Archive for February, 2006

Ekstremalna Węglówka

Thursday, February 16th, 2006


Na Węglówce jest kilka budynków magazynowych, które miasto odkupiło od wojska ponad rok temu. Od samego początku magistrat chciał tam urządzić centrum kultury. Niedawno miejscem zainteresowała się też Fundacja B.I.E.D.A., która dwa i pół roku temu otworzyła w dawnej hali Pasmanty przy ul. Warszawskiej Skate Park „Rytm”. To jedyne takie miejsce w kraju. Kilka miast ma wprawdzie skate parki, tyle że mieszczą się one pod gołym niebem lub – tak, jak w Warszawie – pod namiotem, w którym hula wiatr. Dlatego to do Białymstoku przyjeżdżają skaterzy z Warszawy, Poznania czy Katowic. „Rytm” ma też na koncie kilka mistrzostw Polski w jeździe na rolkach, deskorolkach i bmx-ach. Ale apetyt rośnie w miarę jedzenia.

Marzą o własnej hali
Teraz Fundacja B.I.E.D.A. chce stworzyć większy skate park.
– Idealnym miejscem dla nas byłaby jedna z hal na Węglówce, która jest wysoka, a do tego jej powierzchnia to około 800 metrów kwadratowych (“Rytm” ma 300) – mówi Ewa Holiczko, szefowa Fundacji. – Hala ta jest w dobrym stanie. Nie trzeba w niej wylewać nowych podłóg, ani nawet malować ścian. Z większych prac, to wystarczyłoby jedynie zrobić łazienkę i szatnię.
W tej chwili regularnie do skate parku przychodzi 1500 osób w wielu od 4 do 30 lat. „Rytm” dostaje co pół roku dostaje dofinansowanie od miasta (do tej pory po 20 tys. zł, na te półrocze prawdopodobnie będzie to 25 tys. zł.), od czasu do czasu wspomaga go też marszałek. Jednak te pieniądze są o wiele za małe, żeby utrzymać halę. Dlatego Fundacja wraz ze skaterami znalazła kilku poważnych sponsorów.

Większa hala, więcej sponsorów
Jednak nie pieniądze są teraz głównym zmartwieniem naszych amatorów sportów ekstremalnych.
– Prawda jest taka, że gdybyśmy mieli większą halę, to udałoby się znaleźć jeszcze więcej sponsorów. Sam rozmawiałem z takimi, którzy są w stanie dać pieniądze na zrobienie w Białymstoku mistrzostw Europy – przekonuje Janusz Pietruczuk, który sam ma dwóch sponsorów: firmę odzieżową Cropp Town i Red Bulla. – Teraz nie możemy zorganizować konkursu na tak dużą skalę, bo w naszym skate parku nie ma miejsca na kamery, a tym bardziej na trybuny. Na Węglówce nie dość, że to wszystko by się zmieściło, to jeszcze obok moglibyśmy usypać hopki (górki, po których skacze się na bmx-ach), co dodatkowo urozmaiciłoby mistrzostwa.

Czy mają szansę?
W sprawie hali na terenie Węglówki we wtorek Ewa Holiczko i Janek Pietruczuk byli u prezydenta Białegostoku Ryszarda Tura.
– Nie powiedział ani, że mu się nasz pomysł podoba, ani, że się nie podoba. Zaproponował, żebyśmy złożyli swoją ofertę – relacjonuje Janek.
Prezydenccy urzędnicy mają jednak na pomysł fundacji B.I.E.D.A. konkretną odpowiedz.
– Nie. To nie ten styl. Nie można z Węglówki zrobić zsypu, wrzucić tu wszystkiego. Tego właśnie chcemy uniknąć – by po hale sięgał każdy, kto potrzebuje przestrzeni – mówi Andrzej Chwalibóg, naczelnik wydziału planowania Urzędu Miejskiego. – W urzędzie jestem jednak tylko pionkiem, nie ja będę podejmował decyzję w sprawie instytucji, które wprowadzą się na Węglówkę.

Autor artykułu: Joanna DARGIEWICZ (tż)

Zejdzie śnieg, ruszy budowa

Thursday, February 16th, 2006


DA Invest od kilku dni ma już nowe pozwolenie na budowę sklepów. Uprawomocni się ono za około dwa tygodnie. Pierwsze pozwolenie spółka otrzymała w 2002 roku – ale później zmieniła projekt sklepu, musiała wystąpić o pozwolenie zamienne. Według nowego pozwolenie przy Hetmańskiej powstanie mniejszy hipermarket, większa będzie za to galeria handlowa.
Termin otwarcia? Jeśli uda się wystartować z budową w kwietniu, to hipermarket ruszy jeszcze pod koniec roku. Jeśli budowa ruszy później, sklep zostanie otwarty w marcu 2007 roku.

Prace, których nie widać
Choć na ogrodzonym placu budowy jest ciągle zastój, DA Invest cały czas przygotowuje się do inwestycji. Firma kupiła kolejne działki, zdobyła z urzędu decyzję lokalizacyjną na budowę drugiej części centrum – hipermarketu z materiałami budowlanymi, multikina, drugiej części galerii – ma mieć aż 15 tysięcy m kw.
Z formalności DA Invest zostało jeszcze uzyskanie pozwolenia na budowę drugiej części centrum handlowego – całe ma mieć aż 45 tysięcy m kw. Musi też dostać pozwolenie na przebudowę ul. Jana Pawła II – pozwolenie na przebudowę Hetmańskiej już ma. Bo zanim ruszy hipermarket, inwestor będzie musiał przebudować Hetmańska, od Marczukowskiej do skrzyżowania przy Turkusie, skrzyżowanie, kawałek Wierzbowej oraz Jana Pawła II.

Auchan albo Geant
Z chętnymi do prowadzenie galerii inwestor nie ma najmniejszego problemu – jest ich więcej niż miejsca. Jeśli chodzi o firmę, która poprowadzi hipermarket, ciągle pozostaje to niewiadomą. O możliwość wynajmowania hali starały się koncerny Auchan, Tesco, Kaufland, Carrefour i Geant. Największe szanse na początku miał Carrefour. Na dziś zostało dwóch mocnych graczy – i albo będziemy mieli przy Hetmańskiej hipermarket spożywczy Geant, albo drugi w mieście hipermarket Auchan. – Nie wybraliśmy jeszcze firmy, która poprowadzi hipermarket. Myślę, że podpiszemy jakąś umowę nie wcześniej niż w marcu – mówi Jerzy Rasała.

Autor artykułu: Tomasz ŻUKOWSKI

Handel w szkole

Tuesday, February 14th, 2006


Entuzjazmu rodziców nie podzielają księgarze. – Dla nas to będzie makabra – twierdzi Danuta Diakonow, kierownik Księgarni Edukacyjnej przy ul. Sienkiewicza. Jej zdaniem nauczyciele powinni uczyć, a nie handlować i odbierać innym chleb.

Zestaw w każdej szkole
Sprzedaż podręczników w szkołach to pomysł polityków, ma wejść w życie w wakacje, przed nowym rokiem szkolnym.
– Od nowego roku szkolnego szkoły będą miały obowiązek układania zestawów podręczników, które obowiązywałyby wszystkich uczniów. Później – bezpośrednio u wydawcy – zamawialiby je dyrektorzy. Wszystko po to, żeby ominąć pośredników. Dzięki temu książki będą tańsze o około 25-30 procent niż w księgarniach – zapowiada Jarosław Zieliński, wiceminister Ministerstwa Edukacji i Nauki. Dodaje, że z zestawów mają korzystać kolejne roczniki uczniów.

Książki są już w szkołach
Dyrektorzy szkół, których poprosiliśmy o opinię, są zdziwieni. Nie pomysłem, lecz tym, że minister nie wie, jak wygląda szkolna rzeczywistość.
– Od pięciu czy sześciu lat uczymy z tych samych podręczników – mówi Andrzej Hanusewicz, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 6 w Białymstoku. – Nauczyciel nie ma prawa zmienić książki. Bo to problem przy przenoszeniu dziecka z klasy do klasy, a także, gdy do szkoły chodzi rodzeństwo. Nie znam szkoły, w której byłoby inaczej.
Również handlu podręcznikami nie udało się wyplenić ze szkół, mimo surowych zakazów wprowadzanych przez poprzednie rządy.
– Jako szkoła nie rozprowadzamy podręczników. Wynajmujemy za to pomieszczenie wydawnictwu. Jego pracownicy przyjeżdżają z kasą fiskalną i przez jakieś dwa tygodnie sprzedają podręczniki – mówi Hanusewicz. – Rodzice są zadowoleni, bo książki są tańsze.

Znikną pomoce naukowe?
Pomysłem ministra przerażone są za to księgarnie. Zwłaszcza te, które – jak Księgarnia Edukacyjna – żyją głównie ze sprzedaży podręczników.
– Jeśli podręczniki będą sprzedawane w szkołach, będzie nam się bardzo ciężko utrzymać na rynku – mówi Danuta Diakonow. – A razem z nami znikną pomoce naukowe, lektury, dyktanda, zbiory sprawdzianów, słowniki, leksykony, materiały metodyczne itp. To wszystko można teraz u nas dostać, ale z handlu samymi pomocami się nie utrzymamy.

Autor artykułu: Agata LEWKOWSKA

Wirtualne badanie aut

Tuesday, February 14th, 2006


Już za tydzień będą się z tego tłumaczyć przed białostockim sądem rejonowym.
Z czterech oskarżonych: Janusza D., Józefa B., Mariana P. i Adama P., jedynie ten ostatni przyznał się do winy. On też jako jedyny nie miał zarzutów przyjmowania korzyści majątkowych. Sąd i prokuratura zgodzili się na zaproponowaną przez jego adwokata karę – półtora roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata oraz dwuletni zakaz wykonywania zawodu diagnostyka.

Szef broni
Ich szef Zbigniew Jankowski wprawdzie wie o tych zarzutach, jednak o całej sprawie nie chce rozmawiać.
– Policja nic tu nie wykryła – mówi na początku. Kiedy przypominamy mu o zbliżającym się procesie, zmienia zdanie. – Dopóki nie ma wyroku w tej sprawie nie będę się na ten temat wypowiadał. Dlatego ci diagnostycy pracują na razie normalnie.
Białostoccy policjanci obserwowali ten zakład od 10 września do początku listopada 2004 roku. W tym czasie lewe badania przeszło kilkadziesiąt aut. Choć na początku policja zapowiadała, że sprawa ma szersze podłoże łapówkarskie, to w czasie śledztwa udało się udowodnić przyjęcie niewielu pieniędzy: średnio od 20 do 60 złotych.

Czują się niewinni
Oskarżeni diagnostycy nie przyznali się do winy. Mają nawet tłumaczenia dlaczego, nie wykonywali badań technicznych, do których byli zobowiązani.
– Jeśli pojazd był wcześniej serwisowany, bez sensu by było, żeby znowu wjeżdżał na stanowisko kontrole – mówił na przykład Janusz D.
– Czasami było tak, że jeden kolega mial sprawdzać wóz, a ja zajmowałem się dokumentacją. Nie zwracałem uwagi, czy był on rzeczywiście badany – twierdził inny.
Czy sąd im uwierzy okaże się już 21 lutego, na kiedy zaplanowano pierwszą rozprawę.

Autor artykułu: (mk)

Będą krótsze kolejki do specjalistów

Tuesday, February 14th, 2006


Teraz, aby dostać się do kardiologa w SPSK czy szpitalu MSWiA trzeba czekać ponad pół roku, do neurologa w Wojewódzkim Szpitalu Zespolonym – dwa miesiące, a w SPSK – dziewięć miesięcy. Pacjenci zapisują się w kolejki, bo – jak mówią – w poradniach przyszpitalnych przyjmują najlepsi specjaliści i często leczą ich od lat.
Będzie szybciej
Teraz podlaski NFZ chce to zmienić. – Dostaliśmy dodatkowo 2,5 miliona złotych na skrócenie kolejek do pięciu specjalistów. To dużo pieniędzy i mam nadzieję, że pacjenci to odczują – mówi Grażyna Pawelec, rzeczniczka podlaskiego NFZ. Jak będą dzielone pieniądze? Według list kolejkowych, które szpitale mają obowiązek co miesiąc przesyłać do NFZ. Problem w tym, że nie wszyscy to robią. W NFZ brakuje sprawozdań m.in. ze szpitala w Hajnówce, z białostockich niepublicznych przychodni specjalistycznych “Multimedica” czy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego. – Te poradnie nie dostaną dodatkowych pieniędzy – zapowiada podlaski NFZ.
Ale na tym nie koniec. Bo przy okazji Fundusz dopatrzył się też wielu błędów w listach kolejkowych, które przesyłają największe białostockie szpitale. Wynika z nich, że np. do kardiologia w szpitalu MSWiA w sierpniu było zapisanych tylko 10 osób, ale czas oczekiwania wynosił 150 dni. W styczniu liczba pacjentów wzrosła do 24, za to kolejka wydłużyła się do 240 dni.
Listy dla pacjentów
- A rzetelnie prowadzone listy kolejek są bardzo potrzebne pacjentom. Dzięki nim mogą sprawdzić, gdzie czas oczekiwania na poradę jest najkrótszy – mówi Grażyna Pawelec. I podaje kolejny przykład: poradnia kardiologiczna w SPSK. We wrześniu 2005 roku jest zapisanych 1285 pacjentów, a czas oczekiwania opiewa na 193 dni. W październiku czeka już 1800 pacjentów. I ta liczba nie zmienia się do stycznia.
- A przecież pod koniec roku przekazaliśmy do poradni przy SPSK dodatkowe pieniądze, żeby skrócić kolejki. Jednak listy oczekujących nawet nie drgnęły, a pacjenci ciągle są niezadowoleni – mówi Grażyna Pawelec.
Dyrektor SPSK Bogusław Poniatowski nie widzi problemu: – U nas wszystko jest w porządku. Żeby nasi pacjenci odczuli skrócenie kolejek, powinniśmy dostać całą dodatkową kwotę. W przeciwnym wypadku kolejki tylko lekko drgną.

Autor artykułu: (an)

Hipermarketu nie będzie: jedni się cieszą, inni są rozczarowani

Saturday, February 11th, 2006


– Na pewno cieszymy się, że nasze zastrzeżenia sąd uwzględnił – mówi Urszula Taraszkiewicz.
Jest jedną z osób, które zaskarżyły do WSA uchwałę Rady Miejskiej dopuszczającą budowę „wielkopowierzchniowego obiektu handlowego” w rejonie ulic Sikorskiego, Zawadzkiej i Wyszyńskiego. Ona i jeszcze dwóch właścicieli terenów sąsiadujących z przyszłym hipermarketem ( Występowaliśmy także niejako w imieniu jeszcze kilku starszych osób – uzupełnia Urszula Taraszkiewicz) obawiali się, że inwestycja nie pozwoliłaby im użytkować nieruchomości zgodnie z potrzebami.
– To w tej chwili ogródki, działki rekreacyjne. Według planów miałby zostać poprzecinane drogami. Byłyby też zanieczyszczenia, hałas – mówi.
W gronie zadowolonych z „zablokowania” budowy hipermarketu są także łomżyńscy kupcy.
– Cieszymy się, choć nie byliśmy stroną postępowania – mówi Wojciech Winko z Forum Gospodarczego Łomży. – Chciałbym podkreślić, że jest to chyba pierwszy w kraju, precedensowy wyrok w tego rodzaju sprawie od wprowadzenia nowej ustawy o planowaniu przestrzennym.
Wiceprezydent Łomży Marcin Sroczyński osobiście jest zwolennikiem powstania w Łomży przynajmniej jednego hipermarketu i jest trochę rozczarowany, ale w tej sprawie władze miasta były jedynie obserwatorami.
– Plan zagospodarowania powstał z inicjatywy Rady Miejskiej, a my do czasu rozstrzygnięć sądowych nie podejmowaliśmy żadnych decyzji związanych z inwestycją – podkreśla Sroczyński.
Radny Jerzy Brodziuk, jeden z inicjatorów przygotowania planu dopuszczającego budowę hipermarketu, nie ukrywa rozczarowania i nie ma wątpliwości.
– Powinniśmy rozstrzygnięcie WSA zaskarżyć – mówi. – Nie znam oczywiście uzasadnienia sądu, ale słyszałem, że głównym powodem unieważnienia uchwały była jej niezgodność ze studium zagospodarowania. Ale przecież studium z mocy prawa straciło już wcześniej ważność.
Jest także pewien, że na werdykt WSA miała afera z osobami podejrzanymi o próby korupcyjne związane z budową centrum handlowego.
Co dalej z hipermarketem w Łomży? Rada Miejska może decyzję białostockiego sądu zaskarżyć do NSA. Może też ponownie rozpocząć procedurę przygotowania nowego planu zagospodarowania. W każdym przypadku oznacza to wiele miesięcy zwłoki.
– Mam nadzieję, że dla samorządu będzie to także nauka, jak prowadzić tego rodzaju procedury – mówi Wojciech Winko.
Wiceprezydent Sroczyński uważa, że dla Łomży werdykt WSA to niedobra nowina. – Nie będzie przebudowy ważnego skrzyżowania Zawadzkiej i Sikorskiego, kilku przedsiębiorców liczyło na kontrakty przy budowie, hipermarket prawdopodobnie powstanie szybciej w Ostrołęce i pieniądze będą z Łomży odpływać – wylicza potencjalne straty.
– To wpłynie bardzo negatywnie na rozwój Łomży i znów będzie sygnał, że tu nie ma dobrej atmosfery dla inwestorów z zewnątrz – dodaje Jerzy Brodziuk.
A Urszula Taraszkiewicz, mieszkanka miasta uważa, że hipermarket powinien w Łomży powstać. – Ale gdzieś na obrzeżach miasta – dodaje.

Autor artykułu: (mag)

Hipermarket zakazany

Saturday, February 11th, 2006


Na wyrok, o którym wczoraj napisaliśmy Łomża czekała z zaciekawieniem. O budowie hipermarketu stało się głośno, kiedy “Poranny” napisał o śledztwie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Prokuratury Apelacyjnej w Białymstoku. Chodziło o podejrzenie łapówkarstwa przy załatwianiu pozwoleń na budowę hipermarketu.
Do dzisiaj, oprócz właścicieli ogródków działkowych i kupców, którzy są zdecydowanymi przeciwnikami budowy hipermarketu, łomżyńscy radni i wysocy urzędnicy dzielą się na zwolenników i przeciwników tej budowy.
Wygrali ciszę i spokój
- Cieszymy się, że nasze zastrzeżenia zostały uwzględnione – mówi Urszula Taraszkiewicz, która zaskarżyła uchwałę razem z dwójką innych właścicieli nieruchomości. – Nasze nieruchomości to w tej chwili ogródki, działki rekreacyjne. Według planów miałby zostać poprzecinane drogami. Byłyby też zanieczyszczenia, hałas – dodaje.
Wiceprezydent Łomży Marcin Sroczyński osobiście jest zwolennikiem powstania w Łomży przynajmniej jednego hipermarketu w mieście. – Plan zagospodarowania powstał z inicjatywy Rady Miejskiej, a my do czasu rozstrzygnięć sądowych nie podejmowaliśmy żadnych decyzji związanych z inwestycją – podkreśla Sroczyński.
- Powinniśmy rozstrzygnięcie WSA zaskarżyć – mówi radny Jerzy Brodziuk, jeden z inicjatorów przygotowania planu dopuszczającego budowę hipermarketu.
Podejrzani zatrzymani
23 lutego 2005 roku radni z Łomży przyjęli uchwałę, która dopuszczała “lokalizację obiektów handlowych o powierzchni powyżej 2000 tys. metrów” przy ul. Sikorskiego i Zawadzkiej w Łomży. Tereny te wykupiła częściowo spółka Echo Investment. Już wtedy w Łomży pojawiły się plotki, że uchwała mogła być załatwiana za łapówki. Mówił o tym m.in. ówczesny przewodniczący Rady Miejskiej w Łomży Jan Jarota.
Pod koniec listopada ABW zatrzymała pod zarzutem płatnej protekcji dwóch białostockich przedsiębiorców Jacka M. i Zbigniewa K., którzy obiecali, że za 50 tys. euro kupią korzystny dla Echo Investment wyrok WSA. Pod koniec stycznia Prokuratora Apelacyjna w Białymstoku złożyła też wniosek o aresztowanie znanego białostockiego adwokata Jerzego W. Ten z kolei miał obiecać, że za 30 tys. euro załatwi korzystny wyrok. Sąd Okręgowy w Olsztynie ma zdecydować czy adwokat trafi do aresztu.
Można nadal skarżyć
Dlaczego sąd wydał taki wyrok? Na razie jeszcze nie ma uzasadnienia wyroku. Sędzia sprawozdawca prof. Stanisław Prutis wygłosił jedynie ustną sentencję wyroku.
- Po pierwsze sąd stwierdził nieważność zaskarżonej uchwały – mówi Elżbieta Trzeciak, rzecznik prasowy WSA w Białymstoku. – Po drugie zaskarżona uchwała nie może być wykonana w całości do czasu uprawomocnienia się wyroku. Ponieważ sąd wydał wyrok uchylający uchwałę, to zostanie także sporządzone jego uzasadnienie. Stronom przysługuje możliwość zaskarżenia wyroku do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie.
Tak było
Właściciele działek przy ulicach Sikorskiego, Zawadzkiej i Wyszyńskiego najpierw złożyli skargę do wojewody podlaskiego, który, choć dopatrzył się naruszenia prawa, to nie uchylił uchwały. Potem zwrócili się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Białymstoku. Twierdzili, że w “studiom kierunków zagospodarowania przestrzennego” z 2002 roku, nie wskazano miejsc, gdzie mogą być lokowane hipermarkety, choć jest to wymagane prawem. Domagali się wstrzymania wykonania uchwały oraz jej uchylenia jako niezgodnej z prawem.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz, mag

Bliskość – przyciąga, trudności – ograniczają

Friday, February 10th, 2006


Kurier Poranny: l Jak się handluje z Białorusią?
Józef Łochowski: – Trudno. Ale nie ma wyjścia, bo z drugiej strony handluje się najłatwiej, ponieważ jest blisko. Może handlowanie z Chinami byłoby formalnie prostsze, ale wymaga czasu i wysiłku, żeby tam dojechać i znaleźć partnera. A tu i kontakty z dawnych lat, i kontakty przygraniczne ułatwiają wymianę handlową. Co wcale nie znaczy, że jest to łatwe i przyjemne.

l W takim razie, co jest największym problemem?
- Myślę, że handel i wszelkie kontakty obrzydzają nam politycy. Powinno być tak, że to polityka otwiera rynki i możliwości. Politycy dogadują się pierwsi. Stwarzają, jak to się mówi. dobry klimat dla wzajemnych stosunków i wymiany handlowej. Tymczasem u nas z Białorusią jest odwrotnie. Politycy robią wszystko, żeby nam obrzydzić wzajemne kontakty. Ale polscy i białoruscy przedsiębiorcy są wytrwali: w ciągu pięciu lat czterokrotnie zwiększyli obroty.

l Czyli potrzeba wymiany handlowej istnieje cały czas…
- Oczywiście. Nie jest to natomiast rozwój na miarę stosunków miedzy sąsiadami. Nie ma trwałych powiązań, ani większych polskich inwestycji na Białorusi, bo nikt nie jest pewny, co będzie jutro. Białoruś jest w dużym stopniu nieprzewidywalnym partnerem. Z dnia na dzień wprowadza ograniczenia, limity, cła. W ten sposób wstrzymano eksport polskiego drewna, a jako inwestorzy chcielibyśmy więcej stabilności. Pewności, że pieniądze, które się tam zainwestuje, nie przepadną. Nie zmarnuje się kupione urządzenie, bo nie będzie co przerabiać.
Poza tym, na Białorusi brak wolnego rynku. Były np. polskie firmy, które chciały inwestować w przetwórstwo mleka. Ale okazało się, że nie można sobie mleka kupić, bo jest to produkt deficytowy, z przydziału. Ta mleczarnia dostaje tyle, a ta tyle. Są to wielkości ustalane urzędowo. To przekreśla możliwość inwestowania. Można przywozić surowiec z Polski, ale sprzedawać w ich cenie urzędowej. Byłby to – delikatnie mówiąc – trudny biznes. Ale jest też wiele dziedzin, w których dobrze się współpracuje. W końcu działa tam 350 polskich firm. Połowa jest w stu procentach z polskim kapitałem, połowa to joine venture. Istnieją wiele lat. To nie są jakieś giganty, ale są.

l Jakie były przyczyny owego czterokrotnego wzrostu obrotów?
- Od strony białoruskiej kupujemy głównie surowce i nawozy. Na przykład przetwory ropy naftowej (benzynę, olej) i bardzo dużo soli potasowej. A ponieważ udało się ograniczyć cło na tę sól do Unii i zabiegamy o przedłużenie tego zwolnienia, to cena za jaką ją dalej sprzedajemy jest w miarę przyzwoita. I niższa od cen niemieckich czy izraelskich. Kupujemy też na Białorusi traktory, lodówki. Sporo cementu i stali zbrojeniowej dla budownictwa.

l Co my mamy do zaoferowania stronie białoruskiej?
- Kineskopy do ich fabryk telewizorów. Bardzo szybko wzrasta sprzedaż produktów rolno spożywczych. Z niepokojem przysłuchujemy się, że Rosja może narzucić zahamowanie tego eksportu. Miejmy nadzieję, że nie dojdzie do takiego absurdu. Sporo sprzedajemy także przetworzonych towarów przemysłowych np. odzieży.

l Jak wygląda mapa polskich firm handlujących z Białorusią? Czy dominują te ze ściany wschodniej? Czy z zachodniej Polski również probują tu sięgać?
- O tak, próbują. Jak Izba robi w Warszawie spotkania biznesowe dotyczące handlu z Białorusią, to większość firm jest spoza ściany wschodniej. Firmy z waszego województwa dają sobie radę bez naszego pośrednictwa. Z Zielonogórskiego czy Rzeszowskiego są bardziej zdane na naszą pomoc, bo nie mają bezpośrednich, osobistych kontaktów. Geografia zainteresowań jest więc pełna, ale ze względów choćby logistycznych, przewagę mają regiony przygraniczne.

l W środę w Białymstoku odbył się polsko-białoruski gospodarczy “okrągły stół”. Czego po nim oczekiwaliście?
- Lepszych warunków dla handlu. Przekazaliśmy uwagi biznesu władzom: ambasadorowi Białorusi, przedstawicielom Polski. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że nasz biznes ma ogromne problemy z ubezpieczaniem transakcji i musi się przebijać przez potężną administracyjną biurokrację. To takie nasze wewnętrzne bariery. Ale trwa też ciągle dyskusja na temat przekraczania granicy, bo stoi się tam godzinami, dniami. Będziemy po raz kolejny proponowali, żeby przedstawiciele tzw. trwałego biznesu mieli w tej sprawie jakieś ułatwienia. Może odrębne przejścia? Trudno sobie wyobrazić, że ktoś jedzie z surowcem do swojej fabryczki i traci dzień, na przekroczenie granicy, a potem przez pół godziny dojeżdża do firmy. Musimy przekonać nasze rządy, żeby nam w tej sprawie pomogły.

Autor artykułu: Maryla Pawlak-Żalikowska

Dadzą na dziecko, zabiorą na mieszkanie

Wednesday, February 8th, 2006


Posłowie śpieszyli się z ustawą o becikowym, a że pośpiech nie jest dobrym doradcą świadczą problemy, które będą mieli przyszli świadczeniobiorcy. Dopiero teraz Ministerstwo Transportu i Budownictwa przygotowało projekt nowelizacji ustawy o dodatkach mieszkaniowych, w których znajdzie się zapis, że becikowe nie wlicza się do dochodu przy obliczaniu wysokości dodatku mieszkaniowego. Sejm nie wyznaczył jeszcze terminu głosowania, więc część rodzin, które jako pierwsze odbiorą zapomogę tysiąc złotych na dziecko, stracą średnio 840 zł dodatku na mieszkanie!

Becikowe to też dochód
W ubiegłym roku o dodatek mieszkaniowy dostało w Białymstoku ponad 21 tysięcy osób. Aby otrzymać te pieniądze trzeba spełnić wiele kryteriów, m. in. w gospodarstwie wieloosobowym dochód nie może przekroczyć 703 zł i 23 gr na jedna osobę. Teraz becikowe może zablokować młodym rodzicom dostęp do tego świadczenia.
– Według obowiązujących dziś przepisów, oba becikowe: te dla najuboższych i te dla wszystkich traktowane są jako dochód – tłumaczy Irena Matyka, zastępca dyrektora Zarządu Mienia Komunalnego.- Jeśli ktoś dostanie dodatek na dziecko na trzy miesiące przed złożeniem do nas wniosku, to kwota jego dochodu wzrośnie. Każdy, kto przekroczy wyznaczony próg dochodowy, nie dostanie od nas dodatku przez pół roku. To u nas średnio 140,73 zł. miesięcznie.
Dodatek mieszkaniowy przyznawany jest na sześć miesięcy. Ci, którym został on już przyznany, np. w styczniu, nie stracą pieniędzy mimo becikowego.

Dwa razy po tysiąc
W zapisie przyjętej na gorąco ustawy o świadczeniach rodzinnych znalazła się jeszcze jedna drzazga. Nieuczciwi rodzice mogą wyłudzać zapomogi. Aby uniknąć problemu, wystarczyło zapisać w ustawie, że wniosek składa się w miejscu zameldowania dziecka, a nie rodzica.
Teraz jeśli rodzice są zameldowani w różnych gminach, mogą złożyć wnioski o becikowe w wysokości tysiąca złotych dwa razy. Wystarczy by jedno z rodziców zgłosiło się do białostockiego Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie, pokazało skrócony akt urodzenia dziecka i swój dowód osobisty. Na koniec podpisuje oświadczenie, że nie stara się o becikowe w innym miejscu. Drugie z rodziców przeprowadza podobną operację w swoim miejscu zameldowania. Takiego procederu nie da się w żaden sposób sprawdzić, bo nie istnieje centralny system danych o nowonarodzonych dzieciach i wypłacaniu becikowego, które nie jest uzależnione od wysokości dochodu.
– Nie ma mowy o wyłudzaniu, jeśli chodzi o becikowe w wysokości 1500 zł dla najuboższych, które przyznaje się po udokumentowaniu swoich dochodów – mówi Kazimierz Kuczek, zastępca dyrektora MOPR. – Jednak w przypadku wypłat dla wszystkich rodziców w wysokości tysiąca złotych, to faktycznie jest problem ze sprawdzeniem, czy pieniądze nie zostały wcześniej pobrane w innej gminie. Świadczeniobiorcy podpisują jednak specjalne oświadczenie pod odpowiedzialnością karną i nie sądzę, by ktoś dla takiej kwoty chciał ryzykować ściganiem przez prokuratora.

Autor artykułu: Monika Kosz-Koszewska

Wyprzedaż

Wednesday, February 8th, 2006


Białostoccy deweloperzy narzekają, że praktycznie od dwóch, trzech lat miasto nie sprzedało żadnego porządnego terenu pod budownictwo mieszkaniowe. Dlatego praktycznie każdy z nich zainteresowany jest kupnem terenu na Nowym Mieście. Większych problemów magistrat nie powinien mieć też ze zbyciem kamienicy przy św. Mikołaja, budynku po starej fabryce przy Piłsudskiego 11/1 czy też dwóch drewnianych domów przy Warszawskiej.

Życiowa szansa
– Działka przy Krętej jest tak bardzo atrakcyjna, że pewnie nie tylko białostockie firmy będą nią zainteresowane, ale też i deweloperzy z innych miast – ocenia Andrzej Biruk, właściciel formy Birk-Bud. – To bardzo ładny, uzbrojony plac. A do tego ogromy. W naszym mieście tak dużej działki pod budowę mieszkań od lat nikt nie sprzedawał. Ten, komu uda się ją kupić, będzie miał zapewniony byt już na całe życie. A pracę na co najmniej pięć lat – dodaje Biruk.
Ile będzie kosztował metr kwadratowy tego rewelacyjnego placu? Cena wywoławcza nie jest jeszcze ustalona, ale magistrat uprzedza, że cena wywoławcza będzie wahała się w okolicach 3 mln zł. Swoje stawki mają też deweloperzy: 70 – 80 dolarów za metr kwadratowy.
– Teraz tyle się płaci za ładny teren. A Nowe Miasto od kilku lat jest bardzo atrakcyjną dzielnicą i ceny idą tam w górę. Przy Wiejskiej za metr trzeba już na przykład płacić aż 140 dolarów – mówi nam jeden z białostockich deweloperów. – Nie ma wątpliwości, że za plac przy Krętej trzeba będzie solidnie zapłacić. Białostockie firmy nie są aż tak bogate. Dlatego już z kolegami rozmawiamy, żeby połączyć siły i wystartować w przetargu we trzech, czterech. Wtedy byłaby szansa na wygraną i zapewnienie sobie pracy na kilka lat.
Jerzy Wenclik, naczelnik wydziału mienia w Urzędzie Miejskim zapowiada, że przetarg zostanie ogłoszony jesienią.

Będą walczyć jak lwy
Miasto powinno też sporo zarobić na kamienicy przy ul. św. Mikołaja 19 A i przyległej do niej działce, na które przetarg będzie ogłoszony jeszcze wiosną. Jeszcze rok temu deweloperzy twierdzili, że stawka za metr tego placu dobije 100 dolarów. Teraz mówi się już nie o 100, a nawet o ponad 200 dolarach za metr.
– To ostatni wolny teren w ścisłym centrum miasta. Dlatego im bliżej przetargu, tym cena jest bardziej podbijana – wyjaśnia Andrzej Biruk.
Z pewnością na coraz wyższą stawkę wpływa też fakt, że firma Green Star od ponad roku nie kryje, że chce kupić teren przy św. Mikołaja, i że jest za niego zapłacić naprawdę bardzo dużo.
– Będą walczyć o tą ziemię jak lwy. A pieniądze na to na pewno mają. Dlatego wielu z nas, pomimo tego, że chciałoby tę działkę kupić, to wie, że nie bardzo ma na to szanse. Większość z nas nie ma tyle pieniędzy, co Green Star – twierdzi właściciel dużej firmy deweloperskiej.
O tym, że Green Star będzie starał się o kupno kamienicy przy św. Mikołaja pisaliśmy już kilkakrotnie. Spółka jest już właścicielem budynku przy Lipowej 19/21, który leży równolegle do tego przy św. Mikołaja. Mając je oba mogłaby je połączyć i stworzyć spore centrum usługowo-handlowo-rozrywkowe.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz