobna do Jagiellonii. Zdobywa punkty doświadczeniem i żelazną dyscypliną na boisku. Zawodnicy wiedzą co mają zrobić z piłką. Doskonale realizują założenia taktyczne i tym wygrali z Miedzią – mówi.
Trenera Podbeskidzia rozczarowuje natomiast postawa Zagłębia Sosnowiec i Polonii Warszawa.
- Zagłębie ma zupełnie nieudany start. Mają dużo sytuacji bramkowych, ale ich nie wykorzystują. Sami są więc dobie trochę winni. Na co naprawdę stać piłkarzy z Sosnowca przekonamy się za trzy, cztery kolejki – mówi Tochel.
Największym zaskoczeniem jest jednak postawa Polonii Warszawa. Mieli ogromne ambicje przed rozpoczęciem tego sezonu. Nie mogą się jednak rozkręcić. Potrzebują jeszcze trochę czasu. Uważam, że za wcześnie podjęto tam decyzję o zmianie trenera. To na pewno nie pomaga – przyznaje.

Wiele kolorytu do tegorocznych rozgrywek wnieśli beniaminkowie, a w szczególności Stal Stalowa Wola i ŁKS Łomża.
- Stal jest prawdziwą rewelacją. Co prawda, jak na razie gra z przeciwnikami z niższej półki, to jednak dziesięć punktów to bardzo dobre osiągnięcie. I pomyśleć, że jeszcze rok temu przewidywano, że ta drużyna będzie się bronić przed spadkiem z trzeciej ligi! – dziwi się opiekun Podbeskidzia. – Nieźle radzi sobie ŁKS Łomża, co również jest zaskoczeniem. Co prawda ma tylko dwa punkty, ale uzyskane w dwóch spotkaniach i to z bardzo trudnymi przeciwnikami. Zobaczymy, czy będą w stanie utrzymać ten poziom – dodaje.

Miedź Legnica nie zdobyła jeszcze punktu, ale ta sytuacja była wkalkulowana.
- Jako beniaminek mieli najgorszy układ gier, bo od razu trafiają na wszystkich faworytów. Ale po ciężkim okresie powinni zacząć piąć się w górę. Na pewno wszystkich beniaminków, łącznie z Odrą Opole i Kmitą Zabierzów, nie należy za wcześnie skreślać. Sprawią jeszcze wiele niespodzianek – kończy szkoleniowiec ekipy z Bielska-Białej.

Autor artykułu: (salim)

Mistrz świata na mistrzostwach Polski

Tuesday, August 22nd, 2006


- Po oficjalnym zakończeniu imprezy musieliśmy poddać się badaniom antydopingowym, potem było długotrwałe pakowanie sprzętu – opowiada zawodnik augustowskiej Sparty. – Nie było czasu na balowanie, urządziliśmy tylko małą uroczystość we własnym gronie – dodaje. (more…)

Szybka fotka od strażnika

Tuesday, August 22nd, 2006


Na razie fotoradar mierzący prędkość (ustawiany na słupach w kilku punktach miasta) mają tylko białostoccy policjanci. Straż ma tylko ustawowe uprawnienie do karania kierowców przekraczających prędkość. Zakup radaru strażnicy zapowiadali od trzech lat.
- Jest bardzo potrzebny. Kierowcy jeżdżą jak chcą. Gdy zwracamy im uwagę, to jeszcze pokazują nam środkowy palec – narzeka Stefan Sochański, komendant białostockiej SM. (more…)

Ukłon Leppera

Monday, August 21st, 2006


Sprawa dotacji dla BTSK odżyła przy okazji niespodziewanej sobotniej wizyty lidera Samoobrony na uroczystościach święta Przemienienia Pańskiego w sanktuarium na Wzgórzu Krzyży. – Andrzej Lepper na św. Górze Grabarce robił sobie kampanię wyborczą – uważa Robert Tyszkiewicz, poseł Platformy Obywatelskiej. Zarzuty odpiera Genowefa Wiśniowska. – Już od dawna miał tę uroczystość wpisaną do kalendarza – przekonuje wicemarszałek Sejmu. Sam Lepper zarzekał się, że przyjechał na Grabarkę, bo „szanuje wszystkie wyznania”.
To nie jedyne polityczne echa wizytylidera Samoobrony. Podczas sobotnich uroczystości o zrozumienie potrzeb mniejszości białoruskiej apelował do rządu metropolita Sawa, zwierzchnik Cerkwi prawosławnej.
– Zwrócił uwagę, że rozwój białoruskiej kultury w Polsce jest zagrożony. Przy braku odpowiednich funduszy nie ma ona szans na przetrwanie – tak ks. Henryk Paprocki, rzecznik prasowy metropolity Sawy, tłumaczy apel.
Przypomnijmy – wiceminister spraw wewnętrznych i administracji cofnął na trzy lata dotację dla Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego. Powód? Za pieniądze przeznaczone na działalność kulturalną zostały wybudowane schody do siedziby towarzystwa. Kontrowersyjna decyzja MSWiA wywołała niezadowolenie wśród mniejszości białoruskiej.
Jak przyznaje ks. Paprocki , „te potrzeby” nawiązują też do niedawnego sporu między biskupem Jakubem, ordynariuszem białostocko-gdańskim, a Janem Dobrzyńskim, wojewodą podlaskim o uroczystości z okazji Śweta Wojska Polskiego.
– A do takich konfliktów nie powinno dochodzić – uważa ks. Paprocki.
Samoobrona zapowiada, że będzie adwokatem towarzystwa. – Będziemy pomagać mniejszościom, a w szczególności BTSK – twierdzi Wiśniowska..
Lepper obiecał „osobistą interwencję” w MSWiA w sprawie dotacji dla BTSK, gdyż „bardzo źle się stało, że cofnięto im dotacje”.
– Mam nadzieję, że słowa szefa Samoobrony to nie kampania wyborcza – mówi Jan Syczewski, szef BTSK.
Jarosław Zieliński, wiceminister minister spraw wewnętrznych i administracji nie zgadza się z zarzutem, że to białoruskiej kulturze odebrano pomoc finansową. – Będziemy dotować tylko te organizacje, które nie łamią prawa. A BTSK działało wbrew niemu. Dlatego decyzji nie zmienię, bo to wymagałoby uchwalenia nowej ustawy – twierdzi.
Zdaniem lidera podlaskiej Platformy, sprawa BTSK została nagłośniona w najgorszym z możliwych momentów – w czasie kampanii wyborczych.
– Andrzej Lepper na pewno nie broni mniejszości z potrzeby serca. Po prostu – chce zdobyć cenne głosy w czasie wyborów. Samoobrona chce zastąpić lewicę w roli adwokata mniejszości narodowych, ale tak naprawdę może im tylko zaszkodzić – ocenia Tyszkiewicz.

Autor artykułu: Marta Gawina

Podium coraz bliżej

Saturday, August 19th, 2006


Twardowski udowadnia w Szegedzie, że jest najlepszym polskim kajakarzem. We wczorajszych półfinałach K-1 na 500 metrów augustowianin, były mistrz świata juniorów w tej konkurencji, zdecydowanie wygrał swój wyścig i stał się faworytem niedzielnego finału, w którym jego najgroźniejszymi rywalami będą Niemiec Lutz Altepost i Węgier Zoltan Benko.
Na tym samym dystansie do rozstrzygającego boju czwórek awansował Wysocki, który płynął razem z Pawłem Baumannem, Przemysławem Gawrychem i Tomaszem Mendelskim. W półfinałach Polacy minimalnie wyprzedzili Bułgarów i Rosjan.
W dzisiejszych, popołudniowych finałach na 1000 oraz niedzielnych na 500 i 200 metrów zawodnicy z Augustowa i Białegostoku będą mieli przynajmniej sześć medalowych szans. Udział w finałach zapewnili sobie wcześniej kanadyjkarz Paweł Skowroński z UKS Dojlidy (C-4 na 1000 i 500 metrów), Edyta Dzieniszewska ze Sparty (K-4 na 1000 metrów), a także jej klubowi koledzy Twardowski i Wysocki (K-4 na 1000 metrów).

Autor artykułu: wdr

Mamy “Złotko”!

Saturday, August 19th, 2006


– Przyznam, że rozmowy były bardzo trudne. Rywalizowaliśmy o Sylwię z kilkoma ekipami. Na szczęście to my byliśmy górą – mówi Wojciech Piotrowski, menedżer Pronar-ZETO. – Nasza nowa zawodniczka była zaskoczona warunkami, jakie oferujemy siatkarkom. Szczególne wrażenie zrobiła na niej opieka medyczna. Wszyscy jesteśmy bardzo podekscytowani, bo niecodziennie podpisuje się kontrakt z mistrzynią Europy. Mamy w składzie „Złotko”! – cieszy się Piotrowski.
Nie blefowała
O rozmowach z Pycią informowaliśmy 10 sierpnia. Już wtedy reprezentantka Polski skłaniała się do przyjęcia oferty białostockiego klubu.
– Rozmowy są bardzo zaawansowane. Tylko kwestią czasu jest, kiedy złożę podpis na umowie z białostockim klubem. Dzięki koleżankom z drużyny narodowej mam wiele informacji o zespole Pronar-ZETO i są to wyłącznie dobre wieści – mówiła Pycia.
Namieszają w lidze
Oprócz zaplecza medycznego, środkową reprezentacji Polski do gry w AZS przekonały cele, jakie stawiane są przed akademickim zespołem.
– W Białymstoku powstaje ciekawa ekipa, która może namieszać w lidze. Na pewno gra w tej drużynie będzie dla mnie sporym wyzwaniem – stwierdza siatkarka.
Pycia ma 25 lat, mierzy 189 cm. W ostatnim sezonie była podporą AZS AWF Poznań. Największym sukcesem w karierze reprezentacyjnej środkowej jest zdobycie przed rokiem mistrzostwa Europy.
Nowa zawodniczka Pronar-ZETO znalazła się w kadrze Andrzeja Niemczyka, która w Bydgoszczy walczyła w pierwszym turnieju z cyklu World Grand Prix.

Autor artykułu: ag

Tak gnić na ulicy…

Friday, August 18th, 2006


Jerzy Łoszyn mieszka w starym dużym fiacie. W środku widać porozrzucaną garderobę, przybory toaletowe, na tylnej półce leży nowa koszula. Auto stoi pod oknem jego dawnego mieszkania przy ul. Waszyngtona 6, w którym przeżył ponad 40 lat.
- Rok temu pojechałem po obiad do restauracji. Wróciłem i zamki były już wymienione. Na ścianie wisiała kartka od bratanka: “Zamknięte. Nie wchodź tu” – dziadek z trudem mówi, męczy go kaszel. – Byłem w noclegowni dla bezdomnych. Potem w Domu Pomocy Społecznej w Łapach, ale nie podobało mi się tam. Przyjechałem do domu i tutaj siedzę.
Sam już nie wie, jak długo. Chodzi od czasu do czasu do kolegi, żeby się umyć. Załatwia się w śmietniku. Jego dawne lokum jest zamknięte na głucho.
Co wie policja?
- Przyjechał tu, jak jeszcze było zimno – mówi Katarzyna Łukomska, sąsiadka. – Strach patrzeć, co się z człowiekiem stało. W swoim domu zawsze elegancki, czysty, a teraz czarne pazury, cuchnie. Jak go wyrzucili z mieszkania poszłam z nim na policję, na I komisariat. Pokazałam kartkę, którą bratanek zostawił na ścianie. Wyśmiali nas: “To niech pan sam zamki wyłamie”. Przenocowałam go wtedy, szukałam mu miejsca w opiece, ale zaproponowali, żeby jechał za Białystok, a on po tych Łapach nie chce. Potem mieszkał trochę na stancji. Zresztą dzwoniłam na policję wiele razy. Nie tylko ja. Inni sąsiedzi też. Mogą potwierdzić.
- Do tej pory nie mieliśmy żadnego oficjalnego sygnału w tej sprawie – twierdzi Dariusz Kędzior, rzecznik białostockiej policji. Mówi, że po naszym telefonie na Waszyngtona pojechał patrol. Nie zastał jednak pana Jerzego w samochodzie. – Być może wraca tam tylko na noc? – zastanawia się rzecznik. – Dlatego w nocy na pewno sprawdzimy jeszcze raz ten sygnał. Będziemy też wyjaśniać, co mu się w życiu przytrafiło.
Konflikt rodzinny
Sąsiedzi są zbulwersowani sytuacją. – To rodzinne waśnie. Łoszyn ma trudny charakter. Nie chcemy się w to wtrącać, ale człowiek nie może tak gnić na ulicy – mówi jeden z nich.
- Miałem pełne prawo własności do tego mieszkania. Teraz już nie jest moje – wyjaśnia bratanek. – Ten pan to chory człowiek, alkoholik. Nie mieszka tam już od ponad roku i już mieszkać nie będzie.
Pan Jerzy ma sądowy wyrok, że mieszkanie należy do niego. Wcześniej przekazał je córce, ale potem zmienił zdanie. A ona sprzedała już mieszkanie jego bratankowi. Przez jakiś czas pan Jerzy nadal w nim mieszkał. Potem bratanek zrobił remont i staruszka wyrzucił. Ten zaczął dochodzić swoich praw w sądzie. Wygrał. 22 lipca miał zostać legalnie wprowadzony do swego dawnego mieszkania.
- Była policja i jacyś urzędnicy, ale nie przyjechali komornicy. Drzwi więc nie otworzono – opowiadają sąsiedzi. – Bratanek swoją drogą dużo pieniędzy w remont włożył. Wynajmuje mieszkanie jakiejś studentce z Norwegii (pojechała teraz na wakacje). Zresztą już je komuś z rodziny sprzedał, żeby wydłużyć procedury, a człowiek w tym aucie dogorywa.

Autor artykułu: Urszula Dąbrowska, (kł)

Śmietnik na miarę Europy

Thursday, August 17th, 2006


Zakład utylizacji w Hryniewiczach i znajdujące się tam wysypiska istnieją od ponad 10 lat. Mieszkańcy okolicznych miejscowości nie zgadzali się na tę lokalizację, ale ich protesty nie pomogły. Z biegiem czasu zakład był modernizowany, a emisja śmierdzących oparów do atmosfery zmniejszała się.
- Niedawno zamontowaliśmy specjalną instalację neutralizującą przykre zapachy, która kosztowała nas 300 tysięcy złotych – mówi Jerzy Pszczoła, prezes spółki Lech, administratora ZUOK. – W tym roku te opary tylko sporadycznie wydostawały się poza nasz teren. Nowe inwestycje pozwolą nam jeszcze bardziej ograniczyć emisję i dostosować zakład do norm unijnych.

Foto: Wojciech Wojtkielewicz: Inwestycje w Hryniewiczach mają zapewnić mniejszą emisję szkodliwych substancji do atmosfery. Tego też domaga się od Polski Unia Europejska, która finansuje modernizację.
Jak wiatr powieje
Na przykry zapach narzekają mieszkańcy Hryniewicz, miejcowości oddalonej o niespełna dwa kilometry od zakładu.
- Jak wiatr powieje, to czasami rano albo wieczorem czuć przykry zapach – powiedziała nam Zofia Filipczuk.
- Fakt, to się zdarza- dodaje Helena Cupryk.
Inni mieszkańcy narzekają też na uciążliwości związane z przejazdem załadowanych po brzegi odpadami ciężarówek.
Ostatnio zaniepokoiły ich pogłoski o możliwości składowania i utylizacji w Hryniewiczach trującego azbestu.
- Jeśli to prawda, będziemy protestować – twierdzą zgodnie mieszkańcy.
Nie będzie azbestu
- Nie planowaliśmy i nie planujemy składowania ani utylizowania w Hryniewiczach takich odpadów – zapewnia Jerzy Pszczoła.
Przypomnijmy, że groźny dla zdrowia azbest ponad 10 lat temu został wycofany z produkcji i użytkowania. Jednak wiele budynków, zwłaszcza prywatnych, do dziś ma dachy z materiałów zawierających azbest. Według zaleceń UE, ma on być całkowicie zlikwidowany do 2032 roku.
Nowe składowiska
Obecnie w Hryniewiczach są trzy stare składowiska odpadów komunalnych, które powoli się zapełniają. Dwa już częściowo rekultywowano (poprzez przesypywanie poszczególnych warstw śmieci żwirem). Jednak jeśli w ciągu roku lub dwóch lat nie powstaną nowe składowiska, zabraknie miejsca na odpady. Na doraźne potrzeby administrator planuje sfinansować z własnych pieniędzy budowę składowisk w wąwozach powstałych pomiędzy tymi hałdami. Jednak to nie wystarczy. W założeniach jest budowa nowych, o łącznej powierzchni siedmiu hektarów. To także nie rozwiązuje problemu, bo w ciągu roku odpadami z Białegostoku zapełnia się hektar terenu.
Utylizacja na gorąco
By rozwiązać ten problem, potrzebny jest nowoczesny zakład termicznej utylizacji odpadów.
- Dziś na składowiska trafia 85 procent wszystkich odpadów komunalnych – wyjaśnia prezes Lecha. – Jeśli wybudujemy zakład termicznej utylizacji, to ta liczba zmniejszy się do 10-15 procent. Dzięki temu także ograniczymy emisję szkodliwych substancji do atmosfery.
Poza tym Polska zobowiązała się wobec Unii, że znacznie ograniczy składowanie.
Dlatego już teraz magistrat planuje rozpocząć budowę spalarni. Jeśli nie zrobi tego do 2010 roku – grożą nam wysokie kary.
Biogaz do wykorzystania
Zrekultywowane pola składowe są zasobne w gaz. Dlatego administrator przymierza się do wybudowania instalacji odgazowywania oraz ustawienia specjalnych urządzeń przetwarzających to paliwo w energię elektryczną. Warunek: biogaz musi być bogaty pod względem energetycznym. Jeśli badania to potwierdzą, ZUOK już w przyszłym roku będzie produkował energię na potrzeby własne i na sprzedaż.
Lodówki i beton
Projekt białostockiego magistratu obejmuje także budowę zakładu zagospodarowania odpadów wielkogabarytowych i zużytego sprzętu AGD. Tam będą mogły trafiać zepsute lodówki, pralki i inne urządzenia, z których na co dzień korzystamy.
W planie jest też budowa zakładu do kruszenia materiałów budowlanych z rozbiórki (gruz, beton, cegły). Tak pozyskany materiał może być powtórnie wykorzystywany jako surowiec do budowy bloczków betonowych oraz niektórych dróg.

Autor artykułu: Józef Woronko