Archive for March, 2006

Zawodówko wróć!

Wednesday, March 29th, 2006


Licea profilowane ruszyły w 2002 roku. Miały dawać zawód i maturę. To był ich podstawowy atut. Atrakcyjnie brzmiąco profile, np. zarządzanie informacją, kreowanie środowiska przyciągały chętnych. Rodzice nie mieli wątpliwości. Wysłać dziecko do trzyletniego liceum profilowanego kończącego się egzaminem dojrzałości, czy do trwającej tyle samo zawodówki? Wybór był oczywisty.
Rozczarowanie przyszło bardzo szybko. Pierwsi zauważyli to nauczyciele. Na początku nieśmiało, dziś coraz głośniej mówią: ci uczniowie w większości powinni się uczyć w zawodówkach. Nie nadążają za wymaganiami, nie radzą sobie z programem. Nie mają też takiej motywacji do nauki, jak ich rówieśnicy z ogólniaków.
Same licea też nie zyskały dobrej marki. – Nie są to dobre szkoły – mówią wprost dyrektorzy.
– Ani ogólniaki, ani technika. Oświatowy niewypał, dziwny twór – określa wprost Janina Nierychlewska, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych nr 5 w Białymstoku. Zlikwidować? Tak, nie warto utrzymać czegoś, co się nie sprawdziło – mówi zdecydowanie. – Ta szkoła daje możliwość uzyskania matury, ale na pewno nie dla wszystkich. Nie przygotowuje też do zawodu, jak to miało być.

Odebrali nam uczniów
– Od początku mówiłem, że tak będzie – Wiesław Chabowski, dyrektor Zespołu Szkół Metalowo-Drzewnych jest szczególnie rozgoryczony. Nie ma wątpliwości, że powstanie liceów profilowanych zburzyło strukturę kształcenia zawodowego.
W Białymstoku jest obecnie 12 zasadniczych szkół zawodowych, ale tylko w pięciu odbywa się nauka, do reszty nie ma chętnych. Taki los spotkał właśnie zawodówkę w Zespole Szkół Metalowo-Drzewnych. Szkoła nie kształci już stolarzy, cieślów, ślusarzy, mechaników. W ubiegłym roku próbowano uruchomić chociaż jedną klasę zawodówki. – Nie udało się – ubolewa dyrektor Chabowski. – W tym roku próbujemy znowu, ofertę mamy przygotowaną, jest zaplecze, czekają nauczyciele.
W Zespole Szkół Odzieżowych nie kształcą krawcowych. W Zespole Szkół Gastronomicznych mniej osób wybiera zawód cukiernika w Zespole Szkół Ekonomiczno-Handlowych – zawód sprzedawcy.
Dyrektor Nierychlewska ubolewa, że zlikwidowano kierunki, które dawały dobre zawody, np. technolog robót wykończeniowych – został wykreślony z klasyfikacji zawodów.

Zamknąć?
W poniedziałek szef edukacji Jarosław Zieliński na spotkaniu w Białymstoku z dyrektorami przyznał, że ministerstwo edukacji również nie ma dobrego zdania o liceach profilowanych. Dziś na ten temat zwołano naradę, zostanie przedstawiony raport. – Większość opinii jest za tym, by te szkoły zamknąć i umocnić szkolnictwo zawodowe – powiedział Zieliński.
– Kiedy? Na pewno nie od razu, bo to zburzy całą strukturę szkolnictwa. Rekrutacja do szkół na ten rok jest już zaplanowana, zaczyna się 10 kwietnia – mówi Jan Szczęsny, zastępca naczelnika Wydziału Edukacji w białostockim magistracie. Jego zadniem, taka decyzja jest możliwa dopiero od 2007 roku. Do zmian trzeba się przygotować. Pracodawcy oczekują fachowców o określonych predyspozycjach, jeśli są poszukiwane krawcowe, to z wyższym pułapem umiejętności. Szkoły muszą się przemodelować i dostosować do wymagań rynku pracy – uważa Jan Szczęsny.

Nie wylać dziecka z kąpielą
Janusz Zaniewski, dyrektor Zespołu Szkół Odzieżowych jest ostrożny w wydawaniu wyroku na licea profilowane. – Ich zamknięcie nie przełoży się na wybór zawodów rzemieślniczych takich jak stolarz, krawiec, ślusarz – mówi. – Aby przyciągnąć młodzież do szkół zawodowych trzeba w nich skrócić naukę do dwóch lat i położyć większy nacisk na szkolenie praktyczne. Licea profilowane powinny zostać, ale powinny mieć swój wyraźny kształt, by młodzież wybierała je świadomie, a nie tak jak teraz zamiast zawodówki.

Autor artykułu: Alicja ZIELIŃSKA

Ostrożnie z wiosną

Wednesday, March 29th, 2006


W przychodniach ciągle panuje tłok. – Ciągle przychodzą pacjenci z przeziębieniem i podejrzeniem grypy. Jednak jest ich już mniej niż przed kilkoma tygodniami – przyznaje Maria Mularczyk, lekarz z przychodni przy ulicy Orzeszkowej.

Uwaga na infekcje
Ale nie oznacza to, że możemy zapomnieć o infekcjach: – Dodatnie temperatury mogą sprawić, że znów pojawi się wzrost zachorowań. Dlatego należy podchodzić z umiarem do nadejścia wiosny i ubierać się stosownie do pogody – przestrzega Maria Bilbin, lekarz z NZOZ „Pro Medica centrum” przy al. Piłsudskiego.
Lekarze radzą też, aby unikać dużych skupisk ludzkich. Na przykład zamiast jechać zatłoczonym autobusem, przejść się kilka przystanków na piechotę. Według nich to właśnie ruch na świeżym powietrzu i zdrowe odżywianie leżą u podstaw odporności.
Iwona Okuła z przychodni przy ulicy Mickiewicza ma radę dla tych, którzy już zachorowali: – Muszą wyleżeć swoje. Ostatnio pojawiło się sporo powikłań związanych z niewyleczonym przeziębieniem. Są to m.in. zapalenia ucha, oskrzeli czy płuc.

Epidemii nie będzie
Grypa zebrała już swoje żniwo. Według danych Sanepidu w trzecim tygodniu marca w powiecie białostockim zachorowało na nią blisko czterysta osób. To tegoroczny rekord.
– Ale jeszcze daleki od epidemii – uspokaja Artur Wnuk, rzecznik prasowy wojewódzkiego Sanepidu. Zresztą nie przypomina sobie, aby na Podlasiu kiedykolwiek był ogłoszony stan epidemii grypy. – W tym wypadku musiałaby wystąpić znaczna zwyżka zachorowań. To zupełnie inaczej niż w przypadku np. cholery. Tu wystarczy już jedno zachorowanie, aby ogłaszać epidemię – wyjaśnia Wnuk.

Nie wiadomo, ile grypy
Ale nawet według rzecznika Sanepidu, dane dotyczące zachorowań na grypę, mogą być zaniżone. Sanepid czerpie informacje o zachorowaniach od lekarzy. Mają oni obowiązek zgłoszenia do stacji każdego przypadku w ciągu 24 godzin. Choć z tym jest wielki problem. – Niektóre przychodnie wykonują go bardzo sumiennie, inne prawie wcale nie wysyłają zgłoszeń – przyznaje Wnuk.
– Bo trzeba wypełnić mnóstwo rubryk. Lekarze po przyjęciu 70 pacjentów naprawdę nie mają już na to siły – usprawiedliwia kolegów Joanna Zabielska-Cuieciuch, szefowa białostockiego Kolegium Lekarzy Rodzinnych i dodaje: – Dopóki nie będzie elektronicznej sprawozdawczości, dopóty cały system będzie kulał.

Autor artykułu: Anna ŁUBIAN

Wpadka za wpadką

Wednesday, March 29th, 2006


Jeden z mężczyzn zatrzymany wczoraj pracował niegdyś w policji. Przypomnijmy, że za kratkami jest już jeden z policjantów komendy wojewódzkiej (wysoko postawiony oficer).

Po nitce do kłębka
– Od kilku miesięcy dochodziły do nas informacje o nieprawidłowościach podczas egzaminów na prawo jazdy. Wszystkie te sygnały były weryfikowane i operacyjnie sprawdzane – mówi nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy podlaskiej policji.
Te materiały pozwoliły na zatrzymanie pod koniec ubiegłego roku pracownicy jednego z ośrodków szkolenia, a na początku bieżącego roku – właściciela tej firmy. Kontynuacją tego policyjno-prokuratorskiego śledztwa było zatrzymanie na początku lutego sześciu osób w wieku od 29 do 63 lat podejrzewanych o przyjmowanie korzyści majątkowych. Tydzień później wpadł 36-letni instruktor jednej z białostockich szkół nauki jazdy.
Wczoraj przed godziną 16 jeszcze trwały przesłuchania zatrzymanych rano egzaminatorów.
– Dziś na pewno nie skończymy – mówiła Bożena Kiszło, szefowa Prokuratury Rejonowej Białystok Południe. – Dopiero jutro będziemy mogli mówić o jakichkolwiek zarzutach.

Co na to szefowa?
Elżbieta Filipowicz, dyrektorka białostockiego WORD-u nie chciała wczoraj komentować kolejnych zatrzymań swoich pracowników. – Wszystkie osoby, które zatrzymano za branie łapówek, pracowały w WORD-zie od wielu lat, a sprawa, którą właśnie prowadzi prokuratura nie dotyczy przecież ostatnich miesięcy, od kiedy jestem szefową WORD-u. Trudno mi odpowiadać za to, co się tu działo za moich poprzedników – powiedziała jedynie.
Podobnego zdania jest Karol Tylenda, członek zarządu województwa podlaskiego, nadzorujący WORD.

Egzaminatorów trudno upilnować
Wydarzenia z ostatnich miesięcy spowodowały, że WORD chce zmienić sposób przydzielania egzaminatorom osób, które mają zdawać egzamin.
– Informatycy właśnie opracowują specjalny program komputerowy, który zupełnie wyeliminuje ingerencję człowieka w tej kwestii. Egzaminator do ostatniej chwili nie będzie miał pojęcia, kogo będzie egzaminował. Ten system zaczniemy stosować juz w najbliższym miesiącu – zapewnia Filipowicz.

Autor artykułu: (aga, darg)

Platforma Obywatelska. Ważny zjazd nieważny?

Monday, March 27th, 2006


Białostocka PO liczy 300 ludzi i jest największą organizacją powiatową Platformy w regionie. Choć każdy z członków partii miał prawo wziąć udział we wczorajszym zjeździe, jednak tylko 160 zarejestrowało się jako delegaci. Prawie wszyscy byli pewni, że wybory szefa partii są tylko formalnością, bo wystartuje w nich dotychczasowy przewodniczący, poseł Robert Tyszkiewicz. Ewentualnych kontrkandydatów upatrywano wśród zwolenników posła Józefa Klima, szefa struktur regionalnych PO.
Liberalna odpowiedź
- Jesteśmy demokratyczną, liberalną i konserwatywną odpowiedzią na to, co proponuje PiS – mówił Tyszkiewicz. – Taką samą odpowiedzią możemy być w samorządach. PO ma szanse wygrać zbliżające się wybory.
Tyszkiewicz zapowiedział, że w Białymstoku PO pójdzie do wyborów pod swoim szyldem i wystawi własnego kandydata na prezydenta miasta. Na koniec wyznał, że jego czas jako przewodniczącego białostockiej PO dobiegł końca. Dodał, że będzie rekomendował na szefa partii Jarosława Dworzańskiego, dyrektora szkoły podstawowej numer 22 i szefa największego koła PO. – Trzeba dać szansę na wypromowanie się nowym ludziom – wyjaśniał powody swojej decyzji Tyszkiewicz.
Kandydatura Dworzańskiego zaskoczyła większość delegatów. – To ucieczka Tyszkiewicza od odpowiedzialności – komentowali w kuluarach. – Dworzański jest po to, żeby za kilka miesięcy można było na kogoś zwalić, że przegraliśmy wybory samorządowe z PiS.
Jeszcze inni delegaci tłumaczyli, że Tyszkiewicz chce mieć wolne ręce przed wyborami na szefa regionu PO, w których chce wystartować przeciwko Klimowi.
- To złośliwa interpretacja – bronili Tyszkiewicza jego zwolennicy.
W tym czasie trwała dyskusja o polityce krajowej. Eugeniusz Załęski, delegat z Michałowa, zarzucił władzom PO, że nie mają żadnej strategii: – Jan Rokita i Donald Tusk powinni się głęboko zastanowić, czy powinni dalej kierować Platformą…
- … zapisz się do PiS – rozległy się okrzyki.
Załęski krytykował jednak dalej: że szefostwo PO nie zawarło koalicji z PiS i zapomina o szeregowych działaczach partii. – Kierownictwo Platformy powinno było wziąć pod uwagę, że zajęliśmy drugie miejsce w wyborach – mówił Załęski. – Trzeba było brać to, co należy się dla drugiego ugrupowania w Sejmie. Nasi notable zapomnieli o tym.
Delegaci wychodzą
Z kolei Adam Mucha domagał się od Tyszkiewicza, żeby jeszcze raz wyjaśnił, dlaczego nie kandyduje. Zarzucił też Dworzańskiemu, że jest odpowiedzialny za nieudaną kampanię do Senatu prof. Idy Kinalskiej.
- Kampania Platformy była najlepsza i najbardziej widowiskowa w porównaniu do innych partii – tłumaczył się Dworzański. – Jednak nie możemy liczyć na poparcie w tych środowiskach co PiS, LPR czy Samoobrona.
W wyborach na przewodniczącego został zgłoszony jedynie Dworzański. Działacze związani z Józefem Klimem nie zgłosili żadnego kandydata. Na zjeździe podjęli jednak próbę zerwania kworum. Tuż przed głosowaniem grupa 30-40 delegatów demonstracyjnie opuściła salę. Byli to głównie członkowie koła Józefa Klima, chociaż on sam został na sali.
Nieformalny lider tej grupy Adam Chwieduk wezwał Dworzańskiego, który kierował obradami, o przeliczenie liczby delegatów i stwierdzenie, czy na sali jest większość niezbędna do podejmowania decyzji. Według Chwieduka w głosowaniu musiała wziąć udział ponad połowa z 300 członków białostockiej PO. Jarosław Dworzański tłumaczył, że liczy się jedynie liczba delegatów, którzy zarejestrowali się na zjazd, a zrobiło to 160 osób.
W tej sytuacji wybory wygrał Jarosław Dworzański, którego poparło 93 delegatów, 22 było przeciw. – Głosowanie jest ważne, bo kworum stwierdzono przed rozpoczęciem zjazdu – uważa Tyszkiewicz. – Jeśli tamtej grupie nie podobała się kandydatura Jarosława Dworzańskiego, to mogli zgłosić swojego człowieka.
- To było emocjonalne zachowanie – mówi z kolei Jarosław Dworzański. – Moim zdaniem wyniki głosowania są ważne i nie budzą zastrzeżeń. Takie są prawa demokracji.
Odmiennego zdania jest Adam Chwieduk. – Jestem przekonany, że wszystkie uchwały i wyniki wyborów są nieważne z powodu braku kworum – przekonuje.
Chwieduk pytany o powody wyjścia z sali kilkudziesięciu delegatów, wyjaśnia: – Nie zmienia się koni w trakcie przeprawy. Robert Tyszkiewicz zaskoczył wszystkich swoim zachowaniem. Według Chwieduka, Jan Dworzański jest za mało znany, żeby skutecznie poprowadzić PO do zwycięskiej kampanii z silnym w Białymstoku PiS-em.
Prawdopodobnie władze krajowe i regionalne PO będą musiały wypowiedzieć się co do ważności zjazdu białostockiej PO.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz

Jedynka roku, pomysł z wyróżnieniem

Monday, March 27th, 2006


Kiedy 30 września 2005 roku, w dniu katastrofy pod Jeżewem, przygotowaliśmy sobotnie wydanie naszej gazety, przekazywaliśmy Czytelnikom najtragiczniejszą informację w historii naszej gazety i w historii tego miasta.
– Białystok płacze i taką zrobimy gazetę. Nie dotkniemy nikogo bolesnym zdjęciem, nie będzie krzykliwych tytułów – postanowiliśmy. Biało-czarna, prosta – taka była pierwsza strona sobotniego wydania „Porannego”. (more…)

Czystka czy porządki

Monday, March 27th, 2006


– Było przy niej tyle nieprawidłowości, że muszę zawiadomić wszystkie te instytucje – mówi rektor PB prof. Joanicjusz Nazarko.
O nieprawidłowościach i łamaniu prawa przy budowanie hali politechniki napisaliśmy w ubiegłą środę. Następnego dnia na konferencji prasowej rektor Nazarko potwierdził je w obecności wiceministra edukacji prof. Krzysztofa Kurzydłowskiego. – To wojna nowego ze starym – komentują sytuację pracownicy politechniki.
Nowy robi czystki
– Nowy rektor wytoczył wojnę wszystkim bliskim współpracownikom prof. Bołtryka. Ludzie są zastraszani, zwalniani z pracy pod byle pretekstem – skarży się część pracowników Politechniki Białostockiej. – Od września ubiegłego roku, kiedy nastał, z uczelni z różnych przyczyn odeszło kilkadziesiąt osób, które najczęściej sprawowały funkcje kierownicze w administracji.
Były rektor prof. Michał Bołtryk wymienia 60 osób. – Na przykład kierowniczka kadr, kierowniczka do spraw zamówień publicznych, kwestorka, dwóch adwokatów, kierownik studium wychowania fizycznego, sekretarz biura rektora, główny specjalista do spraw organizacji. Ci wszyscy ludzie przepracowali na politechnice po kilkadziesiąt lat. Podobnie jak inni zostali zwolnieni albo zmuszeni do odejścia – mówi.
On nie ma wątpliwości, że prof. Nazarko prowadzi z nim wojnę. W tym przekonaniu utwierdziło go wystąpienie obecnego rektora na czwartkowej konferencji, kiedy publicznie oskarżył swego poprzednika i jego ekipę o wielokrotne łamanie prawa i przymykanie oczu na działalność przestępczą, której dopuszczali się pracownicy uczelni.
– Zrobił to bez żadnych dokumentów. Nie wiem, czy on się boi, że za dwa lata wystartuję w wyborach i wygram? Może dlatego próbuje mnie ośmieszyć, zdyskwalifikować – zastanawia się prof. Bołtryk.
Dlaczego straciła pracę zastanawia się też Dorota Sokołowska, która do końca grudnia była na PB kwestorką. – Rektor zarzuca mi, że nie przedstawiłam mu jakichś dokumentów. Chciałabym tylko dowiedzieć się, o jakie dokumenty chodziło i kiedy ich nie dostarczyłam. Przecież już na samym początku urzędowania przekazałam nowemu rektorowi dokładne sprawozdanie dotyczące finansów uczelni – zachodzi w głowę Sokołowska.
Jej sprawa znalazła swój finał w sądzie pracy. Rektor mógł ją odwołać tylko na polecenie kanclerza. Ten jednak nie wyraził na to zgody i sam podał się do dymisji.
– Z tą kobietą pracowałem przez 13 lat. Była świetnym pracownikiem, nigdy nie było z nią żadnych problemów, dlatego bardzo często była za to nagradzana. Nie miałem najmniejszych powodów, żeby ją zwalniać – zarzeka się Mirosław Milewski, były kanclerz. – Dlatego wolałem sam odejść z uczelni.
Robię, co muszę
– Ja nie prowadzę żadnej wojny. Ja po prostu chcę wyjaśnić wszelkie nieprawidłowości, jakich dopuścił się mój poprzednik i jego ekipa – odpiera ataki prof. Joanicjusz Nazarko. – A prof. Bołtryk i jego najbliżsi współpracownicy powinni obawiać się tylko swoich grzechów z przeszłości. Ja muszę wyjaśnić szereg nieprawidłowości finansowych i przypadków łamania prawa, żeby to się już nie ciągnęło za politechniką. Praktycznie każdego dnia dowiaduję się o kolejnych nieprawidłowościach, na jakie przyzwalał mój poprzednik. Jeśli nie zareaguję, sam będę miał kłopoty.
Obecny rektor wyjaśnia, że stracił zaufanie do Milewskiego i pracowników, których ten nadzorował (przez kilkanaście lat był dyrektorem administracyjnym, później kanclerzem), kiedy dowiedział się, że ma on wyrok w zawieszeniu za fałszowanie dokumentów dotyczących przetargów PB. Dodatkowo konkurs na projekt jednej z największych inwestycji uczelni – hali widowiskowo-sportowej – wygrała jednostka PB, która formalnie nie istniała.
– A żona pana Milewskiego była jedną z autorek tego projektu – dopowiada obecny rektor. – Kiedy zaczynałem pracę rektora, nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby robić jakiekolwiek czystki na politechnice. Ale dokumenty, które każdego dnia analizuję, nie pozwalają mi na inny sposób zarządzania uczelnią.
W najbliższy czwartek rektor zamierza ogłosić wyniki audytu, który prześwietlił od początku do końca sprawę budowy hali widowiskowo-sportowej. To właśnie ona budzi ostatnio najwięcej emocji. – Już wiemy, że zostało złamane prawo. Nie mam wyjścia, w czwartek zawiadomię prokuraturę, ministerstwo edukacji, główny urząd zamówień publicznych i rzecznika dyscypliny finansów publicznych. Niech wyjaśnią tę sprawę – zapowiada prof. Joanicjusz Nazarko.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Miasto myśli o krematorium

Thursday, March 23rd, 2006


Lokalizacja jest już wybrana – Turczyn koło Białegostoku.
Cmentarz miejski przy ul. Wysockiego jest jedyną nekropolią w Białymstoku, na której chowa się zmarłych wszystkich wyznań. Każdego roku odbywa się na nim od 800 do nawet tysiąca pogrzebów. Miejsca starczy na nim jeszcze na około sześć lat (jeśli miastu uda się przekonać okolicznych działkowców, którzy zajmują tuż obok cmentarza dwa hektary, cmentarz będzie otwarty dłużej). Właśnie dlatego magistrat już teraz musi poważnie myśleć o budowie nowego cmentarza miejskiego. Ma on powstać na 50 hektarach dawnego poligonu wojskowego niedaleko Choroszczy. W tym tygodniu prezydent Białegostoku ogłosił przetarg na wykonanie badań i opracowanie opinii o przydatności terenu w Turczynie na cmentarz.

Najpierw opinie
– Na takie miasto, jak Białystok potrzebny jest cmentarz o powierzchni 25-30 hektarów. Nasz cmentarz miejski ma zaledwie 14 hektarów – mówi Krzysztof Sawicki, zastępca prezydenta Białegostoku. Już jesienią magistrat powinien mieć wszystkie potrzebne badania i opinie. Ale do budowy cmentarza wciąż będzie jeszcze daleko.
– Takie dokumenty upoważnią nas dopiero do tego, żeby sprawą zajęli się miedzy innymi główny geolog i geodeta kraju. Muszą ocenić, jaki wpływ cmentarz będzie miał na środowisko, wody gruntowe, czy można na tym terenie wyciąć część drzew, bo przecież nekropolia ma powstać w miejscu, gdzie teraz rośnie las – wyjaśnia Krzysztof Sawicki.
Dopiero kiedy wydadzą pozytywne opinie, miasto będzie mogło przystąpić do urządzania cmentarza. W planach jest też budowa nowoczesnego krematorium.

Drogi za ponad 100 mln
Koszt budowy samego cmentarza szacowany jest na 15-20 mln zł. Jednak na budowie samej nekropolii wydatki się nie skończą.
– Będzie potrzebna przebudowa całego układu komunikacyjnego. Turczyn leży za torami więc najprawdopodobniej będziemy musieli wybudować co najmniej jedną estakadę. A to koszt od 40 do nawet 80 milionów złotych – mówi Sawicki.
Do tego wszystkiego miasto zobowiąże się do budowy drogi z Klepacz do Białegostoku (teraz mieszkańcy tej miejscowości jadąc do Białegostoku pokonują drogę przez przyszły cmentarz). Droga miałaby być formą podziękowania za to, że Choroszcz wyraziła zgodę na nekropolię dla Białegostoku na swoim terenie.
Dlatego już teraz nasz magistrat przewiduje, że na przebudowę komunikacyjną wyda nawet ponad 100 mln zł.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Posprzątajcie!

Thursday, March 23rd, 2006


Brudno jest wszędzie. W parkach, na trawnikach i skwerach leżą pudełka po papierosach, opakowania po cukierkach i gumach do żucia. Spod resztek śniegu wystają fragmenty reklamówek i ulotek informacyjnych.

Brudna wizytówka miasta
Nawet przy Ratuszu, który powinien być wizytówką miasta, leżą stosy niedopałków, butelki po napojach i foliowe torby. – Musimy pogonić firmy sprzątające miasto, bo rzeczywiście jest strasznie brudno – przyznaje Joanna Łempicka, naczelnik wydziału ochrony środowiska. – Przecież nikt łaski nie robi, że sprzątnie, bo miasto za to płaci. Firmy mają obowiązek sprzątania terenów zielonych dwa razy dziennie.
Naczelnik zapowiedziała, że jeszcze dziś do firm sprzątających miasto trafią upomnienia. Specjalne instrukcje otrzymają także inspektorzy z wydziału, którzy teraz będą musieli baczniej przyglądać się sprzątaniu Białegostoku.
– Jeśli będziemy mieć dużo zastrzeżeń, wtedy będziemy karać firmy – podkreśla Joanna Łempicka.

Sprzątają tylko w nocy
Brudno jest także na ulicach i chodnikach, chociaż naczelnik zarządu dróg miejskich, Andrzej Ciechanowicz twierdzi, że już część śmieci została usunięta przez zamiatarki bądź ręcznie przez pracowników Astwy, MPO i Czyściocha.
– Chodniki i ulice są sprzątane głównie w nocy. Wtedy jest mniejszy ruch – wyjaśnia Andrzej Ciechanowicz. – Jest jednak mały problem: ostatnio w nocy jest bardzo zimno i śmieci po prostu przymarzają, dlatego trudno je usunąć.

Autor artykułu: Agnieszka Kaszuba

Ruszy w tym tygodniu

Thursday, March 23rd, 2006


Protamina musi być podawana podczas krążenia pozustrojowego, które stosuje się w trakcie operacji kardiochirurgicznych. Wówczas lekarze wstrzymują u pacjenta pracę serca, a jego funkcje przejmuje aparatura medyczna, tzw. płuco-serce. Problemy z lekiem, który w tym czasie musi być podawany choremu, zaczęły się trzy tygodnie temu. Wówczas jedyna polska firma, która ją wytwarzała, zawiesiła produkcję.
– Od tego czasu piszemy do Ministerstwa Zdrowia z prośbą o zgodę na sprowadzenie jej ze Szwajcarii. Jednak, mimo naszych interwencji, resort milczał przez dłuższy czas. Dopiero we wtorek po południu otrzymaliśmy faksem zgodę ministra. Natychmiast powiadomiliśmy dostawcę. Lek powinien do nas trafić w ciągu 48 godzin, jednak ponieważ jest sprowadzany z zagranicy, mogą być pewne przesunięcia – przyznaje Bogusław Poniatowski, szef Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
Zapewnia jednak, że operacje w klinice powinny ruszyć jeszcze w tym tygodniu. Ta – ze względu na problemy z lekiem – już od ponad tygodnia pracowała na pół gwizdka, przyjmując tylko najciężej chorych pacjentów. Lekarze odesłali w kolejki ponad 20 chorych na serce, którzy wymagają m.in. operacji wszczepienia by-passów. To jednak nie pomogło. We wtorek zostały wykorzystane ostatnie zapasy leku. Od tego czasu w klinice nie są przeprowadzane żadne operacje.

Autor artykułu: (an)

Milczeli, stracili

Tuesday, March 21st, 2006


W ubiegłym roku w budżecie podlaskiego NFZ zostało 17,7 mln zł. Pieniądze te zostały zwrócone do centrali. – Ale w całości wrócą na Podlasie na przełomie roku – zapewnia Urszula Łapińska, szefowa podlaskiego NFZ.
– Wrócą, ale nie wiadomo w jakiej kwocie – precyzuje Andrzej Troszyński z biura prasowego centrali NFZ. Dodaje, że konkretne liczby będą znane za kilka tygodni.

Dowiedzieli się z „Porannego”
Sprawa niewykorzystanych 17,7 mln zł to powód wczorajszego spotkania w Urzędzie Marszałkowskim. Wcześniej, na konferencji prasowej, podlaski NFZ przedstawił dane, z których wynika, że do powstania nadwyżki przyczyniły się szpitale, które nie wykonały kontraktów. Szefowie szpitali zaprzeczali: – Przekroczyliśmy umowy, a o nadwyżce w podlaskim NFZ dowiedzieliśmy się dopiero kilkanaście dni temu, po lekturze „Porannego”.
– Nie wskazujemy, że ktokolwiek jest winny – twierdzi teraz Urszula Łapińska.
– W dużej mierze zawinił NFZ. Ani szpitale, ani związki nic nie wiedziały o nadwyżce. A szkoda – ocenia Alicja Hryniewicka, szefowa podlaskiego oddziału Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Dlaczego NFZ nie reagował?
Jerzy Kamiński, dyrektor departamentu zdrowia w Urzędzie Marszałkowskim zastanawia się: – Jeśli NFZ już na jesieni wiedział o dodatkowych pieniądzach, to dlaczego nie reagował? Mógł przecież wykupić więcej usług medycznych i skrócić w ten sposób na przykład trzyletnie kolejki na endoprotezy. Ale nie tylko tego nie zrobił, ale nawet pod koniec roku zwlekał z podpisaniem umowy na szpitalny oddział ratunkowy w Publicznym Szpitalu Klinicznym.
Hieronim Wawrzyński, członek rady społecznej podlaskiego NFZ nie ma wątpliwości: – Na kolejnym posiedzeniu rady złożę wniosek o odwołanie pani dyrektor. Jeśli nie przejdzie, podam się do dymisji. Nie wyobrażam sobie dalej takiej współpracy.

Rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać
Na Podlasiu chyba nie ma dyrektora szpitala, który nie wiedziałby, co zrobić z niewykorzystanymi pieniędzmi. – Te 17 milionów złotych wystarczyłoby na trzyletnie funkcjonowanie mojego szpitala – przyznaje Waldemar Kwaterski, szef szpitala w Sejnach. – Ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba zrobić wszystko, żeby podobna sytuacja się nie powtórzyła. Uważam, że po pierwszym kwartale powinniśmy spotkać się z przedstawicielami NFZ. Wspólnie możemy pomyśleć, co zrobić, aby wykorzystać wszystkie pieniądze na leczenie. W tym roku musimy być mądrzejsi.
– Nam chodzi o to, żeby NFZ był urzędem carskim, ale instytucją, która rozmawia z ludźmi. Nikt nie ma recepty na mądrość. Gdyby nawet w grudniu Fundusz powiedział dyrektorom o nadwyżce, być może nie byłoby teraz niewykorzystanych pieniędzy – dodaje Jerzy Kamiński.
Co ostatecznie ustalono? Na najbliższym Sejmiku województwa szefowa NFZ ma przedstawić raport z tego, jak szpitale wykonują tegoroczne umowy. – Dodatkowe pieniądze, które pojawią się w oddziale, będziemy przeznaczać m.in. na rehabilitację, opiekę długoterminową i kardiologię – zapowiada Urszula Łapińska.

Autor artykułu: Anna Łubian