Szatałow nie był faworytem decydującej rozgrywki. Nie ma na koncie wybitnych osiągnięć, prowadził tylko rezerwy Amiki Wronki i czwarto, a potem trzecioligową Kanię Gostyń. Na spotkaniu sterników Jagi dyskutowane były też kandydatury Dariusza Dziekanowskiego, trenera kadry narodowej juniorów do lat 17, Krzysztofa Tochela, zwolnionego niedawno przez Zagłębie Sosnowiec i najbardziej znanego ze wszystkich Bogusława Kaczmarka, byłego opiekuna Górnika Łęczna.
Trener wie, czego chce
Po kilkugodzinnej dyskusji wybór padł na Szatałowa.
– Spodobało nam się, że Kanię, która przecież nie jest klubem bogatym, wyciągnął na szczyt trzeciej ligi. Współpracował z Pawłem Janasem i Stefanem Majewskim, a więc ma doświadczenie i odpowiedni warsztat. Poza tym wie, czego chce i takiego człowieka nam potrzeba w tej chwili – mówi właściciel Jagiellonii Wojciech Strzałkowski.
– Szatałow chce zaistnieć w klubie o ogromnej tradycji i podjąć wyzwanie. Wierzy, że Jagiellonia jest jeszcze w stanie awansować do ekstraklasy, a my tę wiarę podzielamy. Mam nadzieję, że nowy trener natchnie zawodników i poprowadzi do zwycięstw. Zostało jeszcze dziesięć kolejek i wszystko może się zdarzyć – dodaje prezes klubu Wojciech Sularz.
Ukrainiec najlepiej z piłkarzy Jagi zna Remiugiusza Sobocińskiego, który był jego… kolegą z boiska w Amice Wronki.
– Graliśmy razem przez pół roku. Pamiętam, że był pomocnikiem, spokojnym i raczej opanowanym człowiekiem. Nie wiem, jakim będzie trenerem. – opowiada Sobociński, z którego usług Szatałow nie będzie mógł skorzystać w najbliższym meczu z ŁKS Łódź, gdyż gracz Jagi doznał kontuzji torebki stawowej.
Podzielone zdania
Dziś Ukrainiec przyjeżdża do Białegostoku i będzie ustalał warunki finansowe kontraktu i czas jego trwania.
Zatrudnienie Szatałowa wywołało mieszanie komentarze wśród sympatyków Jagiellonii. Jedni cieszyli się, że żółto-czerownych obejmie młody jak na trenera człowiek, żądny sukcesów i nie bojący się wyzwania. Inni byli bardzo rozczarowani, że do klubu nie przychodzi ktoś o znanym nazwisku, będący w stanie zmobilizować rozbitych psychicznie ostatnimi porażkami zawodników. Kibice deklarują jednak, że obdarzą nowego opiekuna kredytem zaufania, a wyzwiska pod adresem graczy podczas meczu w Łodzi nie będą miały miejsca.
Odejście szkoleniowca nie spodobało się za to fanom gostyńskiej Kani, którzy darzyli go szacunkiem za to, czego dokonał w klubie, który jest aktualnie liderem silnej, wielkopolsko-pomorskiej grupy III ligi. Wkrótce okaże się, czy równie skuteczny będzie w Białymstoku.
Cel: zgrana paczka
Kurier Poranny: Z jakimi nadziejami obejmuje Pan zespół Jagiellonii?
Jurij SZATAŁOW (trener Jagiellonii): Na razie koncentruję się na najbliższym meczu z ŁKS Łódź. Muszę obudzić w chłopakach wiarę w wygranie tego spotkania. Jednym słowem, chcę z nich stworzyć zgraną paczkę. Oczywiście, głównym celem, jaki przede mną stoi, jest wywalczenie awansu do ekstraklasy. Myślę, że jak wygramy dwa, trzy mecze, na nowo odżyją we wszystkich nadzieje na występy w I lidze.
Przychodzi Pan do Białegostoku z trzecioligowej ekipy. Co może Pan zaoferować jednemu z najlepszych zespołów II ligi?
– Moją najlepszą reklamą będą dobre wyniki drużyny. Myślę, że klucz do sukcesu tkwi w psychice piłkarzy. Z kim by nie grali, jaka nie byłaby stawka spotkania, muszą być pewni swego. Potencjał na pewno jest w tym zespole. Grunt, żeby go umiejętnie wykorzystać.
Nie obawia się Pan, że nie podoła presji, jaka wywierana jest na trenerów w Jagiellonii?
– A niby czego mam się bać? Papież powiedział : „Nie lękajcie się” i ja się nie boję. Takie wyzwania mnie motywują, a nie paraliżują. Mam jasno wyznaczony cel i zamierzam go zrealizować. Każdy trener marzy o pracy w coraz lepszym klubie.
Jagiellonia jest w tej chwili takim spełnieniem moich marzeń.
Widział Pan już w akcji swoich nowych podopiecznych?
l Niestety nie i bardzo tego żałuje. Chcę spotkać się jak najszybciej z każdym piłkarzem i szczerze porozmawiać. Muszą zdawać sobie sprawę z tego, o co gramy. Mamy bardzo mało czasu żeby wszystko poukładać, dlatego teraz każda chwila będzie na wagę złota.
Dziękuję za rozmowę.
Autor artykułu: kw, ag