Archive for April, 2006

Przemyt idzie przez Litwę

Friday, April 28th, 2006

Uszczelniona Białoruś
jest dziś bardzo dobrze chroniona – mówił wczoraj podczas konferencji prasowej Mirosław Sienkiewicz, dyrektor Izby Celnej w Białymstoku. – Od maja 2004 roku jest tam i więcej ludzi, i lepszy sprzęt do kontroli pojazdów. Dlatego przemyt na tym kierunku znacznie się zmniejszył.
Z kolei polsko-litewska granica jest dziś wewnętrzną granicą UE. Przejazd przez nią jest praktycznie niczym nieograniczony. Na przejściach nie ma celników. Zostali przerzuceni albo na polsko-białoruskie przejścia, albo do placówek położonych wewnątrz województwa. Dlatego przemyt towarów z Rosji i Białorusi odbywa się teraz częściej przez Litwę, co potwierdzają statystyki.
Rzeka “lewych ” płyt
Celnicy porównali dwuletnie efekty swojej pracy (od czasu wejścia naszego kraju do struktur UE) z takim samym okresem poprzedzającym nasze przystąpieniem do Unii. Okazało się, że na szlaku litewskim zatrzymali o jedna piątą więcej wyrobów tytoniowych i trzy razy więcej alkoholowych, a ponadto dwa razy więcej płyt CD i DVD.
W jaki sposób, skoro nie pilnują przejść granicznych? – To efekt działań naszych tzw. grup mobilnych, które mają prawo zatrzymywać i kontrolować auta wewnątrz kraju, głównie na drogach dojazdowych do granicy – mówi dyrektor Sienkiewicz.
Zapowiada on zwiększenie liczby takich grup. Ponadto policja celna ma być jeszcze w tym roku wyposażona w broń palną, bo zdarzają się przypadki napaści na tych funkcjonariuszy.
Co ciekawe, w ciągu ostatnich dwóch lat (w porównaniu do poprzednich dwóch) podlascy celnicy udaremnili siedem razy wiekszy przemyt (18 tys. sztuk) odzieży z Białorusi do polski. Były to ubrania z podrobionymi znakami towarowymi znanych na świecie firm, takich jak Adidas, Puma, Reebok i Nike. Te rzeczy już tradycyjnie napływają do naszego kraju przez tę granicę. Ale zdarzały się też przypadki przemytu paliw, a nawet odpadów.
Obecnie na Podlasiu pracuje 1150 celników, to jest o 400 więcej niż przed dwoma laty. Część z nich przyszła do pracy z innych regionów kraju.

Autor artykułu: Józef Woronko

Im wcześniej odkryjesz raka, tym lepiej

Friday, April 28th, 2006


– A wczesne wykrycie tych chorób daje szanse na ich wyleczenie – ocenia Janusz Poznański, ordynator oddziału ginekologii onkologicznej w Białostockim Centrum Onkologii.
Aby zachęcić kobiety do korzystania z bezpłatnych badań profilaktycznych podlaski Narodowy Fundusz Zdrowia zwołał wczoraj specjalną konferencję prasową. Dane mówią same za siebie. Na Podlasiu na nowotwór piersi rocznie umiera około 140 kobiet, na raka szyjki macicy – około 80.
– Tak jak w akcji „Droga życia” walczymy o bezpieczną trasę do Warszawy, tak też razem powinniśmy walczyć o życie kobiet. Najważniejsze co powinniśmy zrobić to zachęcić je do profilaktycznych badań. Dzięki nim można wykryć nowotwór ten kiedy nie daje jeszcze objawów – wyjaśnia Janusz Poznański.
W tym roku bezpłatną cytologię (dzięki której można wykryć nowotwór szyjki macicy) mogą wykonywać panie w wieku 25-59 lat, które w ciągu trzech lat profilaktycznie nie wykonywały tego badania. Z kolei z mammografii mogą korzystać kobiety w wieku 50-69 lat, które w ciągu ostatnich dwóch lat nie wykonywały takiego badania.
– W obu przypadkach nie jest potrzebne skierowanie. Jeśli zostaną wykryte jakiekolwiek zmiany, kobieta zostanie wysłana na dalsze badania – wyjaśnia Jan Mirucki, rzecznik podlaskiego NFZ.
Problem jednak w tym, że – choć badania profilaktyczne trwają zaledwie kilkanaście minut – kobiety nie zawsze korzystają z możliwości ich bezpłatnego wykonania.
– Według szacunków zgłasza się na nie zaledwie 30 procent Polek w wieku podwyższonego ryzyka. Na Podlasiu, w zależności od powiatu jest to 15-80 procent – mówi profesor Marian Szamatowicz, ginekolog.

Autor artykułu: (an)

Dzieci już zapisane

Friday, April 28th, 2006


Do przedszkola nr 58 przy ul. Palmowej nie dostało się aż 33 chętnych. Podobnie wygląda sytuacja w placówce przy ul. Berlinga.
– Wpłynęło do nas 132 podania, z czego aż 17 musieliśmy odrzucić – mówi Barbara Pasiuk, z przedszkola nr 56. – Część z tych dzieci jest u nas na liście rezerwowej i całkiem możliwe, że we wrześniu zostaną przyjęte – dodaje Pasiuk.
Są też placówki, w których na jedno wolne miejsce przypadło aż troje dzieci. Tak jest m.in. w przedszkolu nr 12 przy ul. Podleśnej.
– W sumie mieliśmy dwa razy więcej chętnych niż mogliśmy przyjąć. Ale od rodziców trzylatków dostaliśmy aż 74 karty zgłoszeń. A przyjąć mogliśmy zaledwie 25 maluchów – mówi Wioletta Wieruńczuk, dyrektorka przedszkola. – Prawdopodobnie od września będziemy mieli jeszcze jeden oddział, do którego przyjmiemy kolejną grupę dzieci – dodaje.
Tu są wolne miejsca
Rodzice, których dzieci nie dostały się do żadnego z trzech wybranych przedszkoli, mogą przepisać pociechy, do placówek, w których są wolne miejsca. Takie wkrótce znajdziemy w przedszkolu nr 71 przy ul. Dziesięciny, gdzie stworzony zostanie dodatkowy oddział.
– Mamy wolną salę, którą przeznaczymy dla nowej grupy. Nowy oddział będzie się składał głównie z dzieci, które nie dostały się do sąsiednich, przepełnionych przedszkoli – mówi Elżbieta Rabczyńska, dyrektorka.
Aż 40 wolnych miejsc jest w Przedszkolu Samorządowym nr 8 przy ul. Nowogródzkiej.
– Mamy teraz 50 dzieci, a przyjąć możemy nawet setkę. Jeżeli będą chętni, stworzymy kolejne oddziały – zapewnia Mariola Gęgotek, dyrektorka placówki.
Warunki na dodatkową grupę są także w przedszkolu nr 7 przy ul. Bydgoskiej i w przedszkolu nr 10 przy al. Piłsudskiego.
Pojedyncze wolne miejsca są także w Przedszkolu Samorządowym nr 27, przy al. Piłsudskiego, numer 29 przy ul. Broniewskiego i numer 81 przy ul. Krzywej.
Największy wybór mają rodzice sześciolatków. Tu wolne miejsca czekają w przedszkolu nr 23 i w ponad 20 szkołach podstawowych. Ich adresy znajdziemy na stronach internetowych urzędu miejskiego.
– W sumie przygotowaliśmy 7603 miejsca. Wystarczy dla wszystkich przedszkolaków – przekonuje Jan Szczęsny, naczelnik wydziału edukacji.
Pomogły zapisy komputerowe
Tegoroczną nowością była rekrutacja elektroniczna, która zdaniem dyrektorów i rodziców zdała egzamin. – Od razu było wiadomo, w których już nie ma miejsca, a gdzie można jeszcze złożyć podanie – podkreśla Małgorzata Muszyńska, dyrektorka przedszkola nr 31 przy ul. Świętokrzyskiej.
Taki sposób zapisów podobał się także rodzicom.
– Wniosek zaniosłam tylko do jednego przedszkola, choć mogłam wybrać aż trzy placówki. Wprawdzie moje dziecko nie dostało się do tego z pierwszej preferencji, ale podpisałam umowę z drugim, równie dobrym – cieszy się Alina Myszkowska z osiedla Piasta.

Autor artykułu: Marta GAWINA

Polska jedzie osobowym

Wednesday, April 26th, 2006


lPodczas spotkania z przedsiębiorcami powiedział Pan, że “nieszczęściem tego rządu są jego gabinety polityczne”.
- Podobnie jak wielu poprzednich. Bo to gabinety polityczne przechwytują zarządzanie ministerstwami i zajmują się rzeczami mało związanymi ze sprawami merytorycznymi. I podejmują decyzje słuszne tylko politycznie – dobrze odbierane przez elektorat.
Większość naszych rządów żyła od wyborów do wyborów. Paraliżował je lęk przed reakcją elektoratu. A państwo to gigantyczne przedsiębiorstwo i zarządzanie nim powinno się odbywać się na podobnych zasadach – sprawy merytoryczne, cele długofalowe powinny brać górę nad doraźnymi: dzieleniem stanowisk i rozgrywkami politycznymi.

l Jak Pan ocenia politykę rządu wobec przedsiębiorców?
- Ten rząd jest zbyt mocno uwikłany w politykę, w tworzenie koalicji. Na razie nie przeszła żadna poważniejsza ustawa oprócz “becikowego”.
Deklaracje premiera są miłe i popierające biznes. Myślę, że trzeba rządowi dać z rok, żeby ocenić czy obietnice zgodzą się z dokonaniami.
A moim zdaniem nam – jak psu buda – należy się rozwój gospodarczy na poziomie 7-8 procent. Bo dzięki temu będziemy mieli mniejsze bezrobocie, życie na wyższym poziomie i nie będziemy na obrzeżach UE, ale w jej środkowej części. Jak to zrobić? Mówiono wielokrotnie. Pytanie czy będzie to realizowane, czy będzie się sięgać po łatwiejsze tematy.

l Jako przykład kraju z takim właśnie wzrostem gospodarczym przytacza się Litwę. Dlaczego Pana zdaniem tam idzie to lepiej niż u nas?
- To jest kwestia wykorzystania swoich możliwości. Litwa to państwo z mniejszym rynkiem, z mniejszą liczbą uczelni. Ale oni pierwsi wprowadzili podatek liniowy, obniżyli koszty pracy – zrobili wszystko, żeby tam wszedł kapitał. Jeszcze pięć lat temu Słowacja też była daleko za nami. Przyjeżdżali się do nas uczyć. A potem przeszli koło nas jak pociąg pospieszny.

I W co Pan ostatnio zainwestował?
- W budownictwo. W moją fabrykę w Mławie, która robi obudowy dla LG i w hotelarstwo.

l Zainwestowałby Pan na Podlasiu z tą wiedzą o regionie, jaką ma Pan w tej chwili.
- Nie mam żadnej wiedzy na temat Podlasia. Nikt z tego regionu do mnie się nie odezwał i nie spytał: Czy Pan by zainwestował, bo mamy takie i takie walory. .

l Nikt nie zasięgał Pana opinii na przykład jako speca od lotnictwa?
- Nie. A doświadczenie mam ogromne, jako pierwszy prywatny przewoźnik po LOT.
Wiem, co jest mrzonką i pobożnym życzeniem, a co realną możliwością.

- Czy strefa ekonomiczna lub park technologiczny mogą być magnesem dla inwestorów w takim regionie?
- Tu nie ma gotowych odpowiedzi. Strefy już za dużej przyszłości nie mają, bo przed nimi jeszcze tylko kilka lat trwania. Niemniej, na miejscu władz, zastanowiłbym się na każdą możliwością, gdyby nawet przez te kilka lat można było tu przyciągnąć inwestorów.

l Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: Maryla Pawlak-Żalikowska

Z Kani do Jagiellonii

Wednesday, April 26th, 2006


Szatałow nie był faworytem decydującej rozgrywki. Nie ma na koncie wybitnych osiągnięć, prowadził tylko rezerwy Amiki Wronki i czwarto, a potem trzecioligową Kanię Gostyń. Na spotkaniu sterników Jagi dyskutowane były też kandydatury Dariusza Dziekanowskiego, trenera kadry narodowej juniorów do lat 17, Krzysztofa Tochela, zwolnionego niedawno przez Zagłębie Sosnowiec i najbardziej znanego ze wszystkich Bogusława Kaczmarka, byłego opiekuna Górnika Łęczna.
Trener wie, czego chce
Po kilkugodzinnej dyskusji wybór padł na Szatałowa.
– Spodobało nam się, że Kanię, która przecież nie jest klubem bogatym, wyciągnął na szczyt trzeciej ligi. Współpracował z Pawłem Janasem i Stefanem Majewskim, a więc ma doświadczenie i odpowiedni warsztat. Poza tym wie, czego chce i takiego człowieka nam potrzeba w tej chwili – mówi właściciel Jagiellonii Wojciech Strzałkowski.
– Szatałow chce zaistnieć w klubie o ogromnej tradycji i podjąć wyzwanie. Wierzy, że Jagiellonia jest jeszcze w stanie awansować do ekstraklasy, a my tę wiarę podzielamy. Mam nadzieję, że nowy trener natchnie zawodników i poprowadzi do zwycięstw. Zostało jeszcze dziesięć kolejek i wszystko może się zdarzyć – dodaje prezes klubu Wojciech Sularz.
Ukrainiec najlepiej z piłkarzy Jagi zna Remiugiusza Sobocińskiego, który był jego… kolegą z boiska w Amice Wronki.
– Graliśmy razem przez pół roku. Pamiętam, że był pomocnikiem, spokojnym i raczej opanowanym człowiekiem. Nie wiem, jakim będzie trenerem. – opowiada Sobociński, z którego usług Szatałow nie będzie mógł skorzystać w najbliższym meczu z ŁKS Łódź, gdyż gracz Jagi doznał kontuzji torebki stawowej.
Podzielone zdania
Dziś Ukrainiec przyjeżdża do Białegostoku i będzie ustalał warunki finansowe kontraktu i czas jego trwania.
Zatrudnienie Szatałowa wywołało mieszanie komentarze wśród sympatyków Jagiellonii. Jedni cieszyli się, że żółto-czerownych obejmie młody jak na trenera człowiek, żądny sukcesów i nie bojący się wyzwania. Inni byli bardzo rozczarowani, że do klubu nie przychodzi ktoś o znanym nazwisku, będący w stanie zmobilizować rozbitych psychicznie ostatnimi porażkami zawodników. Kibice deklarują jednak, że obdarzą nowego opiekuna kredytem zaufania, a wyzwiska pod adresem graczy podczas meczu w Łodzi nie będą miały miejsca.
Odejście szkoleniowca nie spodobało się za to fanom gostyńskiej Kani, którzy darzyli go szacunkiem za to, czego dokonał w klubie, który jest aktualnie liderem silnej, wielkopolsko-pomorskiej grupy III ligi. Wkrótce okaże się, czy równie skuteczny będzie w Białymstoku.
Cel: zgrana paczka
Kurier Poranny: Z jakimi nadziejami obejmuje Pan zespół Jagiellonii?

Jurij SZATAŁOW (trener Jagiellonii): Na razie koncentruję się na najbliższym meczu z ŁKS Łódź. Muszę obudzić w chłopakach wiarę w wygranie tego spotkania. Jednym słowem, chcę z nich stworzyć zgraną paczkę. Oczywiście, głównym celem, jaki przede mną stoi, jest wywalczenie awansu do ekstraklasy. Myślę, że jak wygramy dwa, trzy mecze, na nowo odżyją we wszystkich nadzieje na występy w I lidze.

Przychodzi Pan do Białegostoku z trzecioligowej ekipy. Co może Pan zaoferować jednemu z najlepszych zespołów II ligi?

– Moją najlepszą reklamą będą dobre wyniki drużyny. Myślę, że klucz do sukcesu tkwi w psychice piłkarzy. Z kim by nie grali, jaka nie byłaby stawka spotkania, muszą być pewni swego. Potencjał na pewno jest w tym zespole. Grunt, żeby go umiejętnie wykorzystać.

Nie obawia się Pan, że nie podoła presji, jaka wywierana jest na trenerów w Jagiellonii?

– A niby czego mam się bać? Papież powiedział : „Nie lękajcie się” i ja się nie boję. Takie wyzwania mnie motywują, a nie paraliżują. Mam jasno wyznaczony cel i zamierzam go zrealizować. Każdy trener marzy o pracy w coraz lepszym klubie.
Jagiellonia jest w tej chwili takim spełnieniem moich marzeń.

Widział Pan już w akcji swoich nowych podopiecznych?
l Niestety nie i bardzo tego żałuje. Chcę spotkać się jak najszybciej z każdym piłkarzem i szczerze porozmawiać. Muszą zdawać sobie sprawę z tego, o co gramy. Mamy bardzo mało czasu żeby wszystko poukładać, dlatego teraz każda chwila będzie na wagę złota.

Dziękuję za rozmowę.

Autor artykułu: kw, ag

Rywal nie olśniewa

Wednesday, April 26th, 2006


Rywalizacja w barażach toczy się do dwóch wygranych. Białostoczanie są w gorszej sytuacji, bo ewentualnie trzeci, decydujący mecz będzie rozgrywany na parkiecie rywala. Poza tym Pyra ma doświadczenie w walce z silnymi ekipami i to też może przemawiać na jej korzyść.
Obawiali się Harmattana
Przed sezonem zespół z Poznania zakładał awans do play off. Niestety, później okazało się, że drużyna podobnie jak w zeszłorocznych rozgrywkach będzie walczyła o utrzymanie. Problemy Pyry rozpoczęły się w momencie odejścia do Czarnych Słupsk rozgrywającego Marcina Fliegera. Zespół długo poszukiwał zawodnika, który mógłby poprowadzić grę i notował coraz gorsze wyniki. Do drużyny przymierzani byli młodzi koszykarze, ale bez skutku. W końcu trener Tomasz Cichocki postawił na Pawła Surówkę. Aklimatyzacja rozgrywającego trwała miesiąc i okazało się, że strat nie da się już odrobić. – Po przyjściu Surówki nastąpiła zmiana taktyki. Drużyna poniosła 10 porażek z rzędu i znów znalazła się w barażach. Pyra to wyrównany, zbilansowany zespół, posiadający dwóch liderów. Zawodnicy nie lekceważą żadnego rywala, obawiają się ekipy z Białegostoku, ale uważają, że trudniejszym przeciwnikiem byłby Harmattan Gniewkowo – mówi Łukasz Klin, dziennikarz z Poznania.
Potrzebne szczęście
Żubry też zrobiły rozeznanie. – Nie jedziemy w ciemno. Oglądaliśmy kasetę z ich meczu, mamy odpowiednią wiedzę na temat gry Pyry. Prezentuje zbliżony poziom do Tarnovii Tarnowo Podgórne. Zawodnicy są młodzi, silni fizycznie, ale popełniają dużo błędów. Nie olśnili nas – mówi Tomasz Kujawa, kapitan białostoczan.
Podlasianie są dobrej myśli. – Pyra ma przewagę swojego boiska. Wolę kiedy nie występujemy w roli faworyta. Nie będzie ciążyła na nas presja. Ostatnio każda porażka kończyła naszą przygodę z walką o wyższą ligę. Tym razem to zespół z Poznania ma więcej do stracenia. My powinniśmy zagrać bardziej na luzie i myślę, że rywalizację rozstrzygniemy na naszą korzyść – twierdzi białostocki koszykarz. – Jesteśmy dobrze przygotowani taktycznie. Znamy kilku zawodników – Piotrka Janowicza czy Pawła Surówkę. Pamiętamy z Marcinem Krajewskim halę w Poznaniu. Cały sezon mieliśmy pecha, dopiero niedawno szczęście uśmiechnęło się do nas. Mam nadzieję, że teraz nas nie opuści – kończy Kujawa.

Autor artykułu: sk

Nie śpiewali. Płakali

Tuesday, April 25th, 2006


Paschalne nabożeństwo prawosławnych zaczyna się pół godziny przed północą. Cerkiew w Kuraszewie stoi kilkaset metrów za wioską. Prowadzi do niej żwirowa droga. Po godz. 23 przy świątyni zebrała się już grupka ludzi. Dziwili się, że nie ma jeszcze proboszcza, Mikołaja Grygoruka.
- Solidny był i punktualny zawsze, ale ostatnio nie za dobrze się czuł, po wcześniejszym wypadku chodził o kuli. Poprosiłem cerkiewnego, żeby po niego podjechał – opowiada Bazyli Nikołajuk, sołtys Kuraszewa. – Pojechał. Nie ma go i nie ma. Wsiadłem w samochód, zobaczyć co tam. A tu patrzę, prawie przy cerkwi stoi maluch. Wysiadam, starosta drży cały, nie mógł mówić, tak się trząsł. Pytam: “Gdzie batiuszka?” “Pod samochodem” – odpowiada. Zawołałem chłopów spod cerkwi i we czterech podnieśliśmy malucha. Leżał tam, wcale nie pobity, nie zakrwawiony, ale bez znaku życia. Starosta powiedział w końcu: “Zobaczyłem, że batiuszka już idzie, nawróciłem i nagle światła mi zgasły, a potem poczułem, że ktoś pod koła wpadł. “
Policyjny komunikat
Ludzie właśnie ciągnęli na nabożeństwo. Drogę zatarasowała im karetka, policja, strażacy. Lekarz stwierdził zgon. Policja napisała krótki komunikat: “Jadący maluchem 76-letni kierowca w wyniku awarii świateł i niezachowania należytej ostrożności potrącił idącego prawą stroną jezdni mężczyznę. Pieszy – 49-letni mieszkaniec wsi w wyniku doznanych obrażeń zginął na miejscu”.
Batiuszka osierocił dwójkę dzieci, dorosłych już. Służył w tej wiosce od 10 lat. Lubili się zawsze i dobrze dogadywali z cerkiewnym starostą. Parafia niewielka, zaledwie kilkuset wiernych. Nie mogą uwierzyć, że doszło do takiej tragedii.
- Policja nie stwierdziła nawet żadnych śladów na samochodzie. Może on wcześniej zawał miał i upadł wprost pod koła? – szukają innego wytłumaczenia.
Na te wątpliwości policja odpowie po sekcji zwłok.
Straciliśmy pasterza
Wielkanoc to najbardziej radosne święto cerkiewne, święto świąt. Ale tej nocy wierni w Kuraszewie nie śpiewali. Płaszeczenicę, całun z wizerunkiem Chrystusa podczas procesji nieść może tylko kapłan. Wszyscy czekali, aż dojedzie ksiądz z Czyż.
- Trzykroć okrążaliśmy cerkiew, jak zawsze i wszyscy płakali, jak nigdy – opowiada pani Maria z Kuraszewa. – Bo drugiego takiego proboszcza to już mieć nie będziemy. Do każdego otwarty, nigdy nie patrzył, ile mu kto w kieszeń wkłada. Jak trzeba było to i ze swojego biednemu dołożył.
- Dobry był człowiek – dogaduje druga kobieta z ławeczki, w żałobie – Ale i starosta dobry, uczciwy, spokojny, pobożny. Jak mu teraz dożywać z takim ciężarem na duszy? Poszłabym do niego, żeby pocieszyć, że my nie mamy żalu do niego, ale nie chce gadać – wyciera oczy.
- Jakoś tak niezwyczajnie te wypadki się ułożyły i tragicznie – mówi pan Piotr. Siedzi z kolegami przy świątecznym stole, wystawionym na podwórko, bo pogoda piękna. – I że to właśnie teraz, na Wielkanoc. Teraz my wiemy, co to stracić swojego pasterza. I jak teraz nie wierzyć w życie za grobem? Co mówić: ot umarł i wsio?
Polska Cerkiew podziękowała księdzu Grygorukowi za jego służbę na swojej stronie internetowej. Dzisiaj zostanie pochowany w rodzinnej parafii w Hajnówce, skąd pochodzi.

Autor artykułu: Urszula Dąbrowska

Lepiej, nie znaczy dobrze

Monday, April 24th, 2006


Przeciwko Polonii gospodarzy poprowadził szkoleniowiec bramkarzy Mirosław Dymek, który dokonał kilku istotnych korekt w składzie. Rozgrywanie akcji Dymek powierzył rutyniarzom Jackowi Chańko i Jackowi Markiewiczowi, Paweł Sobolewski wrócił na lewą pomoc, a po przeciwnej stronie zagrał Remigusz Sobociński. W defensywie po kontuzji zagrał Ariel Jakubowski.
Jagiellończycy rozpoczęli z wiarą w siebie i zamknęli polonistów na ich połowie. W pierwszych fragmentach bardzo aktywny był “Sobolek”, często ogrywający bytomskich obrońców. Jagi z uderzenia nie wybiła nawet kontuzja Sobocińskiego, który zerwał torebkę stawową, ani brak dopingu mających żal za słabą grę przeciwko Lechii Gdańsk.
Prezentu nie było
Brakowało tylko jednego – wykończenia akcji. Ernest Konon trafił w poprzeczkę, a kiedy piłka zmierzała już do siatki, to znakomicie bronił Marcin Suchański.
- Bramkarz Polonii rozegrał kapitalny mecz. Był pewny przy interwencjach, znakomicie spisywał się też na przedpolu. To jemu goście zawdzięczają sukces – przyznał Dymek.
Wydawało się, ze po przerwie Jaga w końcu strzeli gola broniącym się cała drużyna rywalom, niesnaski z fanami pójdą w zapomnienie i wszystko wróci do normy. Na imieninowi prezent liczyli sternicy klubu – sponsor Wojciech Strzałkowski i prezes Wojciech Sularz. Niestety, szybko okazało się, że żółto-czerwoni są źle przygotowani. Po niecałej godzinie zaczęli opadać z sił. Zauważyli to goście i wyprowadzili kontratak, po którym Artur Rozmus pogrążył gospodarzy. Śląski zespół triumfował.
- Jesienią Jagiellonia bała się u nas grać i dobrze się stało, ze pokazaliśmy na co nas stać – powiedział pomocnik Adrian Pajączkowski, po którego zagraniu padła decydująca bramka.
Opuszczone głowy
Miejscowi po raz kolejny musieli wysłuchać serię obelg z trybun, ale trzeba dodać, że próbowali wyrównać. W końcówce Polonia broniła się momentami rozpaczliwie.
- Nie kopcie tej piłki, grajcie w nią – denerwował się trener Michał Probierz.
Na jego szczęście los nie sprzyjał białostoczanom. A to sędzia nie zauważył zagrania ręką w polu karnym, a to na linii bramkowej znalazł się obrońca, kiedy wydawało się, że bramka w końcu musi paść.
Piłkarze Jagi opuszczali boisko z opuszczonymi głowami. Na odbicie się od dna trzeba poczekać do kolejnego spotkania. Nie będzie łatwo, bo na żółto-czerwonych czeka ŁKS Łódź.

Autor artykułu: (kw)

Podbił Usti

Monday, April 24th, 2006


Liczik w półfinale łatwo rozprawił się przez rsco w II rundzie z Niemcem Marcelem Schinske, a w finale uporał się 27:15 z Białorusinem Michałem Bernadskim.
W Usti zwyciężył także reprezentujący Hetmana w Pucharze Polski zawodnik Gwardii Warszawa Łukasz Maszczyk, wygrywając 26:23 w finale wagi papierowej z Niemcem Renym Beblikiem.
Drugie miejsca w Czechach zajęli Krzysztof Rogowski (54 kg) i Tomasz Hutkowski (+ 91 kg).

Autor artykułu: kw

Poławiacze stanowisk idą po władzę

Saturday, April 22nd, 2006


Wczorajsza „Gazeta Wyborcza” podała, że po objęciu przez Andrzeja Leppera resortu rolnictwa Marek Zagórski zostanie pierwszym wiceministrem, który będzie na bieżąco kierował rolnictwem. Lepper zajmowałby się głównie sprawami politycznymi.

Stanowiska drugorzędne?
Zagórski w poprzedniej kadencji był posłem z województwa podlaskiego. Do Sejmu dostał się z listy podlaskiej Platformy Obywatelskiej. Jednak bardzo szybko przeszedł do SKL-u. Zagórski uchodzi za zaufanego człowieka Artura Balazsa, byłego ministra rolnictwa w rządzie Jerzego Buzka. Obecnie jest prezesem Europejskiej Fundacji Rozwoju Polskiej Wsi.
Zagórski nie chciał wczoraj rozmawiać o swoich szansach na objęcie stanowiska wiceministra. – Nie ma o czym mówić, bo jeszcze nie ma nawet koalicji – wykręcał się Zagórski.
Genowefa Wiśniowska jest zdziwiona: – Skąd takie informacje? Przecież uczestniczę w negocjacjach koalicyjnych. Stanowiska są drugorzędne. Nas nie interesuje gra stołkami.
Po chwili dodaje: – Albo może to ja tak mocno wierzę w dobro, że nic nie wiem…
Krzysztof Putra, wicemarszałek Senatu, uważa za „mało prawdopodobne”, żeby Zagórski wszedł do rządu. – PiS ciągle chce mieć swojego ministra rolnictwa – zapewnia.
Robert Tyszkiewicz, poseł PO, nie kryje zaskoczenia, że Zagórski może wejść do resortu rolnictwa jako prawa ręka Leppera. – To wygląda na jakąś ekipę poławiaczy stanowisk – mówi Tyszkiewicz. – Wszystko o wartości tych ludzi mówi fakt, że tak szybko przebyli drogę od współpracy z PO do pomocników Andrzeja Leppera.

Bank Samoobrona
Działacze i sympatycy podlaskiej Samoobrony szykują się także do objęcia stanowisk w terenie. – W naszym banku kadr jest prawie 300 ludzi – mówi zastrzegający anonimowość podlaski działacz Samoobrony. – Musimy dostać stanowiska nie tylko w urzędzie wojewódzkim, ale przede wszystkim w agencjach rolnych.
Genowefa Wiśniowska nie zaprzecza, że „Samoobrona” przeprowadziła przegląd kandydatów na stanowiska. – Robiliśmy to bardziej pod kątem wyborów samorządowych – wyjaśnia. – W każdym powiecie przygotowaliśmy listę co najmniej 20 ludzi, którzy mogą kandydować.
W województwie podlaskim Samoobrona chciałaby dostać stanowisko wojewody. – Chcemy realizować swój program przez udział w rządzeniu – tłumaczy Wiśnowska.
Nieoficjalnie wśród kandydatów na wicewojewodę podlaskiego wymienia się Tomasza Gana, szefa białostockich struktur partii. – Nie powiem, czy to prawda – zastrzega się wiceprzewodnicząca partii.
Zapał Samoobrony studzi jednak Krzysztof Putra. – Stanowiska wicewojewodów nie będą podlegały negocjacjom koalicyjnym – mówi. – Dlatego raczej nie będzie wicewojewody z Samoobrony.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz