Archive for October, 2005

Własna firma jako przymus

Thursday, October 27th, 2005


- Nawet sierpniowa ulga w stawkach ZUS dla rozpoczynających działalność gospodarczą nie wpłynęła na przypływ osób chcących zarejestrować firmę – ocenia Bożena Gałan, kierownik referatu handlu i usług w UM Białystok.
- Niestety w województwie podlaskim liczba firm przypadająca na 1000 mieszkańców jest jedną z najmniejszych w kraju – dodaje Bogusław Plawgo, dr ekonomii z Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Białymstoku.
Bez wzlotów i upadków
W drugiej połowie 2004 roku swój biznes prowadziło prawie 2,3 mln Polaków – podaje raport. To prawie 9 proc. osób w wieku 18-64 lata, czyli więcej niż np. we Francji, Niemczech, Włoszech.
- Do liczb z pierwszego półrocza 2004 trzeba zachować pewien dystans – ocenia Bożena Gałan. – W sierpniu 2004 roku weszła w życie ustawa o swobodzie gospodarczej. Obligowała ona do zarejestrowania działalności gospodarczej prowadzonej przez osoby, które wcześniej nie miały takiego obowiązku. Przykładowo lekarze, pielęgniarki lub radcy prawni wcześniej nie podlegali ewidencji, nawet będąc przedsiębiorcami. Od sierpnia rzeczywistość mogła się nie zmienić, statystyka tak.
Jej zdaniem, nie widać u nas specjalnych wzlotów zainteresowania białostoczan zakładaniem własnych firm. – Rejestry miejskie stwierdzają wręcz, że w końcu września roku 2005 działało w Białymstoku 27.756 firm, a rok wcześniej było ich prawie 1800 więcej.
Usamodzielniamy się ze strachu
Według raportu, bardzo często zakładamy biznes nie dlatego, że szukamy szansy na samodzielność, tylko dlatego, że nie widzimy innego sposobu na ucieczkę przed bezrobociem. Takie motywy zakładania własnej działalności zmniejszają zaangażowanie w nią. Firmy krócej istnieją i słabiej się rozwijają.
Inna jest sytuacja osób – stwierdza raport – które dobrowolnie decydują się na samodzielną działalność. Uważają, że w ten sposób mają większą szansę na sukces, niż pracując na etacie. Tacy przedsiębiorcy znacznie lepiej oceniają swoje kompetencje do biznesu, mają większą skłonność do ryzyka. Firmy są lepiej wyposażone i nowocześniejsze.
Raport sygnalizuje również, że to kobiety częściej decydują się na samodzielny biznes, widząc w tym szansę na pogodzenie pracy z obowiązkami domowymi. Częściej też mieszkańców miast niż wsi warunki życia zmuszają do zakładania własnych firm.
Mentalność hamulcem
Przy okazji tego raportu warto przypomnieć, że rok temu prezentowane były wyniki badania pt. “Globalny Monitoring Przedsiębiorczości”. Dotyczyły 41 krajów świata, w tym Polski (nie prowadzili ich polscy naukowcy).
Wynikało z nich, że jesteśmy średnio przedsiębiorczy, a przyczyną tego zjawiska może byś nasza mentalność. GEM pokazał, że przedsiębiorca kojarzy się nam z oszustem, a przedsiębiorczość z przestępstwem.

Autor artykułu: Maryla Pawlak Żalikowska

Specjalność Pomorzanki

Thursday, October 27th, 2005


W regulaminowym czasie gry padł remis 2:2. W dogrywce więcej sił zachowali gospodarze, wbijając swoim rywalom aż cztery gole. Spotkanie toczyło się w nerwowej atmosferze. Sędzia pokazał dwie czerwone kartki – po jednej dla obu zespołów.
Sporo emocji wzbudzały także derby czwartoligowców, w których zmierzyły się Pomorzanka Sejny i Sparta Augustów. Zgodnie z tradycją ostatnich konfrontacji lepsi okazali się spartanie. Goście wygrali 2:0. Pierwszą bramkę, po błędzie gospodarzy w środku pola, zdobył Łukasz Sobolewski. Wynik spotkania ładnym uderzeniem z rzutu wolnego ustalił Robert Lech.
– To był mecz bez historii. Przyjezdni grali spokojnie i zasłużenie zwyciężyli. Powoli wynik 0:2 staję się naszą specjalnością – mówi Krzysztof Gliński, drugi trener Pomorzanki.
Kolejne dobre spotkanie w PP rozegrały rezerwy ŁKS. Łomżanie, występujący na co dzień w VII lidze, wygrali 3:2 z czwartoligowym Orłem Kolno.
– Mamy sporo kontuzji w drużynie, zawodnicy są zmęczeni. Szansę pokazania się dostali dublerzy, ale nie udało im się jej wykorzystać – twierdzi Adam Szuba, szkoleniowiec Orła.
Najwyższe zwycięstwo odniosła Wissa Szczuczyn. Czwartoligowcy rozgromili 5:0 przedstawiciela VII ligi – Perspektywę Łomża.

WYNIKI 5 RUNDY
Rospuda Filipów (VI liga) – Warmia Grajewo (IV liga) 2:3, KS Śniadowo (VII liga) – Olimpia Zambrów (IV liga) 1:3, ŁKS II Łomża (VII liga) – Orzeł Kolno (IV liga) 3:2, Perspektywa Łomża (VII liga) – Wissa Szczuczyn (IV liga) 0:5, MKS Mielnik (IV liga) – Cresovia Siemiatycze (IV liga) 0:3, Rudnia Zabłudów (V liga) – Piast Białystok (IV liga) 0:3, Iskra Narew (V liga) – Tur Bielsk Podlaski (IV liga) 4:1, Sparta Szepietowo (VI liga) – Pogoń Łapy (IV liga) 1:3, Pomorzanka Sejny (IV liga) – Sparta Augustów (IV liga) 0:2, Promień Mońki (V liga) – Krypnianka Krypno (IV liga) 6:2, Sokół Sokółka (IV liga) – Supraślanka Supraśl (IV liga) 2:1, KP Michałowo (V liga) – Hetman Białystok (IV liga) – mecz przełożono na 2 listopada, Jagiellonia II Białystok – wolny los.

Autor artykułu: ag

Jak po bójce

Thursday, October 27th, 2005


Jaga za występ, transmitowany przez stację „Polsat Sport”, zebrała bardzo dobre recenzje. Żółto-czerwoni byli chwaleni za wolę walki, determinację i kondycję. Właśnie w tych elementach przewyższali pierwszoligowców.
– Serce rosło, kiedy patrzyłem na chłopaków. Nie było widać żadnej różnicy między nimi a pierwszoligowcami. Jaga była lepsza kondycyjnie i awansowała zasłużenie – chwali białostoczan wychowanek Jagiellonii Radosław Sobolewski, obecnie występujący w Wiśle Kraków.
Rozbita warga
Cena triumfu była wysoka. Prawie wszyscy zawodnicy narzekają na drobne urazy.
– Jeszcze w Kujawiaku zwichnąłem rękę i musiałem grać z opatrunkiem. Mam duży krwiak i nie wiem, czy kość nie jest pęknięta. W Łęcznej zderzyłem się z Jarosławem Popielą i boli mnie bark. To nic, dla takiego meczu warto było. Jesteśmy szczęśliwi, ale myślimy już o Ruchu Chorzów – mówi obrońca Przemysław Kulig.
Rozbitą w starciu z rywalem wargę ma kapitan zespołu Jacek Markiewicz, którego gol i asysta dały Jadze awans do 1/8 finału Pucharu Polski.
– Cieszę się, że mogłem dołożyć cegiełkę do sukcesu. Kiedy podałem do Michała Trzeciakiewicza, a on zdobył pięknego gola wiedziałem, że Łęczna nam nie ucieknie. Potem dostałem piłkę przed pustą bramką i dopełniłem formalności. Włożyliśmy w mecz sporo sił, ale wierzę, że do spotkania z Ruchem dojdziemy do siebie – uważa Markiewicz.
Starcia z rywalami odczuł też Remigiusz Sobociński, który jeszcze w regulaminowych czasie gry mógł zdobyć bramkę, ale z rzutu wolnego trafił w poprzeczkę.
– Strasznie żałowałem, bo na treningach takie strzały mi wychodziły. Trudno, ważne, że potem trafili koledzy. Mieliśmy więcej sytuacji podbramkowych i awans nam się należał – twierdzi Sobociński.
Paweł Sobolewski doznał lekkiego urazu kręgosłupa, Łukasz Nawotczyński skręcił kostkę, a Dariusz Łatka ma naruszony ząb. Najbardziej zapracowaną osobą w Jadze jest teraz masażysta Marcin Piechowski.
– Chłopaki wyglądają jak po dobrej bójce, ale to nic. Do soboty jest trochę czasu i wszyscy powinni być gotowi do gry – mówi Piechowski.
Świt późnej
Awans Jagi spowodował konieczność przesunięć w terminarzu. Mecz 1/8 z Polonia Warszawa w Białymstoku zaplanowano bowiem na 9 listopada. W tym samym terminie podopieczni trenera Adama Nawałki mają w planach rozegranie zaległej potyczki ligowej ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki. Prawdopodobnie do Białegostoku 9 listopada przyjadą „Czarne Koszule”, a spotkanie ligowe ze Świtem zostanie przesunięte o tydzień – na 16 listopada.
Białostocka ekipa przeniosła się wczoraj z Łęcznej w okolice Tarnowskich Gór na Śląsku, gdzie będzie przygotowywać się do sobotniej potyczki z chorzowianami. Do kadry dołączył Wojciech Kobeszko. Nie było go w meczowej osiemnastce na Górnika, ale napastnik Jagi obserwował poczynania kolegów z trybun.

Autor artykułu: kw

Swojski, ludzki i jeszcze nie umoczony

Tuesday, October 25th, 2005


Po pierwszej turze Lech Kaczyński dziękował za poparcie w Wysokiem Mazowieckiem, teraz powinien przyjechać do nas – śmieje się Zdzisława Malinowska, sekretarz urzędu gminy.
Do wyborów w gminie Klukowo poszło 2206 mieszkańców (57, 79 proc. uprawnionych). Na Donalda Tuska oddało głosy tylko 5,03 proc. Frekwencja wyniosła 57, 79 proc.
Gmina jest typowo rolniczą. 5100 mieszkańców, w samym Klukowie 635. Ponad 1062 gospodarstw, średniej wielkości od 5 do 20 ha. Urząd gminy, poczta, straż pożarna, bank, szkoła, kościół. Wszystko obok siebie. Zadbane ulice, równe chodniki. Ale tak jak wszędzie pracy tu za dużo nie ma. I jak wszędzie młodzi uciekają do miasta. Bardziej jednak ciągną do Warszawy, bo większe możliwości.
Może teraz nareszcie coś się zmieni?
Więcej obiecał
O tym, że byli tak jednomyślni w wyborach, ludzie dowiedzieli się z radia. Wójt Ryszard Kasperski tłumaczy, że na rekordowy wynik Lecha Kaczyńskiego w gminie zapracowała już pierwsza tura wyborów. Kaczyński od początku bił na głowę konkurentów. W pierwszej turze dostał 1251 głosów, a Donald Tusk tylko 89. A teraz, kiedy poparł go Lepper i Kalinowski, to poszli za nim także zwolennicy Samoobrony i PSL. Resztę zrobiła kampania.
Kaczyński więcej obiecał rolnikom. To zaprocentowało. Swoją rolę mogła też odegrać obiegowa opinia o każdym z kandydatów – dodaje wójt. – Wcześniej w rozmowach rolnicy mówili, że Kaczyński jeszcze nie umoczony. Takie proste tłumaczenie, że to polityk czysty, niesplamiony aferami. Ludzie to cenią. – Jest bardziej katolicki i obiecał, że zajmie się ścianą wschodnią, to przesądziło – mówi Jarosław Kowalewski.
Nie sprzeda Polski
Mężczyźni na parkingu przed kościołem pakują grabie do samochodów. Przyjechali robić porządki na cmentarzu przed Świętem Zmarłych. Kilka razy do roku jest takie generalne sprzątanie. Cieszą się z wygranej Kaczyńskiego. Sami też na niego głosowali. – Jest bardziej swojski, bardziej spełnia nasze oczekiwania i mniej może będzie sprzedawał Polskę, jak Tusk.
- Uczony, prawnik i przede wszystkim uczciwy, to może zrobi coś dla innych? Bo do tej pory kto rządził, to tylko siebie pilnował, żeby sobie nabrać pieniędzy – mówi Andrzej Niemyski. Ma nadzieję, że może poprawi się też sytuacja rolników. Teraz jest bardzo źle. Sam widzi to po sobie. Ma 6,5 ha ziemi, 8 krów. Przy mleku strasznie duże wymagania, byle paproch i już niższa klasa, a narobić się trzeba. Zamierza przestawić się na świnie. Unia zamydliła oczy, dała dopłaty, ale wszystko jest tanie – narzeka. – Bardziej kalkuluje się tym, którzy oddadzą ziemię w dzierżawę i wezmą dopłatę, niż tym, co coś chowają i uprawiają. Doszło do tego, że mleko jest tańsze od wody, a wszystko kosztuje, paliwo co dwa, trzy dni idzie w górę. Za zboże płacą rolnikowi 10 zł za metr, a saletrę trzeba kupować po 70 – 80 zł. Prosty rachunek, jaka tu opłacalność?
Zadba o słabszych
Czy Kaczyńskiemu uda się to zmienić? Na pewno nie od razu, ale przynajmniej wiadomo, że będzie próbował, bo to obiecywał. – Jako prezydent musi zadbać o rolników. Bo jak rolnik nie ma pieniędzy, to i nie ma ksiądz, nie ma doktor, nie ma nikt – mówi Józef Dąbrowski, niegdyś właściciel zakładu samochodowego, teraz przekazał go synowi.
Ufa Kaczyńskiemu. – To jest człowiek, przez którego przemawia polskość i dobro. My tu w Klukowie wierzymy, że on będzie dbał o ludzi słabszych, a u nas na Podlasiu większość to ludzie słabsi – dodaje.
- Zresztą, on nasz rodak, jego ojciec od Czyżewa pochodzi – wtrąca Stanisław Piotrowski.
Tusk był za pewny
Tuska zgubiła buta, tak jak kiedyś Wałęsę. I nie ma co też ukrywać – zaszkodziła przeszłość dziadka. Mężczyźni są zgodni. Hitler, Wehrmacht ludziom źle się kojarzy, niezależnie od tego jak było naprawdę z tym wcieleniem do niemieckiego wojska. Nie spodobało też i to, że ślub kościelny wziął dopiero teraz, przed wyborami, jakby na pokaz. Tuska poparł też Kwaśniewski i to był gwóźdź do trumny. – A jeszcze Urban się odgrażał, że będzie na niego głosował. To gdzie w takim towarzystwie prezydenta nam wybierać? – wzrusza ramionami Józef Dąbrowski.

Autor artykułu: Alicja Zielińska

Tusk – odmieniec jak i my

Tuesday, October 25th, 2005


Na wyborczej mapie ściana wschodnia cała niebieska, aż granatowa (tym kolorem państwowa komisja wyborcza oznaczała przewagę Kaczyńskiego). Tylko powiat hajnowski żółty (barwa Tuska), a w jego środku, jak słońce jaśnieje gmina Czyże, gdzie kandydat PO dostał 81-procentowe poparcie. W punkcie wyborczym w wiejskiej świetlicy głosowały na niego aż… 164 osoby. Frekwencja wyborcza w okręgu wyniosła zaledwie 25 proc. W pierwszej turze głosy oddało tam 405 wyborców, teraz 209.
Powiedzielim: Nie pójdziem!
- A na kogo tu głosować? – ludzie wzruszają ramionami. – Jeden panisko, drugi Niemiec. Powiedzielim, że nie pójdziem i nie poszliśmy.
Przy jednym gospodarstwie na końcu wsi politykuje trójka mężczyzn. Najstarszy nie głosował, młodszy postawił krzyżyk, ale nie zdradzi na kogo, a najmłodszy kucnął, przysłuchuje się i uśmiecha. Dla niego ta cała polityka to “mowa trawa”. Na wyborach nie był. Na roli to na pewno nie zostanie. Nie da się z tego wyżyć. Ot tak, przyjeżdża tu rekreacyjnie, trochę pomaga, ale w ogóle to studiuje w Białymstoku i roboty będzie szukał w mieście.
- Nam wsio ryba, który – macha ręką najstarszy, Mikołaj Konach, rolnik rencista. Na wybory w niedzielę nie poszedł, jak większość wsi. – Nam żeby tylko żyć dali. Za sanacji za żyto płacili, a teraz musimy na swoje pieniądze trzy miesiące czekać. Dotacje z Unii dali i zaraz zabrali. I za co żyć, pytam? Rolnikom to już dobrze nie będzie.
Dwie kobiety siedzą na ławeczce, wystawiają się do ostatniego słońca. Też na wybory się nie pokwapiły.
- A, noga boli… – tłumaczy się jedna, ale dwa tygodnie wcześniej na Leppera głosowała. – Bo wtedy nie bolała.
Przeżyjemy i Kaczorów
Dlaczego czyżowianie teraz nie posłuchali Leppera, chociaż w pierwszej turze oddali mu 85 proc. głosów i nie wybrali Kaczyńskiego, jak wódz przykazał?
- Bo on też nas trochę oszukał – mówi Grzegorz Jakimiuk. – Jak wiatr zawieje tak on tak się chwieje. Tylko Kaczyński mu coś obiecał i on do niego.
- Marszałkiem mu się znowu zachciało zostać – zżyma się pan Bazyli pod sklepem, a że jest już po piwku to dalej gada niecenzuralnie. – Chytrus jeden… Figa z makiem, tak go posłuchalim.
Ale Jan Bazyluk z pobliskich Klejnik z wodza zdaniem się liczy.
- Na Kaczyńskiego zagłosowałem. I moi koledzy też – dziwi się, że Tusk ma taką przewagę w gminie. – Obiecał, że paliwo rolnicze będzie, a Tusk nam nic nie obiecał.
Ogólnie mieszkańcy Czyż nie bardzo są przejęci, że prezydentem Polski został Lech Kaczyński. – Hitlera i komunizm, kołchozy i nawozy przeżyliśmy, to przeżyjem i Kaczorów. Co tam te pięć lat. Potem wszystko się wyjaśni – śmieje się Konach.
A Jakimiuk ma nadzieję, że nowa władza, taka katolicka, nie będzie Czyż dyskryminować.
- Kaczyński człowiek i my też. Niech nas równo traktuje – mówi. – Tak samo dba o katolików, jak o prawosławnych, tak samo o Polaków, jak o Białorusinów, czy Litwinów.
Głosowali na Kaszuba
Czyże to gmina, której mieszkańcy w większości określili swoją narodowość jako białoruską. Mieszkają tu prawie sami prawosławni. I tu chyba leży prawdziwy powód wyborczego powodzenia Tuska w tym miejscu. Chociaż trudno nawet trafić na jego elektorat, bo to zaledwie 164 osoby.
- Wybraliśmy go, bo reprezentuje jedną z mniejszości narodowych, więc może by o nas pamiętał – mówi pracownica miejscowej szkoły i prosi o zachowanie anonimowości.
- Dlaczego głosował pan na Tuska? – pytanie do starszego mężczyzny, który przyszedł do urzędu załatwić sprawy.
- Bo Kaszub. Tak jak i my odmieniec.

Autor artykułu: Urszula Dąbrowska

Pewniak Jurgiel w niepewnym rządzie

Tuesday, October 25th, 2005


To jest już pewne, że Krzysztof Jurgiel będzie w rządzie – mówi senator Krzysztof Putra, wiceprzewodniczący klubu parlamentarnego PiS. – Ani ze strony PiS, ani PO nie ma innych kandydatów na ministra rolnictwa. W każdej konfiguracji Krzysztof Jurgiel jest kandydatem na szefa tego resortu.
Do dyspozycji premiera
Rząd ma powstać piątek. Jednak media coraz częściej podają skład gabinetu premiera Kazimierza Marcinkiewicza, w którym PiS i Platforma po połowie podzielą się resortami. Tekę wicepremiera i ministra spraw zagranicznych ma objąć Jan Rokita. Wczorajsza “Gazeta Wyborcza” potwierdziła też wcześniejsze informacje “Porannego”, że resort rolnictwa przypadnie Jurgielowi.
Sam zainteresowany ostrożnie mówi o swoich szansach. Ale to on jest autorem programu rolnego PiS i członkiem zespołu negocjacyjnego “rozwój”, w którym odpowiada za sprawy rolne. Ma też poparcie prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. – Wszystko zależy od premiera Kazimierza Marcinkiewicza – mówi Jurgiel. – Pozostaję w dyspozycji przyszłego premiera.
Dodaje, że w rozmowach koalicyjnych rolnictwo nie zostało zgłoszone przez negocjatorów PO jako obszar sporny. – Wierzę, że szybko zakończymy rozmowy i powstanie rząd koalicji PiS i PO – mówi Krzysztof Jurgiel.
Jednak wielu polityków PO zaczyna z coraz większym dystansem mówić o koalicji z PiS. Wczoraj Bronisław Komorowski, kandydat na marszałka Sejmu, zaznaczył, że powstanie koalicji uzależnione jest od spełnienia “warunków brzegowych”, które pozwolą PO realizować własny program. – To do PiS należy przekonanie PO, że warto z nimi robić większość parlamentarną, wspólny rząd i ponosić wspólnie odpowiedzialność – mówił Komorowski.
Wejść czy nie wejść?
Podlaski poseł PO Robert Tyszkiewicz dyplomatycznie mówi, że Jurgielowi dobrze życzy, tak, jak wszystkim politykom z Podlasia.
- Jednak dzisiaj pojawia się pytanie, czy PO wejdzie do koalicji rządowej – mówi Tyszkiewicz. – Mamy podejrzenia w sprawie intencji polityków PiS. Obawiamy się, że nasz udział zostanie przez nich potraktowany jako alibi, na podstawie którego będą tłumaczyli się, że przez PO nie mogą spełnić swoich nierealnych obietnic wyborczych. Obawiamy się takiej dwutorowej polityki.
Rolnicy są “za”
Podlaskie środowiska rolnicze pozytywnie odnoszą się do perspektywy objęcia przez Krzysztofa Jurgiela resortu rolnictwa. Krzysztof Tołwiński (PSL), wicemarszałek zarządu województwa i były prezes Podlaskiej Izby Rolniczej, mówi: – Życzę przyszłemu ministrowi jak najlepiej, jednak czeka go trudne zadanie. Chcę też zapowiedzieć, że będę uważnym recenzentem poczynań nowego ministra rolnictwa.
Według Tołwińskiego, najpilniejszym zadaniem dla nowego ministra będzie uporządkowanie rynku zbóż.
- Teraz ten rynek jest zdestabilizowany, a zboża są podstawą całego rolnictwa – mówi Tołwiński. – Uważam na przykład, że cenami interwencyjnymi trzeba także objąć produkcję żyta. Ich obecne ceny są skandaliczne.
Wśród innych pilnych zadań Tołwiński wymienia odzyskanie dla produkcji mleczarskiej rynków wschodnich, przyjęcie ustawy o biopaliwach oraz wprowadzenia zniżek na paliwo rolnicze.
Pytani przez nas rolnicy także przychylnym okiem patrzą na kandydaturę Krzysztofa Jurgiela. Jest stąd, z Podlasia co dobrze wróży. Znają go, wiedzą, że zajmował się problemami rolników. – Mówi dobrze, ale to tylko słowa. Zobaczymy co zrobi jak zostanie ministrem. Czy nam się choć trochę polepszy czy nie. Wszystko wyjdzie w praktyce, ale niech próbuje – daje mu szansę Grzegorz Jakimiuk z Czyż.
Gospodarze najbardziej liczą na to, że rząd z PiS-em na czele szybko wprowadzi tańsze tzw. “rolnicze paliwo”. – Teraz na 200 litrów paliwa do traktora, muszę zdać cztery tony żyta. I jeszcze czekam miesiącami na swoje pieniądze. To nienormalne – denerwuje się Mikołaj Konach.
- Wiele obiecujemy sobie po tym, że to PiS a konkretnie Krzysztof Jurgiel będzie odpowiadał w przyszłym rządzie za rolnictwo – kończy Tołwiński.

Autor artykułu: Zbigniew Nikitorowicz, (dab)

Koniec koszmaru w poniedziałek

Friday, October 21st, 2005


Prezydent miasta wysłuchał w końcu próśb i gróźb kierowców i pasażerów komunikacji miejskiej i zdecydował, że na czas remontów ulic w centrum miasta deptak na Rynku Kościuszki będzie otwarty dla samochodów. Innego wyjścia właściwie nie miał – od wtorku, kiedy to drogowcy zajęli pół ulicy Liniarskiego, ruch w centrum był sparaliżowany, a kierowcy nie zostawili suchej nitki na władzach miasta. I mieli rację, bo samochody ustawiły się sznurem na Liniarskiego, Kalinowskiego, Skłodowskiej, Legionowej, Sienkiewicza, Malmeda, al. Piłsudskiego. Przejechanie kilkuset metrów w centrum zajmowało kilkadziesiąt minut. – Kiedy skończy się ten koszmar? – dopytywali się kierowcy. Wczoraj było tak źle, że w rozładowaniu zatorów na skrzyżowaniach w centrum musieli pomagać policjanci.
Rozsypał się rozkład jazdy autobusów komunikacji miejskiej – niektóre z kursów miały po 15 minut spóźnienia, a że korki rozlały się po całym centrum, wielkie kłopoty z punktualnością miały nawet autobusy, które nie jechały przez remontowane ulice.
Teraz to powinno się zmienić – na pewno poprawi się punktualność autobusów, które od czerwca musiały omijać zamknięty Rynek Kościuszki. Linie 2, 4, 5, 21 i 28 znów pojadą przez Lipową, znów będą zatrzymywały się na przystanku przy Ratuszu. Wraz ze zmianą tras autobusów od poniedziałku zmienią się także ich rozkłady jazdy. Na stronie internetowej zarządu dróg www.zdt.bialystok.pl. pojawią się już dziś o godz. 12. Przez weekend zmienione rozkłady pojawią się też na przystankach.
Jeśli chodzi o organizację ruchu na Lipowej i Rynku Kościuszki, kierowcy nie powinni być zaskoczeni – od poniedziałku będą jeździć tak, jak jeszcze kilka miesięcy temu, przed stworzeniem deptaka. Do poniedziałku zarząd dróg ma zlikwidować też całe oznakowanie deptaka – znikną zakazy wjazdu na Rynek Kościuszki, znikną namalowane pasy wyznaczające miejsca postojowe i wjazd z Sienkiewicza w Suraską.

Autor artykułu: Tomasz ŻUKOWSKI

Tylko zapału nie brakowało

Friday, October 21st, 2005


2 października 1950 roku, dzień pierwszej inauguracji roku akademickiego na białostockiej uczelni medycznej, zapamiętał na całe życie każdy ze 164 młodych ludzi, którzy dostali indeks. Po pięciu latach nauki dyplomy wręczał sam minister zdrowia. Odebrało je już tylko 108 osób.
– Początki były istotnie ciężkie – opowiada. – Wszystkiego było mało: podręczników, pieniędzy, sal lekcyjnych. Piękny budynek Pałacu Branickich był zupełnie wypalony, ogród prawie nie istniał. Wszystkie zajęcia odbywały się w bocznym skrzydle pałacu, w sali kolumnowej, czyli dawnym teatrze Branickich. Tylko zapału nam nie brakowało.
Nie brakowało też charyzmatycznych nauczycieli. Pierwsi studenci o swoim pierwszym rektorze, prof. Tadeuszu Kielanowskim, nie mówią inaczej, jak „wspaniały człowiek”. Jakowicki twierdzi wprost: – Myśmy go kochali.
Profesor Jakowicki urodził się w Pińsku na Polesiu – tam, gdzie Ryszard Kapuściński. Ukończył białostockie liceum przy Fabrycznej. Na decyzję o wyborze kariery miały wpływ lata wojenne. Spędził je w Wilnie. Tam obserwował pracę swojego stryja, słynnego ginekologa prof. Władysława Jakowickiego.
– Wybitna postać – dodaje Jakowicki. – Był nauczycielem moich nauczycieli akademickich. Ginekologiem zostałem dzięki niemu.
Decyzję o wyborze specjalizacji podjął we wrześniu 1953 roku, trzy dni po tym, jak na AMB powstała klinika ginekologii.
– Ze względu na ogromne braki lekarzy my, studenci, pełniliśmy codziennie dyżury – opowiada profesor. – I dostawaliśmy za to pieniądze!
W klinice przy ul. Warszawskiej (później w szpitalu klinicznym) profesor zrobił habilitację. Miał wtedy 33 lata.
– No, a potem znowu opuściłem Białystok – mówi prof. Jakowiecki. – Dostałem jednocześnie dwie propozycje objęcia klinik: ze Szczecina i z Lublina. Jako stary kresowiak wybrałem Lublin.
Profesor jednak po cichu żałuje wyprowadzki.
– Prawdziwe kresy są jednak tu, w Białymstoku – mówi. – Po czym to poznać? Po tym, że ludzie mają serce na dłoni.

Autor artykułu: Agata Lewkowska

Trudna sesja

Thursday, October 20th, 2005


Wyjazdowa sesja jest bardzo trudna. Kujawiak należy do konkurentów Jagi w walce o ekstraklasę, Ruch jest ekipa doświadczoną, a Łęczna gra w I lidze.
– Nie ma co rozdzielać, który mecz jest najtrudniejszy. Wszystkie są jednakowo ciężkie i podejdziemy do nich poważnie. W tej chwili koncentrujemy się na najbliższym spotkaniu we Włocławku, potem będziemy myśleć o Pucharze w Łęcznej, a na koniec o Ruchu – mówi trener żółto-czerwonych Adam Nawałka.
Minizgrupowanie na Śląsku
Białostocki szkoleniowiec zapowiada rotację w składzie.
– Przyjmiemy odpowiednią strategię. Cześć zawodników nie pojedzie do Kujawiakia i zagra w meczu rezerw. Podobnie będzie przed Łęczną, bo druga drużyna gra w środę. Chodzi o to, by każdy zagrał, był w cyklu meczowym i można było z niego skorzystać – dodaje Nawałka.
Po sobotnim starciu z Kujawiakiem Jaga wróci do domu, skąd uda się do Łęcznej. Po wtorkowej, pucharowej potyczce białostoczanie wyjadą na Górny Śląsk, by na minizgrupowaniu przygotowywać się do starcia z chorzowianami. Dzień później do kolegów dołączą gracze wyznaczeni na środowy mecz czwartoligowych rezerw.
O Polonii później
O ile Jaga upora się z Górnikiem, kolejnym rywalem w Pucharze Polski będzie prawdopodobnie Polonia Warszawa, czyli najsłabszy zespół I ligi.
– Nie chcę oceniać, czy losowanie było dla nas dobre, czy złe. Do rozgrywek przystępuje się po to, by w nich zwyciężyć i pokonać trzeba wszystkie przeszkody. Nie ma zatem znaczenia, czy jest to lider, czy ostatnia drużyna ekstraklasy. Poza tym o szansach w meczach z Polonią możemy porozmawiać dopiero wtedy, gdy wyeliminujemy Łęczną – kończy szkoleniowiec Jagi.
W wyjazdowej sesji nie zagrają leczący urazy Robert Speichler i Robert Kolasa. W starciu z Kujawiakiem nie wystąpi także Remigiusz Sobociński, którego czeka pauza za nadmiar żółtych kartek.

Autor artykułu: kw

Ocenzurowana

Tuesday, October 18th, 2005


Wystawa poświęcona 500-leciu dziejów klasztoru w Supraślu powstała ze zbiorów Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie. W sierpniu i we wrześniu była prezentowana w stolicy. W supraskim Pałacu Opatów (na terenie monasteru Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny), wystawa została z pompą otwarta w piątek. Składała się m.in. z plansz prezentujących wielowiekowe dzieje klasztoru. I to właśnie treść owych plansz stała się powodem sporu.
Tendencyjna
- Wystawa tendencyjnie przedstawia historię supraskiego monasteru – uważa Andrzej Lechowski, dyrektor Muzeum Podlaskiego. I uzasadnia: – Podważa się fakt, że w 1500 roku nie było tam prawosławnych zakonników, a klasztor powstał w oparciu o unię florencką, czyli jednostronny ruch kościoła rzymskiego. Wyraz prawosławie pojawił się dopiero w kontekście zaborów. Nie używa się określenia cerkiew, tylko świątynia. No i skandaliczny fragment, gdzie odbudowę w 1984 roku zniszczonej pod koniec wojny supraskiej cerkwi, wmanipulowano w kontekst stanu wojennego, sugerując, że prawosławni dostali zgodę za współpracę z władzami komunistycznymi.
To są fakty
Marek Zalewski, kurator wystawy uważa, że nie ma tam błędów historycznych, a strona prawosławna nie chce uznać pewnych faktów z historii Cerkwi w Polsce. Uważa, że doszło do cenzury. – Przedstawiłem historię – mówi. – Położyłem akcent na okres unicki w dziejach klasztoru, bo unici byli z nim związani 300 lat i to, co się tam działo najlepszego kojarzy się z tym okresem. A używam określenia świątynia, a nie cerkiew, bo jest to pojęcie bardziej ogólne. Jak miałem nazwać? Przed wojną cerkiew Zwiastowania Najświętszej Marii Panny była właśnie świątynią katolicką – mówi Zalewski. – Jeżeli zakleja się tekst, że w czasie stanu wojennego kościół prawosławny uzyskał zgodę na odbudowę cerkwi, co jest zgodne z prawdą, to mamy do czynienia z ingerencją cenzorską.
Marek Zalewski podkreśla, że teksty pisał nie tylko on, ale także naukowcy z biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego oraz z Biblioteki Narodowej.
Otwarta i zamknięta
Wczoraj wystawa została zdemontowana. Muzeum Archeologicznego nikt nie zawiadomił. – Można to było załatwić inaczej, nikt dyrektora Lechowskiego nie zmuszał do przyjęcia tej wystawy – mówi oburzony Zalewski. – Wystawa była pokazywana w Warszawie, byli zaproszeni przedstawiciele Muzeum Podlaskiego, nikt nie protestował. Przygotowania do ekspozycji w Supraślu rozpoczęły się dwa tygodnie temu i nikt nie zarzucał nam, że teksty są fałszywe.
- Znałem wystawę, dlatego przedstawiłem swoje sugestie, ale nie zostały one uwzględnione. Byłem tym tak samo zaskoczony, jak część widzów – odpowiada Lechowski.
Dlaczego w taki razie zdecydował się na jej otwarcie? – Miałem do wyboru: albo nie dopuścić w ogóle do otwarcia wystawy, albo ją ocenzurować i natychmiast zamknąć, co też uczyniłem. Tu każde wyjście było złe, bo poszły już zaproszenia – mówi Lechowski.
- Wystawa nie przedstawia prawdziwej historii Ławry Supraskiej, znakomitego ośrodka kultury prawosławnej pierwszej Rzeczpospolitej, która istniała dzięki wielowyznaniowemu charakterowi państwa – Jarosław Matwiejuk, radny Forum Mniejszości Podlasia pochwala decyzję dyrektora Lechowskiego. – Niezauważenie prawosławnego okresu funkcjonowania klasztoru supraskiego z jednej strony kłóci się z prawdą historyczną, a z drugiej strony uraża uczucia prawosławnych mieszkańców Podlasia. Jestem zaskoczony, jak mogło w ogóle dojść do tej wystawy.
Co na to zarząd województwa podlaskiego? – Muzeum ma swego dyrektora, który nie musi konsultować swoich decyzji – odpowiada Jan Syczewski, członek zarządu województwa podlaskiego, któremu podlegają placówki kulturalne. Dodaje, że nie był na wystawie i nie zna jej treści.

Autor artykułu: Alicja Zielińska