Archive for November, 2005

Za cud trzeba płacić

Friday, November 18th, 2005


Co roku półtora tysiąca pacjentek zgłasza się do Kliniki Rozrodczości i Endokrynologii Kobiecej AMB, szukając ratunku. Są zdesperowane i nieszczęśliwe.
– Kiedy tu przyszłam, byłam załamana. Czułam się taka pusta, taka do niczego. Ale udało się. Jestem w 26 tygodniu ciąży. Dzięki in vitro. To będzie syn – mówi Ania.
Wczoraj przyszła do kliniki razem z innymi pacjentkami, by wspólnie z lekarzami świętować 18. rocznicę ich pierwszego sukcesu.

Szansa na życie
Również wczoraj był wielki dzień dla Katarzyny. Lekarze pobrali jej komórki jajowe, które połączą w laboratorium z plemnikami jej męża. Wyhodują zarodki i umieszczą w ciele kobiety. Czy się uda?
Nie każda ma to szczęście. Na sto pacjentek 30 lub 40 zachodzi w ciążę.
Reszta nie rezygnuje i próbuje dalej. Choć nie jest im łatwo.
– Pierwsze nieudane in vitro to bolesne przeżycie. Kiedy dowiedziałam się, że nie zaszłam w ciąże, płakałam kilka dni – mówi Małgosia. Ale spróbowała znów i udało się. Jest w szesnastym miesiącu ciąży. – Codziennie budzę się z uczuciem, że spotkał mnie cud – mówi i płacze przyszła mama.

Za biedne na dziecko
Jednak nie każdą kobietę stać na ten cud. Jeden zabieg in vitro (razem z lekami) kosztuje 7-10 tysięcy złotych. A tylko szczęściarom udaje się za pierwszym razem.
– My próbowaliśmy trzy razy – mówi mama Oli i Piotrusia. – I dopiero za trzecim się udało.
– Przez kilka lat oszczędzaliśmy, wszystkie pieniądze szły na leczenie. Ale warto było – dodaje tata bliźniaków.
Pacjentki białostockiej kliniki uważają, że leki powinny być choć w części refundowane. Bo ich bezpłodność to choroba, dotykająca obecnie co szóstą parę.
– Leki są drogie, bo leki najnowszej generacji zawsze są drogie, tyle że te stosowane w innych chorobach są refundowane przez państwo. A nasze pacjentki za wszystko muszą płacić z własnej kieszeni – przyznaje dr hab. Jacek Szamatowicz, adiunkt z Kliniki Ginekologii AM.
Jednak polityków nie przekonują te argumenty. Minister Zdrowia, profesor Zbigniew Religa zapowiedział wczoraj, że nie będzie występował o refundację zapłodnienia pozaustrojowego in vitro. Stwierdził, że jeśli miałby wybierać, czy płacić za reanimację młodego człowieka, czy za realizację metody in vitro, to opowiedziałby się za ratowaniem życia. – Pieniędzy w systemie jest za mało. Na wszystko nie wystarcza i limity będą – powiedział profesor Religa.

* Imiona niektórych pacjentek zostały na ich prośbę zmienione

Autor artykułu: Barbara Likowska-Matys (pap)
blikowska@poranny.

Chronił zbrodniarzy

Friday, November 18th, 2005


Sprawa dotyczyła dwóch pracowników UB w Sokółce. W stosunku do jednego prokurator IPN, Jerzy Kamiński zawiesił śledztwo z powodu złego stanu zdrowia. Drugi, Stanisław B. odpowie przed sądem.
- Zarzuty wobec nich zaliczają się do zbrodni komunistycznych, ale są też przestępstwami przeciw ludzkości – powiedział nam prokurator Kamiński. – Bo działając w strukturach państwa totalitarnego i posługując się terrorem brali świadomie udział w prześladowaniach ze względów politycznych.
Stanisław B. odpowie za to, że nieprawidłowo nadzorował swoich podwładnych. W lipcu 1946 roku w areszcie w Sokółce funkcjonariusze UB zastrzelili Czesława Romanowskiego, członka NSZ. Ówczesny szef Urzędu, Stanisław B. zrobił wszystko, by udaremnić przeprowadzenie rzetelnego śledztwa. W lutym 1947 roku jego podwładni zakatowali Antoniego Gnidziejkę. Wtedy też wykazał się “dobrą wolą” i sfałszował dokumenty, by chronić zbrodniarzy. Gnidziejkę i innych działaczy polskich organizacji niepodległościowych przetrzymywano w Suchowoli. Biciem i groźbami wymuszono na nich zeznania. Wielu z przesłuchiwanych zostało na ich podstawie skazanych przez sądy wojskowe na wieloletnie wiezienie. Skatowanego Gnidziejkę funkcjonariusze zapakowali na sanie i powieźli do miejscowości Podgrodzisk, by pokazał miejsce, gdzie ukryta była broń. Mężczyzna zmarł w drodze. Wtedy ubecy postrzelili nieżyjącego, żeby upozorować jego rzekomą ucieczkę.
- Kiedy rodzina odzyskała zwłoki wezwała lekarza. To był odważny człowiek, niestety, już nie żyje. Wykazał on w dokumentach, że postrzał nastąpił już po śmierci – mówi prok. Kamiński.
Trzecia śmierć to zabójstwo Edwarda Bakuna. W 1947, jako 20-letni mężczyzna został zatrzymany za przynależność do AK. Funkcjonariusze UB zawieźli go do rodzinnej wsi pod Sokółką. Miał pokazać skrytkę z bronią. Bili go na oczach rodziców. Wyprowadzili go z wioski i za chwilę ludzie usłyszeli strzał. Znaleźli Bakuna martwego przy leśnej drodze. Okoliczności tej zbrodni nigdy nie zostały wyjaśnione.
- Stanisław B. sam nie uczestniczył w stosowaniu przemocy. Nie ma na to dowodów, ale aprobował takie zachowania u swoich podwładnych – uważa prok. Kamiński. – Aby ukryć zbrodnie mataczył, pomagał zacierać ślady, fałszował dowody.
Grozi mu za to do 10 lat pozbawienia wolności.

raster:
Na wariata
Stanisław B., dzisiaj ponad 80-letni, mieszka w Warszawie. Dostaje bardzo wysoką emeryturę, ale jako były pracownik szpitala MSW. Kiedy prokurator przedstawiał mu zarzuty na początku słuchał spokojnie. Kiedy zrozumiał, o co chodzi zaczął szlochać, krzyczeć: “Chcecie mnie zabić!”, “Wykończysz mnie!”, “Już z tego nie wyjdę”. Potem rzucał się na ziemię, histeryzował, słowem – udawał wariata.
- Myślę, że chciał w ten sposób coś na nas wymusić – prokurator Kamiński był u niego w towarzystwie kolegi z Warszawy. – Chciał chyba wzbudzić litość. Ale widać było, że to wyrachowana gra, taki teatr. Potem przeczytał dokumenty i podpisał się. Zupełnie inaczej zachowywał się np. Aleksander O. (znany białostocki literat, który został skazany za swoją powojenną działalność w UB – dop. red.). Przyjął zarzuty, można powiedzieć z godnością. Nie zgadzał się z nimi, ale był opanowany i spokojny.

Autor artykułu: (dab)

Własny kawałek tarczy

Tuesday, November 15th, 2005


Dyskusję wywołał fragment expose premiera Kazimierza Marcinkiewicza, w którym stwierdził, że Polska przystąpi do amerykańskiego programu tarczy rakietowej. Oznaczałoby to, iż na terenie naszego kraju może powstać baza amerykańskich rakiet. Byłyby one wystrzeliwane natychmiast, gdy satelity lub inne urządzenia zameldują o jakimkolwiek ataku. „Wroga” rakieta miałaby być niszczona w powietrzu.
Wczoraj informacje te dementowali praktycznie wszyscy z prezydentem Aleksandrem Kwaśniewskim i premierem na czele. Ten ostatni stwierdził, że sprawa będzie jeszcze dyskutowana, a decyzje, jeśli zapadną, to najwcześniej za kilka lat.
Natomiast już w najbliższych tygodniach, kilkanaście kilometrów pod Suwałkami, niedaleko jeziora Szelment, rozpocznie się budowa potężnego wojskowego radaru. To jeden z kilku, które w najbliższych latach mają pojawić się na polskim horyzoncie w ramach systemu wczesnego ostrzegania NATO. Wojskowi, choć nieoficjalnie, przyznają, że urządzenie może być elementem przyszłej tarczy. Supernowoczesny radar będzie śledził wszystko, co dzieje się w powietrzu w promieniu setek kilometrów.
Losy inwestycji ważyły się przez wiele miesięcy. Protestowali okoliczni mieszkańcy. Twierdzili, że tego typu urządzenie powinno znajdować się w niezamieszkałym terenie i takim, który nie żyje z turystyki. Ludzie obawiali się też szkodliwego promieniowania.
– Tego typu obiekty w czasie różnych konfliktów bombardowane są w pierwszej kolejności – dodawali. – Wtedy cała Suwalszczyzna zniknie z powierzchni ziemi.
Kwestia „wystawienia” Polski na wszelkiego rodzaju ataki, w dyskusji o udziale w programie tarczy rakietowej wysuwana jest na pierwszy plan.
Wojewoda podlaski wydał już pozwolenie na budowę radaru. Inwestycja na Suwalszczyźnie ma się rozpocząć lada dzień.

Autor artykułu: (tk)

„F„ znaczy do zawieszenia

Tuesday, November 15th, 2005


Rozkład jazdy, który ma obwiązywać od 11 grudnia jest już oficjalnie znany. Problem jednak w tym, że niektóre połączenia – w przypadku naszego województwa aż 67 – są oznaczone literą „F”. Oznacza ona, że pociągi te na pewno będą jeździły tylko do 31 marca.
Co dalej?
Być może też będą jeździć. Ale pod jednym warunkiem. – Samorząd województwa podlaskiego będzie nam musiał za to zapłacić – mówi Łukasz Kurpiewski, rzecznik prasowy PKP PR. – Samorząd zamówił u nas aż 107 połączeń. My jesteśmy w stanie wykonać tę usługę, możemy nawet uruchomić ich jeszcze więcej. Ale trzeba za to zapłacić. My nie jesteśmy instytucją charytatywną – dodaje.
PKP wyliczyło, że 9 mln zł, które chce w następnym roku zapłacić za połączenia Urząd Marszałkowski pokryje jedynie niespełna 37 proc. ogólnej kwoty.
– A to wystarczy na funkcjonowanie zaledwie 40 pociągów. Za 107, które są zaplanowane w nowym rozkładzie, trzeba zapłacić ponad 24 mln – twierdzi Kurpiewski. – Już w tym roku nasza spółka poniosła ogromne straty, bo samorząd podlaski nie zapłacił nam tyle, ile powinien. Z własnej kieszeni musieliśmy dołożyć do 60 proc. Dłużej nie możemy tak funkcjonować.
Regularny szantaż
– Zapłacimy co najwyżej 10 mln zł. Nie będziemy utrzymywali armii ludzi, którzy pracują w PKP. Dziwne jest to, że wszystkie firmy obniżają koszty funkcjonowania, a w Przewozach Regionalnych one rosną. Dlaczego zarząd głośno się nie pochwali, że od stycznia planuje wydać na siebie o 5,7 proc. więcej, niż w tym roku – mówi Jarosław Idźkowski, dyrektor departamentu infrastruktury w Urzędzie Marszałkowskim. – Niestety, znowu mamy koniec roku i znowu kolej nas szantażuje. Identyczna sytuacja powtarza się już od kilku lat.
Idźkowski wskazuje też, że kolej powinna do 10 mln zł, które dostanie od urzędu, doliczyć 6 mln, które dostanie w postaci dwóch szynobusów.
– A to przyniesie PKP dodatkowe, ogromne oszczędności – argumentuje Idźkowski. – Szefostwo kolei na razie uważa, że wszystkie sprawy załatwi przez media, krzycząc, że samorządy są złe, bo nie dają pieniędzy. Ale w końcu i tak trzeba będzie usiąść do stołu negocjacyjnego.
Na dzisiaj dyrektor podlaskiego oddziału PKP PR zwołał konferencję prasową, na której ma poinformować dziennikarzy o likwidacji połączeń w przyszłym roku. Jednak już wczoraj mówił: – Kwestie finansowe na pewno będą jeszcze nieraz omawiane pomiędzy przewozami a samorządem. Właśnie dlatego ewentualne cięcia połączeń zapowiedzieliśmy nie od 11 grudnia, a od 1 kwietnia.

Autor artykułu: Joanna Dargiewicz

Przypadkowa śmierć

Tuesday, November 15th, 2005


Dwie osoby zginęły w wypadku na drodze wylotowej z Białegostoku do Augustowa. Około godz. 6.30 zderzyły się tam trzy samochody – tir, fiat uno i osobowy mercedes. Zginęła kierująca fiatem 53-letnia kobieta i jadący z nią mężczyzna. Co się stało?
Tir najechał na leżące na drodze koło zapasowe i przewrócił się na jadącego z naprzeciwka fiata.
- Dawno czegoś takiego nie widzieliśmy. Samochód osobowy został sprasowany tak, że na początku trudno było ustalić, jaka to marka – mówili policjanci, którzy pracowali na miejscu wypadku.
- Jechałem za tym fiatem. Jechał bardzo wolno. Na pewno nie przekroczył 50 kilometrów na godzinę – zeznał wczoraj policjantom kierowca mercedesa, który również brał udział w wypadku. To potwierdzili również inni świadkowie zdarzenia.
- To była przypadkowa śmierć – komentowali na miejscu tragedii. – Kobieta jechała zgodnie z przepisami. W jednej chwili na samochód spadła naczepa tira, na której było kilkanaście ton. Nie mieli szans.
W naczepę tira uderzył jeszcze osobowy mercedes. Kierowcom ciężarówki i mercedesa nic się nie stało. Droga w miejscu wypadku była zablokowana przez cztery godziny.
Sprawca wypadku zgubił koło
Skąd na środku jezdni wzięło się koło? Wszystko wskazuje na to, że zgubił je kierowca innego tira. 32-letni mężczyzna jechał z Sejn w kierunku Warszawy. Kiedy dojechał do Makro usłyszał w CB-radio, że na trasie do Augustowa kierowca tira wpadł w poślizg przez leżące na środku drogi koło. Wtedy zorientował się, że nie ma koła w jego aucie. Wrócił na miejsce wypadku i powiedział o wszystkim policjantom.
- Okazało się, że to jest sprawca wypadku. Zatrzymaliśmy go i niebawem zostaną mu przedstawione zarzuty – powiedział nadkomisarz Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy podlaskiej policji.
Już wiadomo, że koło nie było odpowiednio zabezpieczone ani przymocowane.
- Być może ktoś przejeżdżał obok, mijał to koło. Niestety, nikt nie zareagował i wydarzyła się tragedia. Zawsze w takich przypadkach zatrzymajmy się i usuńmy przeszkodę – apeluje nadkomiosarz Dobrzyński.
Kto zabił mężczyznę?
Kolejna tragedia z udziałem tira miała miejsce w okolicach Korycina w nocy z niedzieli na poniedziałek. Wczoraj rano zwłoki około 50-letniego mężczyzny znaleźli mieszkańcy Korycina.
- Ciało leżało w przydrożnym rowie, około 500 metrów za miastem w kierunku Białegostoku – mówi sierżant Kamil Tomaszczuk z Zespołu Prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku. – Policjantom udało się ustalić, że mężczyzna jest prawdopodobnie ofiarą wypadku drogowego.
Wszystko wskazuje na to, że zdarzenie miało miejsce około północy. Mężczyzna został potrącony przez ciężarowe volvo. Sprawca wypadku uciekł. Na razie nie wiadomo, kim jest ofiara. Zabity nie miał przy sobie dokumentów. Ubrany był w szare spodnie, żółty sweter i żółtą kurtkę.
- Prosimy osoby, które widziały zdarzenie o kontakt z Komendą Powiatową Policji w Sokółce pod numerem telefonu 7110333 lub 997 – apelują policjanci.

Autor artykułu: Agnieszka Domanowska

Flagi nad pogotowiem

Thursday, November 10th, 2005


- Tak samo jest także w naszych filiach w Grajewie, Kolnie, Wysokiem Mazowieckiem, Zambrowie i Ciechanowcu – mówi Kazimierz Borkowski, szef “S” w łomżyńskiej stacji. – Chcemy dać znać panu wicemarszałkowi, że będziemy domagać się, aby swoją decyzję zmienił.
Rozpoczęty wczoraj “flagowy” protest nie wpływa na pracę pogotowia. W przyszłym tygodniu, jeżeli projekt wicemarszałka Tołwińskiego zostanie przyjęty, wytypowani pracownicy rozpoczną strajk głodowy.
W Łomży dodatkowym postulatem jest utrzymanie Grzegorza Wasilewskiego na stanowisku dyrektora. Urząd Marszałkowski planuje bowiem jego odwołanie.
Czy wiąże się to z jego stanowiskiem wobec łączenia stacji? – Bez komentarza – mówi Grzegorz Wasilewski. Przyznaje jednak, że, jego zdaniem, pomysł łączenia jednostek jest przedwczesny. – Lepszy moment na rozważanie zmian organizacyjnych w pogotowiu, nadejdzie po przyjęciu ustawy o ratownictwie medycznym. A nowy minister zdrowia profesor Zbigniew Religa obiecuje, że wejdzie ona w życie od początku 2007 roku – uważa dyrektor WSPR w Łomży.

Autor artykułu: (mag)

Kosmos zapłaci karę

Thursday, November 10th, 2005


– Gdyby połączyć jednak wszystkie wykryte uchybienia, to kara musiałaby wynieść nawet 140 tysięcy złotych – mówi Mikołaj Linkiewicz, naczelnik inspekcji w Białymstoku.
Przypomnijmy, 30 września tego roku w tragicznym wypadku pod Jeżewem zginęło dwanaście osób, licealistów i kierowców, trzynasta ofiara zmarła później w szpitalu. Autobus z licealistami (należał do Kosmosu) zderzył się z lawetą. Wciąż nie wiadomo, co było przyczyną tragedii. Ustalają to biegli.
Cenny czas
Romuald Zieleniewski, właściciel Kosmosu nie chciał wczoraj rozmawiać z prasą. Jak się dowiedzieliśmy, nie wniósł żadnych istotnych zmian do raportu pokontrolnego inspekcji.
Największe nieprawidłowości, jakie ujawniła inspekcja to naruszenia przepisów dotyczących m.in. czasu pracy kierowców. – Chodzi głównie o brak wielu tzw. wykresówek, pozwalających ustalić rzeczywisty stan pracy kierowców, czas odpoczynku i liczbę przejechanych kilometrów – podkreśla naczelnik Linkiewicz. – W dokumentacji widać manipulowanie czasem pracy kierowców.
Kosmos może się odwołać do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego, a potem nawet do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. Natomiast Główny Inspektorat Transportu Drogowego może złożyć wniosek do Ministerstwa Transportu i Budownictwa o odebranie firmie licencji na transport międzynarodowy.
Kosmos i reszta
– W przypadku orzeczenia maksymalnej kary główny inspektor z reguły występował o pozbawienie licencji – przyznaje naczelnik Linkiewicz.
Na celowniku inspekcji znalazł się nie tylko Kosmos. – Do końca roku podobne kontrole zamierzamy przeprowadzić w dziewięciu innych firmach, w czterech już trwają – mówi naczelnik. I dodaje. – Podobne uchybienia, jak w Kosmosie, nie są wyjątkiem, spotykamy je w wielu firmach. Co ciekawe, mniej w firmach przewożących towary, więcej w tych, które trudnią się przewozem osób.

Autor artykułu: (mk)

Zdążyć z ulgą

Thursday, November 10th, 2005


Sięgając po towar klienci chcą wykorzystać szansę na odzyskanie podatku i po raz ostatni skorzystać z ulgi remontowej. Mają na to czas tylko do końca grudnia. Ci, którzy przeprowadzą remont w 2005 roku mogą liczyć na zwrot 19 proc. wydatków. Z ostatniej szansy chce skorzystać co najmniej kilka tysięcy białostoczan. Najwięksi w branży już zauważają wzmożony ruch klientów.
- Październik był jeszcze spokojnym miesiącem, ale teraz przeżywamy istne szaleństwo. Chwilami jest tylu klientów, że nie radzimy sobie z ich obsługą – mówi Marzena Gierejko, kierownik działu ceramika w sklepie Akcess.
Właściciele sklepów już zastanawiają się nad zwiększeniem liczby personelu, a jeżeli będzie trzeba także wydłużeniem godzin otwarcia. Deklarują też, że na bieżąco będą uzupełniać brakujące towary.
Większe obroty, większy zysk
Już od kilku tygodni tłoczno w sklepie Atros sprzedającym klientom okna i drzwi. – Boom zaczął się we wrześniu. Szacujemy, że od kilku tygodni liczba klientów wzrosła co najmniej o 20 proc. – nie kryje radości sprzedawca Tomasz Woroszyło. I jak przewidują właściciele sklepów to dopiero początek. – Więcej klientów spodziewamy się na przełomie listopada i grudnia. Wtedy białostoczanie przypomną sobie o ostatniej szansie na ulgę remontową i zaczną kupować jeszcze więcej – mówi Ewa Radziszewska ze sklepu Trafic.
Na wczoraj i na zapas
Szczególnym zainteresowaniem cieszą się elementy wyposażenia łazienek, materiały wykończeniowe, a także ciężkie materiały konstrukcyjne. Klienci kupują więcej i wybierają bardziej różnorodny towar i nie ukrywają, że kupują, bo chcą skorzystać z ulgi remontowej.
- Planuję remont łazienki i jeżeli uda mi się szybko kupić coś ładnego na pewno skorzystam z możliwości odliczenia kosztów od podatku – zapewnia Anna Kobierska.
- Wprawdzie chcę zrobić remont dopiero na wiosnę, ale już postanowiłam kupić materiały. Dzięki temu sporo zaoszczędzę. Taką szansę po prostu trzeba wykorzystać – dodaje Alina Dworakowska. W ten sposób postępuje wielu białostoczan. Kupują materiały, które mają długi okres ważności i które mogą poleżeć.
- Bywa, że klient kupuje towar tylko za kwotę potrzebną do odliczenia – zwraca uwagę Tomasz Jarocki, dyrektor Leroy Merlin.
Reklama z ulgą w tle
Kilka dni temu na klatkach schodowych w całym mieście pojawiły się ogłoszenia ostrołęckiej firmy remontowej. Namawiając do kupna i montażu drzwi jej właściciele przypominają o ostatniej szansie na wykorzystanie ulgi. Podobnie zamierzają się reklamować również białostockie sklepy.
- Przygotowujemy się do promocji, w której chcemy przypomnieć o zbliżającym się końcu ulgi remontowej. I choć liczba odwiedzających nas białostoczan wzrosła o 30-40 proc., to przecież może być ich jeszcze więcej – mówi Adam Trojanowski, właściciel sklepu z drzwiami i oknami.

Autor artykułu: Monika Rosmanowska

Puchar w Kręgu

Saturday, November 5th, 2005


Wywodząca się z Japonii dyscyplina cieszy się w Polsce i Europie coraz większym zainteresowaniem. W kraju stolica Podlasia jest jednym z najbardziej prężnych ośrodków, za sprawą klubu Sumo Koluch Białystok i jego prezesa – Wiesława Kolucha – organizatora jutrzejszych zawodów. Na starcie stanie cała krajowa czołówka, z białostoczanami Mirosławem Wolszczakiem i Edwardem Koluchem. Zmagania poprzedza pokazowe walki kadetów.
Patronem medialnym turnieju jest „Kurier Poranny”.

Autor artykułu: kw

Nacisnąć Prokom

Saturday, November 5th, 2005


Wyjątkowo Podlasianie grają w niedzielę. Rywal białostoczan późno zgłosił się do rozgrywek. Terminarz był już ustalony i w tym czasie Żubry miały pauzować. Następnie okazało się, że podopieczni trenera Karpiuka nie mają w sobotę wolnej sali.
Wysocy i wyszkoleni
Przeciwnikom było to na rękę, ponieważ chcieli przełożyć mecz. Dzisiaj pierwszy zespół Prokomu gra z Czarnymi Słupsk i rezerwy będą mogły skorzystać z kilku zawodników z ekstraklasy. – Przyjadą do nas w najsilniejszym składzie. Mają szeroką ławkę. W kadrze pierwszej drużyny są zawodnicy, którzy z powodzeniem mogliby grać w wyjściowej piątce innych czołowych ekip – mówi szkoleniowiec białostoczan.
Atutem zespołu z Sopotu jest wzrost. Center Janusz Mysłowiecki mierzy 220 cm. Poza tym rywale Żubrów to młoda drużyna. Najstarszy zawodnik w ekipie rezerw Prokomu ma 21 lat. – Ich mocnym punktem jest też wyszkolenie techniczne. Wygrali w Bydgoszczy i Łodzi. Pokazują, że mają charakter i umiejętności. Ze Stalą II Ostrów Wielkopolski zwyciężyli różnicą 50 punktów – twierdzi trener Karpiuk.
Forma obwodowych
Zdaniem szkoleniowca Żubrów najważniejsze będzie odcięcie podań do zawodników wysokich. – Dużą rolę w tym spotkaniu odegrają nasi niscy koszykarze. Muszą mocno nacisnąć przeciwników. Cieszy mnie to, że obwodowi gracze wracają do formy. Łukasz Wilczek i Przemek Zadykowicz czują się coraz lepiej. W niezłej dyspozycji cały czas są Tomek Kujawa i Grzesiek Szulc – twierdzi opiekun Żubrów.
Nie wiadomo czy w spotkaniu z Prokomem wystąpi Marcin Monach. – Nie trenuje z zespołem w pełnym wymiarze. Wszystko będzie zależało od sytuacji. Nie chcemy go niepotrzebnie forsować. Za tydzień czeka nas też trudny mecz z Toruniem – kończy trener Karpiuk.
Spotkanie rozegrane zostanie jutro o godzinie 18 w sali I LO przy ul. Brukowej 2.

PROGRAM 7 KOLEJKI
Sobota i niedziela: Żubry Białystok – Prokom Laudam Sopot, SIDEn Toruń – ŁKS Łódź, Sudety Jelenia Góra – Novum Bydgoszcz, AZS Szczecin – Harmattan Gniewkowo, Polonia Leszno – Polonia II Warszawa, Legia Warszawa – Rawia Rawicz, Tarnovia Tarnowo Podgórne – Piotrcovia Piotrków Trybunalski, Stal II Ostrów Wielkopolski – Śląsk II Wrocław.

TABELA

1. Tarnovia 6 12 523:360

2. ŻUBRY 6 11 582:424

3. Harmattan 6 11 522:447

4. Toruń 6 11 492:449

5. Polonia L. 6 10 419:427

6. Legia 6 9 472:447

7. AZS Szczecin 6 9 465:455

8. Sudety 6 9 430:426

9. Sopot 6 9 475:473

10. Piotrcovia 6 9 445:498

11. Śląsk II 6 8 458:438

12. Novum 6 8 483:515

13. Polonia II 6 7 411:498

14. Rawia 5 6 386:394

15. ŁKS 5 6 321:386

16. Stal II 6 6 363:610

Autor artykułu: sk