Archive for February, 2006

Białystok myśli, Łomża i Suwałki działają

Monday, February 27th, 2006


Oba miasta – Łomża i Suwałki – mają już kompletnie opracowaną dokumentację i najpewniej za dwa, trzy miesiące będą mogły występować o pozwolenia na budowę. A z uzyskaniem tego dokumentu nie będzie większych problemów, bo tam – w przeciwieństwie do Białegostoku – władze są przekonane, że dziś lotnisko jest podstawą rozwoju.
Konkurencja nie próżnuje
Łomża chce wybudować obiekt w Czerwonym Borze, który leży na terenie powiatu zambrowskiego, a ten robi wszystko, żeby dokumenty były gotowe jak najszybciej.
– Według planów nasze lotnisko będzie w stanie przyjąć nie tylko samoloty sanitarne, sportowe i te dla potrzeb leśnictwa i straży pożarnej, ale także obsłużyć tanie linie lotnicze – mówi Alicja Mieszkowska z łomżyńskiego biura planowania przestrzennego.
– Z Białegostoku do samego Czerwonego Boru (kiedyś teren poligonu – przyp. red.) są położone tory. Jeśli będzie trzeba, odrestaurujemy je i zapewnimy mieszkańcom Białegostoku tanie połączenia lotnicze – dopowiada Marcin Sroczyński, wiceprezydent Łomży.
– U nas wprawdzie było kilku przeciwników, ale szybko udało nam się ich przekonać, że koniecznie musimy mieć to lotnisko – mówi Józef Gajewski, prezydent Suwałk. – Teraz czekamy tylko na decyzję rządu, kto będzie dzielił unijne pieniądze na infrastrukturę. Wiosną wszystko będzie jasne. Ale my wolelibyśmy, żeby fundusze dzielił rząd, a nie samorząd województwa, bo wtedy mielibyśmy szanse na zdobycie większych kwot. A jak tylko je zdobędziemy, to w ciągu roku jesteśmy w stanie wybudować obiekt.
Suwałki planują port, który będzie mógł obsłużyć nawet tanie linie. – Lotnisko to dla nas jedyna szansa rozwoju. W tej chwili jesteśmy zupełnie na uboczu. Nie ma do nas nawet jednej porządnej drogi ze stolicy – wyjaśnia Gajewski. – A my chcemy tu ściągnąć biznesmenów, turystów z zagranicy…
Zarówno Łomża, jak i Suwałki już przy najbliższym rozdaniu unijnych pieniędzy na infrastrukturę zamierzają wystąpić z wnioskami o przyznanie ich na budowę lotnisk. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, to w następnym roku będą miały swoje porty. To z kolei oznacza, że w tym wyścigu mogą wyprzedzić Białystok. Dlaczego? Bo stolica województwa przygotowuje się do takiej inwestycji już od kilkunastu lat, a konkurenci zaledwie od niespełna trzech. – Rok, góra półtora i będziemy mieli lotnisko – zapewnia Marcin Sroczyński.
Winą obarczą marszałka
Władze Białegostoku uparcie twierdzą, że ich planom nikt nie zagrozi. – Nie obawiam się, że Łomża i Suwałki nas wyprzedzą – twierdzi Marian Blecharczyk, zastępca prezydenta Białegostoku, odpowiedzialny m.in. za inwestycje. – Bo warunki rozwoju lotniska zależą od populacji i demografii, a ani Łomża, ani Suwałki nigdy nie będą miały tylu pasażerów, żeby się utrzymać. A w ogóle jeśli wybudują lotnisko wcześniej niż my, to będzie to oznaką głupoty urzędu marszałkowskiego – usprawiedliwia się Blecharczyk.
– Mam nadzieję, że jednak uda nam się dogadać z magistratem. Niestety, nie wszystko od nas zależy. Krywlany są jednak najbardziej zawansowanym projektem i wierzę, że nikt Białegostoku nie ubiegnie – ripostuje Karol Tylenda z urzędu marszałkowskiego.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Wyjaśnić, ale nie krzywdzić

Monday, February 27th, 2006


Kurier Poranny: Każdy ksiądz w PRL, wstępując do seminarium, miał zakładaną teczkę. Nie korci księdza, by wystąpić o materiały na swój temat do IPN?
Ks. Stanisław Szczepura, kustosz sanktuarium św. Wojciecha w Białymstoku: Nie. I nie mam zamiaru zaglądać. Ja wiem o sobie, że jestem czysty, a czy ktoś na mnie donosił, to ta wiedza mnie nie interesuje. (more…)

Nieopłacalny pacjent?

Monday, February 27th, 2006


Życie Łukasza zmieniło się osiem lat temu, po wypadku na motorze. Od tego czasu szpital jest jego drugim domem. Chłopak przeszedł operację serca w Warszawie, ma usuniętą śledzionę.
- Poruszam się na wózku, mam odleżyny i problemy z oddychaniem. A teraz jeszcze ta bakteria, która nie reaguje na żadne antybiotyki – mówi Łukasz. Jest teraz w szpitalu w Sokółce. Ciągle gorączkuje.
Są lepsi od Sokółki
- Wszyscy staramy się pomóc Łukaszowi, ale możliwości jego leczenia i diagnozowania na poziomie powiatu już się wyczerpały. Powinien trafić do specjalistycznego szpitala, który dysponuje lepszą bazą – nie ma wątpliwości Sławomir Kantor, lekarz rodzinny Łukasza. W czwartek wezwał pogotowie i wystawił skierowanie do szpitala.
- Wyjechaliśmy około godziny 17, wróciliśmy po 22. Nigdzie nie chcieli mnie przyjąć. Ciągle słyszałem, że nie kwalifikuję się na leczenie w Białymstoku – opowiada Łukasz.
Halina Radziszewska z Wojewódzkiej Stacji Pogotowia Ratunkowego, które w czwartek woziło Łukasza od szpitala do szpitala, wyjaśnia: – Bo ten pacjent w ogóle nie powinien być kierowany do Białegostoku. Był w klinice nefrologii przy Żurawiej i na internie w szpitalu MSWiA. Wszędzie był szczegółowo badany. Ale lekarze nie znaleźli powodu, żeby go przyjąć, więc wrócił do Sokółki – mówi Halina Radziszewska.
- Ale my jesteśmy szpitalem na takim samym poziomie usług co Sokółka. Ten pacjent powinien trafić do szpitala specjalistycznego, a nie do nas na izbę przyjęć – tłumaczy się Grzegorz Kunowski, wicedyrektor szpitala MSWiA.
Maciej Olesiński, Rzecznik Praw Pacjenta przy podlaskim Narodowym Funduszu Zdrowia przyznaje, że rzeczywiście jest tak, że z powodu braku wskazań medycznych szpital ma prawo odmówić przyjęcia pacjenta. Dodaje, że NFZ nie ma tu żadnych możliwości nacisku: – Tu między sobą powinni porozumieć się lekarze.
Najpierw dokumentacja
Ale lekarze z Sokółki są innego zdania: – Łukasz ma dwadzieścia cztery lata. On pragnie żyć. Ktoś powinien podać mu rękę. My się staramy jak możemy, ale jesteśmy tylko zwykłym powiatowym szpitalem, a nie instytutem czy kliniką. Nie mamy takich możliwości jak Białystok – mówi dr Jerzy Sudnik, ordynator oddziału internistyczno-kardiologicznego szpitala w Sokółce.
Podobnego zdania jest rodzina pacjenta: – Niektórzy mówią, że Łukasz jest po prostu nieopłacalnym pacjentem. Ale czy dlatego ma być skazany na cierpienie? – zastanawia się Krzysztof Sańko, brat cioteczny Łukasza.
- Leczenie pacjenta z takim zakażeniem jest trudne. Poza tym istnieje niebezpieczeństwo zarażenia innych osób. Taki pacjent szpitalowi się po prostu nie opłaca – mówią nieoficjalnie lekarze.
Co na to białostockie szpitale? Bogusław Poniatowski, szef Samodzielnego Publicznego Szpitala Klinicznego przyznaje, że NFZ nie odróżnia lepszych i gorszych szpitali. – Płaci tak samo. Jest jeden katalog usług dla wszystkich, niezależnie od stopnia referencyjności – mówi Poniatowski. Radzi jednak lekarzom z Sokółki, aby zwrócili się bezpośrednio do konsultanta wojewódzkiego w dziedzinie chorób zakaźnych lub innych lekarzy z Białegostoku: – Jeśli po zapoznaniu się z dokumentacją okaże się, że ten pacjent wymaga lepszej diagnostyki czy leczenia, na pewno zostanie przeniesiony do innego szpitala.

Autor artykułu: Anna Łubian (dab)

Masz nowy paszport?

Thursday, February 23rd, 2006


Zewnętrzne zmiany w dokumentach są niewielkie. Nadal wydawane są bordowe książeczki, tylko nad napisem Rzeczpospolita Polska pojawił się drugi: Unia Europejska.
Taki paszport odebrał w poniedziałek Hieronim Rybołowicz, z Białegostoku. Jeszcze tego samego dnia wybrał się na Białoruś. Granicę przekraczał w Bobrownikach. Polscy strażnicy nie mieli żadnych zastrzeżeń do ważności dokumentu, w przeciwieństwie do pograniczników białoruskich. Przez ponad godzinę sprawdzali paszport, w końcu zawrócili mężczyznę z granicy. – Stwierdzili, że nie mogą postąpić inaczej, bo nikt ich nie poinformował, że polskie paszporty się zmieniły. To samo usłyszałem w konsulacie białoruskim, który odwiedziłem po powrocie do Białegostoku – opowiada Hieronim Rybołowicz. – Dlaczego więc biuro paszportowe wydaje nowe dokumenty, skoro nasze ministerstwo nie powiadomiło o zmianie innych państw? – pyta.

Nie dostarczyli wzoru
Nie podoba się to również podpułkownikowi Stanisławowi Firlejowi, z Podlaskiego Oddziału Straży Granicznej. – Na razie z powodu nowego paszportu tylko jedna osoba została zawrócona z granicy, ale takich przypadków może być więcej. Zmienione dokumenty wydawane są w biurach paszportowych od połowy lutego, ale ich wzory do tej pory nie zostały dostarczone stronie białoruskiej. Za ten brak informacji można winić tylko polskie ministerstwa. Przez ich niedociągnięcia cierpią nasi obywatele – podkreśla ppłk Stanisław Firlej.
Podróżującym na Białoruś nie pomoże nawet konsulat tego państwa.
– Nic nie możemy zrobić, dopóki strona polska nie przekaże nam wzoru zmienionego paszportu. Osoby posiadające nowy dokument, muszą poczekać – wyjaśnia Aleksander Morgula, wicekonsul Konsulatu Generalnego Republiki Białoruś w Białymstoku.

Które ministerstwo winne?
Za wydawanie nowych paszportów odpowiada Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji.
– Wprowadziliśmy je miesiąc temu i do tej pory nie było żadnych skarg. Nowe wzory przekazaliśmy Ministerstwu Spraw Zagranicznych, które miało z kolei poinformować zagraniczne ambasady. I to MSZ należy pytać, czy wszystkie państwa zostały powiadomione o zmianach – mówi Tomasz Skłodowski, rzecznik prasowy MSWiA.
– Nowe wzory dokumentów dostaliśmy bardzo późno, bo dopiero w zeszłym tygodniu. Natychmiast zaczęliśmy je przekazywać do ambasad. Większość wysłaliśmy w piątek, resztę w poniedziałek. O zmianach w paszportach ambasady powinni powiadomić pograniczników – wyjaśnia z kolei Justyna Lewańska, zastępca rzecznika prasowego MSZ.
Dlaczego takiej informacji nie otrzymali do tej pory białoruscy strażnicy?
– Mogły się zdarzyć opóźnienia, ze względu na termin wysłania informacji. W najbliższych dniach wszystko powinno być w porządku – obiecuje Justyna Lewańska.

Autor artykułu: Marta Gawina

Biedny pan architekt

Thursday, February 23rd, 2006


– Przecież pracuję dla miasta. Tak samo jak moi koledzy z wydziału. Oni też mają podobne kartki – wyjaśnia Nowakowski.
Wczoraj dostaliśmy od Czytelnika kilka zdjęć granatowego peugeota, zrobionych telefonem komórkowym przed wydziałem planowania, przy ulicy Białówny. Peugeot jest zaparkowany w miejscu, w którym za postój trzeba płacić. Ale za jego szybą, zamiast biletu, widać kartkę z napisem: „Urząd Miejski w Białymstoku, Wydział Planowania i Zagospodarowania Przestrzennego, Główny Specjalista, mgr inż. arch. Andrzej Nowakowski”. To wystarczy, żeby kontrolerzy przymknęli oko. (more…)

Zamknijcie i remontujcie

Thursday, February 23rd, 2006


W sobotę i poniedziałek pokazaliśmy i opisaliśmy pomieszczenia socjalne w Zakładach
Naprawczych Taboru Kolejowego. Wszędzie jest brudno, w oknach brakuje
szyb, sprzęty są poniszczone, rury zardzewiałe. Robotnicy spędzają tu
nawet 40 minut dziennie. Prezes twierdził, że nie stać go na wyremontowanie pomieszczeń, bo firma ma kłopoty finansowe. (more…)

Nie zamkniemy grypy w klatce

Tuesday, February 21st, 2006


Nie potrafimy dotrzeć do każdego gospodarstwa i postawić przy nim kontrolera. Nie mamy tylu inspektorów – nie ukrywa Anatol Lewczuk, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Biała plama
A to wydział zarządzania ma dopilnować jak przestrzegamy w województwie przepisów, które obowiązują od piątku. Robi to razem z weterynarią, policją i strażą miejską.
Przypomnijmy, przepisy zakazują handlu drobiem na bazarach i wypuszczania go z pomieszczeń gospodarczych. Nie można też organizować ptasich wystaw. Ci, którzy naruszą te zasady mogą zapłacić grzywnę do 500 zł, a w drastycznych przypadkach mieć sprawę w prokuraturze.
Groźny dla człowieka wirus H5N1 wykryto m.in. w Rosji, Francji, Włoszech, Grecji, Niemczech.
Polskę najbardziej niepokoją ostatnie doniesienia. Zarażona jest cała niemiecka Wyspa Rugia. Do tej pory na świecie zachorowało na tę chorobę 169 osób, zmarło 91, ale te przypadki wystąpiły w Azji. Na mapie Europy nasz kraj jest jedną z nielicznych białych plam – wolnych od wirusa. Czy nie ma w Polsce ptasiej grypy, a może nie potrafimy go wykryć?
Wczoraj w mediach pojawiły się informacje, że badania na ptactwie są bardzo drogie i nie wszystkie przypadki dziwnych zgonów ptaków są sprawdzane.
– Zbadaliśmy ponad 12 tysięcy ptaków i nie znaleźliśmy wirusa ptasiej grypy – mówi prof. Elżbieta Samorek-Salamanowicz z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, dokąd trafiało martwe ptactwo także z Podlasia. Prof. Salamanowicz uspokaja, że polskie badania nie odbiegają od tych unijnych.
Nie wszyscy zamykają
Tylko w powiecie białostockim jest 120 dużych ferm i około 10 tysięcy gospodarstw. W samym Białymstoku mieszkańcy hodują ponad 27 tysięcy kur, w województwie zaś ponad 4 miliony. Służby porządkowe mają więc co kontrolować. Tym bardziej, że na wsi mało które gospodarstwo stosuje się do ministerialnych zaleceń.
– Zamykam kury, bo boję się ptasiej grypy i kary. Mam gospodarstwo tuż przy drodze i policjanci łatwo mogą dostrzec czy trzymam ptaki pod kluczem. A w wiosce? To różnie. Nie wszyscy zamykają kury – nie kryje Ryszard Gołębiewski, mieszkaniec Kurian i właściciel pięćdziesięciu kur, którego wczoraj odwiedziliśmy.
Gospodarze nie kryją, że trzymanie drobiu w zamknięciu jest bardzo uciążliwe. Zarządzenie to również tragedia dla hodowców gołębi.
– Trzymanie ptaków w zamknięciu osłabia je, co w konsekwencji może prowadzić do choroby. Nie wiem też co mam zrobić z nadmiarem gołębi. Zaczynają się lęgi, a ja nie mogę wystawić ptaków na targu – martwi się Adam Dembowski, hodowca gołębi ozdobnych. Nie obawiam się ptasiej grypy. To dzikie ptactwo, również dzikie gołębie są siedliskiem wszelkich chorób. A nad tym nie da się zapanować – zwraca uwagę.
Małych gospodarstw nie dopilnujemy
Na czym polega plan kryzysowy? Na razie weterynarze i Sanepid informuj. Niemal codziennie organizowane są szkolenia w instytucjach, które w wypadku kryzysu będą na pierwszej linii. Na przykład dziś szkolą się strażnicy miejscy. W teren ruszyli też pierwsi policjanci.
– Dzielnicowi mają dotrzeć do wszystkich mniejszych i większych gospodarstw – mówi nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy podlaskiej policji.
– Robimy wszystko, aby przygotować się na ewentualność epidemii. Zakupiliśmy odpowiedni sprzęt, współpracujemy z innymi służbami. Ale wszystkiego nie jesteśmy w stanie dopilnować – wtóruje Zdzisław Jabłoński, powiatowy lekarz weterynarii. – Największym problemem, praktycznie nie do opanowania są małe gospodarstwa. Dlatego apelujemy do ich właścicieli o odpowiedzialność i stosowanie się do zaleceń ministerstwa. Tylko w ten sposób możemy zmniejszyć zagrożenie – kwituje Jabłoński.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Nie zamkniemy grypy w klatce

Tuesday, February 21st, 2006


Nie potrafimy dotrzeć do każdego gospodarstwa i postawić przy nim kontrolera. Nie mamy tylu inspektorów – nie ukrywa Anatol Lewczuk, dyrektor wydziału zarządzania kryzysowego Podlaskiego Urzędu Wojewódzkiego.
Biała plama
A to wydział zarządzania ma dopilnować jak przestrzegamy w województwie przepisów, które obowiązują od piątku. Robi to razem z weterynarią, policją i strażą miejską.
Przypomnijmy, przepisy zakazują handlu drobiem na bazarach i wypuszczania go z pomieszczeń gospodarczych. Nie można też organizować ptasich wystaw. Ci, którzy naruszą te zasady mogą zapłacić grzywnę do 500 zł, a w drastycznych przypadkach mieć sprawę w prokuraturze.
Groźny dla człowieka wirus H5N1 wykryto m.in. w Rosji, Francji, Włoszech, Grecji, Niemczech.
Polskę najbardziej niepokoją ostatnie doniesienia. Zarażona jest cała niemiecka Wyspa Rugia. Do tej pory na świecie zachorowało na tę chorobę 169 osób, zmarło 91, ale te przypadki wystąpiły w Azji. Na mapie Europy nasz kraj jest jedną z nielicznych białych plam – wolnych od wirusa. Czy nie ma w Polsce ptasiej grypy, a może nie potrafimy go wykryć?
Wczoraj w mediach pojawiły się informacje, że badania na ptactwie są bardzo drogie i nie wszystkie przypadki dziwnych zgonów ptaków są sprawdzane.
– Zbadaliśmy ponad 12 tysięcy ptaków i nie znaleźliśmy wirusa ptasiej grypy – mówi prof. Elżbieta Samorek-Salamanowicz z Państwowego Instytutu Weterynaryjnego w Puławach, dokąd trafiało martwe ptactwo także z Podlasia. Prof. Salamanowicz uspokaja, że polskie badania nie odbiegają od tych unijnych.
Nie wszyscy zamykają
Tylko w powiecie białostockim jest 120 dużych ferm i około 10 tysięcy gospodarstw. W samym Białymstoku mieszkańcy hodują ponad 27 tysięcy kur, w województwie zaś ponad 4 miliony. Służby porządkowe mają więc co kontrolować. Tym bardziej, że na wsi mało które gospodarstwo stosuje się do ministerialnych zaleceń.
– Zamykam kury, bo boję się ptasiej grypy i kary. Mam gospodarstwo tuż przy drodze i policjanci łatwo mogą dostrzec czy trzymam ptaki pod kluczem. A w wiosce? To różnie. Nie wszyscy zamykają kury – nie kryje Ryszard Gołębiewski, mieszkaniec Kurian i właściciel pięćdziesięciu kur, którego wczoraj odwiedziliśmy.
Gospodarze nie kryją, że trzymanie drobiu w zamknięciu jest bardzo uciążliwe. Zarządzenie to również tragedia dla hodowców gołębi.
– Trzymanie ptaków w zamknięciu osłabia je, co w konsekwencji może prowadzić do choroby. Nie wiem też co mam zrobić z nadmiarem gołębi. Zaczynają się lęgi, a ja nie mogę wystawić ptaków na targu – martwi się Adam Dembowski, hodowca gołębi ozdobnych. Nie obawiam się ptasiej grypy. To dzikie ptactwo, również dzikie gołębie są siedliskiem wszelkich chorób. A nad tym nie da się zapanować – zwraca uwagę.
Małych gospodarstw nie dopilnujemy
Na czym polega plan kryzysowy? Na razie weterynarze i Sanepid informuj. Niemal codziennie organizowane są szkolenia w instytucjach, które w wypadku kryzysu będą na pierwszej linii. Na przykład dziś szkolą się strażnicy miejscy. W teren ruszyli też pierwsi policjanci.
– Dzielnicowi mają dotrzeć do wszystkich mniejszych i większych gospodarstw – mówi nadkom. Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy podlaskiej policji.
– Robimy wszystko, aby przygotować się na ewentualność epidemii. Zakupiliśmy odpowiedni sprzęt, współpracujemy z innymi służbami. Ale wszystkiego nie jesteśmy w stanie dopilnować – wtóruje Zdzisław Jabłoński, powiatowy lekarz weterynarii. – Największym problemem, praktycznie nie do opanowania są małe gospodarstwa. Dlatego apelujemy do ich właścicieli o odpowiedzialność i stosowanie się do zaleceń ministerstwa. Tylko w ten sposób możemy zmniejszyć zagrożenie – kwituje Jabłoński.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Komedia pomyłek

Monday, February 20th, 2006


Do przerwy spotkanie było komedią pomyłek z obu stron. Włókniarki miały kłopoty z przekroczeniem linii środkowej. Raz po raz oddawały piłkę rywalkom, ale te nie grzeszyły skutecznością. Od czasu do czasu jednak trafiał i stopniowo powiększały przewagę. Nie przeszkodziła im nawet drobna kontuzja najskuteczniejszej zawodniczki meczu – Moniki Trocińskiej. Białostoczanki nie potrafiły tego wykorzystać i do przerwy przegrywały 22:33.
Zryw miejscowych nastąpił w trzeciej kwarcie. Po akcji “2+1″ Katarzyny Krajewskiej było już tylko 37:38. Niestety, center Gimbasketu opuściła parkiet za pięć fauli i przyjezdne znów odskoczyły na kilka „oczek”. Nadzieja pojawiła się pod koniec kwarty, po kolejnej trzypunktowej akcji, tym razem Moniki Drozdowskiej (42:45). Niestety, na początku decydującej odsłony gospodynie znów kilka razy zgubiły piłkę, a powracająca do gry Trocińska poprowadziła Politechnikę do zwycięstwa.

WYNIKI 4 KOLEJKI
Gimbasket Włókniarz Białystok – Politechnika Warszawa 55:64 (9:19, 13:14, 20:12, 13:19).
Sędziowali: Michał Fedorowicz (Białystok) i Monika Jaremiszyn (Białystok). Widzów: 80.
Gimbasket: Bruczko – 15, Krajewska – 7, Drozdowska – 7, Pogorzelska – 5, Wolska – 4, Praczuk – 4, Zajkowska – 4, Zawadzka – 4, Konończuk – 3, Dębowska – 2, Rećko – 0.
Politechnika: Trocińska – 23, Szarlik – 16, Dobrodziej – 14, Prokop – 9, Rytel 2, Nizio – 0, Cieślak – 0.

SMS I PZKosz. Łomianki – Pogoń Siedlce 89:53, Huragan Wołomin – AZS UW Warszawa 69:84.
Mecz Widzew Łódź – Biomlek Chełm został przełożony.

TABELA
1. SMS I 10 20 905:527

2. AZS UW 10 17 742:633

3. Pogoń 10 16 770:726

4. Huragan 10 14 740:760

5. Politechnika 10 14 607:711

6. Widzew 9 13 677:689

7. GIMBASKET 10 12 655:840

8. Biomlek 9 11 618:828

Autor artykułu: kw

Kinoplex zamknie kina w centrum

Friday, February 17th, 2006


Wczoraj Kinoplex podpisał ostateczną umowę na budowę multikina z TK Development, spółką która wczesną wiosną przyszłego roku ma otworzyć przy ul. Augustowskiej Galerię Biała. W tym samym czasie ruszy kino. Nie potrzebuje żadnych zezwoleń, decyzji, bo jest częścią galerii, która już to wszystko ma. Budowa rusza w kwietniu.
Każdy znajdzie film dla siebie
- To będzie najlepszy i największy Kinoplex w kraju (do tej pory powstało ich pięć: w Bielsko-Białej, Opolu, Kielcach, Gdańsku, Warszawie – przyp. red.). Zamierzamy wybudować dziewięć, a nawet dziesięć sal. Największe będą na 400 widzów, najmniejsze na kilkudziesięciu. W sumie nasze kino będzie mogło pomieścić 2500 osób – mówi Krzysztof Bil-Jaruzelski, szef kina Pokój, które należy do Kinopleksu i przyszły szef pierwszego na Podlasiu kina wielosalowego.
Każdego dnia w Kinopleksie będzie wyświetlanych około 50 seansów. Wśród nich będą produkcje komercyjne, ale swoje miejsce znajdą też filmy ambitne i artystyczne.
- Chcemy grać wszystko. Także repertuar niszowy, na którym się nie zarabia, a często nawet dopłaca – obiecuje Bil-Jaruzelski. – I oczywiście na bieżąco będziemy wyświetlać wszystkie premiery – dodaje.
Trzy na jedno miejsce
Ale wiadomość o otwarciu Kinopleksu (Białystok i Lublin to jedyne większe miasta w Polsce, w których nie ma jeszcze multikin), nie cieszy szefów kin, które od wielu lat istnieją w naszym mieście. Z doświadczeń innych miast wynika, że przy dziewięciosalowym Kinopleksie szanse przetrwania ma co najwyżej jedno kino. W Opolu, Toruniu, Kielcach, Bydgoszczy i Bielsku-Białej upadły wszystkie.
- Nie ma co ukrywać: czekają nas ciężkie czasy. Nie chcemy się jednak poddać, będziemy szukać niszy, która pozwoli zachować najwierniejszych widzów – mówi Grażyna Dworakowska, dyrektor Białostockiego Ośrodka Kultury, do którego należy kino Forum. – Tuż po otwarciu Kinoplex na pewno odbierze nam zdecydowaną większość widzów, bo ludzie pójdą tam z ciekawości – przewiduje.
- Kina wielosalowe mają już wszystkie większe miasta. Ten trend trudno zatrzymać – twierdzi Jacek Chrościński z Tonu. – Łatwo nie będzie, chociaż w Olsztynie udało się pogodzić istnienie multikina i niedużego kina z ambitnym repertuarem. Może i nam to wyjdzie? – zastanawia się.
Krzysztof Derkowski z Syreny nie kryje, że jego kino ma jakąś szansę tylko wtedy, gdy przejdzie generalny remont. – Teraz mam umowę z miastem na dzierżawę Syreny tylko do końca roku. Jeśli magistrat szybko nie przedłuży jej na wiele lat, to nie będę inwestował w remont, a to oznacza koniec – nie kryje Derkowski.
Białostoczanie są podzieleni: jedni ciesza się z powstania multikina, inni narzekają, że na film trzeba będzie specjalnie jechać na obrzeża miasta.
Kto drugi, ten lepszy
Jest wielu chętnych na budowę wielosalowych kin w Białymstoku. Takie obiekty planowane są przy galeriach handlowych przy ul. Hetmańskiej, Świętojańskiej (w budynkach, gdzie mieści się jeszcze Biruna) i na Zielonych Wzgórzach, a także przy Kalinowskiego przy Podlaskiej Operze. Już teraz wiadomo, że nie wszystkie te inwestycje dojdą do skutku.
Deweloper, który buduje na Zielonych Wzgórzach już zastanawia się, czy zamiast multikina nie zrobić centrum rekreacyjno-sportowego. Jerzy Rasała z Da Inwest (ta firma wiosną rozpoczyna budowę przy Hetmańskiej) powiedział wczoraj “Porannemu”, że wybuduje duże kino tylko wtedy, kiedy będzie jako drugie w mieście. – Jeśli miałbym być trzeci, to nie ma to najmniejszego sensu – twierdzi.
Jedynie Andrzej Radecki z JWK (planuje galerię w budynkach po Birunie) patrzy w przyszłość spokojnie. – Nie zrezygnujemy z multikina. W maju złożymy wniosek o wydanie pozwolenia na budowę, jesienią chcemy rozpocząć prace – mówi Radecki. – Zdążymy wejść na rynek jako drudzy i utrzymamy się, bo mamy lepszą lokalizację niż Augustowska – przekonuje.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz