Archive for June, 2006

Łomża: Naciera ABW

Friday, June 23rd, 2006


– Byłem w pracy kilka minut przed wpół do ósmej. Zostałem poinformowany przez funkcjonariuszy ABW, że mój współpracownik jest zatrzymany pod zarzutem przyjęcia korzyści majątkowej – mówi prezydent Jerzy Brzeziński. – Żadnych bliższych informacji nie uzyskałem. Być może wiąże się to ze sprawami budowy supermarketów, o których tak obszernie pisze „Kurier Poranny”. Nie ukrywam, że jestem tym zaskoczony, bo miałem i mam dobrą opinię o Andrzeju Z. Gdybym miał wcześniej jakiekolwiek sygnały o nieprawidłowościach, to na pewno nie zajmowałby tego stanowiska.
Prezydent nie potwierdził pogłosek, że ABW zabezpieczyła komputer czy jakieś dokumenty z biurka architekta.
Przypomnijmy, że w listopadzie ubiegłego roku „Poranny” ujawnił, że białostocka delegatura ABW prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy lokalizacji hipermarketów w Białymstoku i Łomży. Choć oba miasta dzieli prawie sto kilometrów, to pojawiają się nazwiska tych samych osób, które w zamian za łapówki obiecywały, że załatwią korzystne wyroki w NSA i zlikwidują przeszkody w urzędach miejskich. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, do której zostało przeniesione po interwencji posła PiS Krzysztofa Jurgiela.

Sprawa rozwojowa
Jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, oprócz Andrzeja Z., funkcjonariusze ABW zatrzymali także pracownika firmy Echo Investment z Kielc, która chciała wybudować hipermarket w Łomży. Białostocka delegatura ABW nie udziela żadnych informacji w sprawie okrytego ścisłą tajemnicą śledztwa. Z kolei Ewa Piotrowska, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, potwierdziła jedynie, że wczoraj zostały zatrzymane dwie osoby. Była tak dyskretna, że nawet nie chciała potwierdzić, że chodzi o architekta miejskiego Łomży.
– Nie potwierdzę, ani nie zaprzeczę, że chodzi właśnie o te osoby – powiedziała nam wczoraj Piotrowska. – Mogę jedynie powiedzieć, że zatrzymaliśmy dwie osoby i chodzi tutaj o sprawę białostocką, którą od pewnego czasu prowadzimy. Nie mogę mówić szczegółach i jakiego wątku dotyczą te zatrzymania.
Jeżeli nawet wydarzenia zszokowały pracowników łomżyńskiego Ratusza (tak mówią niektórzy nieoficjalnie), to na zewnątrz nie dają tego po sobie poznać.
– Jakaś sensacja? – pyta z uśmiechem jeden z wyższych urzędników na widok dziennikarzy. W pokoju, w którym codziennie pracuje Andrzej Z., jego koledzy powtarzają : – Będzie w poniedziałek.

Jeden z kilku
Zaskoczenia nie kryją także radni. Zarówno ci, którzy są za budową hipermarketu u zbiegu ulic Sikorskiego, Zawadzkiej i Wyszyńskiego, jak i przeciwnicy tej lokalizacji.
– Duże zaskoczenie, ale do czasu wyjaśnienia sprawy przez odpowiednie organa, trudno dokonywać osądu – mówi Jan Bajno. – Chociaż śledząc publikacje w tej sprawie zwróciłem uwagę na powtarzającą się często formułkę „sprawa rozwojowa”. No i się rozwija.
Radny będący przeciwnikiem lokalizacji hipermarketu w środku miasta mówi, że nie zauważył w wieloletnich „bojach” w tej sprawie jakichś szczególnie podejrzanych działań. – Choć kilka razy zdziwiło mnie tempo podejmowania pewnych inicjatyw i decyzji – dodaje Jan Bajno.
Jerzy Brodziuk, konsekwentny zwolennik hipermarketu w miejscu wybranym przez kielecką firmę Echo Investment, także jest zaskoczony. – Przeciwnicy hipermarketów i otwarcia miasta na inwestycje zyskają nowy argument – ubolewa. – Najbardziej mnie dziwi, że dotyczy to architekta, który nie jest w tych sprawach jakąś kluczową postacią.
Ten wątek rozwija też prezydent Jerzy Brzeziński. – To najbardziej zaskakujące, bo całą politykę przestrzenną zlecamy wykwalifikowanym jednostkom urbanistycznym zewnętrznym. Wszelkie wnioski przechodzą wiele szczebli opiniujących, zatwierdzających. Architekt jest tylko jednym z nich – mówi.
Andrzej Z. funkcję architekta miejskiego w Łomży sprawuje już od kilkunastu lat, od prezydentury Henryka Żelechowskiego, który rządził Łomżą od 1992 do 1994 roku. Swoich politycznych przekonań nie demonstrował nigdy np. udziałem w wyborach samorządowych czy parlamentarnych.

Autor artykułu: (mag, tor)

Nie ręczę za wszystkich urzędników

Friday, June 23rd, 2006


Krzysztof Sawicki, wiceprezydent Białegostoku: Osobiście chyba się z nimi nie zetknąłem, ale te nazwiska obiły mi się o uszy. O firmie R. to już dawno mi mówiono: Krzysiek, od tego trzymaj się daleko. Ale nie wiem, ile w tym jest prawdy. Zatem o nazwiskach słyszałem, ale piątki z tymi ludźmi nie przybiłem.

l Czy rzeczywiście te osoby mogły przyśpieszyć załatwienie sprawy w urzędzie, bo obiecały urzędnikom łapówkę?
- Wątpię. Ale powiem, jak niektórzy z tych w cudzysłowie “biznesmenów” wyrażali się o mnie: z tym ch… nie idzie się dogadać, musicie iść gdzie indziej! Ze mną sprawa jest prosta, bo mówię otwartym tekstem. Ja pieniądze bardzo lubię, a stare pieniądze w szczególności (Sawicki jest numizmatykiem – przyp. red), ale ja nie lubię żadnych zobowiązań. Jak ktoś chce dać, to proszę bardzo, ale bez żadnych zobowiązań. A na takie dictum to nikt nie pójdzie. Bo ja ponad wszystko cenię sobie spokojny sen i czyste sumienie.

l A czy może Pan zagwarantować, że nie było żadnych korupcyjnych podejść pod urzędników, którzy przygotowywali decyzje administracyjne w sprawie TK Development?
- Są różni ludzie. Ksiądz się za pieniądze modli, a naród podli. Trudno, żebym zagwarantował, że ten urzędnik był w porządku, a tamten nie był. Jestem przekonany, że większość urzędników jest czysta. Chociaż w sprawie niektórych ludzi mam swoje podejrzenia, ale nie podam żadnych nazwisk. Jednak dotyczy to ludzi, którzy już nie pracują w urzędzie. Dlatego jestem bardzo ciekaw wyników postępowania, które prowadzi ABW i prokuratura.

l Władze TK Development narzekały, że miasto zwleka z wydawaniem decyzji i dlatego zdecydowali się coś… przyśpieszyć?
- Każdy może ponarzekać. Każdy z inwestorów z branży sklepów wielkopowierzchniowych jest tak samo traktowany przeze mnie i przez prezydenta Ryszarda Tura. My wymagamy, żeby oni wnieśli coś dla miasta. Moje generalne podejście jest takie, że jestem przeciwnikiem hipermarketów. Jednak jeśli hipermarkety już powstają i ich właściciele będą zarabiali na mieszkańcach miasta, to powinni coś w zamian im dać. Ale wszystko powinno odbywać się na stole, a nie pod stołem. I to minimalne wiano musi wynieść co najmniej piętnaście milionów złotych. Dlatego domagamy się, żeby ci obcy inwestorzy budowali drogi i infrastrukturę dla miasta. Na przykład TK Development został zmuszony do budowy Trasy Kopernikowskiej.

l I tylko takie oficjalne żądania, nazwijmy to wianem, padały ze strony władz miasta?
- Tak, ale ja mogę mówić tylko za siebie i za prezydenta Tura. Nie mogę ręczyć głową za wszystkich urzędników. Bo przecież postępowanie ABW może coś wykazać. Mnie już nic nie jest w stanie zdziwić. Wiem, że urzędnicy mogą być różni. Chociaż uważam, że takie postępowanie i takich ludzi udało nam się wyeliminować.

Autor artykułu: Rozmawiał: Zbigniew Nikitorowicz

Lalki poszły w ruch

Wednesday, June 21st, 2006

Pierwsze kroki
Wileńska prezentacja zatytułowana jest “Pierwsze kroki w stronę teatru lalek (scenografia – makiety, lalki, projekty domów)”. Jeżeli tak wyglądają pierwsze kroki, to koniecznie chciałbym zobaczyć, co będzie dalej. Lalki urzekają pomysłowością, są ekspresyjne, niezwykle starannie wykonane. Sceny teatralne zmniejszone do rozmiarów kartonowego pudła to miniaturowe, osobne światy, odtworzone z pietyzmem i zwracającym uwagę talentem.
Tę wystawę koniecznie trzeba zobaczyć. Jednak główne danie to teatr lalkowy – we wszystkich możliwych odmianach, formach, robiony według różnych tradycji. W propozycjach można przebierać. (more…)

Za daleko do empeku

Wednesday, June 21st, 2006


Przystanek został przeniesiony kilka tygodni temu. Wcześniej był przy skrzyżowaniu z ulicą Świerkową, teraz pod akademikami. Jednak nowa lokalizacja nie podoba się mieszkańcom. Pod protestem do administracji osiedla Tysiąclecia, pod którym podpisało się 220 osób.
Studenci się cieszą
Dlaczego nikt nie konsultował z nami nowej lokalizacji? – pyta Włodzimierz Iwaszkiewicz, mieszkaniec ul. Świerkowej.
– Do dawnego przystanku blisko mieli mieszkańcy ulicy Świerkowej, Szpitalnej, Wesołej i Zwierzynieckiej. Teraz wszyscy muszą nadrabiać drogi. Tylko studenci się cieszą. Problem w tym, że większość mieszkańców osiedla to osoby starsze. I dla nas trzysta metrów to naprawdę duża różnica – dodaje Olga Prokopczuk, mieszkanka ulicy Zwierzynieckiej.
Protestującym mieszkańcom postanowiła pomóc administracja osiedla.
– Wysłaliśmy pismo do prezydenta Białegostoku z prośbą o przywrócenie dawnej lokalizacji przystanku. Przypomnieliśmy urzędnikom, że korzystają z niego przede wszystkim osoby starsze. Do pisma dołączyliśmy zebrane podpisy. Teraz czekamy na odpowiedź – mówi Józef Firc, kierownik administracji osiedla Tysiąclecia.
Małe szanse
Do wydziału transportu pismo jeszcze nie dotarło. Jednak Waldemar Boguszewski, kierownik projektowania sieci komunikacyjnej w magistracie twierdzi, że są małe szanse na przywrócenie dawnej lokalizacji.
– Kiedyś przy ulicy Zwierzynieckiej były dwa przystanki: jeden od strony ulicy Świerkowej, drugi przy Wiejskiej. Później ten ostatni zlikwidowaliśmy i został tylko przy ulicy Świerkowej. Przesunęliśmy go na środek Zwierzynieckiej, żeby przybliżyć go wszystkim mieszkańcom – tłumaczy Boguszewski.
Przy obecnym przystanku drogowcy wybudowali zatokę. A jej nie da się przenieść. To kolejny argument przeciwko petycji mieszkańców.
Jednak ostateczną decyzję miasto podejmie, kiedy otrzyma pismo.
– Na pewno ustosunkujemy się do niego i zobaczymy, co da się zrobić – dodaje Waldemar Boguszewski.

Autor artykułu: Marta Gawina

Chuligani na plaży

Wednesday, June 21st, 2006


Chłopiec z ogólnymi obrażeniami trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego. Policji nie udało się na razie złapać uczestników bójki ani nawet przesłuchać świadków. Nie znane są też motywy napadu.
- Cały czas trwają czynności wyjaśniające. Poszukujemy sprawców i świadków zdarzenia – mówi Dariusz Kędzior, rzecznik prasowy białostockiej policji.
I chociaż to pierwsze tak poważne pobicie na dojlidzkiej plaży, problem z utrzymaniem porządku i bezpieczeństwa istnieje tu od dawna.
Niszczą, kradną
Teraz kąpieliska pilnuje aż dziesięciu pracowników Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji: trzy kasjerki, trzech ratowników, trzech pracowników porządkowych i kierowniczka plaży. Wszyscy przyznają, że z trudem radzą sobie z wybrykami młodzieży.
- Wandale kradną, przeszkadzają innym plażowiczom. Niszczą nawet kosze na śmieci i ławki, a przedwczoraj ukradli nam jedną z furtek – wylicza Wiesława Godlewska, szefowa kąpieliska.
Chuligani dokuczają wypoczywającym na plaży białostoczanom.
- Przeskakują przez płot, a potem niszczą, co popadnie. Najgorsze jest to, że nikogo się nie boją. W dodatku policja i straż miejska rzadko zaglądają na plażę, chociaż latem to jedno z najbardziej zatłoczonych – mówi mężczyzna.
- Po tym pobiciu strach tu przychodzić. Przecież tych kilku pracowników kąpieliska nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa – dodaje inna plażowiczka.
Dwóch ochroniarzy
- Ale to się zmieni i plaża będzie bezpieczna – zapowiada Jan Zalewski, dyrektor MOSiRu. W najbliższych dniach chce wynająć dwóch ochroniarzy, którzy przez cały dzień będą pilnować porządku i bezpieczeństwa.
- Już wcześniej zastanawiałem się nad tym, ale ciągle liczyłem koszty. Jednak wczorajszy wypadek utwierdził mnie w przekonaniu, że ochrona jest konieczna. Miesięcznie wydamy na nią 6 tysięcy złotych. Pieniądze na to zarobimy na biletach wstępu – dodaje Jan Zalewski.
Według szefa MOSiRu, za wprowadzeniem ochrony przemawia też fakt, że w sąsiedztwie kąpieliska powstaje kolejny blok socjalny.
- To młodzi mieszkańcy z tych bloków sprawiają nam najwięcej problemów. Może nawet są odpowiedzialni za pobicie – podkreśla Jan Zalewski.

Autor artykułu: Marta Gawina

Pół miliona na zgodę

Tuesday, June 20th, 2006


Wiadomo, że płatna protekcja to nie jedyny zarzut, który zastał postawiony Karolowi M. i Zygmuntowi Ch. – Obydwaj panowie mają także zarzut prania brudnych pieniędzy – mówi Ewa Piotrowska.
Fundusz korupcyjny
Okazuje się, że przekazywali oni Zbigniewowi K. pieniądze za usługi, które ten tylko fikcyjnie miał wykonywać na rzecz galerii przy ul. Augustowskiej. Pieniądze z takiego funduszu korupcyjnego mieli dostać urzędnicy.
– Te podstępne zabiegi miały ukryć pochodzenie pieniędzy, a także fakt, że są one przeznaczone na wręczenie korzyści majątkowych – dodaje prokuratur Piotrowska.
Karol M. i Zygmunt Ch. nakłaniali także Zbigniewa K., żeby przekazał łapówki dla wysokich urzędników magistratu. W grę wchodzi kwota 500 tys. zł, bo tyle za fikcyjne usługi projektowe otrzymał Zbigniew K. od TK Development za pośrednictwem generalnego projektanta. Zygmunt Ch. ma także dodatkowo zarzut, że obiecał udzielenie korzyści majątkowej w wysokości 150 tys. zł jednemu z urzędników.
– Podejrzani nie zdołali jednak przekazać tych pieniędzy – dodaje Ewa Piotrowska. – Gdyby do tego doszło, to postawilibyśmy im zarzut korupcji.
– Jest to na pewno zły sygnał dla inwestorów – mówił radny lewicy Mirosław Hanusz, szef komisji planowania przestrzennego. – Jeśli firma, która tyle zbudowała w Polsce ma teraz takie kłopoty, to świadczy, że albo odpowiednie służby wcześniej źle pracowały, albo w Białymstoku nic nie da się normalnie załatwić. Jednak dalej uważam, że budowa galerii handlowej i Trasy Kopernikańskiej jest potrzebna. Przekonany też jestem, że radni głosując nad planem zagospodarowania przestrzennego kierowali się tylko dobrem Białegostoku.
Rozgrywki polityczne
Wiceprezydent Marian Blecharczyk, nadzorujący wydział planowania przestrzennego, od dziennikarza „Porannego” dowiedział się o zatrzymaniu Zygmunta Ch. – Jestem tym zaskoczony i nie chcę komentować – powiedział Blecharczyk. – Niech ABW wyjaśnia tą sprawę. Jednak wszystkie procedury w Urzędzie Miejskim była jawne i przejrzyste. Każdego inwestora traktujemy w ten sam sposób.
Zatrzymanie Zygmunta Ch., nie oznacza jednak, że budowa galerii handlowej i Trasy Kopernikańskiej zostaną wstrzymane. – Według mojej wiedzy, TK Development może zaczynać inwestycje ponieważ wszystkie decyzje i pozwolenia zostały już wydane – mówi wiceprezydent Krzysztof Sawicki. – Ale czy ruszą w tej sytuacji z budową, tego nie wiem?
– Mają wszystkie pozwolenia. Nie umiem powiedzieć, czy ewentualne postępowanie karne coś tutaj zmieni – dodaje Blecharczyk.
Także Izabela Rykowska, prawnik TK Development, od dziennikarzy dowiedziała się zatrzymaniu swojego szefa.
– Jesteśmy zszkowani – wyznała Rykowska. – Nasza firma zawsze działała zgodnie z prawem i nigdy nie mieliśmy takich problemów. Tylko w Białymstoku wszystko źle się układa, jakby nikomu nie zależało na tej inwestycji. Nasz prezes jest wyjątkowo porządnym człowiekiem i wszyscy solidaryzujemy się z nim. Dlatego jesteśmy zaskoczeni zarówno działaniami ABW, jak też ich formą. Obawiamy się, że zostaliśmy wmanewrowani w jakieś rozgrywki polityczne z udziałem służb.
Rykowska zapowiada, że TK Development wybuduje galerię handlową przy Augustowskiej.
– Wszystko było zgodnie z prawem i nie widzę powodu, żebyśmy mieli zahamować tą inwestycję – zapewnia Rykowska.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Galeria łapówek

Tuesday, June 20th, 2006


Zatrzymani, według prokuratorów, chcieli wydać na łapówki dla urzędników białostockiego magistratu grubo ponad pół miliona złotych.
Aresztowanie Karola M. przypominało sceny z sensacyjnego filmu. Przedsiębiorca został zatrzymany przez funkcjonariuszy białostockiej delegatury ABW w piątek po południu. Był już na lotnisku Okęcie w Warszawie i próbował wyjechać z kraju. Z Okęcia natychmiast przewieziono go na przesłuchanie do Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie, która nadzoruje śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy wydawaniu decyzji w sprawie lokalizacji hipermarketów w Białymstoku.
- Karol M. został nie tylko zatrzymany, ale sąd zdążył już wydać decyzję o aresztowaniu na trzy miesiące – mówi Ewa Piotrowska, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. – W poniedziałek rano w Białymstoku został zaś zatrzymany Zygmunt Ch. Jeden i drugi obiecywali udzielenie korzyści majątkowej pewnej osobie. Miała ona powoływać się na wpływy w Urzędzie Miejskim w Białymstoku. W zamian za te pieniądze zatrzymani spodziewali się korzystnych dla tych spółek decyzji administracyjnych. Chodziło o takie sprawy, jak pozwolenie na budowę czy plan zagospodarowania przestrzennego dla galerii handlowej.
Przypomnijmy, że śledztwo w sprawie lokalizacji hipermarketu zostało wszczęte jeszcze w ubiegłym roku przez białostocką apelację. Jednak po skargach posła PiS Krzysztofa Jurgiela na opieszałość białostockich prokuratorów nadzór nad śledztwem przejęła Prokuratura Apelacyjna w Lublinie. Dotychczas wydawało się, że główni podejrzani będą w Radzie Miejskiej, która w lipcu uchwaliła plan zagospodarowania przestrzennego dla terenów przy ul. Augustowskiej. Już prawie wszyscy radni, z paroma wyjątkami, zostali przesłuchani w charakterze świadków w ABW. Pytania dotyczyły głównie tego, czy zetknęli się z korupcyjnymi propozycjami lub czy chociaż o nich słyszeli.
Przypomnijmy też, że ponad miesiąc temu został zatrzymany i przesłuchany w prokuraturze architekt Zbigniew K., który był podwykonawcą prac projektowych przy ul. Augustowskiej. Według informacji “Porannego” to właśnie K. przyciśnięty przez prokuratorów i funkcjonariuszy ABW zaczął sypać i ujawnił, w jaki sposób budowniczowie galerii chcieli korumpować urzędników, żeby uzyskać korzystne i szybkie decyzje.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Na giełdzie nerwowo, ale bez paniki

Monday, June 19th, 2006


21 czerwca na giełdę wchodzi Mispol, białostocki producent pasztetów i konserw mięsnych. Do fuzji z notowanym na giełdzie lubelskim Eldorado szykuje się podlaski BOS, polski potentat dystrybucji artykułów spożywczych. Czy klimaty giełdowe im sprzyjają?
– Zainteresowanie inwestorów debiutantami było w minionych tygodniach bardzo duże – emitenci nie mieli żadnych problemów za sprzedażą swoich akcji – zapewnia Marek Mikuć z Allianz Polska. – Ostatnie gwałtowne spadki na giełdzie mogą jednak spowodować znaczne zmniejszenie popytu na nowe emisje, bo przy tak nerwowej koniunkturze na giełdzie trudno liczyć na szybkie zyski z inwestycji w akcje z rynku pierwotnego.
– Jeżeli zła passa na rynku wtórnym będzie się przedłużać, firmy będą zapewne rozważać przesunięcie debiutów na „lepsze czasy” – dodaje analityk. – Nie muszą tego robić spółki o solidnych fundamentach i dobrych perspektywach rozwoju. One zawsze znajdą nabywców na swoje akcje, pod warunkiem ustalenia ceny emisyjnej na rozsądnym poziomie, dającym możliwość osiągnięcia przez inwestorów satysfakcjonującej stopy zwrotu nawet podczas gorszej koniunktury.
Fundusze? Nie jest źle
A co z pieniędzmi osób inwestujących w fundusze? – Wartość jednostek funduszy inwestycyjnych spadła o kilkanaście procent w ciągu ostatnich czterech tygodni – wyjaśnia Marek Mikuć. – Niewątpliwie jest to bolesne dla uczestników, którzy zdecydowali się zainwestować w nie w ostatnim okresie. Pamiętajmy jednak, że nawet po ostatnich spadkach indeksy są o kilkadziesiąt procent wyżej niż rok temu.
Mikuć uspokaja też: – Nie mają powodów do niepokoju uczestnicy funduszy emerytalnych. Wprawdzie ostatnie spadki wpłynęły negatywnie na wartość jednostek, ale przecież na emeryturę oszczędzamy przez kilkadziesiąt lat. A biorąc pod uwagę taki okres czasu, obecna korekta będzie nic nie znaczącym epizodem.
Ulotny optymizm
Przypomnijmy, że piątkowa sesja giełdy zaczęła się zwyżkami. Jak twierdzi Joanna Fatek z Open Finance, była to opóźniona (przez Boże Ciało) reakcja na zachowania giełd światowych. W środę szef rezerw federalnych w USA sypnął optymistycznymi informacjami na temat amerykańskiej gospodarki i poprawił nastroje na tamtejszych giełdach. Przełożyło się to na zwyżki w Europie. A w piątek – w Warszawie. Niestety – po wysokim wzroście na otwarciu sesji – wartość WIG20 stopniała do końca notowań o 120 punktów. – Rynek nie miał siły, a kupujący ochoty – diagnozuje Joanna Fatek. – Nasz rynek spadał razem z innymi w regionie. Optymizm ulotnił się na nich równie szybko jak się pojawił.
OPINIE
Marek Piątkowski, prezes Mispol SA: Jestem spokojny o debiut. Cenę akcji określiliśmy na niższym poziomie widełek – na 8 złotych. Jest więc na pewno atrakcyjna dla inwestorów. A piątkowe odbicie na giełdzie poprawia nastrój. Choć oczywiście rynek jest daleki od stabilizacji i trudno jest pewnie diagnozować przyszłość.

Piotr Laskowski, prezes GK BOS SA: Dla nas bieżącym tematem jest konsolidacja z Eldorado. Pracujemy nad audytem firmy umożliwiającym fuzję. A wejście na giełdę to na razie „pieśń przyszłości”. W ciągu tych kilku miesięcy bardzo dużo może się na GPW zmienić, trudno więc teraz wyrokować, jakie to będzie wejście. Ale nie boimy się.

Autor artykułu: Maryla Pawlak Żalikowska

Święto nerwów

Saturday, June 17th, 2006


Choć o decyzji prezydenta, by w piątek dać wolne urzędnikom magistratu pisaliśmy już wczoraj, wielu białostoczan dopiero przed drzwiami urzędu dowiadywało się o wakacjach jego pracowników. W budynku przy ul. Branickiego wszyscy, którzy chcieli załatwić sprawy, zastali jedynie starszą panią rozwiązującą krzyżówkę, której zadaniem było wypowiadanie kwestii „urząd nieczynny”. Wejście do wydziału komunikacji tarasowały ustawione rzędem ławki.
A co to za święto?
Wczoraj około godz. 11 w ciągu kilku minut do urzędu chciało wejść kilkadziesiąt osób.
– Wzięłam specjalnie wolne, nie wiem, co się tutaj dzieje – zdziwiła się wczoraj Wioletta Marculewicz. – Chciałam załatwić sprawy związane z prawem jazdy, nic nie wiedziałam o tym, że urzędnicy maja wolne. W mojej firmie nikt nie robi sobie długiego weekendu.
– Chciałem zarejestrować samochód, ale u nas zawsze wszystko jest na opak, więc czemu się dziwić, że urzędnicy są uprzywilejowani – denerwuje się Paweł Zalewski.
Świętowali też kierowcy komunikacji miejskiej, bo wydział transportu zadecydował, że w autobusy pojada jak w sobotę.
– Nic nie wiedziałam o zmianie rozkładu jazdy. Aby na czas otworzyć swój sklep, musiałam brać taksówkę – przyznaje Anna Kłoskowska.
– A ja spóźniłam się na uczelnię, w dodatku „piątce” był straszny ścisk – dodaje Justyna Dondziło, studentka.
Płaciliśmy jak zwykle
Jedynie w strefie płatnego parkowania święto nie obowiązało. Choć naczelnik wydziału transportu zapewniał nas, że płacić trzeba i kontrolerzy będą to sprawdzać, przez wiele godzin nie spotkaliśmy żadnego strażnika.
– Wypisałem kartę postojową, bo nie opłaca się ryzykować mandatem. Skoro nie ma żadnego święta, uważam, ze urzędnicy powinni stawić się w pracy – podkreśla Ryszard Bełza.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Podróbki znikają z Kawaleryjskiej

Saturday, June 17th, 2006


Tylko w ostatnich dniach celnicy wspólnie z policjantami zabezpieczyli „lewe” ciuchy warte ponad 100 tysięcy złotych! Handlowało nimi ośmiu kupców. Wszystkim grożą kary grzywny, a nawet do dwóch lat więzienia!
– W niedzielę byliśmy na rynku razem z pracownikami firm odzieżowych – mówi Dariusz Kędzior, rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Białymstoku. Efekt? – Znaleźliśmy ponad 1400 sztuk podróbek koszulek, spodenek, kurtek, czapek, skarpetek i koszulek ze znakami Reeboka, Adidasa czy Nike.
Nieco inne serie?
Kupcy z Kawaleryjskiej raczej unikają rozmów. Nieliczni, którzy proszą oczywiście o zachowanie pełnej dyskrecji, przekonują, że niska cena odzieży nie oznacza jeszcze, że została ona podrobiona. Nie czują się przestępcami.
– Wielkie koncerny wypuszczają zazwyczaj dwie linie kolekcji: jedną do sklepów a drugą na rynek Odzież trafiająca na bazar nie różni się niczym od tej sklepowej. Ta sama firma, ten sam materiał, tyle tylko że na wewnętrznej metce koszulki z rynku nie ma kodu kreskowego. Główną różnicą jest cena. Modny t-shirt kosztuje na rynku 35 złotych, w sklepie około 100. To wszystko – zachwala swój towar jedna ze sprzedawczyń z Kawaleryjskiej.
Jak handlarze podróbkami reagują na coraz częstsze kontrole policji?
– Boimy się, ale żyć z czegoś trzeba – odpowiadają sprzedawcy.
Straż siedzi
Stróże porządku są na bazarze przez cały czas. Na Kawaleryjskiej jest stały posterunek naszej straży miejskiej, dyżuruje tam dwóch strażników. Jednak akurat ich handlarze się nie obawiają.
– Strażnicy nie zwracają uwagi na podrabiany towar – przyznaje Stefan Sochański, komendant straży. – Zresztą, szczerze mówiąc, nawet nie wiemy jak go odróżnić od prawdziwego. My zajmujemy się głównie alkoholem i papierosami sprzedawanymi bez znaków akcyzowych.
Nie tylko bazar
Z podróbkami walczą jednak celnicy. I jak mówi Maciej Fiłończuk, rzecznik prasowy Izby Celnej, kontrolują nie tylko bazary. Celnicy mają też oko na drogi dojazdowe i – oczywiście – przejścia na wschodniej granicy, przez które przerzucane są do Polski podróbki. Tuż przed Bożym Ciałem w ich ręce wpadł Ormianin, który trudnił się rozwożeniem podrabianych zegarków.
– To było w Jeżewie na trasie z Warszawy do Białegostoku – opowiada Fiłończuk. – W specjalnie skonstruowanej skrytce w jego fordzie fiesta znaleźliśmy prawie 140 podróbek zegarków firm Rolex, Casio, Q&Q, Omega i Adidas.
Pod koniec maja zaś na przejściu w Kuźnicy Białostockiej wpadł Białorusin, który próbował dostarczyć na bazar prawie 570 sztuk tuszów do rzęs, pudrów i szminek – podróbek znanych firm zachodnich.

Autor artykułu: (dea, kł)