Archive for July, 2006

Obwodnica nie zniszczy doliny

Thursday, July 20th, 2006


l A czy Pana zdaniem, jako przyrodnika, zaproponowana przez drogowców lokalizacja jest dobrym rozwiązaniem?
- Jeśli chodzi o przejście przez dolinę Rospudy, to były rozważane różne warianty. Ten, który został wybrany jest najlepszy. Przebiega on przez najwęższą część doliny, w miejscu gdzie torfy są płytkie. Dlatego straty będą minimalne. Natomiast z przyrodniczego punktu widzenia – sam byłem wykonawcą jednego z opracowań – jest to rozwiązanie najlepsze, ale tylko w kontekście Augustowa. Bo gdyby nie było tego miasta i problemu zagrożenia życia i zdrowia ludzi, to być może szukałbym jeszcze lepszych rozwiązań. Trzeba przy tym zaznaczyć, że forsowana przez ekologów propozycja ominięcia doliny Rospudy – choć to nie jest prawda, że ją się omija, a jedynie przecina w innym miejscu – też nie jest jednoznaczna. To bowiem wiąże się z budową nowej drogi i zniszczeniem drobnych ekosystemów.

l Czy rzeczywiście, jak straszą ekolodzy, dojdzie do zniszczenia doliny Rospudy?
- To nieprawda. Nie będzie zmiany stosunków wodnych, nie zanikną gatunki roślin i zwierząt. Rozwiązania, które są przewidziane w planowanej inwestycji minimalizują te szkody. Nie ma też mowy o poważnych zmianach środowiska przyrodniczego. Rozwiązanie, które zostało przyjęte, jest zgodne z zasadami Natury 2000. Ona dopuszcza taką sytuację, w której znalazł się Augustów. To miasto jest zagrożone, zagrożone jest życie mieszkańców. Nie ma możliwości innego poprowadzenia drogi. W takich sytuacjach jest możliwe wykonanie inwestycji niezależnie od jej skutków dla środowiska przyrodniczego. Natomiast te skutki muszą być w miarę możliwości pomniejszane.
l Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: Rozmawiała Monika Rosmanowska

Drogowcy wytykają błędy

Thursday, July 20th, 2006


– Nieprawdą jest, że budowa estakady zniszczy miodokwiat krzyżowy, bo występuje on 500 metrów powyżej przeprawy. Poza tym w miejscu, gdzie będzie estakada, akurat pokrywy torfu są najchudsze, mają trzy, cztery metry, podczas gdy w innych rejonach Rospudy sięgają 20 metrów – mówi Tadeusz Topczewski, dyrektor białostockiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. – A już mówienie o tym, że wbijanie pali zakłóci stosunki wodne to czysta herezja, która świadczy o tym, że piszący te słowa nie mieli pojęcia o geotechnice – pale będą wwiercane, będą szczelne i potem zalane betonem. Żadnego naruszenia stosunków wodnych nie będzie!
Urzędnicy nie przejeli się też groźbami ekologów, którzy straszyli brakiem wsparcia finansowego Unii Europejskiej dla tego przedsięwzięcia.
– Na obwodnicę Augustowa od nikogo nic nie chcemy. Wszystko jest finansowane z Krajowego Funduszu Drogowego – mówi Jerzy Doroszkiewicz, zastępca dyrektora białostockiego oddziału GDDKiA. – Na ten rok zaplanowaliśmy 22 miliony złotych i tyle dostaliśmy. Gdybym wiedział, że w tym roku będziemy mogli zbudować za 50 mln, to mielibyśmy 50 mln.
Drogowcy podkreślają, że inwestycje, które się zaplanowane i rozpoczną ze środków KFD, są już potem przez tenże fundusz realizowane.
– Po prostu wpisujemy zapotrzebowanie według harmonogramu prac i te pieniądze dostajemy. Także na obwodnicę pieniędzy raczej nie zabraknie – dodaje Doroszkiewicz.

Autor artykułu: (raf)

Dobra forma siatkarek plażowych

Tuesday, July 18th, 2006


Duet po dobrych występach za granicą błysnął również w rywalizacji z najlepszymi siatkarkami w kraju. W rozgrywanych w Kołobrzegu zawodach wystartowały 22 pary. Podlasko-dąbrowska ekipa przez kolejne fazy turnieju przechodziła jak burza. Dopiero w meczu o awans do finału lepsze od Sobolewskiej i Michoń-Szczytowicz okazały się reprezentantki Tatarka Wrocław – Justyna Lademan i Agnieszka Kucypera.
W meczu o trzecie miejsce białostoczanka i siatkarka z Dąbrowy Górniczej zmierzyły się z innymi przedstawicielkami Tatarka: Ewą Kalinowską i Dorotą Wrzochol. Wrocławianki nie sprostały dobrze dysponowanym rywalkom, przegrywając 0:2.
– Cieszy mnie trzecie miejsce, tym bardziej, że to nasz pierwszy turniej na morskim piasku i przy tak mocno wiejącym wietrze. Zawody transmitował Polsat, dzięki czemu sporo ludzi przekonało się, że w tym sezonie nasza duet będzie groźny dla wszystkich – mówi Sobolewska.
Kolejnym sprawdzianem formy podlasko-dąbrowskiej pary będzie występ w Petersburgu, w turnieju z cyklu World Tour. Po powrocie z Rosji siatkarki zagrają w Łebie, w następnych zawodach o mistrzostwo Polski.

Autor artykułu: (ag)

Sparingowe zwycięstwo żółto-czerwonych

Tuesday, July 18th, 2006


Patrząc na skład białostoczan, w oczy rzucają się natychmiast nowe pozycje na jakich zagrali Adrian Napierała, Michał Trzeciakiewicz, Marcin Wincel i Robert Speichler. “Trzeci” zajął miejsce Napierały w obronie, a on sam został przesunięty do pomocy. Podobnie Wincel, dotychczas ustawiany w defensywie, tym razem był próbowany w drugiej linii. Z debiutu na nietypowej dla siebie pozycji napastnika może być zadowolony Robert Speichler, autor jednego z trzech goli dla Jagiellonii.
- Te zmiany nie wynikają z tego, że szukam chłopakom nowego miejsca na boisku. Bardziej chodziło o to, aby mniej pewnych piłkarzy sprawdzić na ich nominalnych pozycjach. Ręsztę musiałem poprzestawiać, tak, aby każdy po prostu mógł zagrać – wyjaśnia Tarasiewicz.

Najlepszy sparing
Trener białostoczan był zadowolony z postawy swoich podopiecznych. Jak podkreśla, wreszcie zobaczył to, czego od nich oczekiwał.
- W tym spotkaniu zaprezentowaliśmy najlepszą organizację gry ze wszystkich dotychczasowych sparingów. Mieliśmy sporo ciekawych akcji, dobrze pracowaliśmy piłką. Co prawda dwie bramki padły po rzutach karnych, ale akcje je poprzedzające mogły naprawdę się podobać – dodaje z satysfakcją szkoleniowiec Jagi.
Po dość słabym występie przeciwko Unii Janikowo Tarasiewicz odbył męską rozmowę ze swoimi podopiecznymi i to przyniosło skutek w potyczce z Amiką.
- Porozmawialiśmy szczerze i jak widać były tego efekty. Miałem pretensje o to, że zagraliśmy tak beztrosko. Można mieć słabszy dzień, ale wtedy należy lepiej zorganizować grę. Takie sytuacje będą się na pewno zdarzać w lidze, rywal rzuci się do frontalnych ataków i będzie mocno nacierał. Trzeba przeczekać burzę, grać mądrze. Nie ma miejsca na partyzantkę – mówi wprost trener Jagi.

Przekonali Tarasiewicza
W sparingu po raz kolejny przed sztabem szkoleniowym zaprezentowali się Jacek Banaszyński, Mariusz Wysocki, Konrad Nowak i Tomasz Dziamba. Trzech pierwszych zdaniem trenera zasługuje na grę w białostockim klubie. Jeśli nie będzie żadnych problemów formalnych, powinni w najbliższym czasie rozpocząć rozmowy na temat kontraktów. Dziamba nie był w stanie przekonać do siebie trenerów i na umowę nie ma co liczyć.
We Wronkach piłkarzy Jagiellonii czeka jeszcze jeden sparing. Jutro żółto-czerwoni zmierzą się z trzecioligową Lechią Zielona Góra. Do Białegostoku podopieczni Ryszarda Tarasiewicza wrócą w czwartek.

WYNIK
Jagiellonia Białystok – Amica Wronki 3:0 (2:0). Bramki: 1:0 – Żuberek (27-karny), 2:0 – Sobolewski (45), 3:0 – Speichler (80-karny).
Jagiellonia (I połowa): Olszewski – Jakubowski, Wysocki, Chańko, Wasiluk, Dzienis, Markiewicz, Żuberek, Sobolewski, Sobociński, Kobeszko.
Jagiellonia (II połowa): Banaszyński – Dziamba, Zalewski, Kośmicki, Trzeciakiewicz, Łatka, Napierała, Wolański, Wincel, Nowak (70. Cieluch), Speichler.

Autor artykułu: (salim)

Jak ryba w zamrożonej wodzie

Tuesday, July 18th, 2006


Nieprawidłowości stwierdzono prawie wszędzie. Na szczęście na 158 przebadanych partii tylko w dwóch wypadkach trafiono na produkt przeterminowany. Reszta uwag inspekcji dotyczyła przede wszystkim oznakowania produktów i ich niezgodności z deklaracjami producentów – np. niektóre były zbyt suche, a inne miały mniej białka niż deklarował producent. Gdzie indziej w opakowaniu było mniej ryby niż wynikało to z informacji na etykiecie.
Specjalną uwagę inspektorzy skierowali na jednak tzw. ryby glazurowane – zamrożone w lodzie. Okazało się, że nadal tego rodzaju produkty zawierają nadmierną ilość wody, czyli kupując mrożoną rybę konsument płaci za… wodę. Bywało, że cena była zawyżana nawet o 30 proc.
– Jest to zjawisko bardzo niekorzystne – mówi Leszek Mironiuk, rzecznik prasowy Wojewódzkiej Inspekcji Handlowej w Białymstoku. – Co więcej można domniemywać, że producent wprowadzający do sprzedaży rybę o kilkakrotnie zawyżonej w stosunku do deklaracji zawartości wody w postaci glazury, działa celowo. I osiąga przy tym nienależne mu zyski.
Wyniki badań laboratoryjnych pozwalają ocenić, że takie działanie producentów jest bardzo rozpowszechnione (zakwestionowano 75 proc. ryb glazurowanych).

Autor artykułu: (peż)

Pomysł i protest

Monday, July 17th, 2006


Nie chcemy tu całonocnych imprez. Nie pozwolimy na deptak. – zapowiadają mieszkańcy. – Nie ma jak przejechać, nie ma gdzie zostawić samochodu – dodają kierowcy.
Ulica kultury
Na razie wniosek restauratorów o zamknięcie ulicy został odrzucony. Jednak nie zamierzają się poddawać. Udało się im zdobyć pozwolenie na wystawienie ogródków na jezdni, w których teraz chcą rozwijać życie kulturalne.
– Ruszamy w tym tygodniu. Zaprosimy muzyków i innych artystów, by przyciągnąć tutaj jak najwięcej ludzi. W końcu to najlepsza ulica na urządzanie imprez kulturalnych, a w dodatku sąsiaduje z parkiem – mówi Adam Zawistowski z klubu Cabaret.
– Na tej ulicy zaczynałby się miejski deptak, a kończył na Suraskiej. W odróżnieniu od Lipowej, zamknięcie Kilińskiego nie spowodowałoby większych kłopotów komunikacyjnych. Ruch samochodowy mógłby się przenieść na ulicę Kościelną, gdzie są też miejsca na nowe parkingi – mówi Maciej Wasilewski, menadżer klubu Alibi.
Ulica piwa i hałasu
Jednak mieszkańcy Kilińskiego nie chcą słyszeć o zamknięciu ulicy. Oprotestowali już decyzję magistratu, który pozwolił na ustawienie letnich ogródków.
– My wiemy, co przeżywali mieszkańcy Lipowej, kiedy ta została zamknięta. Musieli znosić całonocne krzyki, góry śmieci i załatwianie się pod blokami – wymienia jedna z mieszkanek – I dlatego mówimy nie.
– Deptak oznaczałby brak dojazdu do domu, a samochód musiałbym zostawiać kilka ulic dalej. A to byłaby przesada – dodaje Jan Kowalczyk, mieszkaniec ul. Kilińskiego.
Żeby podkreślić swój sprzeciw, protestują już teraz. Domagają się likwidacji ustawionych wzdłuż ulicy ogródków.
– Bo blokują przejście i przejazd. Do niektórych sklepów trzeba wchodzić przez ogródek. Poza tym mamy już dość nocnych krzyków na ulicy – denerwuje się mieszkanka ul. Kilińskiego.
– Nasze ogródki niczego nie blokują. A dzięki nim, samochody jeżdżą wolniej po ulicy – odpowiadają na zarzuty właściciele lokali.
Miasto nie jest gotowe
Przeciwko deptakowi na Kilińskiego jest też Zarząd Dróg Miejskich. Marzena Dubowska, zastępca naczelnika nie widzi na razie możliwości zamknięcia ulicy.
– Odrzuciliśmy już jeden wniosek o utworzeniu tam deptaka. Powodów było kilka. Mieści się tu prokuratura, pałacyk ślubów i wojewódzki ośrodek kultury – instytucje, które muszą mieć dojazd, a ten mają tylko od strony Kilińskiego. Problemem jest także brak miejsc parkingowych na sąsiednich ulicach i obecny remont na Rynku Kościuszki. Gdybyśmy teraz zamknęli Kilińskiego, nastąpiłby paraliż komunikacyjny – dodaje Marzena Dubowska.
Nie bez znaczenia jest też głos mieszkańców. Zamknięciu ulicy wiązałoby się z brakiem dojazdu do kamienic. Juz nachodzą urząd, protestując przeciwko ogródkom i deptakowi
Jak jednak zapewnia Marzena Dubowska, nic nie stoi na przeszkodzie, by restauratorzy złożyli kolejny wniosek o zamknięcie ulicy.
– Ale do deptaka w tym miejscu trzeba się przygotować – dodaje Dubowska.

Autor artykułu: Marta GAWINA

Jest nadzieja na lepsze życie

Monday, July 17th, 2006


W artykułach “Nie wytrzymam. Wracam” i „ Wracam do Kazachstanu” opisaliśmy historię repatrianta, który żyje za 116 złotych miesięcznie i od ośmiu lat nie może znaleźć pracy. Rudnickiego do Polski zaprosił prezydent Białegostoku, ale urzędnicy tylko na początku interesowali się, jak sobie radzi.

Poruszony losem lekarza prof. Jan Stasiewicz, prezes Okręgowej Izby Lekarskiej nie czekał. Postanowił pomóc Rudnickiemu wrócić do zawodu i obiecał znaleźć mu pracę.
– Mamy w archiwum dokumentację pana Rudnickiego, z której wynika, że to wykształcony specjalista. Niestety, od sześciu lat nie miał kontaktu z zawodem i potrzebne jest przeszkolenie. Trzymiesięczny kurs powinien wystarczyć. Wprawdzie ma już 58 lat, ale do 65 roku życia może pracować jako lekarz – podkreśla prof. Jan Stasiewicz. – Na początku sierpnia zapraszam pana Rudnickiego do Izby Lekarskiej.
– Przyjdę na pewno. Nadal nie mogę uwierzyć, że ktoś zainteresował się moim losem. Po tylu latach obojętności i lekceważenia. Chcę pracować – zapewnia Borys Rudnicki.
Liczy, że teraz będzie mógł żyć normalnie. Przez ponad pięć lat utrzymywał się za 116 złotych miesięcznie, które wypłacał mu Miejski Ośrodek Pomocy Rodzinie. Musiał za to opłacić rachunki, kupić lekarstwa i jedzenie.
Udało mu się przeżyć tylko dzięki pomocy dobrych ludzi ze Związku Sybiraków.
– Bo my dobrze wiemy, co to znaczy żyć na Wschodzie. Tam nikt nie ma lekko – podkreśla Weronika Topór. – Ale teraz jest nadzieja na lepsze życie.
Nadal będziemy śledzić losy repatrianta z Kazachstanu.

Autor artykułu: (mg, ata)

Chcesz tanio żyć – przyjedź do Białegostoku

Monday, July 17th, 2006


Po dziewięciu miesiącach od pierwszego “koszyka Porannego” sprawdziliśmy, jakie są ceny podstawowych produktów i usług oraz, ile wydaje na utrzymanie przeciętna czteroosobowa rodzina w wybranych miastach Polski.

Tu spadły
Okazuje się, że koszty życia spadły w sześciu miastach centralnej Polski oraz w Słupsku i Rzeszowie, a wzrosły w pięciu. Białystok znalazł się w tej pierwszej grupie. W listopadzie ubiegłego roku białostocka rodzina wydawała na podstawowe rzeczy (bez artykułów przemysłowych) prawie 612 złotych. Teraz poniżej 600 złotych. Jest to niewiele, ale w porównaniu ze wzrostem o 20 złotych średniej płacy w regionie może cieszyć. Niestety, zdaniem ekonomistów nie jest to jakaś stała tendencja.
Z naszego raportu wynika, że największy spadek kosztów utrzymania przeciętnej rodziny nastąpił w Warszawie. Dziś przeciętny Kowalski z żoną i dwojgiem dzieci wydaje tam prawie 671 złotych miesięcznie – mniej niż w Lublinie, Opolu i Wrocławiu, a tyle samo, co w Koszalinie. Ekonomiści twierdzą, że jest to efekt konkurencji, głównie w handlu.

Tam wzrosły
W trzech miastach Polski Zachodniej oraz w Koszalinie i Lublinie koszty utrzymania przeciętnej rodziny wzrosły o średnio kilkadziesiąt złotych. Wyjątkiem są Lublin i Opole, gdzie te koszty podskoczyły o około 150 złotych. I są to teraz dwa najdroższe miasta w naszym rankingu (832,1 i 843 zł). W tym okresie odwiedza je więcej turystów niż zwykle, więc przedsiębiorcy korzystają z okazji, żeby trochę więcej wycisnąć z handlu i usług. Ale też trzeba dodać, że np. w Opolu ceny miesięcznych, normalnych biletów komunikacji miejskiej wzrosły z 76 do 115 zł. Na tym tle Białystok prezentuje się atrakcyjnie.
Opinie
Dr Tadeusz Truskolaski, ekonomista z Uniwersytetu w Białymstoku:
Ani położenie geograficzne, ani wielkość miasta nie decydują o spadku lub wzroście kosztów utrzymania. Bo np. w Białymstoku i Rzeszowie koszty te spadły, a w Lublinie wzrosły. W dodatku wszystkie te ośrodki znajdują się we wschodniej części kraju. Nastąpił i następuje już pewien proces globalizacji. Tam gdzie dużo się inwestuje w handel i usługi, gdzie nasycenie rynku tymi gałęziami gospodarki jest duże, zaczyna działać prawo rynku. Konkurencja wymusza obniżanie cen. Tak dzieje się np. w Warszawie. Natomiast w Białymstoku jeszcze dużo musi się zmienić, żeby to podaż towarów i usług była znacznie większa niż popyt na nie.

Dr Anatoliusz Kopczuk, ekonomista z Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania: To, że mamy dosyć drogie usługi, nie ma większego znaczenia dla przeciętnej rodziny. Z tych usług korzystają głównie najbardziej zamożne osoby. Dla przeciętnego białostoczanina najważniejsze są wysokość czynszów, ceny biletów komunikacji miejskiej i żywności. Jeśli one rosną, wówczas odbija się to bezpośrednio na budżetach domowych. Jeśli chodzi o zarobki, to ten niewielki wzrost średniego wynagrodzenia w regionie ma niewielkie znaczenie.
(not. row)

Autor artykułu: Józef Woronko

Czterech zawodników dołączyło do Jagiellonii

Thursday, July 13th, 2006


Czterech graczy zaprezentuje się dziś w sparingu z Wartą Poznań. Jacek Banaszyński to tak zwany piłkarz “z nazwiskiem”. 31-letni bramkarz rozegrał ponad 70 spotkań w ekstraklasie. Na swoim koncie ma występy w Zagłębiu Lubin, Polonii Warszawa, Górniku Polkowice i GKS Bełchatów. O miejsce w bramce będzie walczył z Bartoszem Rachowskim, który na testy przyjechał z Motoru Lublin.
Po raz drugi o angaż w Jagiellonii będzie starał się Tomasz Albingier. Rok temu do Białegostoku napastnika chciał sprowadzić trener Adam Nawałka. Piłkarz ostatecznie wybrał jednak ofertę Odry Wodzisław. W jej barwach rozegrał w zeszłym sezonie siedem spotkań w I lidze. Grupę testowanych piłkarzy, którzy dotarli do Wronek uzupełnia Mariusz Wysocki z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski.
Po sparingu z Wartą żółto-czerwonych czeka w sobotę mecz z Unią Janikowo. Pierwotnie tego dnia białostoczanie mieli zagrać z Pogonią Szczecin, jednak “Portowcy” zdecydowali się nie przyjeżdżać do Wronek. Jako powód podali zbyt duże upały, przeszkadzające im w podróży.
Problem z Kośmickim
O kontrakty walczą nowi piłkarze, a swoich umów nie podpisali jeszcze Marcin Wincel i Marcin Kośmicki. Ten drugi nie wystąpił w sparingu z Lechią Gdańsk. Pojawiały się głosy, że zawodnikowi nie odpowiadają niektóre zapisy w kontrakcie i z ich powodu ma zamiar zrezygnować z gry w Białymstoku. Sam zawodnik nie chciał niczego komentować.
- Marcin nie zagrał w sparingu ponieważ przechodził badania lekarskie, których wymagamy przed podpisaniem kontraktu. Z naszej strony umowy z Winclem i Kośmickim są już podpisane. Zabrał je ich menedżer i przekaże piłkarzom do podpisu we Wronkach. Wszystko jest załatwione – przekonuje z kolei prezes Jagi, Aleksander Puchalski.
Nowe stroje, nowa “jotka”
Oprócz kontraktów, włodarze Jagiellonii mają jeszcze wiele innych spraw do załatwienia. Za dwa tygodnie czeka ich oficjalna prezentacja drużyny. Z kibicami zawodnicy mają spotkać się już w nowych strojach. Zmienione są wzory “pszczółek”, w których będą grać piłkarze. Na przodzie koszulki zabraknie logo sponsora. Zamiast niego pojawi się napis “Cały Białystok z Jagiellonią”.
- Uznaliśmy, że chcemy podkreślić odwieczny związek Jagiellonii z Białymstokiem. Oprócz tego zależy nam na tym, aby tym hasłem promować nasze miasto na zewnątrz – ujawnia Artur Kapelko, wiceprezes Jagi.
Jednak największą sensacją może okazać się zmienione logo klubu. Popularna “jotka”, o którą toczy się spór z BKS Jagiellonia zostanie zastąpiona nowym znakiem graficznym. Wyglądem będzie on przypominał ten z początków istnienia klubu.
Karnety od poniedziałku
Od poniedziałku w sprzedaży będą już karnety na sezon 2006/2007 w cenie: normalny – 150 złotych, ulgowy – 80 złotych, super VIP – 500 złotych, VIP – 350 złotych.
- Niespodzianką dla wiernych kibiców będzie program lojalnościowy. Wszyscy, którzy przyjdą kupić karnet i jednocześnie oddadzą ten z zeszłego sezonu otrzymają dziesięcioprocentową zniżkę. Rabat przysługuje również firmom, które zakupią co najmniej pięć karnetów na fakturę – ujawnia Marek Pieniążek, dyrektor marketingu w Jagiellonii.

Autor artykułu: (salim)

Taniej za rozmowy z zagranicą

Thursday, July 13th, 2006


Warunek jest jeden: musi wejść w życie przyjęte wczoraj rozporządzenie Komisji Europejskiej.
Propozycja KE ma doprowadzić do spadku cen tych połączeń nawet o 70 proc.
Marże zbyt wysokie
Konisja Europejska od ponad roku próbuje skłonić operatorów telefonii komórkowej do obniżenia opłat za połączenia międzynarodowe, tzw. roaming. Jej zdaniem, ich wysokość nie ma żadnego uzasadnienia w rzeczywistych kosztach. W Unii Europejskiej średnia cena za połączenie z wykorzystaniem roamingu wynosi 1,15 euro. Według KE jest to kwota co najmniej pięć razy zawyżona. Za połączenia odebrane za granicą, których faktyczny koszt wynosi około 10 eurocentów za minutę, operatorzy pobierają nawet 500-procentową marżę. W efekcie rocznie rynek roamingu wart jest w UE 8,5 mld euro i stanowi 15 proc. zysków operatorów. Zdaniem Komisji Europejskiej to stanowczo za dużo. – Musimy interweniować na rynku w trosce o konsumentów – powiedział wczoraj przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso.
Zmiany najwcześniej za rok
Gdyby zastosować zalecenia komisji, Polak na wakacjach we Francji dzwoniąc ze swojej polskiej komórki do domu zapłaciłby maksymalnie 49 eurocentów (ok. 1,96 zł) za minutę; za połączenie lokalne we Francji 33 eurocenty (1,32 zł); a za połączenie odebrane – 16,5 eurocenta (66 groszy) plus podatki. Dla porównania – teraz średnia stawka za minutę odebranego za granicą połączenia wynosi u polskich operatorów 55 eurocentów (2,20 zł).
Komisja liczy, że ceny zmienią się przed przyszłorocznymi wakacjami, kiedy rozporządzenie wejdzie w życie. Ale wiele jeszcze zależy od Parlamentu Europejskiego i krajów członkowskich, które będą teraz musiały uzgodnić ostateczny kształt rozporządzenia.

Autor artykułu: (peż, pr)