Archive for April, 2006

Zabawa w tunelu

Saturday, April 22nd, 2006


Wczoraj augustowianie dostali decyzję, na którą czekali lata. Jednak w mieście nie ma euforii. Dlaczego? Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, planując przebieg obwodnicy, zaprojektowała estakadę. Konieczność budowy tunelu może oznaczać, że decyzja o warunkach zabudowy jest nieważna. A uzyskanie kolejnej może zająć co najmniej rok.
- To jest pesymistyczna wersja. Dokumenty, które podpisał minister, dotrą do nas w przyszłym tygodniu. Wtedy będę mógł powiedzieć więcej – uspokaja Jerzy Doroszkiewicz, zastępca dyrektora białostockiego oddziału GDDKiA. – Mam nadzieję, że postanowienie ministra jest zgodne z warunkami zabudowy. Wtedy będziemy mogli zacząć budować drogi dojazdowe i w międzyczasie opracować projekt tunelu. Pierwsze prace mogłyby się rozpocząć już na jesieni – dodaje.
Wciąż też nie wiadomo, skąd minister miałby wziąć pieniądze na budowę obwodnicy. A chodzi o niebagatelną sumę – pół miliarda złotych. Takich pieniędzy na próżno szukać w budżecie. Minister nie wskazuje źródeł finansowania.
- Nie mogłem postąpić inaczej. Podjąłem decyzję, która jest zgodna z prawem. A o pieniądze będę lobbował w Unii – mówi Jan Szyszko, minister środowiska.
Problem w tym, że Europa może odmówić finansowania inwestycji, która przebiega przez obszar chroniony Natura 2000.
Teraz sprawa obwodnicy trafi do wojewody, który musi poinformować strony o decyzji ministra. Zainteresowani będą mieli siedem dni, by się odwoływać. Dopiero po tym czasie wojewoda podejmie ostateczną decyzję o rozpoczęciu inwestycji.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Nie ma takiego …podpisu

Saturday, April 22nd, 2006


- Dwie osoby zgłosiły nam pisemnie, że w niejasnych okolicznościach wzrósł ich abonament na rozmowy telefoniczne – mówi Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy wojewódzkiej policji. – Oba zawiadomienia pochodzą z Moniek i dotyczą abonentów Telekomunikacji Polskiej.
Policja odbierała też telefony od innych osób, które mówiły o podobnych sytuacjach.
- Zakładamy, że takich przypadków może być więcej. Dlatego prosimy o zgłaszanie się do nas. Będziemy wszystko wyjaśniać – podkreśla Dobrzyński.

Niczego nie podpisywałem
- Zawsze płaciłem około pięćdziesięciu złotych i taki abonament mi odpowiadał – opowiada Bogusław Winnicki. – W styczniu dostałem rachunek na ponad sto złotych. Jak to możliwe, skoro nie dzwoniliśmy więcej? Nagle zauważyłem, że w rachunku mam wpisaną usługę o nazwie “Darmowe Wieczory i Weekendy”. Nigdy jej nie zamawiałem – mówi.
Mężczyzna zaczął dochodzić, skąd taka zmiana w opłatach.
- Początkowo wmawiano mi, że musiałem zmienić abonament przez telefon. Zażądałem nagrań, ale usłyszałem, że nie każda rozmowa jest rejestrowana. Uznano, że składam reklamację. Dostałem kopię umowy, którą rzekomo zawarłem z telekomunikacją. Nigdy takiej nie podpisywałem, a są tam moje dane osobowe – relacjonuje nasz Czytelnik. – Pojechałem do Białegostoku, do punktu obsługi klienta przy Cieszyńskiej. Chciałem, aby pokazali mi oryginalną umowę. Całą rozmowę nagrywałem na dyktafon.
Mężczyzna jest pewien, że podrobiono jego podpis. Twierdzi, że jego znajomi mają podobny problem.
- Usłyszałem, że muszę zapłacić zaległości. Umowę zawierała agentka, a nie ich pracownica. Telekomunikacja zatem nie bierze odpowiedzialności za całe zajście – relacjonuje. – Zawiadomiłem policję.

Mamy PESEL, płać
Telekomunikacja twierdzi, że podpis z innych dokumentów, które dotyczyły pana Bogusława jest podobny do tego, który widnieje na kwestionowanej umowie.
- Na tej, która trafiła do TP S.A. w sprawie zmiany planu przez abonenta z “60 minut za darmo” na “Darmowe Wieczory i Weekendy”, jest imię i nazwisko klienta, jego dokładny adres, numer telefonu, PESEL oraz specjalny numer ewidencyjny – zaznacza Stella Widomska, regionalny rzecznik prasowy TP S.A. – Jest tam również data i podpis klienta. Na tej podstawie zmieniliśmy plan panu Winnickiemu. Porównaliśmy podpis z umowy z podpisami na pozostałych dokumentach znajdujących się w naszym archiwum. Okazało się, że na kilku podpis jest bardzo podobny do tego, jaki jest na umowie.
Dlatego telekomunikacja twierdzi, że nie było podstaw do uznania reklamacji klienta i anulowania jego zaległości.
- Zablokowano mi telefon. Nigdzie nie mogłem dzwonić – denerwuje się mężczyzna.

To będzie reklamacja
Po naszej interwencji Winnicki może już korzystać z telefonu.
- Pomimo wątpliwości, postanowiliśmy, w drodze wyjątku, uznać roszczenia klienta. Nie oznacza to jednak, że przyznajemy, iż podpis na jego umowie został sfałszowany. To może sprawdzić tylko grafolog – mówi Widomska. – Przywrócimy panu Winnickiemu poprzednią taryfę i wystawimy fakturę korygującą.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Nikt się nie przyznaje do bałaganu

Thursday, April 20th, 2006


Na samym początku ulicy są dwie opuszczone posesje – z numerami 4 i 6. Dom spod 4 palił się parę razy, więc Straż Miejska dopilnowała, żeby został zabezpieczony: zabito na głucho wszystkie okna i drzwi.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja na posesji przy ul. Nowowarszawskiej 6. Ta została sprzedana prywatnej firmie prawie rok temu. Od tego czasu stała się złą wizytówką całej ulicy.
Ktoś powyjmował całe framugi okienne, powynosił z budynku resztki mebli. W domu i na podwórku leżą sterty śmieci – część luzem, inne w plastikowych czarnych workach. Wygląda, jakby ktoś sobie urządził dzikie wysypisko. Wśród tego wszystkiego – puste butelki i puszki oraz sterty starych szmat.
– Co to za właściciel? Przecież wystarczyłoby porządnie tę posesję ogrodzić. Wtedy nikt nie robił by tu wysypiska – denerwuje się Krystyna Szymczak, mieszkanka osiedla.
– Czy Straż Miejska jest ślepa czy bezradna, jeśli chodzi o takie miejsca? – pyta Jan Kożycki, który zawiadomił nas o bałaganie na opuszczonej posesji. – A może musi dojść do tragedii, żeby ktoś ze stróżów prawa się tym zainteresował?
Straż Miejska przyznaje, że posesję przy Nowowarszawskiej 6 zna bardzo dobrze. Już od jakiegoś czasu próbuje skontaktować się z jej właścicielem – firmą z Warszawy. Niestety telefon, pod który dzwonią białostoccy strażnicy – milczy.
– Jedyne, co możemy teraz zrobić, to zwrócić uwagę nadzorowi budowlanemu na dwa budynki gospodarcze, których stan może zagrażać życiu ludzi. Może nadzór zmusi właścicieli do ich zabezpieczenia. Jednak sam dom, chociaż nie ma okien i drzwi, jest całkowicie bezpieczny – przekonuje młodszy strażnik Radosław Malinowski, który patroluje okolice Nowowarszawskiej.
– Jeśli nadal nie uda się nam skontaktować z właścicielem, złożymy wniosek do sądu. Spróbujemy go ukarać za zaśmieconą posesję – dodaje Malinowski. Kiedy to w końcu nastąpi – strażnicy nie chcą zdradzić.

Autor artykułu: (agsa)

Rok w papierach

Thursday, April 20th, 2006


Inwestor, który chciał przerobić carskie tunele na lokal rozrywkowy jest rozgoryczony. Rozgoryczeni są też przedstawiciele PKP, które chętnie pozbyłoby się ciężaru.
– Kilka dni temu dostałem pismo z wiadomością o tym, że decyzja po raz kolejny zostanie odłożona. Już sam nie wiem co mam o tym myśleć i dlaczego trwa to tak długo – mówi Mirosław Michalkiewicz, zastępca dyrektora Zakładu Linii Kolejowych. (more…)

Przepisy do poprawki

Thursday, April 20th, 2006


– Obiecał, że w przyszłym tygodniu przedstawi nam pomysł na ulepszenie przepisów ZUS-owskich. Z kolei poseł Robert Tyszkiewicz zapewnił, że stworzy grupę posłów, którzy by te zmiany poparli – mówi Marek Skiba, jeden z członków towarzystwa.
Razem przeciw monopoliście
Historia tej organizacji zaczęła się kilka miesięcy temu. Wówczas to po raz pierwszy drobni przedsiębiorcy zjednoczyli się w walce z ZUS. Powód? Czasowe wyrejestrowywanie się z płacenia składek. Urzędnicy ZUS – którzy wcześniej sami podpowiadali biznesmenom jak to zrobić – nagle stwierdzili, że zawieszanie działalności nie istnieje. Efekt? ZUS zaczął żądać zapłaty zaległych składek wraz z odsetkami. Chodziło o kwoty rzędu kilkunastu czy kilkudziesięciu tysięcy złotych.
– To skutkowało bankructwami, utratą miejsc pracy, zdarzały się nawet samobójstwa. W ten sposób rządowa instytucja w zarodku dławiła wszelkie przejawy przedsiębiorczości – przyznają członkowie stowarzyszenia.
Trzeba zmian
Właśnie dlatego biznesmeni z Białegostoku odwiedzili wczoraj wiceministra pracy i polityki społecznej Kazimierza Kuberskiego. – O dziwo, przyznał nam rację – mówi Maciej Szepietowski ze stowarzyszenia.
Jakich zatem zmian można się spodziewać? – Po pierwsze chcemy, aby wszelkie opłaty nałożone na przedsiębiorców z tytułu zaległych składek do ZUS zostały anulowane. Powodem mogłyby być różne i często sprzeczne ze sobą wyroki sądów. Wiemy jednak, że akurat ten postulat będzie najtrudniejszy do spełnienia – mówi Marek Skiba.
Ale to nie wszystko. Biznesmeni chcą też, żeby ZUS szybciej reagował na nieprawidłowości w opłacaniu składek. – Jeśli się nie zapłaci za prąd, to po trzech miesiącach go odcinają. Jeśli się nie zapłaci składki, ZUS czeka cztery lata, żeby potem doliczyć gigantyczne odsetki. I tak rozkłada na łopatki całe przedsiębiorstwo – wyjaśniają członkowie stowarzyszenia. O koniecznych zmianach, które należy wprowadzić w ZUS mogliby mówić długo: – Jednolite interpretacje prawne, lepsza łączność na linii ZUS-KRUS, sensowny system kontroli.
– Oczywiście nikt nie ma wątpliwości, że wśród przedsiębiorców zdarzają się i tacy, którzy próbują ominąć prawo. Dlatego chcemy stworzyć taki system, który pozwoliłby oddzielić ziarno od plew. Teraz ZUS traktuje wszystkich jednakowo: jak osoby. które chcą naciągnąć państwo – mówi Robert Tyszkiewicz, poseł PO, który zorganizował wczorajsze spotkanie w Ministerstwie Pracy i Polityki Społecznej.

Autor artykułu: Anna Łubian

Prokurator z notesu

Wednesday, April 19th, 2006


Nadal jednak prokuratura swoją wiedzą na temat ewentualnej roli przedstawicieli wymiaru sprawiedliwości w opisanej historii nie zamierza się dzielić. Od kilku dni wiemy, że nazwisko prokuratora jest w notesie aresztowanego egzaminatora, że przy okazji sprawy wymienia się sędziego sądu apelacyjnego i kolejnego prokuratora. Prośba o konkrety spotkała się z lakonicznymi reakcjami:
- Nie potwierdzam tych doniesień – uciął Sławomir Luks.
- Proszę sprawdzać u swoich informatorów. Ja nic o tym nie wiem – odpowiedział Janusz Kordulski, rzecznik prokuratury apelacyjnej.
- Nic o tym nie słyszałem – stwierdził Adam Kozub, rzecznik prokuratury okręgowej.
- Poszlaki wskazują na policjantów, dlatego sprawę przekazaliśmy do Olsztyna – powiedziała Bożena Kiszło, szefowa prokuratury rejonowej Białystok Południe.
Jednak wczoraj po naszym artykule żaden z rozmówców nie miał, mimo że akta są w Olsztynie od 10 kwietnia, najmniejszych problemów z ustaleniem, o jaką sprawę i o kogo pytaliśmy.
Wczoraj też dostaliśmy z trzech prokuratur: okręgowej w Białymstoku, okręgowej w Olsztynie i apelacyjnej w Białymstoku, pisma prostujące drugorzędne szczegóły. Ale każde z pism potwierdza, że imię i nazwisko prokuratora białostockiej apelacji jest w notesie zatrzymanego egzaminatora. Nowym wątkiem w sprawie korupcji w WORD jest udział w niej policjanta z wydziału do walki z korupcją. Na ten szczegół zwrócił uwagę rzecznik prokuratury apelacyjnej w Białymstoku, Janusz Kordulski.
“Poranny” spieszy jednak z żądaniem o troskliwsze zajęcie się udziałem w sprawie prokuratorów i nieodwracaniem uwagi jedynie w stronę policji. Rolę policjantów też wyjaśnimy. Dziś więc ujawniamy, dlaczego Olsztyn, a nie Białystok powinien zająć się korupcją w WORD. W naszej prokuraturze źle się dzieje; kilka miesięcy temu do Prokuratora Okręgowego trafił wniosek o wyłączenie Prokuratury Rejonowej z prowadzenia postępowania, w którym podejrzanym jest zięć prokuratora. Tego samego, którego nazwisko znajduje się w notesie aresztowanego egzaminatora.

Autor artykułu: (darg, aga)

Więcej mocy, więcej piwa

Tuesday, April 18th, 2006


A rozbudowa części produkcyjnej browaru odbywała się w sposób bardzo spektakularny. Najpierw – pod koniec marca – z holenderskiego miasta Emmen dotarły do Łomży cztery tanki na piwo po filtracji. Trzydniową podróż przez Holandię, Niemcy i Polskę odbyły na specjalnych platformach, przy zachowaniu szczególnych środków ostrożności. Ważące po 10 ton, mierzące 13 metrów zbiorniki, przy użyciu specjalistycznego dźwigu zostały wstawione przez zdemontowany dach do budynku działu fermentacji. Kilka dni później tą samą trasę z Holandii pokonały cztery ogromne tankofermentory. Każdy z 22-metrowych kolosów waży 15,5 tony, dlatego trasę przejazdu konwoju od momentu przekroczenia polsko-niemieckiej granicy dodatkowo zabezpieczała policja. Nowe unitanki dołączyły do ośmiu innych, istniejących już w browarze.
Strategiczne tanki
– Są to naważniejsze elementy instalacji browaru, służące do prowadzenia procesu fermentacji alkoholowej półproduktu zwanego brzeczką słodową przy użyciu specjalnych szczepów drożdży piwowarskich – wyjaśnia prezes Browaru Łomża Andrzej Rutkowski.
Nielada problemem i wyzwaniem technicznym okazało się ustawienie kolosów w browarze.
– Ogromnym doświadczeniem wykazali się tu holenderscy specjaliści z firmy Holvrieka, jednego z najbardziej renomowanych producentów tego typu urządzeń na świecie, którzy nadzorowali całą operację – opowiada Rutkowski. – Dzięki temu już następnego dnia mógł się rozpocząć montaż armatury i oprzyrządowania.
Pora na komputery
Nowe tanki, po przejściu wielu testów, zostaną oddane do użytku na początku maja br. Ostatnim etapem prowadzonej rozbudowy browaru będzie zainstalowanie najnowszej wersji oprogramowania sterującego procesem fermentacji za pośrednictwem komputerów. Modułowa architektura instalacji technologicznych browaru pozwala na szybkie, sukcesywne zwiększanie mocy produkcyjnych zakładu.
– Poczynione od początku 2006 r. inwestycje pozwolą nam wkroczyć w najbliższy sezon piwny ze zwiększonymi z 600tys. hl do 850 tys. hl mocami wytwórczymi – mówi prezes Andrzej Rutkowski. Łączny koszt tego przedsięwzięcia wyniesie ok. 5 mln złotych.

Autor artykułu: Marzena Szwaczko

Podatkowi rekordziści

Tuesday, April 18th, 2006


Oszukiwanie fiskusa lub zwlekanie z zapłaceniem podatków jest nieopłacalne. Urzędnicy i tak w końcu odbiorą to, co im się należy, ale już z wysokim procentem. Białostocka Izba Skarbowa podsumowała swoich dłużników.
Prawie 200 milionów
Okazuje się, że w tej statystyce najgorzej wypadły podlaskie firmy, a nieco lepiej osoby fizyczne. Z informacji IS wynika, że zaległości podatkowe (brutto) podatników z województwa podlaskiego na koniec 2005 roku wynosiły blisko 197 mln zł. Były o 4 mln wyższe niż rok wcześniej. W tej liczbie znajdują się także m.in. długi, których fiskus na razie nie może odzyskać. Powód: podatnicy odwołali się od decyzji fiskusa do sądu administracyjnego.
Czarne owce
W naszym regionie jest 15 urzędów skarbowych. Zazwyczaj kontrolują one podatników o mniejszych przychodach i rozliczających się za pomocą form uproszczonych. Dlatego prowadzą sprawy mniejszej wagi. Jedynym wyjątkiem jest wyspecjalizowany Podlaski Urząd Skarbowy. Rozlicza on i kontroluje 448 największych firm w regionie. Wnoszą one do skarbu państwa łącznie 45 proc. wszystkich wpływów podatkowych. Mają też długi. Na koniec ubiegłego roku zalegały z zapłatą podatków na ponad 29 mln zł. Aż 80 proc. tej kwoty to „dorobek” zaledwie czterech firm. Są to stare długi, sprzed lat, których jak dotąd fiskusowi nie udało się ściągnąć, bo przedsiębiorstwom brakuje pieniędzy na spłatę zadłużenia w całości. PUS może jednak pochwalić się tym, że nie ma problemów z ściąganiem bieżących zaległości podatkowych. W zeszłym roku był pod tym względem jednym z najbardziej skutecznych podlaskich urzędów.

Autor artykułu: Józef Woronko

Szpitale mają leczyć, nie odsyłać pacjentów

Friday, April 14th, 2006


Chodzi o życie
To było w poniedziałek. Serce 74-letniego pana Romana nagle się zatrzymało. Nieprzytomnego i podłączonego pod respirator mężczyznę pogotowie zawiozło na dyżurny OIOM w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym. Jednak stamtąd lekarz odesłał go do dyżurnego oddziału ratunkowego w szpitalu MSWiA. Po co? Po pieczątkę. Pacjent wrócił na OIOM w SPSK po ponad pół godzinie.
– Mój tata mógł przypłacić tę wycieczkę życiem. Odzyskał co prawda przytomność, ale nadal leży na intensywnej terapii – mówi Andrzej. – Po przeczytaniu opinii internautów pod tekstem, który ukazał się w “Porannym” zdecydowałem się skierować sprawę do prokuratury.
– W sytuacjach nagłych, niezależnie od dokumentów, pieczątek, czy grafików dyżurów, lekarz powinien natychmiast udzielić pomocy. Mówi o tym zarówno ustawa o zakładach opieki zdrowotnej, jak i o zawodzie lekarza – nie ma wątpliwości Maciej Olesiński, rzecznik praw pacjenta w podlaskim NFZ. I dodaje: – Zamierzamy skontrolować, jak pracują oddziały ratunkowe w Białymstoku.

Chodzi o dyżury
Co na to Samodzielny Publiczny Szpital Kliniczny? Jego dyrektor Bogusław Poniatowski przyznaje co prawda, że lekarz powinien przyjąć pacjenta, a po pieczątkę wysłać samo pogotowie, ale… – Od tego są dyżury oddziałów ratunkowych, żeby właśnie tam pogotowie woziło wszystkich pacjentów wymagających natychmiastowej pomocy. Dopiero jeśli udzielenie pomocy przekracza możliwości takiego oddziału, można go przewieźć do innego szpitala – uważa Bogusław Poniatowski.
– Zaintubowanych pacjentów, wymagających co najmniej kilkudniowej intensywnej opieki medycznej, należy wozić na dyżurny OIOM – twierdzi z kolei Ryszard Wiśniewski, szef Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego w Białymstoku.
A to oznacza, że – przynajmniej na razie – sytuacja, że pacjent w stanie krytycznym będzie wożony po szpitalach, może się powtórzyć. Tym bardziej, że szpitale, które mają oddziały ratunkowe – zespolony, kliniczny i MSWiA – mają trzech różnych właścicieli.
– Samorządowi podlega tylko szpital zespolony. Klinicznemu, ani MSWiA nie mogę niczego nakazać – przyznaje Krzysztof Tołwiński, wicemarszałek odpowiedzialny za służbę zdrowia.

Autor artykułu: Anna Łubian

Łapówka w kamerze

Friday, April 14th, 2006


Choć próba przekupienia egzaminatora w Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego miała miejsce na początku kwietnia, policja ujawniła ją dopiero wczoraj.
– Ja od razu wszystkie nagrania przekazałam policji – mówi Elżbieta Filipowicz, dyrektorka WORD-u. – To pierwszy tego typu przypadek za mojej kadencji.

Dwa razy popełnił błąd
27-latek po raz siódmy usiłował zdać egzamin na prawo jazdy. Jak sam przyznał egzaminatorowi, regularnie zdawał od 1999 roku. Tym razem śpiewająco zaliczył teorię. Również do części praktycznej na placu nie było najmniejszych zastrzeżeń. Kłopoty zaczęły się, kiedy mężczyzna wyjechał do miasta.
– Dwukrotnie popełnił ten sam błąd przy przejeżdżaniu przez skrzyżowanie – nie ma najmniejszych wątpliwości nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy podlaskich policjantów, który analizował wczoraj nagranie egzaminacyjne. – Kierowca wykonywał manewr niezgodnie z poleceniem egzaminatora. Zamiast jechać na wprost, zajął niewłaściwy pas ruchu i skręcił w prawo.
Kiedy oblał jazdę po mieście prosił egzaminatora o pobłażliwość. Zapewniał, że odwdzięczy się dobrym prezentem.
– Tą kwestię wypowiedział dwukrotnie – dodał nadkom. Jacek Dobrzyński.

Nie wiedział o kamerach
Młody mężczyzna najwidoczniej nie wiedział, że w samochodzie są kamery, które nie tylko zarejestrowały jego słowa, ale też błędy, które popełnił.
Blisko tydzień zajęło policjantom z wydziału do walki z korupcją przeanalizowanie nagrań i ustalenie miejsca pobytu niedoszłego kierowcy. Został zatrzymany w środę wieczorem.
– Za obietnicę łapówki grozi mu kara pozbawienia wolności od roku do 10 lat – mówią policjanci.

Autor artykułu: Agnieszka Domanowska