Archive for May, 2006

Pasterz odszedł na Warmię

Wednesday, May 31st, 2006


Abp Ziemba przejmie archidiecezję warmińską 8 czerwca, a ingres do tamtejszej katedry odbędzie się dwa dni później. Dotychczasowy metropolita abp Edmund Piszcz, złożył na ręce papieża rezygnację, bo osiągnął wiek emerytalny.
Kto zostanie następcą abp Ziemby? – Zadecyduje papież – odpowiada ks. Józef Trela, lokalny sekretarz Nuncjatury Apostolskiej. – My przedstawiamy trzech kandydatów. Ojciec Święty może wziąć te propozycje pod uwagę, ale nie musi. Taka jest procedura przy wszystkich nominacjach. – Abp Ziemba do momentu objęcia nowej diecezji będzie dalej sprawował swoją funkcję w Białymstoku, chociaż będzie to już tylko rola administratora – mówi ks. Zdzisław Karabowicz, rzecznik Kurii Metropolitalnej. Natomiast w przeciągu ośmiu dni ma się zebrać Kolegium Konsultorów i wybrać nowego administratora diecezji, który będzie nią zarządzał do czasu powołania nowego metropolity. Zdaniem ks. Karabowicza będzie to prawdopodobnie biskup Edward Ozorowski, wikariusz generalny diecezji białostockiej.
Od lat związany z Kościołem podlaskim, jest doskonale zorientowany w jego problemach. Czy zostanie metropolitą? – Ci co mnie wymieniają, już nieraz się mylili – odpowiedział wymijająco biskup Ozorowski.
Mówi się również o biskupie drohiczyńskim Antonim Dydyczu. Ks. Józef Trela, sekretarz Nuncjatury Apostolskiej ucina jednak wszelkie przewidywania: – Ojciec Święty nie jest związany żadnymi propozycjami. Sami kandydaci nie powinni wiedzieć, że byli zgłoszeni.
Nie wiadomo też kiedy będziemy mieć nowego metropolitę. Nie ma określonego terminu, w jakim musi być powołany. Ks. Zdzisław Karabowicz przypomina, że abp Szymecki odszedł na emeryturę w czerwcu, a ingres jego następcy odbył się w październiku.
Abp Ziemba nie miał wczoraj czasu dla dziennikarzy, już w południe pojechał do Warszawy. Powiedział tylko: – Czuję się jak maturzysta. Jestem dobrze przygotowany, ale – jak przy każdej zmianie w życiu, zawsze jest jakiś element lęku.
Dotychczasowy metropolita dążył do większego zbliżenia z prawosławnymi. Jakub, prawosławny biskup białostocki i gdański nie krył wczoraj żalu z powodu jego odejścia. – Ta współpraca była dobra – powiedział. – Jej wymownym wymiarem było to, że abp Ziemba uczestniczył w naszych uroczystościach, a ja brałem udział w uroczystościach katolickich. Wspólnie też modliliśmy się o jedność chrześcijan. Było to przykładem dla wiernych obu wyznań, jak mają budować stosunki między sobą. Mam nadzieję, że następca będzie kontynuował tę współpracę – dodał biskup Jakub.

Autor artykułu: Alicja Zielińska

Radni będą się tłumaczyć z hipermarketów

Wednesday, May 31st, 2006


W poniedziałek na sesji Rady Miejskiej dziesięciu radnych z prawicowych klubów KKR Odrodzenie, PiS i jedna niezależna otrzymało wezwania na przesłuchania do białostockiej delegatury ABW. Wszyscy dali się wcześniej poznać jako przeciwnicy budowy hipermarketów. W najlepszym wypadku wstrzymywali się od głosu.
Wszyscy do ABW
Wczoraj co najmniej sześciu kolejnych radnych dostało „zaproszenie” do Agencji. Tym razem trafiło na Białostockie Porozumienie Prawicy, radnych prawosławnych i lewicy. Ci akurat byli przychylni budowie hipermarketów.
– Myślę, że reszta radnych też otrzyma wezwania – mówi Jerzy Jamiołkowski, radny lewicy.
Radny Bogusław Dębski głosował zarówno przeciwko uchwale intencyjnej w sprawie dopuszczenia budowy obiektów wielkopowierzchniowych na terenach Jagiellonii przy ul. Jurowieckiej, jak i budowie galerii przy ul. Augustowskiej. Pismo z ABW dostał w pierwszej turze, już w poniedziałek
– Jestem wezwany w charakterze świadka, ale nie wiem, co to za sprawa – mówi Dębski. – Mam jednak czyste sumienie i spokojnie podchodzę do tego wezwania. Jeżeli coś będę wiedział, to odpowiem na pytania ABW. Niech inni się obawiają… Na pewno dostrzegałem pewne porozumienie między częścią radnych i administracji prezydenckiej, które szło na rękę inwestorom. Ale to jeszcze o niczym nie świadczy, bo radni mogą mieć takie poglądy.
Jamiołkowski z kolei zapytany, co powie ABW, odpowiada: – Szczerą prawdę. Jednak problem w tym, że nie wiem, o co mogą spytać. Nie widziałem w postępowaniu radnych nic niezgodnego z prawem. Jedni byli za hipermarketami, inni przeciw, ale wynikało to z poglądów, a nie łapówek. Nikt radnych do niczego nie zmuszał. Przecież gdyby były jakieś łapówki, to ABW miałaby twarde papiery. Nie wzywałaby wszystkich radnych jako świadków, tylko kogoś by zatrzymali.
Wśród radnych, którzy nie dostali jeszcze wezwania jest między innymi Dariusz Piontkowski z PiS. On wstrzymał się od głosu zarówno w sprawie Jagiellonii, jak i – wraz z całym klubem – galerii przy ul. Augustowskiej. – Naprawdę nie wiem o co chodzi – dziwi się Piontkowski. – Ja nie dostrzegłem w działaniu radnych nic niezgodnego z prawem.
Rzucanie podejrzeń
Za największych zwolenników otwarcia Białegostoku na hipermarkety uchodzą Krzysztof Bil-Jaruzelski i Mirosław Hanusz, radni klubu SLD-UP-SdPl.
– W Białymstoku mamy tylko Auchan i chyba tak pozostanie, bo komuś zależy, żeby Białystok został zaściankiem – mówi zdenerwowany Bil-Jaruzelski. – O wiele mniejsze miasta mają po kilka hipermarketów. Takie działania ABW i prokuratury mogą tylko odstraszyć inwestorów. Za kilka lat będziemy wszyscy w Białymstoku chodzić w łapciach z łyka lipowego!
– Jestem zwolennikiem budowy galerii handlowych, również tej na Augustowskiej – mówi Hanusz, przewodniczący komisji planowania przestrzennego. – My uchwaliliśmy tylko plan, który dopuszczał budowę galerii handlowej. Nie było nawet pewne, czy zrobi to TK Development czy inna firma. Dziwi mnie, że w pierwszej kolejności wzywani są radni, którzy byli przeciw budowie hipermarketów. Może chodzi o to, że ktoś próbował przekupić radnych, którzy byli przeciw? Ale to tylko domysły, bo oprócz plotek nie mam żadnych informacji w tej sprawie. Stanowisko radnych było znane i nikt nie zmieniał zdania. Na przykład nasz klub był generalnie za budową hipermarketów.
Nieoficjalnie mówi się, że ABW podejrzewa, że wśród radnych lewicy i prawicy oraz urzędników magistratu zawiązała się spółdzielnia, która działała na rzecz wprowadzenia hipermarketów. – W swoich zeznaniach Zbigniew K. obciąża najbardziej dwóch radnych – mówi nasz informator. – Być może zostaną im nawet postawione zarzuty, że dla osiągnięcia korzyści majątkowych działali na zlecenie firm developerskich.
Jednak wśród radnych często pojawia się opinia, że cała sprawa jest naciągana. – Być może ktoś chce wykosić konkurencję przed wyborami samorządowymi – mówi jeden z radnych. – Przecież ta sprawa szybko nie zostanie wyjaśniona. A radni, na których dzisiaj rzuci się podejrzenie, będą mieli kłopoty, żeby wystartować w wyborach. Nikt ich nie będzie chciał nawet na listy kandydatów na radnych.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Galeria podejrzeń

Wednesday, May 31st, 2006


Przypomnijmy, że “Poranny” już 29 listopada ujawnił, że białostocka delegatura ABW prowadzi śledztwo w sprawie nieprawidłowości przy lokalizacji hipermarketów w Łomży i Białymstoku. Łomżyński wątek śledztwa rozwinął się szybciej. Prokuratura postawiła zarzuty płatnej protekcji czterem białostoczanom. Byli wśród nich restaurator, znany adwokat, przedstawiciel inwestora, czyli Echo Investment i właśnie architekt Zbigniew K. Obiecywali oni, że za 50 tys. euro załatwią korzystny wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego dla spółki Echo Investment, która chce wybudować hipermarket w centrum Łomży.
Zabrali, bo blokowali
Jak dowiedział się “Poranny” w styczniu Prokuratura Apelacyjna w Białymstoku wyłączyła sprawę białostockich centrów handlowych do odrębnego postępowania. Śledztwo było utrzymywane w głębokiej tajemnicy. Już na początku roku postawiono zarzut fałszowania dokumentów Zbigniewowi K.
- Tę sprawę na polecenie z góry zabrano Prokuraturze Apelacyjnej w Białegostoku i przeniesiono do Lublina – mówi nam anonimowo jeden z prokuratorów. – Interweniowała w tej sprawie warszawska centrala ABW. Podobno naszej prokuraturze nie zależało na jej wyjaśnieniu, gdyż obejmuje ona wiele wątków i może dotknąć wielu znanych tu ludzi.
Zaprzecza temu Janusz Kordulski, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku: – Przecież to my pierwsi postawiliśmy zarzuty – mówi Kordulski. – A sprawę przekazaliśmy do Lublina, bo dostaliśmy takie polecenie z Prokuratury Krajowej.
- Przekazanie wiąże się najczęściej z kwestią ewentualnych zarzutów o stronniczość – mówi Ewa Piotrowska, rzecznik prasowy Prokuratury Apelacyjnej w Lublinie. – Jeżeli zarzuty dotyczą terenu, na którym prowadzone jest postępowanie prokuratorskie, to może pojawić się zarzut stronniczości i nieuczciwości w postępowaniu. Ale ja nic nie wiem o interwencji ABW.
Ewa Piotrowska mówi, że prowadzone postępowanie dotyczy “nieprawidłowości przy zmianach miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego”. Śledztwo obejmuje okres od 2000 do 2006 roku. Piotrowska przyznaje, że jednemu z podejrzanych postawiono już zarzut, choć nie chce go ujawnić.
Architekt z zarzutami
Jak ustalił “Poranny” chodzi właśnie o architekta Zbigniewa K. W ubiegłym tygodniu białostocka ABW zatrzymała Zbigniewa K. i przesłuchała. Następnego dnia funkcjonariusze przewieźli podejrzanego na dalsze przesłuchania do Lublina.
- Zbigniew K. jest miękki i już w sprawie łomżyńskiej bardzo szybko pękł. Teraz także obciążył wielu białostockich radnych i urzędników – mówi jeden z naszych informatorów. – Pewnie dlatego został wypuszczony. Ogólnie jest to taka osoba, która często pojawiała się przy załatwianiu lokalizacji na różne inwestycje.
Nieoficjalnie mówi się, że śledztwo prokuratury jest wielowątkowe i dotyczy lokalizacji kilku potencjalnych hipermarketów między innymi na terenach Jagiellonii, przy ul. Bohaterów Monte Cassino i Augustowskiej. W grę mogą wchodzić łapówki, a nawet pranie brudnych pieniędzy przy okazji tych inwestycji. Wczoraj udało nam się potwierdzić, że ABW na pewno interesuje się budową galerii przy ul. Augustowskiej
- Naszą inwestycję sprawdza ABW – przyznaje Zygmunt Chyla, szef TK Development. – Nic więcej nie mogę powiedzieć. Jednak zdecydowanie zaprzeczam, żebyśmy wykonywali jakieś niezgodne z prawem ruchy wobec radnych czy urzędników.
Jak ustaliliśmy, Zbigniew K. jest powiązany z inwestycją przy ul. Augustowskiej. Był podwykonawcą firmy architektonicznej, która projektowała galerię na tej ulicy. Firma TK Development czeka już tylko na uprawomocnienie decyzji o pozwoleniu na budowę i chciałaby w najbliższym czasie rozpocząć budowę galerii o powierzchni 40 tys. metrów kw.
ABW wzywa radnych
Jak wczoraj informowaliśmy ABW zamierza przesłuchać białostockich radnych. W poniedziałek wezwania dostało 10 osób, wczoraj otrzymali je kolejni. Jak obliczyliśmy funkcjonariusze chcą przesłuchać w charakterze świadków już 16 radnych, czyli ponad połowę Rady Miejskiej. – Najbardziej podejrzani stają się ci, których ABW jeszcze nie wezwała – żartuje jeden z radnych.

Czytaj też “Radni będą się tłumaczyć z hipermarketów”

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Dobry początek Podlasia

Monday, May 29th, 2006


Zabawska w pchnięciu kulą od lat nie ma sobie równych w kraju. Tym razem też najlepsza. Białostoczanka osiągnęła 17,89 m, a druga w konkursie Magdalena Sobieszek z AZS AWF Warszawa uzyskała 17,35 m.
Sztafeta Podlasia w składzie: Krzysztof Tomaszewski, Karol Sienkiewicz, Jacek Roszko, Paweł Breś 4×100 metrów pokonała w czasie 40,92 sek. i ustanowiła rekord okręgu.
Niewiele zabrakło, aby Sienkiewicz mógł cieszyć się z drugiego medalu. Sprinter rywalizację stumetrowców ukończył na czwartym miejscu z wynikiem 10,50 sek. Zwyciężył Dariusz Kuć. Zawodnik AZS AWF Kraków czasem 10,17 sek. ustanowił rekord Polski do lat 23 i uzyskał minimum PZLA na mistrzostwa Europy.
Bardzo dobre wyniki i prawo startu w championacie Starego Kontynentu wywalczyli też: na 200 metrów – Monika Bejnar (23,07 sek.) oraz w skoku o tyczce Przemysław Czerwiński – 5,70 m i Monika Pyrek – 4,60 m. Czerwiński poprawił rekord życiowy, a Pyrek osiągnęła trzecią wysokość w tym roku na świecie.
Zawodnicy Podlasia Białystok nie mogą się pochwalić takimi osiągnięciami, ale w Białej Podlaskiej zaprezentowali się bardzo dobrze. Zdobyli jeszcze trzy srebrne i brązowy medal. Na drugich miejscach zawody ukończyli: w skoku wzwyż Kamila Stepaniuk – 1,84 m, w rzucie młotem Malwina Sobierajska – 62,88 m i w pchnięciu kulą Krzysztof Krzywosz – 17,72 m. Na najniższym stopniu podium stanął Michał Smalec, który w biegu na 3000 metrów z przeszkodami uzyskał 9.00,66 min.
Kolejna runda zostanie przeprowadzona 2 września we Wrocławiu.

KLASYFIKACJA
1. AZS AWF Warszawa – 3746 pkt., 2. AZS AWF Wrocław – 3414, 3. AZS AWF Biała Podlaska – 3265, 4. AZS AWF Kraków – 3187, 5. Podlasie Białystok – 3141.

Autor artykułu: sk

Szkoła marzeń

Monday, May 29th, 2006


Piątek był ostatnim dniem, kiedy gimnazjaliści mogli zanieść podanie o przyjęcie do szkoły średniej. Magistrat zapowiada, że miejsc wystarczy dla wszystkich, ale już teraz wiadomo, że wiele osób nie dostanie się do wymarzonej szkoły. Na przykład tylko najlepsi będą mogli uczyć się w IV LO. Podania złożyło tam 547 uczniów, a miejsc jest tylko 270.
– Staramy się przyciągać uczniów ofertą edukacyjną – tłumaczy sukces szkoły Jerzy Kiszkiel, dyrektor IV LO. – Mamy klasy o profilu medycznym, prawniczym, menadżerskim, politechnicznym…
Na drugim miejscu jest VI LO, w którym chce się uczyć 535 uczniów (270 miejsc). Dużym powodzeniem cieszy się także I, II, III i XI LO. Najwięcej uczniów stara się tam o przyjęcie do klas medycznych i prawniczym, gdzie o jedno miejsce ubiegają się nawet trzy osoby.
Nie słabnie także zainteresowanie Technikum Gastronomicznym (podania złożyło 384 uczniów, miejsc jest 150) i Mechanicznym (329 uczniów, miejsc 240). Wolnych miejsc nie ma także w Technikum Geodezyjno-Budowlanym i Elektrycznym.
Gimnazjaliści nie chcą się uczyć w liceach profilowanych (to szkoły, które uczą zawodu i można w nich zdać maturę). Do XII Liceum Profilowanego zgłosiło się jedynie osiem osób, a miejsc jest 60 miejsc.
Szkoły zawodowe również nie cieszą się zainteresowaniem. Choć, jak wynika z badań urzędów pracy, brakuje specjalistów z wykształceniem zawodowym. Mimo tego do Zespołu Szkół Zawodowych nr 3 dokumenty złożyły tylko trzy osoby (a wolnych miejsc jest 75). Wyjątkiem są zawodówki w Zespole Szkół Mechanicznych i Zespole Szkół Gastronomicznych, gdzie pozostało tylko kilka wolnych miejsc.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Eksgwiazdy kontra dyrektor

Monday, May 29th, 2006


Kilka dni temu odsunięci od grania aktorzy dostarczyli dyrektorowi list, w którym domagają się
wyjaśnień i konkretnych postanowień.
- Liczyłem na sygnał, że chcą porozumienia, a zamiast tego straszą mnie sądem, grożą oskarżeniem o mobbing – mówi Piotr Dąbrowski, dyrektor Teatru Dramatycznego.
- Nie jesteśmy gówniarzami, chcemy być poważnie traktowani – mówi Robert Ninkiewicz, jeden z “odstawionych”. – Przez rok dyrektor nie wykonał żadnego ruchu. Dłużej nie możemy czekać.
- Aktor, który nie pracuje, przestaje być aktorem – mówi Dorota Radomska. – Musimy też z czegoś żyć.
Obecnie żyją z “gołych” etatów i wznowień.
Wbili nóż w plecy
Dobra passa czwórki aktorów skończyła się nagle rok temu, w czerwcu. Czas był krytyczny. Po trzech latach kierowania białostockim Teatrem Dramatycznym, Piotr Dąbrowski starał się o przedłużenie umowy na kolejne trzy lata.
Troje aktorów – Borowska, Radomska i Ninkiewicz – postanowiło poinformować Urząd Marszałkowski, jakie zastrzeżenia mają do dyrektora. – Byłam wtedy przewodniczącą teatralnych związków zawodowych, wszyscy troje wchodziliśmy w skład rady artystycznej. Poszliśmy na rozmowy w trosce o dobro teatru – tłumaczy Jolanta Borowska.
– Wypowiadali się w imieniu załogi, choć nie mieli niczyjego upoważnienia – Dąbrowski nie ukrywa rozżalenia, czuje się zdradzony. – Starali się usunąć mnie z teatru, wbili nóż w plecy.
Akcja zakończyła się klęską aktorów. Urząd poparł dyrektora. Niedawne tuzy zostały zdegradowane do miana czarnych owiec. Przez pierwsze trzy lata Dąbrowski dopieszczał ich pierwszoplanowymi rolami, nagrodami, publicznymi dowodami uznania, a nawet przyjaźni. A potem zaczął z równym zapałem tępić. – Z dnia na dzień wartość naszej pracy spadła do zera, nasz profesjonalizm przestał się liczyć – mówi Robert Ninkiewicz. – Bez słowa uzasadnienia, bez jakichkolwiek wyjaśnień.
Obejdziemy się bez was!
Dąbrowski nie ukrywał, że ma jeden cel: udowodnić, że teatr może obyć się bez czwórki zbuntowanych aktorów. A następnie – jako zbędnych teatrowi – zwolnić. Zdaniem dyrektora, plan został zrealizowany. – Udowodniliśmy, że teatr nie tylko może obyć się bez niektórych aktorów, ale całkiem dobrze sobie radzi – mówi Piotr Dąbrowski.
Dyrektor ma w ręku mocne argumenty: rekordowa od wielu lat liczba premier, gwiazdy na scenie, sukcesy frekwencyjne, kilka widowisk udanych artystycznie.
- Byłoby mi żal rozstawać się z tak wartościowymi osobami, tak cennymi aktorami, jak pan Ninkiewicz, pani Radomska – mówi dyrektor Dąbrowski. – Jednak wiem jedno: jeżeli wrócą do teatru na swoich warunkach, to będzie kompletna porażka. Zniszczą wszystko, co przez ten sezon udało nam się zbudować z resztą zespołu.
Dąbrowski wyznaje, że nie wyobraża sobie normalnej pracy na scenie z “buntownikami”. Jednak nie zatrzaskuje im drzwi przed nosem – mogą pracować z innymi reżyserami, nie grać w tych samych przedstawieniach, co ja.
Wybaczy pokornym
- Nie wiem, co zrobię, jak odpowiem na ten list – przyznaje się Dąbrowski. – Przede wszystkim muszę spotkać się z pracownikami teatru, poznać zdanie zespołu aktorskiego. Od tego, co usłyszę, zależeć będzie ostateczna decyzja.
Zebranie odbędzie się za kilka dni. – Muszę działać szybko. Jeżeli postanowię wręczyć komuś wypowiedzenie, to przecież muszę mu dać czas na szukanie nowego miejsca pracy – tłumaczy Dąbrowski.
Jednocześnie deklaruje, że dalej jest otwarty na rozmowy. W cztery oczy. – Nikomu nie będę wysyłał zaproszeń – mówi dyrektor. – Ale czekam na każdego, kto zechce się porozumieć. Gdybym zrobił coś takiego, jak oni, to przyszedłbym powiedzieć “przepraszam”, czy chociaż “pomyliłem się”. Aktorstwo to zawód, który wymaga wielkiej pokory.
- Ale my nie mamy za co przepraszać, nie zrobiliśmy niczego złego – mówi Robert Ninkiewicz.
Aktorzy zamierzają odczekać przepisowe 14 dni od złożenia pisemnej prośby o wyjaśnienia.
- Jeżeli nie otrzymamy konkretnej odpowiedzi, wyślemy pismo do Urzędu Marszałkowskiego – mówi Ninkiewicz. – Nie wykluczamy też skierowania sprawy na drogę sądową. Działania dyrektora wobec nas mają cechy mobbingu.

Autor artykułu: Jerzy Szerszunowicz

Komentarz Marka Gąsiorowskiego

Thursday, May 25th, 2006


Z klubu szybciutko “się zmył” jego prezes Józef Kosiorek. Najpierw poczuł się ojcem sukcesu, ale kiedy kibice uznali że to śliczne “maleństwo” jest podobne do kogoś zupełnie innego (do trenera Jerzego Engela juniora konkretnie) rzucił wszystko w diabły i klub został bez szefa. Nowy ma pojawić się dopiero w czerwcu.
Z kolei uznawany za ojca sukcesu trener kontrakt z klubem ma tylko do końca czerwca. Czy poprowadzi zespół w następnym sezonie – nie wiadomo.
Wiele wskazuje na to, że ukochane łomżyńskie dziecko do “II ligowego chrztu”, przystąpi w ciasnej wyprawce.
Przyzwoity budżet na II ligę to mniej więcej trzy mln zł. Z taką kasą można śmiało myśleć o zespole na miarę utrzymania się w rozgrywkach . Tych pieniędzy w Łomży nie ma. Trzeba je najpierw zdobyć, a potem sensownie wydać. Na działanie nie zostało wiele czasu bo liga rozpocznie się pod koniec lipca.
A co z licencją? Taki stadion, jak ten ŁKS, to powód do wstydu nawet w biednym Bangladeszu, nie tylko w Polsce. Niby jest plan modernizacji obiektu, ale to nie taka bliska przyszłość. A mecze w II lidze już niebawem. Nawet jeśli PZPN da warunkową licencję, to może ją szybko zabrać, bo z zapewnieniem bezpieczeństwa na tym stadionie mogą być poważne problemy.
Kto tym wszystkim ma się zająć? Ojcowie sukcesu jakoś nie poczuwają się do obowiązku. Na II ligowy chrzest do Łomży przyjadą tysiące kibiców. I nawet jeśli każdy z nich zostawi w kasie po parę złotych to i tak los ich ukochanej drużyny może być już przesądzony….

Autor artykułu: Autor jest dziennikarzem Radia Białystok.

Miliony na przygotowania biało-czerwonych

Thursday, May 25th, 2006


Obecnie kadrowicze przebywają w Bad Ragaz. Do kraju wrócą 29 maja. Dzień później w Chorzowie rozegrają towarzyski mecz z Kolumbią, by już w nocy przenieść się do ośrodka w Barsinghausen, który będzie ich bazą podczas MŚ.
67. do Niemiec
Trzy dni wcześniej do Niemiec pojedzie kucharz, 26-letni Tomasz Leśniak. Pracując w Krakowie dbał o podniebienia przeciwników Wisły w europejskich pucharach, między innymi Realu Madryt. W przeciwieństwie do wyjazdu do Korei Południowej w 2002 roku, Polacy nie zabierają ze sobą żywności.
Polska ekipa wyjeżdżająca na MŚ będzie liczyła 67 osób.
– W jej skład wejdzie 23 piłkarzy, 18 członków sztabu trenersko-medycznego, 18 pracowników oddelegowanych z PZPN oraz osiem osób z grupy sponsorów reprezentacji – poinformował Kręcina.
Ośrodek w Barsinghausen będzie strzeżony przez 24 godziny na dobę przez specjalną firmę ochroniarską. Piłkarze będą pod czujnym okiem fachowców nie tylko podczas treningów, ale i spacerów. Miejsce pobytu kadry będzie przypominało twierdzę.
– Nawet stały personel będzie miał specjalne przepustki przygotowane przez Międzynarodową Federację Piłkarską (FIFA). Dziennikarze nie będą mogli wejść na teren ośrodka – podkreślił szef sztabu przygotowań PZPN.
Kostaryka z marszu
W grupie A MŚ Polacy zagrają 9 czerwca w Gelsenkirchen z Ekwadorem, 14 czerwca w Dortmundzie z gospodarzami oraz 20 czerwca w Hanowerze z Kostaryką.
– Na dwa pierwsze spotkania będziemy wyjeżdżali dzień wcześniej, a nocowali odpowiednio w Essen i Bochum. Powroty do Barsinghausen zaplanowane są nazajutrz po meczach. Zgodnie z przepisami FIFA, jeśli podróż trwa dłużej niż godzinę, trzeba udać się dzień wcześniej. Jedynie na mecz z Kostaryką pojedziemy prosto z Barsinghausen – powiedział Kręcina.

Autor artykułu: (pap, ag)

Jagiellonia nie dała rady chorzowskiemu Ruchowi

Thursday, May 25th, 2006


Trudno by awans osiągnął zespół, który w jednej rundzie ponosi u siebie cztery porażki, a aż tak gościnna jest wiosną Jaga. Podopiecznych trenera Jurija Szatałowa nie można zarzuci braku zaangażowania. Starali się, co doceniła białostocka publiczność. Fani przez cały mecz znakomicie dopingowali jagiellończyków, a po końcowym gwizdku pożegnali ich brawami. To właśnie kibiców najbardziej żal, bo oni zasłużyli na I ligę.
Uśpiona Jaga
Jagiellonia chciała powtórzyć wyczyn z meczu przeciwko bydgoskiemu Zawiszy: strzelić gola i zmusić rywali do odkrycia się. Było kilka okazji, ale nie udało się, a i chorzowscy rutyniarze zagrali bardzo rozważnie. Szybko wykorzystali niedostatki białostockiej gry obronnej. Przez kilkadziesiąt sekund nikt z gospodarzy nie umiał przerwać wolnej akcji rywali i w końcu Przemysław Łudziński huknął nie do obrony.
- Chyba uśpiliśmy przeciwników taka ilością podań. W końcu dostałem w polu karnym piłkę i uderzyłem w długi róg. Gol na pewno podciął przeciwnikom skrzydła – opowiada szczęśliwy strzelec.
Spuszczone głowy
Po przerwie Szatałow wprowadził na boisko Ernesta Konona, potem wymienił tez bocznych pomocników, ale nie na wiele to się zdało. Znakomicie ostatnio dysponowany Litwin Grażvydas Mikulenas znów zakończył ślamazarną akcję, której żółto-czerwoni tylko przyglądali się. Zwycięstwo gości stało się faktem.
Tym razem przeciwnicy Jagi w walce o awans nie pogubili punktów i choć do końca rozgrywek pozostały jeszcze trzy kolejki, to trudno przypuszczać, by można było odrobić straty. Rozumieli to sami białostoczanie, którzy po meczu usiedli na środku boiska ze spuszczonymi głowami. Pozostało im honorowo zakończyć sezon i zacząć przygotowania do następnego.

Autor artykułu: Wojciech KONOŃCZUK

Kazimierz Górski nie żyje

Tuesday, May 23rd, 2006


Drużyna Górskiego osiągnęła największe sukcesy w historii polskiej piłki nożnej – złoty medal olimpijski w Monachium w 1972 roku oraz 3. miejsce podczas finałów mistrzostw świata w 1974 roku w Niemczech. Dwa lata później “Orły Górskiego” zdobyły srebrny medal na igrzyskach olimpijskich w Montrealu.

Kazimierz Górski urodził się 2 marca 1921 roku we Lwowie. Do wybuchu drugiej wojny światowej grał w piłkę nożną w zespole RKS Lwów, potem był zawodnikiem Spartaka Lwów i Dynama. W 1944 jako ochotnik zgłosił się do wojska i został wysłany na font. Po wojnie osiadł w Warszawie. Grał w Legii Warszawa, wówczas CWKS Legia. Reprezentował barwy narodowe w meczu z Danią w Kopenhadze w 1948 roku. Miał pseudonim “Sarenka”. Następnie w Legii był asystentem trenera Wacława Kuchara i Węgra Janosa Steinera. Samodzielnie trenował Marymont, Gwardię Warszawa i Lubliniankę. W 1956 został szkoleniowcem Polskiego Związku Piłki Nożnej, zajmując się reprezentacją juniorów. W latach 1966-1970 pracował z reprezentacją młodzieżową. Trenerem pierwszej reprezentacji Polski został w 1971 roku.

W latach 70. i 80. Górski był trenerem w greckich klubach – Panathinaikosie Ateny, Kastorii oraz Olympiakosie Pireus, z którymi zdobywał tytuły mistrzowskie i puchary kraju. W tym samym czasie przez dwa lata był też trenerem Legii Warszawa.
Od 1986 roku zasiadał we władzach PZPN. W latach 1991-1995 Kazimierz Górski
był prezesem związku.

Po przejściu na emeryturę Kazimierz Górski otrzymał tytuł honorowego prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. W 2001 roku dostał najwyższe odznaczenie Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej – Złoty Order Zasługi FIFA.

Autor artykułu: PAP