Oba miasta – Łomża i Suwałki – mają już kompletnie opracowaną dokumentację i najpewniej za dwa, trzy miesiące będą mogły występować o pozwolenia na budowę. A z uzyskaniem tego dokumentu nie będzie większych problemów, bo tam – w przeciwieństwie do Białegostoku – władze są przekonane, że dziś lotnisko jest podstawą rozwoju.
Konkurencja nie próżnuje
Łomża chce wybudować obiekt w Czerwonym Borze, który leży na terenie powiatu zambrowskiego, a ten robi wszystko, żeby dokumenty były gotowe jak najszybciej.
– Według planów nasze lotnisko będzie w stanie przyjąć nie tylko samoloty sanitarne, sportowe i te dla potrzeb leśnictwa i straży pożarnej, ale także obsłużyć tanie linie lotnicze – mówi Alicja Mieszkowska z łomżyńskiego biura planowania przestrzennego.
– Z Białegostoku do samego Czerwonego Boru (kiedyś teren poligonu – przyp. red.) są położone tory. Jeśli będzie trzeba, odrestaurujemy je i zapewnimy mieszkańcom Białegostoku tanie połączenia lotnicze – dopowiada Marcin Sroczyński, wiceprezydent Łomży.
– U nas wprawdzie było kilku przeciwników, ale szybko udało nam się ich przekonać, że koniecznie musimy mieć to lotnisko – mówi Józef Gajewski, prezydent Suwałk. – Teraz czekamy tylko na decyzję rządu, kto będzie dzielił unijne pieniądze na infrastrukturę. Wiosną wszystko będzie jasne. Ale my wolelibyśmy, żeby fundusze dzielił rząd, a nie samorząd województwa, bo wtedy mielibyśmy szanse na zdobycie większych kwot. A jak tylko je zdobędziemy, to w ciągu roku jesteśmy w stanie wybudować obiekt.
Suwałki planują port, który będzie mógł obsłużyć nawet tanie linie. – Lotnisko to dla nas jedyna szansa rozwoju. W tej chwili jesteśmy zupełnie na uboczu. Nie ma do nas nawet jednej porządnej drogi ze stolicy – wyjaśnia Gajewski. – A my chcemy tu ściągnąć biznesmenów, turystów z zagranicy…
Zarówno Łomża, jak i Suwałki już przy najbliższym rozdaniu unijnych pieniędzy na infrastrukturę zamierzają wystąpić z wnioskami o przyznanie ich na budowę lotnisk. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w następnym roku będą miały swoje porty. To z kolei oznacza, że w tym wyścigu mogą wyprzedzić Białystok. Dlaczego? Bo stolica województwa przygotowuje się do takiej inwestycji już od kilkunastu lat, a konkurenci zaledwie od niespełna trzech. – Rok, góra półtora i będziemy mieli lotnisko – zapewnia Marcin Sroczyński.
Winą obarczą marszałka
Władze Białegostoku uparcie twierdzą, że ich planom nikt nie zagrozi. – Nie obawiam się, że Łomża i Suwałki nas wyprzedzą – twierdzi Marian Blecharczyk, zastępca prezydenta Białegostoku, odpowiedzialny m.in. za inwestycje. – Bo warunki rozwoju lotniska zależą od populacji i demografii, a ani Łomża, ani Suwałki nigdy nie będą miały tylu pasażerów, żeby się utrzymać. A w ogóle jeśli wybudują lotnisko wcześniej niż my, to będzie to oznaką głupoty urzędu marszałkowskiego – usprawiedliwia się Blecharczyk.
– Mam nadzieję, że jednak uda nam się dogadać z magistratem. Niestety, nie wszystko od nas zależy. Krywlany są jednak najbardziej zawansowanym projektem i wierzę, że nikt Białegostoku nie ubiegnie – ripostuje Karol Tylenda z urzędu marszałkowskiego.
Autor artykułu: Joanna Dargiewicz