Archive for October, 2005

Strach robi swoje

Tuesday, October 18th, 2005


Ale strach robi swoje. Wirus ptasiej grypy został wykryty w Rumunii i Turcji. Wczoraj weszły w życie przepisy zakazujące handlowania drobiem na bazarach i wypuszczania go z pomieszczeń gospodarczych. Nie można też organizować ptasich wystaw. Grozi za to grzywna lub kara więzienia do lat trzech.
- Na porannej odprawie strażnicy zostali poinformowani o tym, że mają pilnować respektowania tych przepisów. Przypominaliśmy im też o tym drogą radiową. Jednak jak na razie nic nie wykryli – mówi Stefan Sochański, komendant Straży Miejskiej. Zapowiada, że w niedzielę strażnicy odwiedzą halę Włókniarza, gdzie handluje się zwierzętami.
Czy karmić gołębie?
W tym tygodniu w teren planują wyruszyć lekarze weterynarii. Wczoraj tego nie zrobili, bo…
- Zostaliśmy zasypani telefonami. Ludzie pytali się o wszystko. Począwszy od tego czy można karmić gołębie, a skończywszy na tym, co robić ze zdechłym ptakiem – wyjaśnia Zdzisław Jabłoński, powiatowy lekarz weterynarii w Białymstoku. Apeluje o spokój i zdrowy rozsądek.
- Ptaki padają. I to jest normalne zjawisko. Nie należy panikować z powodu nieżywej sikorki. Tym bardziej, że ptasia grypa jest przenoszona tylko przez dzikie ptactwo wędrowne, takie jak gęsi czy kaczki – wyjaśnia Zdzisław Jabłoński. Dodaje, że podobnie jest z gołębiami.
- Oczywiście, że można je dokarmiać. Nie radziłbym tylko ich dotykać – mówi powiatowy lekarz weterynarii. Apeluje jednak o telefoniczny kontakt w przypadku masowych chorób lub pomoru ptactwa. Wówczas należy dzwonić pod numer: 651 67 46.
Mogą zakazać podróżowania
Ale odbieranie telefonów to nie jest jedyne zadanie inspektorów weterynarii. Dziś lub jutro wyruszą w teren, aby sprawdzić, jak tam są przestrzegane nowe zapisy. W sumie w powiecie białostockim jest 120 dużych ferm drobiarskich i około 10 tysięcy gospodarstw, w których hoduje się kury, gęsi lub kaczki.
- Mimo tego, że wstrzymałem urlopy, a mój zespół jest w pełniej gotowości, nie jesteśmy w stanie skontrolować wszystkich gospodarstw. Będziemy to robili wyrywkowo i bez zapowiedzi – mówi Zdzisław Jabłoński.
Ale na wysokich obrotach pracuje też Sanepid: W razie wybuchu choroby mamy zadanie nie dopuścić do tego, żeby się rozprzestrzeniała – wyjaśnia Artur Wnuk, rzecznik wojewódzkiego Sanepidu. Dodaje, że stacja ma już opracowane i przećwiczone procedury. – W przypadku epidemii chorzy będą trafiać do dwóch szpitali: zakaźnego przy Żurawiej w Białymstoku i wojewódzkiego w Łomży. Wojewódzki Inspektor Sanitarny ma też prawo: zakazać gromadzenia się, zamknąć szkoły, kina i inne instytucje publiczne, a także zakazać podróżowania – wyjaśnia Artur Wnuk. Przyznaje jednak, że jak na razie ptasia grypa jest niebezpieczna przede wszystkim dla drobiu.
- Dopóki nie dojdzie do mutacji ptasiej grypy z wirusem ludzkim możemy spać spokojnie – uspokaja Artur Wnuk.

Autor artykułu: Anna Łubian

Wojewoda już się spakował

Tuesday, October 18th, 2005


Kto będzie jego następcą? Podlascy politycy PiS i PO na razie milczą w sprawie nowego wojewody. M
Marek Strzaliński już przed kilkoma dniami złożył wniosek o odwołanie ze stanowiska, bo nie można łączyć funkcji wojewody z mandatem poselskim. Przypomnijmy, Strzaliński został posłem z listy SLD.
Sukcesy i porażki
- We wtorek (czyli dzisiaj – przyp. red.) premier Marek Belka powierzy też pełnienie obowiązków wojewody mojemu dotychczasowemu zastępcy Jerzemu Półjanowiczowi – mówi Strzaliński. Ten stan będzie trwał do czasu wyłonienia rządu przez zwycięską koalicję i powołania nowego wojewody.
Strzaliński oględnie mówił o swoich sukcesach. Powiedział, że w czasie czteroletniej kadencji za swoją “wiodącą misję” uznał pogłębienie integracji różnych części województwa. Wśród swoich najważniejszych dokonań wymienił też pracę na rzecz nadrabiania zapóźnień w rozwoju województwa podlaskiego oraz poprawę pracy i wizerunku administracji państwowej.
- Dostałem w wyborach do Sejmu znaczące poparcie, choć nie byłem faworytem niektórych mediów – powiedział Strzaliński. – Mam nadzieję, że świadczy to o dobrej ocenie mojej pracy.
Wśród porażek Strzaliński wymienił słabe przygotowanie gmin do przyjmowania inwestycji. Ustępujący wojewoda przyznał, że nie ma pojęcia, kto go zastąpi na stanowisku.
Strzaliński wczoraj pożegnał się też z pracownikami Urzędu Wojewódzkiego. Zapewnił, że za poczęstunek zapłacił z własnej kieszeni wraz z wicewojewodą Półjanowiczem.
Najpierw rząd i koalicja
Przyszli koalicjanci z PiS i PO milczą jak zaklęci w sprawie kandydatów na nowego wojewodę. Nie chcą też komentować prasowych spekulacji na ten temat. – Dopóki nie powstanie koalicja i program rządu nie będziemy rozmawiali o żadnych personaliach – mówi senator Krzysztof Putra, prezes podlaskiego PiS. Poseł Robert Tyszkiewicz, szef PO w Białymstoku, kreśli podobny scenariusz. – Wojewoda będzie znany dopiero po powołaniu nowego rządu. Nie stanie się to szybciej niż w pierwszej dekadzie listopada.
Nie jest nawet rozstrzygnięte w jaki sposób będą wyłaniani wojewodowie. Przed wyborami PiS, ale także część polityków PO zapowiadało, że zostanie utworzony korpus wojewodów-fachowców, którzy będą pełnili stanowisko poza regionem, z którego pochodzą. Jednak w ostatnich dniach coraz silniejszy jest nacisk, żeby wojewoda był regionalnym działaczem politycznym. Możliwy też jest jakiś wariant pośredni.
Z kolei poseł Krzysztof Jurgiel, kandydat PiS na ministra rolnictwa, mówi, że wiele zalet ma rozwiązanie z wojewodami – fachowcami.
- Tacy wojewodowie nie byliby zakładnikami miejscowych środowisk – mówi Jurgiel. – Ale Kazimierz Marcinkiewicz zajmie się tą sprawą dopiero po powołaniu koalicji i rządu. Teraz nie ma na to czasu.

Autor artykułu: (tor)

Kłopoty na Kalinowskiego, kłopoty na Zwierzynieckiej

Friday, October 14th, 2005


Taka organizacja ruchu obowiązywała będzie co najmniej do końca roku, po ułożeniu asfaltu na jednej połówce jezdni, drogowcy przeniosą się na drugą, kierunek jazdy samochodów zostanie jednak ten sam.
Także dziś zamknięta zostanie dla ruchu jedna jezdnia ulicy Zwierzynieckiej – od strony akademików. Cały ruch przeniesiony zostanie na drugą jezdnię – od strony osiedla. Zwierzyniecka będzie remontowana od Wiejskiej do 11 Listopada, ale co ważne – przez skrzyżowanie Zwierzynieckiej i Świerkowej będzie można przez pierwsze tygodnie remontu jeździć normalnie. Nieczynny będzie przystanek przy akademikach. Autobusy linii 8, 10 i 26 pojadą jezdnią od strony osiedla, na pasie rozdzielającym dwie jezdnie zostanie urządzony przystanek tymczasowy.
Jutro ruszają dwa kolejne remonty – ulicy Pogodnej i Radzymińskiej – na obydwóch przez miesiąc obowiązywał będzie ruch jednokierunkowy, na obydwóch zmienią się trasy kursowania komunikacji miejskiej. Po Pogodnej samochody i autobusy będą jeździły tylko od Składowej do Wiejskiej, Radzymińską od Sitarskiej do Tysiąclecia Państwa Polskiego.
Drogowcy już jutro planują zacząć zrywanie starego asfaltu – dla aut na ulicach nie zostanie dużo miejsca – pas o szerokości około 3,5 metra. Dlatego na remontowanych odcinkach nie będzie mowy o żadnym wyprzedzaniu, będzie wprowadzone ograniczenie prędkości – kierowcy powinni jeździć wolno i ostrożnie.
W poniedziałek do czterech ulic w remoncie dołączy piąta – Liniarskiego. Wprowadzony zostanie tam ruch jednokierunkowy – od Placu Uniwersyteckiego do Lipowej, drogowcy zajmą część ulicy od strony hotelu Cristal. Autobusy linii 2, 5, 10 I 5N nie będą mogły wjechać w Liniarskiego, z ulicy Lipowej będą skręcały kilkaset metrów wcześniej, w Grochową, potem pojadą Kalinowskiego i na Plac Uniwersytecki.

Autor artykułu: (tż)

Prezydencki POPiS

Friday, October 14th, 2005


Lech Kaczyński przyjechał wczoraj na XIX zjazd Solidarności do podbiałostockiego Wasilkowa.
Solidarni ze “ścianą wschodnią”
Delegaci przywitali kandydata PiS owacjami. Kaczyński obiecał obronę praw związków zawodowych i sprzeciw wobec liberalizacji Kodeksu Pracy, ale nie tylko.
- Jednym z elementów solidarnej Polski jest wsparcie tych regionów, którym gorzej się powiodło, a “ściana wschodnia” do nich należy – mówił w rozmowie z dziennikarzami Lech Kaczyński.
Zapowiedział, że jako prezydent będzie wspierał projekt PiS, żeby stworzyć kontrakt dla “ściany wschodniej”. Jego najważniejszym elementem byłaby taka zmiana algorytmu, według którego dzielone są pieniądze unijne, żeby więcej pieniędzy trafiało do najuboższych regionów.
- Nie możemy żądać dla Polski większej solidarności od Unii Europejskiej, jeżeli wewnątrz Polski nie będziemy wykazywać większej solidarności – zaznaczył Kaczyński.
Kandydat PiS zapowiedział też więcej środków na modernizację dróg w takich regionach jak województwo podlaskie oraz “maksymalne ułatwianie” wymiany handlowej z wschodnimi sąsiadami. Z kolei przedsiębiorcy inwestujący na “ścianie wschodniej” mogliby liczyć na preferencje i ulgi.
- Gdyby państwo uruchomiło te mechanizmy, to postęp byłby o wiele większy niż dzisiaj – uważa Kaczyński.
Podlasie jak Kaszuby
Donald Tusk w tym samym czasie spotkał się ze studentami i naukowcami w Wyższej Szkole Administracji Publicznej. Zachęcał do większej wiary we własne możliwości.
- Jesteście jak wiele innych miejsc w Polsce jednym z centrów kraju. Nawet jeśli tutaj czasami niektórym żyje się trudniej, to jest to tak samo wspaniałe miejsce, jak moje Trójmiasto i Kaszuby, Warszawa czy Dolny Śląsk – mówił Tusk. – Taka jest prawda o całej Polsce. Nie ma gorszych i lepszych Polaków, nie ma gorszych i lepszych regionów. Są miejsca, które wymagają różnego podejścia, wrażliwości, różnych projektów, ale wszędzie są ślady wielkości.
Tusk spotkał się także z liderami organizacji mniejszości białoruskiej. Obecny na spotkaniu Sokrat Janowicz czynił wyrzuty, że Warszawa nigdy nie miała i nie ma żadnej polityki wschodniej. Jego zdaniem, coś na jej kształt pojawiło się dopiero przy okazji pomarańczowej rewolucji na Ukrainie.
Tusk powiedział, że trzeba dobrze żyć z narodem białoruskim, popierać przemiany w tym kraju, ale “bez wrażenia” kontrolowania prezydenta Łukaszenki. Mówił też, że Białorusini potrzebują pomocy, nie tylko w takich kwestiach jak dostęp do niezależnej informacji, ale także pomocy “ludzkiej”.
Na zakończenie spotkania z liderami mniejszości białoruskiej stwierdził, że nie musi zabiegać o poparcie z ich strony, bo się rozumieją “w słusznych poglądach”.
- Wiem, że mogę na was liczyć – dodał. Tusk podkreślał, że stosunki Polski z Rosją powinny być dobre, bo Polsce zależy na “dobrych interesach” ze wszystkimi sąsiadami.
- Jestem gwarantem tego, że Polska będzie szanowana, będzie budziła respekt, ale będzie także lubiana przez sąsiadów i partnerów w Europie – mówił Tusk.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz
Alicja Zielińska

Prawo po stronie matki

Friday, October 14th, 2005


- Z jednej strony trudno się cieszyć, że ci ludzie przez tyle lat mieli tak wielkie kłopoty, tyle lat walczyli – mówi profesor Zbigniew Hołda, pełnomocnik rodziny. – Ale są, tak jak i ja, zadowoleni z tego orzeczenia. Chociaż teraz chcą już tylko, by to wszystko jak najszybciej się skończyło.
Teraz w ciągu najbliższych miesięcy sprawa powinna z powrotem trafić do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku. A wytyczne co do przeprowadzenia tego procesu są jednoznaczne: jeśli można legalnie przeprowadzić aborcję, gdy zachodzi “duże prawdopodobieństwo” uszkodzenia płodu stwierdzone w wyniku badań prenatalnych lub innych przesłanek medycznych, to Barbarze W. tego prawa odmówiono. I rodzice dziecka mają prawo do dochodzenia roszczeń związanych z kosztami wychowywania niepełnosprawnego dziecka. Apelacja będzie też musiała ustalić, czy łomżyńscy lekarze świadomie odmówili badań prenatalnych, czy było to tylko zaniedbanie.
- Jeśli sąd apelacyjny będzie postępował zgodnie ze wskazówkami tego wyroku to rodzicom tego dziecka zostanie przyznane odszkodowanie – uważa prof. Hołda.

Dwie przegrane
Barbara i Sławomir W. z Łomży pojechali wczoraj całą rodziną na rozprawę w Sadzie Najwyższym. O historii tej rodziny pisaliśmy już wielokrotnie. Barbara W. z mężem domaga się od szpitala w Łomży ponad półtora miliona złotych na rentę i pieniądze na leczenie jej córki chorej na dysplazję (objawia się ona krótszymi kończynami, problemami ze stawami, dzieci takie wymagają stałej opieki i rehabilitacji).
Rodzice pięcioletniej obecnie dziewczynki od szpitala domagają się pieniędzy na jej opiekę. Łomżyńscy lekarze najpierw odmówili matce wykonania badań prenatalnych, a później wykonania aborcji. Barbara W. nalegała, bo wcześniej urodziła synka, który także jest chory na tę chorobę.
Do tej pory zarówno sądy I jak i II instancji stawały po stronie szpitala. Dwukrotnie zasądziły na rzecz rodziny W. jedynie 60 tysięcy zadośćuczynienia za nieskierowanie kobiety na badania prenatalne. Jednocześnie sąd uznał, że szpital nie ponosi winy za “złe urodzenie” jej córki, czyli nie musi ponosić kosztów jej leczenia i wychowywania.

W końcu nadzieja
Wtedy do rodziny W. zgłosiła się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Kasację do Sądu Najwyższego napisał Zbigniew Hołda, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wczoraj rozpatrzył ją Sąd Najwyższy i przyznał łomżynianom rację. Odrzucił też kasacje szpitala.
- To była pierwsza sprawa, gdzie przed Sądem Najwyższym rozpatrywano sprawę o tzw. “złe urodzenie” jeszcze przed rozprawą mówił profesor Zbigniew Hołda. – Trzeba w końcu wypracować jakąś normę postępowania, by w przyszłości uniknąć takich dylematów i tragedii.
Dla rodziny W. teraz najbardziej liczy się czas. – Najgorsza jest dla mnie obawa, że jutro będę musiała wybierać czy kupić dzieciom chleb czy lekarstwa – przyznała po wyroku dziennikarzom Barbara W.

Autor artykułu: Magdalena Kleban

Ptasia grypa nie poraziła cen

Tuesday, October 11th, 2005


Tymczasem zaczęliśmy się obawiać, że ptasia grypa spowoduje likwidacje ferm za granicami Polski, skutkiem czego polski kurczak zyska rynek zbytu i znowu stanie się droższy.
Upał podgrzał ceny…
- W wyniku lipcowych upałów w fermach, które nie były przystosowane do tak wysokich temperatur, padła część piskląt kurczaków – mówi Walenty Śliżewski, kierownik działu handlowego w PSS “Społem” w Białymstoku. – Konsekwencją było zachwianie podaży i popytu na rynku. Brak kurczaków spowodował bardzo duży wzrost cen. Najwyższą cenę, nie tylko w tym roku, ale od dawien dawna, zanotowaliśmy w naszych sklepach 13 sierpnia. Wtedy kilogram kurczaka kosztował 6,99 zł.
… wrzesień je schłodził
Na początku września cena w Społem spadła, najpierw do 6,29 zł za kg, by pod koniec miesiąca osiągnąć 5,99 zł za kg.
- Po lecie zostały obudowane stada kurcząt w fermach, nastąpiła równowaga podaży i popytu. Dlatego możemy spodziewać się stabilizacji ceny, a nie można nawet wykluczyć, że nawet jej dalszego spadku – zapowiadał dwa tygodnie temu Walenty Śliżewski.
I rzeczywiście – wczoraj w sklepie przy ul. Suraskiej za kilogram kurczaka trzeba było zapłacić 5,49 zł. A w PMB markecie i Markecie abc 4,99 zł.
Wirus nie grozi cenom
Jednak weekendowe komunikaty o przypadkach ptasiej grypy w Turcji czy Rumuni wywołały niepokój. Wyniszczenie stad drobiu poza granicami polski może otworzyć rynki zbytu naszym producentom i podbić ceny w kraju.
- Na razie nie zanotowaliśmy żadnych sygnałów, żeby dostawcy szykowali się do podniesienia cen – powiedziała nam wczoraj Czesława Skoczko z działu handlowego PSS Społem.
- W ciągu miesiąca cena spadła z 5,99 zł za kilogram o złotówkę – wyjaśnia Janusz Szmurło, dyrektor handlowy sieci PHU Market. – Dalszych obniżek nie widać, ale dostawcy nie sygnalizują nam też zamiaru podwyżek. Chociaż, nie ukrywam, że sytuacja może się gwałtownie zmienić. Wszystko zależy od sygnałów na temat ptasiej grypy, która jak na razie jest jeszcze daleko od nas.
Jak się dowiedzieliśmy Agrikur z Krypna też nie zamierza w najbliższym czasie weryfikować cen w górę. Firma ma zapasy kurczaków, a – jej zdaniem – rynek jest stabilny.
Nadal kupujemy drób
Okazuje się, że według handlowców konsumenci nie uciekają też od kupowania kurczaków ze strachu przed wirusem.
- Sprzedaż jest na dobrym poziomie i nie docierają do nas żadne odgłosy, że konsument odwraca się od drobiu – zgodnie oceniają Czesława Skoczko ze Społem i Janusz Szmurło z PHU Market.
- Zgodnie z obecnie panującą wiedzą, wirus ginie w temperaturze 70 stopni. Nasze źródła mięsa są pod specjalnym nadzorem a wszystkie tuszki są parzone podczas uboju – dodaje Wiktor Sidorczuk, prezes PMB Market. – Wydaje się, że raczej obserwujemy odwrotną relację. Ceny stały się na tyle korzystne, że raczej widać wzrost obrotu drobiem, niż jego spadek.

Autor artykułu: Maryla Pawlak Żalikowska

Powrót pechowca

Tuesday, October 11th, 2005


Kobeszko od prawie roku prześladuje pech. W poprzednim sezonie złapał wysoką formę, strzelił osiem goli i pod koniec rundy jesiennej nabawił się groźnej kontuzji kolana. Wrócił do drużyny na ostatni mecz z Arką Gdynia i wiele sobie obiecywał po nadchodzących rozgrywkach. Zaczął udanie, od bramki w starciu ze Śląskiem Wrocław. Nie cieszył się długo, bo po kilku minutach złamał obojczyk. Był załamany, ale cierpliwie leczył uraz tylko po to, by kilkanaście dni temu na treningu… złamać rękę.
Mogła być asysta
Szczęście w nieszczęściu, że tym razem uraz nie był na tyle groźny, by wykluczyć go z gry i palący się do występów napastnik Jagi mógł zagrać z Górnikiem w Polkowicach.
– To tylko kilka minut w końcówce, ale cieszę się, że w ogóle zagrałem. Szczerze przyznam, że w tej chwili nie jestem gotowy do walki przez 90 minut. W Polkowicach miałem nawet wielką szansę na asystę, podając do Jacka Markiewicza. Niestety, nie udało się – opowiada Kobeszko.
Zawodnik gra w specjalnym opatrunku, który zastępuje noszony na co dzień gips.
– Na pewno jest pewien dyskomfort przy poruszaniu się na boisku. Muszę uważać, by nie upaść na złamaną rękę. Ale mogło być gorzej. Opatrunek jest lekki i nie utrudnia startu do piłki, czy wyskoku – dodaje białostocki napastnik.
Przygotowania do wiosny
Kobeszko nie załamuje się ogromnym pechem, który go prześladuje i stara skupić się na przyszłych występach i walce z Jagą o ekstraklasę.
– W sumie to chciałbym, żeby ten zły, stracony dla mnie rok już się skończył i żebym mógł przygotować się do rundy wiosennej. Radość z powrotu zmącił mi rezultat z Polkowic, bo nie dowieźliśmy do końca korzystnego rezultatu. Fajnie, że inni grają dla nas, ale nie oglądamy się na to. Gdybyśmy nie zgubili kilku punktów, już teraz nasza przewaga nad rywalami byłaby znacząca. Ale mamy przecież w zapasie zaległe spotkanie i jesteśmy liderami. Nie jest zatem źle – kończy napastnik żółto-czerwonych.
Kobeszko i jego kolegów czeka w sobotę ciężki mecz z KSZO Ostrowiec Świętokrzyski. W ramach przygotowań do niego podopieczni trenera Adama Nawałki zmierzą się dziś na stadionie Hetmana przy ul. Słonecznej z czwartoligowym Piastem Białystok. Początek o godz. 16.

Autor artykułu: kw

Nie zabił, a pójdzie siedzieć

Tuesday, October 11th, 2005


Sąd orzekł także dla niego dziesięcioletni zakaz prowadzenia samochodów i po dziesięć tysięcy zadośćuczynienia dla rodziców zmarłej dziewczyny.
Przypomnijmy, że Aneta zginęła tragicznie w czerwcu 2002 roku na drodze Bielsk-Podlaski – Siemiatycze. Jechała wówczas razem z Wojciechem B., który kierował swoim subaru. Na prostej drodze, przy bardzo dobrej pogodzie, jego auto nagle zjechało na drugi pas ruchu, wprost pod koła nadjeżdżającego z naprzeciwka TIR-a. Oba samochody przez dłuższą chwilę (kilka sekund) jechały naprzeciwko siebie, kierowca TIR-a czekał na reakcję Wojciecha B. Ten jednak zaczął zjeżdżać dosłownie w ostatniej chwili, w tym samym momencie, kiedy z drogi postanowił ustąpić mu TIR. Doszło do czołowego zderzenia, Aneta zginęła na miejscu, jej chłopak został ranny.
Jej rodzice od początku byli przekonani, że ten wypadek to była świadoma decyzja oskarżonego. Jednak powołani w tej sprawie biegli z zakresu ruchu drogowego – nie byli już tego tak pewni. Pojawiły się nawet opinie, że wypadku można było uniknąć, gdyby kierowca TIR-a zareagował szybciej i zjechał na pobocze, a nie na przeciwległy pas ruchu.
- On chciał zabić Anetkę, nawet jeśli i sam miałby zginąć – przekonywała sąd matka dziewczyny.
I choć udało im się do tej wersji przekonać prokuraturę (domagała się piętnastu lat więzienia), to sąd nie znalazł wystarczających dowodów na to, że Wojciech B. zaplanował zabójstwo dziewczyny.

Wyrok jest nieprawomocny, ale obie strony już zapowiedziały apelację.

Autor artykułu: (mk)

Mimo szumnych deklaracji i urzędowych ratowania starych Bojar, zabytkowa dzielnica znów wzbogaci się o kolejne bloki

Thursday, October 6th, 2005

Trzy nowe bloki powstaną wkrótce na terenie starych Bojar. Budowa dwóch z nich ruszy jeszcze w tym roku. Radni osiedla i jego mieszkańcy mówią, że to kolejna błędna decyzja miejskich architektów.
Już w październiku rozpoczynamy sprzedaż mieszkań w naszych dwóch blokach – zapowiada Izabella Chojnowska, główny specjalista do spraw marketingu w białostockim Kombinacie Budowlanym. – Prace chcielibyśmy rozpocząć jeszcze przed zimą. Potrwają na pewno ponad rok.

Zbyt cenne tereny
Pierwszy z bloków Kombinatu stanie przy ulicy Przygodnej. Będzie miał trzy piętra, a znajdzie się w nim około 80 mieszkań. Drugi, nieco mniejszy, na działce pomiędzy ulicami Słonimską i Piasta. Również w tym rejonie budowę chce zaczynać inny białostocki deweloper – spółdzielnia mieszkaniowa Budowlani.
– Rzeczywiście, mamy takie plany – zdradza Waldemar Szabłowski, zastępca prezesa Budowlanych. – Mamy już wydane warunki zabudowy, czekamy jeszcze tylko na pozwolenie na budowę.
Na stronie internetowej Budowlanych można znaleźć już wizualizacje przyszłego budynku. Wynika z nich, że będzie to również obiekt czterokondygnacyjny. Niestety. Ani budynki Kombinatu, ani blok Budowlanych nie będą się wpisywać w charakter niskiej, drewnianej zabudowy dzielnicy.

Przede wszystkim dobre sąsiedztwo
Donat Kuczyński z wydziału planowania i zagospodarowania przestrzennego wyjaśnia, że podpisując się pod warunkami zabudowy, o które wystąpiły te firmy, ustalał jedynie gabaryty przyszłych obiektów: długość, szerokość i wysokość oraz odległości ich od granic sąsiednich działek. Powód był prosty. Nie powstają one na obszarze przyszłego parku kulturowego, który według wstępnych założeń ma objąć tylko rejon ulic Chopina, Staszica, Glinianej, Koszykowej i Wiktorii.
– Poza tym wydając warunki kierowaliśmy się zasadą dobrego sąsiedztwa, czyli nawiązywaliśmy do pobliskich bloków. Staraliśmy się tylko, żeby nowe nie dominowały nad niską zabudową i przechodziły w nią w sposób w miarę płynny – przyznaje Kuczyński.
Niestety, rada osiedla Bojary ma odmienne zdanie na ten temat. – Przecież architektom powinno zależeć na zachowaniu klimatu całej naszej dzielnicy – uważa Zbigniew Klimaszewski, przewodniczący rady. – I nawet jeśli granicą przyszłego parku ma być ulica Piasta, to nie można dopuścić do sytuacji, że z jej jednej strony będziemy mieli drewniane domki, a z drugiej bloki. Ale nie mamy na to żadnego wpływu, bo nasz głos nie jest w ogóle brany pod uwagę przez urzędników.

OPINIA
Janusz KACZYńSKI, architekt mieszkający na Bojarach ze Stowarzyszenia „Nasze Bojary”:
Firmy, którzy budują swoje obiekty na Bojarach, uważają, że architektura budynków jest sprawą wtórną. Liczą tylko zyski, które uzyskają ze sprzedaży swoich mieszkań. Często zresztą zatrudniani przez nich architekci projektują marne, naprawdę bardzo słabe budynki. Mogę ich porównać do takich piesków-kundelków na usługach deweloperów, którzy pracują za niewielkie pieniądze. I pewnie dlatego nie zależy im na wyglądzie obiektów. Uważam, że wszystkie inwestycje na obszarach, które są cenne, takich jak właśnie Bojary czy ulica Warszawska, powinny być filtrowane przez komisję architektury czy radę konserwatorską.

Autor artykułu: Andrzej KłOPOTOWSKI

Wrócił Kawelin

Thursday, October 6th, 2005

Ma oczy jak moja babka! – tak ocenił na gorąco rzeźbę Kawelina jeden z białostoczan przyglądający się montażowi sympatycznego psiska w alejce parku Planty.
Wczoraj tuż po godzinie 17 stanął on wreszcie na stałe w Bulwarach Kościałkowskiego w pobliżu ulicy Legionowej. W montażu 250-kilogramowego psa pomagali białostoccy strażacy, którzy przyjechali na miejsce ze… specjalistycznym dźwigiem. Całej akcji przyglądała się z niepokojem autorka rzeźby, Małgorzata Niedzielko. Dopiero gdy Kawelin poczuł pod sobą przygotowany cokół, odetchnęła z ulgą. Po chwili jednak dodała: – Ale i tak jadąc Legionową do pracy nie będę spoglądać przez okno. Nie chce widzieć, czy już coś się z nim stało… – mówi.
Pracownicy Urzędu Miejskiego deklarują, że oświetlą rzeźbę. – Spróbujemy wygospodarować na ten cel pieniądze w przyszłorocznym budżecie. Choć kto wie, może uda nam się coś znaleźć jeszcze w tym roku? – zastanawia się Anna Pieciul z wydziału kultury.

Autor artykułu: Andrzej Kłopotowski