l Kurier Poranny: – Roman Giertych, minister edukacji, dał maturzystom prezent. Nawet tym co nie zdali, zaproponował świadectwa dojrzałości. Co państwo o tym sądzą?
prof. Mirosława Melezini: – To pomysł najgorszy z możliwych. Przewiduje się wydanie aktu prawnego, który ma podłoże polityczne, nie merytoryczne. Nie można dopuścić do sytuacji, kiedy władze proponują przyjęcie aktów prawnych, które działają wstecz. Decyzja ta jest przecież niezgodna z obowiązującym u nas prawem.
prof. Lech Chyczewski: – Ja chciałbym poruszyć inny aspekt, chociaż jeśli chodzi o prawo, to zgadzam się z panią profesor całkowicie. Chodzi o młodych ludzi, którzy mają otrzymać świadectwa z nadania. To bardzo kuszące, otrzymać coś bez pracy. Ale zawsze pojawia się pytanie, ile to jest warte i jakie będą konsekwencje otrzymania takiej matury. Mnie zawsze uczono, że największą wartością jest praca i stopień powinien odzwierciedlać moją pracę. W tej sytuacji pokazano, że praca jest mało ważna. To przerażające! To „nauka”, której młody człowiek nie powinien wynosić ze szkoły. Z drugiej strony, młodzież wprawdzie dostanie świadectwa, ale one będą gorsze, naznaczone. Dlatego nie dziwię się, że niektórzy nie chcą tych świadectw.
prof. Halina Święczkowska: – Trzeba zrozumieć przesłanki, na podstawie których ta decyzja została podjęta. Przesłanki nie były wystarczające, bo wyniki matury w liczbach bezwzględnych nie były wcale dramatyczne. W ubiegłym roku maturę zdało 80 proc., w tym roku,. gdyby odliczyć absolwentów liceów profilowanych i techników – 79 proc. Nie trzeba więc dramatyzować, jeśli chodzi o poziom maturzystów. Oczywiście kwestią otwartą jest dyskusja nad przyszłością liceów profilowanych i techników… Poza tym uważam, że nie ma tu co rozpaczać nad rozlanym mlekiem. Decyzja jest stricte polityczna, a nie merytoryczna. Młodzież dała wyraz swojej postawy. Myślę, że wszyscy którzy odbiorą te świadectwa, mają świadomość w jakiej są sytuacji. Jeżeli będą chcieli zdawać na studia i tak powtórzą egzaminy, które są wymagane.
Eugeniusz Dworakowski: – Zgadzam się z panią dziekan, że wyniki tegorocznych matur niewiele odbiegają od matury poprzedniej. W tym roku wynik zaniżyły także licea uzupełniające, które są głównie szkołami dla dorosłych, gdzie wyniki nawet starej matury zawsze były bardzo słabe. Jeśli zaś chodzi o poprawianie narzędzia, jakim jest zewnętrzna matura, to po maturze w 2005 roku wprowadzono także nowe rozwiązania. Teraz też jest zamiar zmian. Ma to polegać na tym, że wynik sumaryczny wszystkich przedmiotów, będzie dawał lub nie świadectwo dojrzałości.
l Kurier Poranny: Czyli trzydziestoprocentowy próg, który w tym roku zaproponował minister Giertych stanie się zasadą?
Eugeniusz Dworakowski: – Tak. Natomiast dyskusyjna jest sprawa tej decyzji. Nie ma jeszcze rozporządzenia. Dopiero wtedy moglibyśmy dyskutować, czy jest prawnie dobre.
prof. Mirosława Melezini: – Ale to pod każdym względem jest niedobre. Nawet jeśli dużo ludzi oblało maturę, egzamin poprawkowy można było zorganizować w sierpniu.
Eugeniusz Dworakowski: – Ale to też byłoby niezgodne z prawem, bo nie przewidziano egzaminu poprawkowego.
prof. Bazyli Krupicz: – Ale proszę państwa, są ustalone oceny i zasady, o których wiedział maturzysta. I raptem, po egzaminach, dopasowuje się je do sytuacji. Jeśli uzyskuje się ocenę negatywną, trzeba mieć możliwość jej poprawienia. O tym kiedy, mogłyby zadecydować szersze gremia. Teraz jest dziwna sytuacja, bo maturzyści z „amnestii” przychodzą do nas. Pytam ich, jak się czują z takim świadectwem. W pierwszej chwili mówią, że dobrze, ale potem uświadamiają sobie, że będą się wstydzić do końca życia. My musimy te świadectwa szanować, ale rekrutacja na studia dzienne jest zakończona. Pozostają tylko studia niestacjonarne.
l Kurier Poranny: Co o „amnestii” sądzą tegoroczni maturzyści? Jak się czujecie z decyzją Romana Giertycha?
Malwina Gorczak: – Jest niesprawiedliwa i krzywdząca. Wiąże się z przyszłymi wyborami samorządowymi. To element kampanii. Nikt nie liczył się z nami – ludźmi, którzy normalnie zdali tę maturę. To dowód na to, że nie trzeba się uczyć. Matura nie będzie już tym, czym była wcześniej. Matura to egzamin dojrzałości, który miał świadczyć, że dany absolwent dorósł do tego, aby pójść na studia i dalej w dorosłe życie. Jeśli ktoś nie może przekroczyć tych 30 proc., to znaczy, że nie jest w stanie pójść na studia. Powinien to przemyśleć i poprawić wynik. Dla mnie ta „amnestia” to szok i cios poniżej pasa.
Paweł Pacewicz: – Znam jedną osobę, która zdała dzięki decyzji ministra Giertycha. Kolega otrzymał 28 proc. z matematyki i weźmie świadectwo. Jest bardzo zadowolony. Ja mu się dziwię, zdawałem matematykę i zdobycie tych 30 proc. nie było trudne. W ogóle matura nie była aż tak trudna, tylko uczniowie nie przygotowali się do niej w sposób odpowiedni. Mój kolega teraz weźmie świadectwo i zamierza ukończyć studia na prywatnej uczelni. Dla niego liczy się tylko papier. Ale z uczelni prywatnej nie będzie tak samo ważny, jak z państwowej.
prof. Halina Święczkowska: – U nas jest konkurs świadectw, rekrutacja jest prowadzona według kryteriów, jakie obowiązują także na uczelniach państwowych. Inną sprawą jest to, że musimy decyzję ministra honorować . Mamy wrześniową rekrutacji i będziemy na tych ludzi otwarci. Przyjmiemy ich, jeśli nie będzie lepszych. A jeśli chodzi o dyplomy, nie zgadzam się, że te z uczelni prywatnych są mniej warte. Młody człowiek ma szansę sprawdzić się na rynku pracy. Zależy to od kreatywności.
Ewelina Chilińska: – Nie wiem, czy dyplomy liczą się tak samo. To prawda, że dużo zależy od naszej kreatywności, motywacji, ale również od doświadczenia zdobytego podczas studiów.
prof. Halina Święczkowska: – Dyplom nie jest tak ważny, jak motywacja. Nikogo nie można z góry przekreślać.
prof. Lech Chyczewski: – To prawda. Maturzystów z „amnestii” nie można przekreślać. Można wypaść słabo na maturze, a na studiach się rozwinąć.
l Kurier Poranny: Czy w takim razie AMB przyjmie giertychowskich maturzystów?
prof. Lech Chyczewski: – Niestety, nie. Ale jeśli ktoś ma determinację, będzie zdawał i siedem razy.
prof. Mirosława Melezini: – U nas ci młodzi ludzie zasilą głównie studia niestacjonarne. Problem jest w tym, że zawiódł system edukacji. Trzy lata szkoły średniej, to za mało, by przygotować do matury.
Paweł Pacewicz: – To prawda, bo teraz ten cały zakres z czterech lat musimy zrealizować w trzy lata. A trzy lata wcześniejsze w gimnazjum są zmarnowane. Tam, z tego co jest potem w szkole średniej nic się właściwie nie robi.
Ewelina Chilińska: – Mówimy o piętnie tych świadectw, naznaczeniu. Ja też mam kolegę, który nie zdał polskiego i też jest zadowolony z decyzji Romana Giertycha. I nie myśli o konsekwencjach moralnych. Pewnie taki wyrzut sumienia przyjdzie później.
Eugeniusz Dworakowski: – Takiego piętna nie będzie, jeśli decyzja ta stanie się obowiązującym prawem także przy kolejnych maturach. A wszystko do tego zmierza.
Malwina Gorczak: – A co w takim razie z naszymi kolegami, którzy zdawali maturę rok temu i oblali. Oni też mogą skorzystać z tej „amnestii”?
Eugeniusz Dworakowski: – Prawdopodobnie obejmie ona i ten rocznik.
prof. Bazyli Krupicz: – Tak, wszystko byłoby w porządku, gdyby takie decyzje podejmowano przed, a nie po maturze.
prof. Lech Chyczewski: – Władza pokazała, że prawo jest elastyczne i można przemycić niemoralne decyzje.
prof. Halina Święczkowska: – Mamy rząd Prawa i Sprawiedliwości… Mam nadzieję, że młodzież zda sobie sprawę, głosując w następnych wyborach. Jeśli prezydent spotykając się z rektorami, unika tematu „amnestii”, jeśli premier nie chce uchylić decyzji ministra, to mamy już kilka instancji wypowiadających się jednym głosem w tej sprawie.
Ewelina Chilińska: – To jak my, młodzi ludzie mamy wkroczyć do tego systemu obywatelskiej, skoro prawo działa wstecz, a matura, która miała zasady, okazała się mało ważną sprawą, gdzie zasady można nagiąć. I to nasze społeczeństwo dorosłych zmieniło te zasady.
l Kurier Poranny: Co w takim razie z całym maturalnym zamieszaniem jeszcze można zrobić?
prof. Halina Święczkowska: – My możemy jedynie ponarzekać, wyrazić swój sprzeciw. Ale to nie zmieni sytuacji. Mnie najbardziej jest żal młodych ludzi, których podzielono na dwie kategorie, nie pytając ich o zdanie.
Paweł Pacewicz: – Myślę, że jest inaczej. Wszyscy uczniowie zostali wrzuceni do jednego worka. Ja się uczyłem i zaliczyłem maturę. Mój kolega nie, ale będziemy traktowani tak samo.
Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba, (kosz)
akaszuba@poranny.pl