Archive for July, 2006

Piromanka schwytana

Sunday, July 30th, 2006


– Pożary najczęściej wybuchały w czasie suszy. Zdarzało się, że strażacy byli wzywani nawet dwa, trzy razy w ciągu dnia. Mieszkańcy okolicznych wsi bali się o swoje gospodarstwa – mówi Romuald Leoniuk, oficer prasowy siemiatyckiej policji.
Ponieważ sprawca pożarów był nieuchwytny, a jego „wybryki” były bardzo kosztowne wójt gminy Mielnik zdecydował się wyznaczyć nagrodę. Początkowo za ujęcie sprawcy można było dostać pięć tysięcy złotych, a w ostatnim roku piętnaście tysięcy. Powstał nawet zespół złożony z pograniczników, policjantów i urzędników, którzy wspólnie tropili i wyjaśniali, kto jest niebezpiecznym piromanem. W okolicy pojawiły się też dodatkowe patrole. I to właśnie jedna z takich grup w środę około północy zauważyła na skraju lasu skradającą się osobę. Była nią 29-letnia mieszkanka wsi Homoty. Obecnie jest przesłuchiwana. Motywy jej działania wciąż nie są jasne.
– Kobieta ma objawy choroby psychicznej, ale muszą to jeszcze potwierdzić biegli – zapowiada Romuald Leoniuk.
Gdyby okazało się, że piromanka jest zdrowa na umyśle, grozi jej do roku do 10 lat więzienia.

Autor artykułu: (mr)

Długa droga do własności

Sunday, July 30th, 2006


Prezydent Ryszard Tur przedstawił mieszkańcom dwa wyjścia: albo poczekają na plan zagospodarowania przestrzennego albo zbiorą oświadczenia od wszystkich lokatorów, że ci akceptują podział terenu zaproponowany przez Wersal Podlaski.
Obydwie możliwości nie dają jednak gwarancji, że akty własności będą jeszcze w tym roku.
– Radni na sierpniowym posiedzeniu mogą znów nie zatwierdzić planu. Nie ma też pewności, że wszyscy mieszkańcy podpiszą oświadczenia. Wychodzi na to, że znów zostajemy na lodzie – denerwują się mieszkańcy.
Ryszard Tur radzi ludziom, by poczekali na plan zagospodarowania. Przypomina, że na terenie między ulicą Pileckiego, a Komisji Edukacji Narodowej są trzy wspólnoty mieszkaniowe, które posiadają wspólne tereny. – Jeżeli któraś z nich chciałaby się ogrodzić, nie dostanie na to zgody – podkreśla Ryszard Tur.
– Wspólne tereny to żaden problem. W umowach jest punkt o służebności przejść i dróg. Nie ma więc mowy o konfliktach. Dlatego warto zbierać oświadczenia – przekonuje z kolei Remigiusz Rogowski, prezes Wersalu Podlaskiego. – Ostatecznie ludzie mogą poczekać do marca. Wtedy upłynie rok od zawieszenia postępowania intencyjnego, z którym wystąpiliśmy do urzędu. To oznacza, że będziemy mogli wydać akty – podkreśla Rogowski.

Więcej w poniedziałek

Autor artykułu: (mg)

Priorytet Starosielce

Sunday, July 30th, 2006


Wicemarszałek Krzysztof Putra spotkał się w tej sprawie z premierem, wojewoda Jan Dobrzyński odwołał syndyka Sławomira Łukę ze stanowiska dyrektora Zakładu Wykonawstwa Sieci Energetycznych w Białymstoku, a radni z SLD zaprosili wczoraj dziennikarzy na specjalną konferencję prasową. Przyszli też lokatorzy bloków kolejowych.

Mieszkania za złotówkę?
- Przekazałem panu premierowi Jarosławowi Kaczyńskiemu pismo, w którym dokładnie opisana została historia osiedla na Starosielcach i niedawny przetarg. Te informacje dotarły także do Witolda Marczuka, szefa Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który osobiście będzie nadzorował wyjaśnienie wszystkich okoliczności kupna mieszkań przez spółkę. Białostocka sprawa stała się absolutnym priorytetem. W końcu dotyczy ponad trzystu rodzin – mówi wicemarszałek Senatu, Krzysztof Putra.
Efektem jego spotkania z premierem ma być też przyśpieszenie prac nad ustawą regulującą kupno tzw. mieszkań funkcyjnych. – Chcemy, aby ich lokatorzy mogli dostać je za symboliczną złotówkę – dodaje Putra.
Podobny pomysł mają białostoccy radni z SLD. Na wczorajszej konferencji prasowej Janusz Kochan, radny miejski, zaproponował, by po unieważnieniu przetargu bloki kupił prezydent miasta i sprzedał je lokatorom też za symboliczną złotówkę.
- Tę sprawę trzeba rozstrzygnąć w naszym mieście. Chcemy zwołać specjalną sesję rady miejskiej, na której przyjrzymy się sprzedaży mieszkań. W razie unieważnienia przetargu, w co cały czas wierzę, miasto musi pomóc mieszkańcom. Zapewniam, że będziemy pilnowali, aby urzędnicy doprowadzili sprawę do końca – podkreśla Kochan.

To nie kampania?
Politycy zgodnie zapewniają, że ich zaangażowanie to nie kampania wyborcza. – Ci ludzie sami do nas przyszli, żebyśmy im pomogli – przekonuje Janusz Kochan z SLD. Ale na konferencji rzecznik SLD przedstawił go jako kandydata na prezydenta Białegostoku.
- Zawsze podejmuję interwencję, kiedy ludzie mnie o to proszą. A to, że mogłem o ich problemie porozmawiać z premierem, to tylko szczęśliwy zbieg okoliczności. Miałem wcześniej umówione spotkanie w sprawie obwodnicy augustowskiej, więc przy okazji… – zapewnia Krzysztof Putra, wicemarszałek Senatu.
Dlaczego politycy wcześniej nie zaangażowali się w sprawę dawnych mieszkań kolejowych i nie próbowali ustalić zwycięzcy przetargu?
- Mam takie mnóstwo zajęć, że nie mogę zajmować się tylko tą sprawą. Ale kiedy tylko przyszli do mnie mieszkańcy, natychmiast zacząłem działać – zapewnia Krzysztof Putra.
- Kiedy mieszkańcy złożyli swoją ofertę, była nadzieja, że kupią swoje mieszkania. Ale kiedy przetarg został rozstrzygnięty w trybie dziwnym i wygrała firma “krzak”, zaczęliśmy działać. Napisaliśmy do prezydenta, żeby sprawdził ten przetarg. W imieniu mieszkańców działa kancelaria prawna, dlatego sami nie próbowaliśmy się dowiedzieć, jak nazywa się zwycięska spółka – usprawiedliwiał się Janusz Kochan.

Autor artykułu: Marta Gawina

Zginęła, bo broniła matki

Tuesday, July 25th, 2006


|- To były spokojne, życzliwe kobiety. Śmierć Ewy to tragedia dla całego bloku. Zginęła dla dwudziestu złotych! – mówią sąsiedzi. Jednocześnie zarzekają się, że choć całe osiedle aż huczy od plotek, sami o zbrodni wiedzą niewiele. Nie chcą się przedstawiać. Boją się.
– Bandy nastolatków zaczepiały mnie już na ulicy, kiedyś dobijali się też do drzwi. To najgorsze osiedle w mieście! – dodaje inna sąsiadka.
Broniła matki
Do zabójstwa doszło w sobotę, gdy do mieszkania 67-letniej kobiety zapukało dwóch chłopców w wieku 14 i 16 lat. Kiedy otworzyła im drzwi, wtargnęli do środka i zaczęli ją bić.
– Pani Helena jest bardzo ciężko chora. W jej obronie stanęła córka – relacjonują sąsiedzi. Napastnicy dotkliwie pobili 45-letnia kobietę. Następnie zamknęli obie w mieszkaniu, zabierając telewizor, 20 złotych, pierścionek oraz klucze. Pobite położyły się spać. Rano okazało się, że młodsza z kobiet w nocy zmarła. Jej matka dopiero w niedzielę rano zaalarmowała sąsiadów, którzy wezwali policję. Funkcjonariusze po 40 minutach zatrzymali sprawców.
Nie otwierać obcym
Sąsiedzi przyznają, że napastnicy byli znani na osiedlu, a jeden z nich mieszkał w sąsiednim bloku. Jednocześnie zwracają uwagę, że kobiety same wpuściły napastników do mieszkania. – Na tym osiedlu tak nie wolno! My mamy swój ustalony sposób pukania. Jeżeli ktoś zapuka inaczej, dokładnie sprawdzam, kto stoi za drzwiami.
Mieszkańcy ulicy Barszczańskiej boją się, że takie zbrodnie będą się tu powtarzały.
– Ci chłopcy zabili za nic. I co z tego, że policja ich złapała? Zanim wyłapią wszystkich młodych bandytów, już wyrosną następni. Tutaj nawet policja boi się zapuszczać, a my musimy tu żyć – rozkłada ręce sąsiad zamordowanej.

Autor artykułu: (man)

Decyzja jak cios poniżej pasa

Tuesday, July 25th, 2006


l Kurier Poranny: – Roman Giertych, minister edukacji, dał maturzystom prezent. Nawet tym co nie zdali, zaproponował świadectwa dojrzałości. Co państwo o tym sądzą?
prof. Mirosława Melezini: – To pomysł najgorszy z możliwych. Przewiduje się wydanie aktu prawnego, który ma podłoże polityczne, nie merytoryczne. Nie można dopuścić do sytuacji, kiedy władze proponują przyjęcie aktów prawnych, które działają wstecz. Decyzja ta jest przecież niezgodna z obowiązującym u nas prawem.
prof. Lech Chyczewski: – Ja chciałbym poruszyć inny aspekt, chociaż jeśli chodzi o prawo, to zgadzam się z panią profesor całkowicie. Chodzi o młodych ludzi, którzy mają otrzymać świadectwa z nadania. To bardzo kuszące, otrzymać coś bez pracy. Ale zawsze pojawia się pytanie, ile to jest warte i jakie będą konsekwencje otrzymania takiej matury. Mnie zawsze uczono, że największą wartością jest praca i stopień powinien odzwierciedlać moją pracę. W tej sytuacji pokazano, że praca jest mało ważna. To przerażające! To „nauka”, której młody człowiek nie powinien wynosić ze szkoły. Z drugiej strony, młodzież wprawdzie dostanie świadectwa, ale one będą gorsze, naznaczone. Dlatego nie dziwię się, że niektórzy nie chcą tych świadectw.
prof. Halina Święczkowska: – Trzeba zrozumieć przesłanki, na podstawie których ta decyzja została podjęta. Przesłanki nie były wystarczające, bo wyniki matury w liczbach bezwzględnych nie były wcale dramatyczne. W ubiegłym roku maturę zdało 80 proc., w tym roku,. gdyby odliczyć absolwentów liceów profilowanych i techników – 79 proc. Nie trzeba więc dramatyzować, jeśli chodzi o poziom maturzystów. Oczywiście kwestią otwartą jest dyskusja nad przyszłością liceów profilowanych i techników… Poza tym uważam, że nie ma tu co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Decyzja jest stricte polityczna, a nie merytoryczna. Młodzież dała wyraz swojej postawy. Myślę, że wszyscy którzy odbiorą te świadectwa, mają świadomość w jakiej są sytuacji. Jeżeli będą chcieli zdawać na studia i tak powtórzą egzaminy, które są wymagane.
Eugeniusz Dworakowski: – Zgadzam się z panią dziekan, że wyniki tegorocznych matur niewiele odbiegają od matury poprzedniej. W tym roku wynik zaniżyły także licea uzupełniające, które są głównie szkołami dla dorosłych, gdzie wyniki nawet starej matury zawsze były bardzo słabe. Jeśli zaś chodzi o poprawianie narzędzia, jakim jest zewnętrzna matura, to po maturze w 2005 roku wprowadzono także nowe rozwiązania. Teraz też jest zamiar zmian. Ma to polegać na tym, że wynik sumaryczny wszystkich przedmiotów, będzie dawał lub nie świadectwo dojrzałości.

l Kurier Poranny: Czyli trzydziestoprocentowy próg, który w tym roku zaproponował minister Giertych stanie się zasadą?
Eugeniusz Dworakowski: – Tak. Natomiast dyskusyjna jest sprawa tej decyzji. Nie ma jeszcze rozporządzenia. Dopiero wtedy moglibyśmy dyskutować, czy jest prawnie dobre.
prof. Mirosława Melezini: – Ale to pod każdym względem jest niedobre. Nawet jeśli dużo ludzi oblało maturę, egzamin poprawkowy można było zorganizować w sierpniu.
Eugeniusz Dworakowski: – Ale to też byłoby niezgodne z prawem, bo nie przewidziano egzaminu poprawkowego.
prof. Bazyli Krupicz: – Ale proszę państwa, są ustalone oceny i zasady, o których wiedział maturzysta. I raptem, po egzaminach, dopasowuje się je do sytuacji. Jeśli uzyskuje się ocenę negatywną, trzeba mieć możliwość jej poprawienia. O tym kiedy, mogłyby zadecydować szersze gremia. Teraz jest dziwna sytuacja, bo maturzyści z „amnestii” przychodzą do nas. Pytam ich, jak się czują z takim świadectwem. W pierwszej chwili mówią, że dobrze, ale potem uświadamiają sobie, że będą się wstydzić do końca życia. My musimy te świadectwa szanować, ale rekrutacja na studia dzienne jest zakończona. Pozostają tylko studia niestacjonarne.

l Kurier Poranny: Co o „amnestii” sądzą tegoroczni maturzyści? Jak się czujecie z decyzją Romana Giertycha?
Malwina Gorczak: – Jest niesprawiedliwa i krzywdząca. Wiąże się z przyszłymi wyborami samorządowymi. To element kampanii. Nikt nie liczył się z nami – ludźmi, którzy normalnie zdali tę maturę. To dowód na to, że nie trzeba się uczyć. Matura nie będzie już tym, czym była wcześniej. Matura to egzamin dojrzałości, który miał świadczyć, że dany absolwent dorósł do tego, aby pójść na studia i dalej w dorosłe życie. Jeśli ktoś nie może przekroczyć tych 30 proc., to znaczy, że nie jest w stanie pójść na studia. Powinien to przemyśleć i poprawić wynik. Dla mnie ta „amnestia” to szok i cios poniżej pasa.
Paweł Pacewicz: – Znam jedną osobę, która zdała dzięki decyzji ministra Giertycha. Kolega otrzymał 28 proc. z matematyki i weźmie świadectwo. Jest bardzo zadowolony. Ja mu się dziwię, zdawałem matematykę i zdobycie tych 30 proc. nie było trudne. W ogóle matura nie była aż tak trudna, tylko uczniowie nie przygotowali się do niej w sposób odpowiedni. Mój kolega teraz weźmie świadectwo i zamierza ukończyć studia na prywatnej uczelni. Dla niego liczy się tylko papier. Ale z uczelni prywatnej nie będzie tak samo ważny, jak z państwowej.
prof. Halina Święczkowska: – U nas jest konkurs świadectw, rekrutacja jest prowadzona według kryteriów, jakie obowiązują także na uczelniach państwowych. Inną sprawą jest to, że musimy decyzję ministra honorować . Mamy wrześniową rekrutacji i będziemy na tych ludzi otwarci. Przyjmiemy ich, jeśli nie będzie lepszych. A jeśli chodzi o dyplomy, nie zgadzam się, że te z uczelni prywatnych są mniej warte. Młody człowiek ma szansę sprawdzić się na rynku pracy. Zależy to od kreatywności.
Ewelina Chilińska: – Nie wiem, czy dyplomy liczą się tak samo. To prawda, że dużo zależy od naszej kreatywności, motywacji, ale również od doświadczenia zdobytego podczas studiów.
prof. Halina Święczkowska: – Dyplom nie jest tak ważny, jak motywacja. Nikogo nie można z góry przekreślać.
prof. Lech Chyczewski: – To prawda. Maturzystów z „amnestii” nie można przekreślać. Można wypaść słabo na maturze, a na studiach się rozwinąć.

l Kurier Poranny: Czy w takim razie AMB przyjmie giertychowskich maturzystów?
prof. Lech Chyczewski: – Niestety, nie. Ale jeśli ktoś ma determinację, będzie zdawał i siedem razy.
prof. Mirosława Melezini: – U nas ci młodzi ludzie zasilą głównie studia niestacjonarne. Problem jest w tym, że zawiódł system edukacji. Trzy lata szkoły średniej, to za mało, by przygotować do matury.
Paweł Pacewicz: – To prawda, bo teraz ten cały zakres z czterech lat musimy zrealizować w trzy lata. A trzy lata wcześniejsze w gimnazjum są zmarnowane. Tam, z tego co jest potem w szkole średniej nic się właściwie nie robi.
Ewelina Chilińska: – Mówimy o piętnie tych świadectw, naznaczeniu. Ja też mam kolegę, który nie zdał polskiego i też jest zadowolony z decyzji Romana Giertycha. I nie myśli o konsekwencjach moralnych. Pewnie taki wyrzut sumienia przyjdzie później.
Eugeniusz Dworakowski: – Takiego piętna nie będzie, jeśli decyzja ta stanie się obowiązującym prawem także przy kolejnych maturach. A wszystko do tego zmierza.
Malwina Gorczak: – A co w takim razie z naszymi kolegami, którzy zdawali maturę rok temu i oblali. Oni też mogą skorzystać z tej „amnestii”?
Eugeniusz Dworakowski: – Prawdopodobnie obejmie ona i ten rocznik.
prof. Bazyli Krupicz: – Tak, wszystko byłoby w porządku, gdyby takie decyzje podejmowano przed, a nie po maturze.
prof. Lech Chyczewski: – Władza pokazała, że prawo jest elastyczne i można przemycić niemoralne decyzje.
prof. Halina Święczkowska: – Mamy rząd Prawa i Sprawiedliwości… Mam nadzieję, że młodzież zda sobie sprawę, głosując w następnych wyborach. Jeśli prezydent spotykając się z rektorami, unika tematu „amnestii”, jeśli premier nie chce uchylić decyzji ministra, to mamy już kilka instancji wypowiadających się jednym głosem w tej sprawie.
Ewelina Chilińska: – To jak my, młodzi ludzie mamy wkroczyć do tego systemu obywatelskiej, skoro prawo działa wstecz, a matura, która miała zasady, okazała się mało ważną sprawą, gdzie zasady można nagiąć. I to nasze społeczeństwo dorosłych zmieniło te zasady.

l Kurier Poranny: Co w takim razie z całym maturalnym zamieszaniem jeszcze można zrobić?
prof. Halina Święczkowska: – My możemy jedynie ponarzekać, wyrazić swój sprzeciw. Ale to nie zmieni sytuacji. Mnie najbardziej jest żal młodych ludzi, których podzielono na dwie kategorie, nie pytając ich o zdanie.
Paweł Pacewicz: – Myślę, że jest inaczej. Wszyscy uczniowie zostali wrzuceni do jednego worka. Ja się uczyłem i zaliczyłem maturę. Mój kolega nie, ale będziemy traktowani tak samo.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba, (kosz)
akaszuba@poranny.pl

Ekolodzy! Patrzcie na ręce wykonawcom

Tuesday, July 25th, 2006


l Czy w takim razie można zaryzykować budowę obwodnicy w wariancie wskazanym przez drogowców i samorząd Augustowa? Czy można mówić o tym, jakie byłyby straty?
- To, czy taki zabieg, jak budowa obwodnicy zagraża ekosystemowi i w jakim stopniu, zależy przede wszystkim od ludzi. Od projektu, a przede wszystkim od tego, jak technicy, drogowcy i wykonawcy podejdą do sprawy. Bo każda inwestycja drogowa w takim miejscu powoduje zakłócenia w środowisku naturalnym. Dlatego szuka się sposobów na ograniczenie negatywnych skutków. Jednym z takich korzystnych pomysłów jest wprowadzenie do projektu długiej, 500-metrowej estakady zamiast małego mostku i długiego nasypu, jak to projektowano pierwotnie. Mostek z nasypem zakłóciłyby stosunki hydrologiczne, estakada czyni to w minimalnym stopniu, podobnie jak dodatkowe przejścia dla zwierząt.
Estakadę traktuję jako ukłon drogowców i projektantów wobec przyrody, bo choć znacznie podraża budowę obwodnicy w stosunku do wstępnych planów, to jednocześnie minimalizuje negatywne skutki dla środowiska.

l W tej chwili trwa batalia o przebieg obwodnicy. Ekolodzy i “Gazeta Wyborcza” domagają się przesunięcia trasy o wiele kilometrów na północ i zachód. Samorządowcy, drogowcy, mieszkańcy Augustowa chcą realizacji obecnego projektu. Jakie jest Pana stanowisko w tej sprawie?
- To dramatyczna decyzja, bo z jednej strony przebieg w tym miejscu na pewno jest przyrodniczym złem. Z drugiej jednak strony trzeba było protestować dużo wcześniej – jedenaście lat temu, kiedy zapadały pierwsze decyzje. Dzisiaj nie ma wyjścia idealnego. Są racje przyrodnicze, ale są też kwestie ludzkie – nie można ich nie zauważyć, nie sposób lekceważyć. Inny przebieg obwodnicy to opóźnienia w budowie, wypadki, a do tego i dłuższa droga, i większe zużycie paliwa i zniszczone gospodarstwa.

l Jakie Pana zdaniem jest wyjście z sytuacji?
- Ponieważ dzisiaj nie ma innej lokalizacji, trzeba budować obwodnicę według projektu. Innego sensownego wyjścia nie widzę, bo przecież wydano już nawet pieniądze na wykup gruntów i nie sposób tego zmarnować. Trzeba budować, ale pamiętając o tym, by dokonać jak najmniejszych zniszczeń. Budować ze świadomością, że wkraczamy w dziki las, bagna i rzekę. I ciągle kontrolować inwestora, a także wykonawcę. Patrzeć im na ręce. Wytykać każdą niefrasobliwość, każde niechlujstwo. I to jest mój apel do wszystkich. To wielkie zadanie dla organizacji ekologicznych i miłośników przyrody. Na tym powinni się teraz skupić.

Autor artykułu: Rozmawiał: Rafał Malinowski

Murem za obwodnicą

Saturday, July 22nd, 2006


Na jednej liście znalazły się podpisy Roberta Tyszkiewicza z Platformy Obywatelskiej i Romana Czepego z Prawa i Sprawiedliwości. Nazwisko Marka Strzalińskiego z SLD, a obok Andrzeja Fedorowicza z LPR – podlascy parlamentarzyści są jednomyślni w sprawie budowy obwodnicy Augustowa.
Nie dla skansenu
„Nasz najwyższe zaniepokojenie budzi podjęta przez „Gazetę Wyborczą” akcja, która pod hasłem obrony doliny Rospudy przyjmuje za jedynie słuszną argumentację radykalnych międzynarodowych organizacji ekologicznych oraz partii zielonych, których celem jest de facto powstrzymanie wszelkich inwestycji drogowych w województwie podlaskim i uczynienie z tego regionu skansenu cywilizacyjnego” – czytamy w stanowisku parlamentarzystów Podlasia. – „Apelujemy do mieszkańców województwa o włączenie się do akcji w obronie tej inwestycji.”
Przypomnijmy, że w poniedziałek minister środowiska dał zielone światło na budowę obwodnicy Augustowa. W środę przeciwko inwestycji zaprotestowali ekolodzy, a wspierająca ich działania „Gazeta Wyborcza” rozpoczęła akcję ratowania Rospudy. Chcą wstrzymania budowy obwodnicy w obecnej postaci, choć wszystkie decyzje są już prawomocne, potwierdzone przez Naczelny Sąd Administracyjny. Ekolodzy i „Gazeta” chcą innego wariantu przebiegu trasy, czyli praktycznie rozpoczęcia całego przedsięwzięcia od nowa. Straszą Komisja Europejską.
” Trwająca od kilku dni kampania wymierzona w planowaną od lat budowę obwodnicy Augustowa skierowana jest przeciwko wszystkim mieszkańcom województwa podlaskiego” – napisał wczoraj w swoim apelu marszałek województwa, reprezentujący samorząd wojewódzki. – „Środowiska ekologiczne od dawna próbują sparaliżować tę inwestycję(…) tymczasem to człowiek jest najważniejszym elementem przyrody i jemu należy się w pierwszej kolejności ochrona zdrowia”.
Nie ustąpimy!
Agustowianie ani ekologów, ani wpływowego dziennika się nie przestraszyli. – Zbieramy listy poparcia dla jak najszybszego rozpoczęcia budowy obwodnicy Augustowa. Dziś przez parę godzin zebraliśmy kilkaset podpisów – mówi Bogdan Dyjuk, szef komitetu wspierającego działania na rzecz obwodnicy. – Akcje będziemy kontynuować. Mamy nawet zgodę proboszczów, żeby zbierać podpisy w niedzielę przed kościołami. Nie ustąpimy. Chcemy rozpoczęcia budowy obwodnicy natychmiast.

Autor artykułu: Rafał Malinowski

Jarocin w Gródku

Saturday, July 22nd, 2006


- W pewnym momencie zrobiło się tak duszno od festynów i upartyjnionych festiwali, że musieliśmy coś zrobić – mówi malarz, Leon Tarasewicz, jeden z pomysłodawców Basowiszczy. – Potrzebna była jakaś odnowa, przełom mentalny, możliwość mówienia pełnym głosem o ważnych sprawach.
- Basowiszcza do tej pory są dla kapel z Białorusi festiwalem wolnościowym – mówi Ilona Karpiuk, przewodnicząca Białoruskiego Zrzeszenia Studentów, organizatora festiwalu.
Inny oddech
Leon Tarasewicz uważa, że obecnie festiwal stracił sporo ze swego radykalnego charakteru, swój progresywizm, energię. Energia i zadziorność pierwszych festiwali w Gródku manifestowała się nawet na plakatach. W 1992 roku symbolem Basowiszczy była pamiętna gitara z pudłem w kształcie damskiej pupy. W 1993 w błękitne, poznaczone białymi chmurkami niebo wzbijał się uśmiechnięty, skrzydlaty… penis. – Błękit, biel, niebo, wolność – a ten “ptaszek” to komentarz do komercjalizacji muzyki, do słowików rozdawanych w Opolu – mówi Leon Tarasewicz.
Polana w Gródku była dla wielu jedynym miejscem, gdzie mogli zobaczyć białoruskie flagi, gdzie można było swobodnie mówić o białoruskich problemach. Zdaniem Tarasewicza Basowiszcza odegrały bardzo ważną rolę w przełamywaniu stereotypów, w leczeniu kompleksów młodych Białorusinów. Okazało się, że po białorusku można śpiewać rocka, że można mówić ze sceny o ważnych sprawach. – Festiwal spełnił bardzo ważną rolę w kształtowaniu postaw młodych Białorusinów – mówi Tarasewicz. – Obecnie festiwal ewoluuje w stronę dobrej imprezy muzycznej. Pozostała piękna idea propagowania białoruskiej muzyki i słowa, otwarta na inne narodowości.
W stronę komercji?
Obecni organizatorzy nie zgadzają się z zarzutem, że festiwal zmienił się na niekorzyść. – Na początku był to rodzaj międzypokoleniowego spotkania towarzyskiego – mówi Ilona Karpiuk. – W miarę upływu czasu przybywało nowych gatunków muzycznych, program stawał się bardziej różnorodny. Po prostu festiwal stale się rozwija.
Część uczestników Basowiszczy chciałaby, żeby Basowiszcza z roku na rok były coraz większe, coraz głośniejsze. Wskazują, że można byłoby rozruszać festiwal w oparciu o pieniądze z Unii Europejskiej.
- Moglibyśmy zdobyć większe pieniądze, moglibyśmy wydłużyć festiwal do trzech dni, ale na to trzeba dużo czasu i pracy, a my ciągle działamy w zasadzie społecznie – tłumaczy Ilona Karpiuk. Nie ukrywa, że jest pomysł, by zająć się zawodowo organizacją festiwalu, przekształcać go w komercyjną imprezę masową. Podobnie, jak wspomniany na wstępie Jarocin. Na razie jednak Basowiszcza zachowują urok pospolitego ruszenia, imprezy mającej korzenie w sercu, w pasji, a nie tylko w portfelu.

Autor artykułu: Jerzy Szerszunowicz

Awantura o wybory

Saturday, July 22nd, 2006


- To oszukiwanie wyborców! – nie wytrzymuje podlaski poseł PO, Józef Klim.
- Ordynacja zniekształci wybory i ich wyniki – denerwuje się Janusz Krzyżewski, marszałek województwa podlaskiego z SLD.
Opozycję irytuje ustawa, która ma zmienić zasady wyborów samorządowych. Jej liderzy mówią, że zmiana jest wprowadzana po to, by PiS, Samoobrona i LPR wygrały wybory samorządowe. Andrzej Fedorowicz, poseł LPR w rozmowie z “Porannym” nawet tego nie ukrywa: – Wszyscy koalicjanci doszli do wniosku, że to będzie dla nas bardzo dobre!
Jakie zmiany
Chodzi o możliwość zawierania umów między partiami o podziale mandatów. Powstawałyby tzw. grupy list. Wyniki komitetów związanych umową byłyby sumowane, a mandaty dzielone między partie proporcjonalnie. Jeśli podczas wyborów postawimy krzyżyk przy LPR, to nasz głos może zaważyć na wyniku PiS, jeśli podpiszą między sobą umowę. A że podpiszą – nie ma wątpliwości. – Zamach stanu – tak określa pomysł opozycja.
Posłowie PO, SLD i PSL próbowali zrobić wszystko, by o ustawie podczas tego posiedzenia Sejmu w ogóle nie mówić. Pierwszą bitwę wygrali. Zbojkotowali głosowanie, przez co nie było wymaganej liczby głosujących posłów. Marszałek Sejmu ogłosił przerwę. W tym czasie ściągano do Sejmu posłów PiS, Samoobrony i LPR. Brakowało 17 – najwięcej z Samoobrony.
W drugim starciu wygrała koalicja. Teraz nic nie stoi na przeszkodzie, by Sejm przyjął ustawę. Dziś decydujące głosowanie.
- Jeśli ustawa przejdzie, to skorzysta na niej PiS, to oczywiste – mówi prof. Tadeusz Popławski, socjolog polityki z Politechniki Białostockiej. – Choć w Białymstoku nie będzie to takie ważne, bo PiS ma tu i tak spore poparcie.
Skorzysta Samoobrona
Popławski uważa jednak, że najbardziej skorzysta Samoobrona, która dzięki zmianom może liczyć w Białymstoku na spore poparcie. – Podobnie będzie z SLD, jeśli zdecyduje się na podpisanie umów z innymi lewicowymi organizacjami, które do wyborów idą razem.
Jednak partie centrowe i lewicowe w to nie wierzą i wystosowały apel do posłów i senatorów. Chcą w ten sposób odwieść ich od “politykierskich, antydemokratycznych zakusów”. “Samorząd jest jednym z największych osiągnięć demokratycznych przemian w Polsce. Nie ma naszej zgody na jego zdławienie i podporządkowanie jedynie słusznej opcji” – napisali szefowie podlaskich struktur SLD, Partii Demokratycznej, SdPl, Unii Pracy, Podlaskiego Porozumienia Samorządowego i Zielonych.
- Niewiele wskóramy, jednak chcemy wyrazić nasze oburzenie – wyjaśnia Krzyżewski.
- Niestety koalicja ma zbyt duża przewagę i wynik głosowania wydaje się przesądzony – dodaje Klim.
ROZMOWA
Kurier Poranny: Czy można się zgodzić z opozycją, która nazywa projekt PiS zamachem stanu?
Dr Jarosław Matwiejuk, konstytucjonalista, prodziekan wydziału prawa UwB: Zamach stanu to nie jest. Nie została złamana konstytucja. Natomiast można w tym wypadku mówić o złym obyczaju politycznym. Jak widać, określone siły polityczne próbują stworzyć ordynację, która jest korzystna tylko dla nich.

l Czy politycy PiS jako pierwsi próbują zmienić ordynację?
- W zasadzie od poczatku demokracji w Polsce mamy niestabilność prawa wyborczego. Niemal wszystkie partie rządzące, czy to z prawicy czy z lewicy, próbowały w swoim czasie zrobić coś, co da im większe szanse w kolejnych wyborach, np. AWS w 1998 czy SLD w 2002 roku. Bez względu na to, jakie to by były wybory.

l Czy można zrobić coś, aby temu zapobiec?
- Konstytucjonaliści od dawna postulują, aby stworzyć kodeks wyborczy. Byłby on stabilny i nie mógłby być zmieniany przy każdej zmianie władzy. Niestety, cały czas górą są politycy.

l Czy można bojkotować głosowania, tak jak robi to teraz opozycja?
- Oczywiście, że tak. To nie jest sprzeczne z konstytucją. To jeden z trzech dopuszczalnych sposobów protestu. Jednym jest sprzeciw, drugim wstrzymanie się od głosu, a ostatnim zbojkotowanie głosowania. Co prawda ten ostatni sposób jest bardzo rzadko praktykowany, ale jak widać czasami występuje.

l Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: Piotr Rydzewski
Bartosz Wacławski

Pożegnanie z amfiteatrem

Thursday, July 20th, 2006


Choć lata świetności miał już za sobą, białostoczanie pamiętają na jego scenie występy takich gwiazd jak Goran Bregovic i Boney M. Amfiteatr ustępuje właśnie miejsca Operze Podlaskiej, rozpoczął się demontaż ławek i przygotowywanie terenu pod budowę.
Budowano go szybko, że – jak przyznaje sam architekt amfiteatru przy ul. Kalinowskiego – nie dało się uniknąć wad konstrukcyjnych. Ale miał być gotowy na dożynki 1973 roku i udało się.
Takiego miejsca już nie będzie
Ostatnia duża impreza w amfiteatrze to Święto Kultury Białoruskiej, na które przyszło tysiące widzów. W czerwcu studenci świętowali tu ostatnie Juwenalia. Na nowym odkrytym obiekcie, który powstanie przy Europejskim Centrum Sztuki będzie miejsce jedynie dla 600 osób. Do tej zmiany bardzo krytycznie podchodzi projektant amfiteatru.
- To idiotyzm, by likwidować miejsce, które było potrzebne miastu i jego mieszkańcom. Żadne inne nie jest w stanie pomieścić tysiące ludzi pod gołym niebem – mówi Mirosław Zbichorski, były architekt miejski, autor projektu amfiteatru.
Zbichorski twierdzi, że amfiteatr mógł być czymś lepszym, nigdy jednak nie został wykończony.
- Właściwie amfiteatr nigdy nie został skończony, miała być kawiarnia i garderoby z prawdziwego zdarzenia, a zostały tylko ławki, scena i ta paskudna kabina projekcyjna postawiona na życzenie sekretarza partii Kurowskiego. Jednak mimo wszystko żył i cieszył ludzi. Niestety i byłe, i obecne władze miasta dopuściły do zaniedbania tego obiektu, a teraz proponuje się nam mierną architekturę opery, która utknie w połowie budowy – mówi sceptycznie architekt.
Idzie nowe
Nie wszyscy białostoczanie, szczególnie ci młodsi, podzielają zdanie autora amfiteatru. – To była pozostałość po PRL-u, a teraz możemy liczyć na nowoczesny, estetyczny budynek opery. Większe imprezy plenerowe przecież mogą być przeniesione pod Teatr Dramatyczny – mówi Paulina Miśkiewicz, studentka.
Starsze pokolenie widzi to inaczej. – Zlikwidowano scenę w Zwierzyńcu, teraz nie będzie amfiteatru. Miło było posłuchać muzyki w otoczeniu drzew, teraz wszędzie beton i nawet nie ma jak usiąść na takim koncercie, bo ławeczek nie ma – martwi się Krystyna Radziszewska.
Za kilka tygodni na teren przy ulicy Kalinowskiego wchodzi ciężki sprzęt. Cała inwestycja budowy Opery Podlaskiej ma kosztować około 70 mln zł, minister kultury ma zamiar jeszcze w tym roku przekazać na ten cel 5 mln zł, aby przyśpieszyć jej budowę.

Autor artykułu: Monika KOSZ-KOSZEWSKA