Licea profilowane ruszyły w 2002 roku. Miały dawać zawód i maturę. To był ich podstawowy atut. Atrakcyjnie brzmiąco profile, np. zarządzanie informacją, kreowanie środowiska przyciągały chętnych. Rodzice nie mieli wątpliwości. Wysłać dziecko do trzyletniego liceum profilowanego kończącego się egzaminem dojrzałości, czy do trwającej tyle samo zawodówki? Wybór był oczywisty.
Rozczarowanie przyszło bardzo szybko. Pierwsi zauważyli to nauczyciele. Na początku nieśmiało, dziś coraz głośniej mówią: ci uczniowie w większości powinni się uczyć w zawodówkach. Nie nadążają za wymaganiami, nie radzą sobie z programem. Nie mają też takiej motywacji do nauki, jak ich rówieśnicy z ogólniaków.
Same licea też nie zyskały dobrej marki. – Nie są to dobre szkoły – mówią wprost dyrektorzy.
– Ani ogólniaki, ani technika. Oświatowy niewypał, dziwny twór – określa wprost Janina Nierychlewska, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 w Białymstoku. Zlikwidować? Tak, nie warto utrzymać czegoś, co się nie sprawdziło – mówi zdecydowanie. – Ta szkoła daje możliwość uzyskania matury, ale na pewno nie dla wszystkich. Nie przygotowuje też do zawodu, jak to miało być.
Odebrali nam uczniów
– Od początku mówiłem, że tak będzie – Wiesław Chabowski, dyrektor Zespołu Szkół Metalowo-Drzewnych jest szczególnie rozgoryczony. Nie ma wątpliwości, że powstanie liceów profilowanych zburzyło strukturę kształcenia zawodowego.
W Białymstoku jest obecnie 12 zasadniczych szkół zawodowych, ale tylko w pięciu odbywa się nauka, do reszty nie ma chętnych. Taki los spotkał właśnie zawodówkę w Zespole Szkół Metalowo-Drzewnych. Szkoła nie kształci już stolarzy, cieślów, ślusarzy, mechaników. W ubiegłym roku próbowano uruchomić chociaż jedną klasę zawodówki. – Nie udało się – ubolewa dyrektor Chabowski. – W tym roku próbujemy znowu, ofertę mamy przygotowaną, jest zaplecze, czekają nauczyciele.
W Zespole Szkół Odzieżowych nie kształcą krawcowych. W Zespole Szkół Gastronomicznych mniej osób wybiera zawód cukiernika w Zespole Szkół Ekonomiczno-Handlowych – zawód sprzedawcy.
Dyrektor Nierychlewska ubolewa, że zlikwidowano kierunki, które dawały dobre zawody, np. technolog robót wykończeniowych – został wykreślony z klasyfikacji zawodów.
Zamknąć?
W poniedziałek szef edukacji Jarosław Zieliński na spotkaniu w Białymstoku z dyrektorami przyznał, że ministerstwo edukacji również nie ma dobrego zdania o liceach profilowanych. Dziś na ten temat zwołano naradę, zostanie przedstawiony raport. – Większość opinii jest za tym, by te szkoły zamknąć i umocnić szkolnictwo zawodowe – powiedział Zieliński.
– Kiedy? Na pewno nie od razu, bo to zburzy całą strukturę szkolnictwa. Rekrutacja do szkół na ten rok jest już zaplanowana, zaczyna się 10 kwietnia – mówi Jan Szczęsny, zastępca naczelnika Wydziału Edukacji w białostockim magistracie. Jego zadniem, taka decyzja jest możliwa dopiero od 2007 roku. Do zmian trzeba się przygotować. Pracodawcy oczekują fachowców o określonych predyspozycjach, jeśli są poszukiwane krawcowe, to z wyższym pułapem umiejętności. Szkoły muszą się przemodelować i dostosować do wymagań rynku pracy – uważa Jan Szczęsny.
Nie wylać dziecka z kąpielą
Janusz Zaniewski, dyrektor Zespołu Szkół Odzieżowych jest ostrożny w wydawaniu wyroku na licea profilowane. – Ich zamknięcie nie przełoży się na wybór zawodów rzemieślniczych takich jak stolarz, krawiec, ślusarz – mówi. – Aby przyciągnąć młodzież do szkół zawodowych trzeba w nich skrócić naukę do dwóch lat i położyć większy nacisk na szkolenie praktyczne. Licea profilowane powinny zostać, ale powinny mieć swój wyraźny kształt, by młodzież wybierała je świadomie, a nie tak jak teraz zamiast zawodówki.
Autor artykułu: Alicja ZIELIŃSKA